niedziela, 27 października 2013

Rozdział: 19

Tak! W końcu musiałam mu to powiedzieć..
-Harry, chcę tobie przede wszystkim podziękować. Podziękować za to, co zrobiłeś...w tedy-szepnęłam-i za tamten wieczór u mnie.. 
 On nie odpowiedział nic, tylko jeszcze bardziej przytulił mnie do siebie. To nieco utwierdziło mnie w przekonaniach Ani. Ale ten jeden fakt, nie mógł o wszystkim świadczyć.
-Przepraszam za tę scenkę... Po prostu musiałam podziękować, przed twoim wyjazdem-powiedziałam, po czym lekko się od niego odsunęłam. Dalej nic nie mówił, więc spojrzałam mu w oczy.
-Nie masz za co dziękować-usłyszałam. Uśmiechnęłam się szeroko, co on odwzajemnił ukazując swoje urocze dołeczki.
-Ekhem...-chrząknęła Ania-Chłopcy muszą się zbierać, tak więc ten..może go już puścisz?
Tak...Wystarczająco dużo czasu stałam w niego wpatrzona. Pomachałyśmy do Hazzy i reszty. Ich postacie zniknęły gdzieś w tłumie. Powoli cofnęłyśmy się do wyjścia.

-Czemu to zrobiłaś?-zapytała mnie Ania poprawiając poduszkę, o którą się oparła.
-Odpowiadałam ci już setki razy-burknęłam.
-No to niby ta.. ale zwykłe 'Bo tak" mi nie wystarcza...
-To się z tym pogódź.
-Eh, dogadać się z tobą...-westchnęła.
-Trudno, przeżyjesz.
-Emila, proszę powiedz no..Co ci zależy?
-W sumie nic-mruknęłam.
-A no widzisz! Czyli możesz mi powiedzieć-uśmiechnęła się.
-Wiesz, mojego mózgu nie ogarniesz, nie jestem pewna czy pojmiesz to co powiem-zaczęłam. Zauważyłam jak Ania na mnie patrzyła. Była troszkę zdenerwowana moją niepotrzebną paplaniną..-No to po prostu...Nie podziękowałam mu za tamto, a trzeba było..to chyba na tyle-powiedziałam. Anka za to parsknęła śmiechem. Nawet nie chciałam pytać...
-Tak, a ja jestem Święty Mikołaj. Powiedz, nawet ci nie chodziło o przeprosiny...
Nie skomentowałam. Dopiłam resztki mojej herbaty i odstawiłam szklankę na biurko.
-Masz bujną wyobraźnię-powiedziałam bez większego entuzjazmu. Uśmiechnęła się. Wstała z łóżka, wzięła puste szklanki i zeszła na dół. Chciała urządzić miłą, wieczorną pogawędkę między nami, na którą nie miałam ochoty. Wygodnie ułożyłam się na łóżku. Ania długo nie przychodziła, za pewne zagadała z moją mamą. Byłam bardzo zmęczona, więc z myślą o pogaduszkach zasnęłam.

-Au!-usłyszałam cieniutki pisk po mojej lewej stronie. Spojrzałam w bok. Moja ręka zatrzymała się na nosie Ani..a raczej uderzyła nos Anki...
-Eh, sory-szepnęłam śmiejąc się lekko. Ona zaczęła coś mruczeć pod nosem, po czym znowu zasnęła.. Leżałam na plecach gapiąc się za okno. Zza horyzontu zaczęło wyłaniać się słońce, przez co w pokoju robiło się coraz jaśniej. Usiadłam na łóżku, po czym oparłam się o szafkę nocną. Powoli się podniosłam. Ruszyłam w stronę drzwi. Wolno schodziłam ze schodów, po czym udałam się do kuchni... W pomieszczeniu zobaczyłam krzątającą się mamę. 
-Czekasz na śniadanie?-zapytała wysyłając do mnie szczery uśmiech. Odwzajemniłam go. Przysiadłam na krzesełku patrząc, z jaką precyzją wszystko robiła. Po kilku minutach posiłek był zrobiony.
-Gotowe-oświadczyła.
-A co dzisiaj ciekawego wyczarowałaś mamo?-spytałam.
-Córciu, odkąd pamiętam to chyba było twoje ulubione śniadanie jak byłaś mała-uśmiechnęła się. Wspomnienia wracały...
-Ah! Mamo! Ty to zawsze wiesz co dobre-westchnęłam zapatrzona w potrawę. Otóż był to przepyszny omlet z cukrem pudrem i bananami. Pobiegłam szybko na górę. Moim zamiarem było obudzenie Ani. Cóż, kiedy weszłam do pokoju, ona już stała przed łóżkiem patrząc na budzik, który wskazywał godzinę 8:07.
-Zaspałam do szkoły. Nie idę dzisiaj tam...-powiedziała, po czym ziewnęła. Pociągnęłam ją za rękę. Zbiegłyśmy ze schodów i ruszyłyśmy do kuchni.
-Jedz spokojnie śniadanie-powiedziałam do Anki-Dzisiaj jest niedziela...

