-Do kogo ty mówisz?-usłyszałam mamę siedzącą obok mnie na siedzeniu.
-Hę?-zapytała ponownie
-A co, nie, tak...
-Co ty mówisz dziecko?!-powiedziała do mnie cichym, rozbawionym tonem.
-Aj nic...
-Rozmawiałaś
przez sen?-uśmiechnęła się do mnie. Niestety, gadałam przez sen. Za
pewne mama musiała słyszeć wszystkie moje tajemnice. Uśmiechnęłam się
pod nosem. No tak byłam w samolocie do Londynu. Ehh...Przez tę pracę
mamusi musiałyśmy ruszać się z Polski. I to w ferie zimowe! Tragedia...
Jak ja nie lubiłam ruszać tyłka nigdzie, po za tymi miejscami, w których
do tej pory byłam... Zostawiłam przy..koleżanki. Byłam nieśmiała i
miałam charakter, dzięki któremu szybko poznawałam znajomości, lecz nie
miałam szczęścia w dobieraniu ich. Większość to dziewczyny, które tylko
jeżeli ich psiapsióła się nie ruszała, w tedy dopiero byłam ja. Chociaż
miałam znajome z bloku, z którymi najbardziej się lubiłam, to jednak nie
czułam tej prawdziwej przyjaźni. Z dużym naciskiem na prawdziwej. A
właśnie, wracając do tematu przeprowadzki. Mama pracowała jako lekarz
pediatra. Powiedzieli jej, żeby jechała(poprawka)leciała do Londynu, bo
tak będzie więcej zarabiać no, a nam to było potrzebne. Z resztą
kochałam zawód mojej mamy. Czasem mnie ze sobą zabierała. Lubiłam te
małe dzieci. Zawsze dzieliłam entuzjazm do pociech, mój ojciec też lecz
długo się tym nie nacieszył. Zawsze miał dobre serce..dobre lecz
słabe...Była zima, zachorowałam, miałam 4 latka. Mama mówiła, że miałam
małe szanse na przeżycie, z każdym dniem coraz gorzej. W końcu tato
dowiedział się, że mogę nie dożyć następnego dnia..w tedy tato zbladł,
podszedł do mnie, przytulił mnie i powiedział, żebym była silna i jeśli
coś by się stało, mam się nie poddawać. Dodał jeszcze, że zawsze będzie
mnie kochał, wyszedł i nagle on upadł, a wszyscy się zbiegli. Tato
dostał zawału serca, to on nie przeżył,a ja zebrałam w sobie siły,
wstałam z łóżeczka i podsłuchałam rozmowy mamy z lekarzem:
-Nie da się nic zrobić, on nie żyje. W tedy mnie ujrzeli, stali zdziwieni, podeszłam do mamy mówiąc:
-Mamusiu
ulozi zie. Bezie dobzie. Mama się uśmiechnęła, przytuliła mnie do
siebie. A jednak następnego dnia powiedzieli, że mój stan znacznie się
polepszył i, że mnie wypuszczą za kilka dni. Akurat byłam na pogrzebie
taty. Mama starała się przychodzić często na jego grób. Mieliśmy mnóstwo
pięknych zdjęć z tatusiem. A teraz... Czy tato mógłby się domyślić, że
jego córeczka Emilka, za 13 lat poleci do Londynu. Oczywiście nie obyło
się bez komentarzy na osiedlu. Plotkary, wszędzie plotkary... Kilka
minut i całe osiedle wiedziało. No cóż poczta dalej, jak mówił mój
ojciec.
-Zaraz
mamo! Nie mamy komputera!-wykrzyknęłam tak głośno, że niektórzy zaczęli
się oglądać co za wariatka wrzeszczy. Z resztą zrobiłabym to samo.
-Jak
miałyśmy wziąć komputer stacjonarny?-moja mama zawsze miała głowę na
karku, szybko odpowiadając-na miejscu kupimy wszystkie potrzebne rzeczy
takiego typu. Zapomniałam. Wszystko już tam było, tak jak chciałam. Moja
dawna znajoma mieszka w Londynie, wraz ze swoją mamą. Ona nazywała się
Ania, a jej mama Katarzyna. Ładne imiona. Znałyśmy się długo, więc
powiedziały, że zrobią nam niespodziankę z mieszkaniem i resztą,np.
ogrodem, meblami itd...
Po
długim czasie zamyślenia oraz za pewne spania, mama mnie ocknęła, że
jesteśmy na miejscu. Jaki tłok! Gdybym nawet krzyczała przez mikrofon,
to nie wiem, czy by ktoś coś słyszał w tym gwarze. Miałam niezłe
poczucie humoru. Z resztą.. Z wierzchu twarda jak stal, w środku mała
dziewczynka potrzebująca pomocy, łagodna i wrażliwa.
Szłyśmy
tak z mamą przez tłumy wreszcie widząc światło. Uhh. W końcu rześkie
poranne powietrze. Było jeszcze ciemno, a do tego..! Szok! Tak nie było
śniegu. No bez jaj...Nie zauważyłam wychodząć z samolotu. Spoczko. Mama
poszła zamówić taksówkę, gdy ja ciągnęłam swój ogromny bagaż. No kurde!
Mama mówi, że będzie 1 wolna za ponad 30 minut. Masakra. Poszłyśmy do
pobliskiej kawiarni, aby jakoś spędzić czas. W Londynie była już 8, a
więc zaraz taksówka ma przyjechać. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Moja mama
świetnie znała angielski, co ja po niej odziedziczyłam. Z resztą po
tacie również. Było chłodno. Zaczęłyśmy iść w stronę postoju TAXI.
Zapatrzyłam się w ziemię i prawie nieprzytomna(cooo, byłam
zmęczona)szłam i.... Wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był pięknie ubrany i
miał czapkę jak reszta, jednak mnie olśniło. Tak, to był on to chłopak z
tego boysbandu....
__________________________________________
Mam nadzieję, że się spodobało. Może komentarz, żebym wiedziała, że ktoś to w ogóle czyta? :)
Woooooooo na kogo wpadła? *.*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że szybko dodasz kolejny, bo masz talent i już nie mogę się doczekać! :)
Super! ^.^
OdpowiedzUsuń