3 godziny później

-Mamo, na prawdę muszę jutro tam iść? Nie będę miała życia...-mruknęłam.
-Musisz, będziesz miała życie, nie wygaduj głupot!-uniosła trochę głos moja mama.
-Ale ten..ja mam gorączkę...-bełkotałam pod nosem.
-Eh, i tak nie będziesz wieczność siedzieć w domu. W końcu pójdziesz do tej szkoły, czy tego chcesz czy nie. A ja tego dopilnuję...
-Tylko, że to nie ciebie spotkało. Mój prawnik z tobą pomówi..
-Może i nie mn..Co? Jaki prawnik?! Ja nie wytrzymam...Co tobie odbija?
-Prawniku!-zawołałam mojego doradcę. Mama dziwnie na mnie spojrzała, za drzwiami słychać było kroki.
-Witam panią. Jestem Anna, adwokat mojej klientki Emilii. Otóż wstawiam się za nią.
-Dziewczynki, nie czas na zabawy-powiedziała pobłażliwym głosem mama.
-Ależ mamo, posłuchaj-wtrąciłam się.
-Otóż moja klientka, nie chce na razie obawiać się złych komentarzy na swój temat. Niech posiedzi jeśli byłaby taka możliwość w domu, oczywiście nie rozpieszczając jej. We wtorek spokojnie będzie można ją puścić-wyszczerzyła się.
-Tak, masz ogromnie wielki potencjał. Twoje zdolności dyplomatyczne są na bardzo wysokim poziomie-westchnęłam sarkastycznie. Tak Face palm również miał swoje miejsce...
-Ehh... Przykro mi dziewczynki-mama starała się uśmiechnąć-Niestety muszę odmówić pani prokurator, ale Emila jutro idzie do szkoły.
Po tych słowach wyszła z pokoju uśmiechając się. Liczyłam na przynajmniej jeden dzień wolnego.
-Słuchaj, nie przejmuj się..-zaczęła Ania przysiadając się do mnie.
-Jak? Powiedz mi jak? Gdybym tylko mogła...-szepnęłam.
-Ale przecież na tym filmie nie było widać twojej twarzy. Osoby, które nie wiedzą, że to ty nie będą nic podejrzewać.
-No tak, a Tony, Judy i reszta? Przecież oni wiedzą, że ich znam..chłopców.
-Ale nie wiedzą co się stało. Dowiedzieli się tylko tyle, że zostałaś pobita, nic więcej. Nie wiedzieli o wyjściu., a po...
-Nic już nie mów. Wyjść, proszę, chcę trochę posiedzieć..sama-poprosiłam dziewczynę. Ona tylko kiwnęła głową i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Musiałam się jakoś pozbierać i dokładnie przemyśleć. Eh! To dalej mi nie dawało spokoju, a raczej on, a może i ja... Dlaczego ja tak do niego poleciałam, dlaczego on tam był, w tedy wieczorem, dlaczego mi pomógł, dlaczego trudno mi było zostawić tą sprawę bez podziękowań dla niego? Dlaczego?! Jest tyle pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Staramy się wiedzieć jak jest, niestety nie mamy możliwości. To stawało się coraz bardziej dziwniejsze. Do tego jeszcze szkoła i ta niewiadoma dla mnie rzecz...czy mnie rozpoznają? Czy będę miała spokój w szkole? Czy będą za mną latać lub o mnie plotkować? Te myśli w ogóle nie dawały mi spokoju. Choć miałam cichą nadzieję, że nie będą wiedzieć, kto był na tym nagraniu. A teraz..te myśli. To co opowiadała Ania... Ta troska, ta cierpliwość, ta nadzieja, która w nim była, kiedy czekał...
 Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Usiadłam na łóżku, czekając aż Anka otworzy. Drugi dzwonek...
   Zeszłam na dół. W salonie, na kanapie leżała rozłożona świnka, mająca słuchawki w uszach. 'Ach, Anka!' Podeszłam do drzwi...  Tego się nie domyśliłam.
 Co on tutaj robił?!
-Cześć-powiedziałam, próbując ukryć moje zdziwienie.
-Hej, nie przeszkadzam?-zapytał nieśmiało.
-Nie, jasne, że nie, wchodź Luke.
Chłopak posłusznie wszedł do domu.
-No, to co byś chciał? Herbata, sok?-spytałam.
-Właściwie to ja nie po to tutaj jestem-zaczął-Chciałbym się ciebie zapytać, czy może wyszłabyś gdzieś dzisiaj ze mną?
_____________________________________________________
Cześć. Długo nie było, bardzo przepraszam, ale nie miałam czasu. Postaram się to nadrobić i kolejny napisać jeszcze w tym, najbliższym tygodniu. 

sobota, 19 października 2013

Rozdział: 18

Czyżby moja serdeczna przyjaciółka miała rację? I od początku próbowała mi coś przekazać. Warto by było z nią porozmawiać, ale nie w tym dniu. Chciałam odpocząć, a rozmowy już mnie zupełnie wykańczały. Jak jeszcze byłam tą małą, wesolutką i rozbawioną dziewczynką, nawijałam jak szalona. Niestety wraz z tym złym przeżyciem, straciłam w ogóle chęć porozumiewania się z kimś. Robiłam to tylko z nudów? Aby się komuś wyżalić? Jakoś więcej nie miałam zamiaru paplać. Nawet jeśli chciałam się czymś pochwalić, opowiedzieć, siedziałam cicho i samotnie, z powodu prawie ciągłej nieobecności mamy. Nie.. Nie pomyślcie sobie, że mnie zaniedbywała. Miała wystarczająco dużo obowiązków na głowie. Za tak małą pensję, jaką dostawała, trudno było odpoczywać. Praca po godzinach, to jedyne co pozostawało. Aż w końcu dowiedziała się o pracy w Londynie. Zbierała trochę na bilety i wyleciałyśmy, zostawiając wszystko i wszystkich. Nadarzyła się okazja, która mogłaby się więcej nie powtórzyć. Trzeba było skorzystać... Cóż tęsknię za swoimi znajomymi, ale w końcu zaczęłam nowe życie, które niefortunnie się rozpoczęło. Szczerze to nie wiem, co bym wolała... I tak z tą myślą zasnęłam.

Obudziłam się, niezwykle późno, co mogłoby się zdawać, że coś ze mną jest nie tak. Otóż wstawanie z łóżka po 9:00 jest w moim wykonaniu bardzo rzadkie.. Z tego co pamiętam była sobota. Ociągając się podniosłam się z pościeli i podreptałam po schodach na dół, do kuchni, gdzie czekały ze śniadaniem na mnie mama oraz Ania.
-Co tak późno, Emilko?-zapytała mama. Anka spojrzała na mnie i powiedziała:
-Rzeczywiście, jak nigdy. 
-Też się zdziwiłam. Co dzisiaj na śniadanie?-spytałam zmieniając temat. Przecież to było oczywiste, po co to drążyć? Zaczęły puszczać do siebie jakieś porozumiewawcze spojrzenia.
-Mamo.. Czy ja znowu o czymś nie wiem?
-Zapraszam do jadalni-powiedziała tylko. Uśmiechnęła się i poszła do pomieszczenia, o którym wspomniała, z talerzami i sztućcami. Kiedy Ania miała za nią podążać, złapałam ją za skrawek bluzki i pociągnęłam do siebie.
-Dobra, co się dzieje?
-Zupełnie nic Emila. Nic-odpowiedziała.
-Zaczekaj tutaj-szepnęłam. Uchyliłam lekko drzwi do jadalni, aby zobaczyć co się dzieje za drzwiami. Lucas, Tony, Judy... Dalej nic nie widziałam, nie mogłam bardziej uchylić drzwi, aby nie zdradzić  swojej obecności. Wywnioskowałam jednak, że jest tam więcej..no chłopaków.
-Dobra o co chodzi?
-No... Przyszli do ciebie na śniadanie-odpowiedziała.
-Eh, zagraj na czas. Max. 5 minut i jestem. Przecież nawet się nie przebrałam. Idź tam.
 Poszła do jadalni, a ja pobiegłam do pokoju. Wzięłam czarne leginsy oraz bluzkę z batmanem. Szybko poszłam do łazienki, gdzie w miarę dobrze się ogarnęłam. Pędem nałożyłam ubranie. W normalnym stanie ruszyłam do jadalni. Zawahałam się. Przyznam, miałam lekkiego cykora, czy nie ma tam kogoś, kogo nie znam. Cóż i tak musiałam tam wejść. Eh.. Czasem mam błędne przeczucia, co w tamtej chwili, było dobre. Widziałam tam samych przyjaciół. Uśmiechnęłam się i usiadłam pomiędzy Anią, a mamą. Ogólnie posiłek minął w miłej atmosferze. Nie obyło się bez żartów. Po skończonym śniadaniu wszyscy się rozeszli. Znaczy po moim domu. Jedni byli w kuchni, drudzy w salonie. Ja zostałam sama, sprzątając talerze. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Chciałam już powiedzieć "Co się stało Harry?" Ale dobrze, że się powstrzymałam. Za mną stała Ania.
-Hem, nie przeszkadzam?-zapytała uśmiechnięta.
-Jasne, że nie-bez namysłu odpowiedziałam.
-Pomóc?
-Jak chcesz..
Zaczęła sprzątać ze mną ze stołu i znosić naczynia do kuchni. Po zakończonej pracy, zaproponowałam jej, aby poszła do mnie do pokoju. Oczywiście zgodziła się. Weszłyśmy na górę, usiadłyśmy na łóżku i zaczęłam:
-Ania.. Ja już wiem o co ci chodziło. Dlaczego tak w szpitalu rzuciłaś się na Harry'ego, jak gadałaś o mnie i o nim... Ja już wiem..
-Ej, nie chciałam nic złego, zapamiętaj. Ale serio myślę, że on..
-Tak wiem-przerwałam jej-Już chyba powoli rozumiem, CO on. Ale nie, to jest niemożliwe, ja do siebie tego nie dopuszczę.
-To już twoja sprawa-westchnęła-Nie wiem, co by było w tym złego..
-Ale czy ty na pewno jesteś tego pewna? Przecież on nic mi takiego nie powiedział, aby mogło mieć jakieś znaczenie... Nie wyobrażam sobie tego..
-Ale co tu wyobrażać?! Słuchaj kochana. Chociaż spróbuj! Kto nie próbuje, ten szampana nie pije. A to ty musisz zacząć? Może to on coś zrobi..
-Ja już sama nie wiem! Może to tylko się tak tobie zdaje? Przecież jestem zwyczajna, niczym się nie wyróżniam, a on to pies na baby...
-Nie jesteś zwykła. Jesteś niezwykła, wyjątkowa. Wyjątkowe kobiety z psa na baby, zmienią mężczyznę wiernego jak pies.
-Ty to jak z czymś wyskoczysz..-bąknęłam.
-Taka prawda. Co mogłoby wam przeszkodzić? Jest w trasie? Możesz się z nim skontaktować.
-Ej, Ania przystopuj. Nie śnij historii, które nie będą miały miejsca.
-Wiary w siebie Ema! Skąd możesz być tego taka pewna! Nawet twoja ciocia.. Właśnie! Zabierzmy się całą grupą, która dzisiaj była u ciebie na śniadaniu i pojedźmy do twojej cioci! Tak! To świetny pomysł.
-Jeżeli chcesz mnie z nim swatać, to powodzenia-powiedziałam poważnym tonem, jednak to nie zniechęciło jej do działania. Zaczęła mi opowiadać o swoich planach. Nie słuchałam jej, bo nawet nie było czego..
-Słuchasz ty mnie w ogóle?!-podniosła głos trochę zdenerwowana.
-Nie-odpowiedziałam.
-Ehh.. Jak tam chcesz. Zastanów się trochę. Ale gdybyście byli neutralni, znaczy gdybyś ty była dla niego normalną dziewczyną, to myślisz, że siedziałby przy tobie? Że pojechałby specjalnie karetką, czekając na wyniki, twoje obudzenie się? Myślę, że nie. Może i pomógłby tobie, ale nie zamartwiałby się tak bardzo..-
Chyba było w tym trochę racji. Pogawędkę przerwał odgłos mojego telefonu, oznajmujący SMSa. Sięgnęłam po telefon.
-Magda. Jak myślisz, czemu do mnie pisze? W końcu przecież ma drogo...
-No nie wiem..-uśmiechnęła się lekko.
-Czyli twoja sprawka-na to nic nie odpowiedziała. Wyszczerzyła się, a ja tylko machnęłam ręką. Treść SMSa zbyt mnie nie zdziwiła. Oczywiście chodziło o moje samopoczucie. Odpisałam, że wieczorem wejdę na Skype'a.
-Głupia jesteś-uśmiechnęłam się. Ona jako jej odpowiedź, rzuciła we mnie poduszką.
-Nie wiem co chcesz przez to osiągnąć. W końcu i tak nic się nie stanie... Dobra, idziemy ale się nie podniecaj.

Zeszłyśmy na dół. Reszta sobie rozmawiała z moją mamą. Kiedy weszłam do salonu, wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie. Dziwnie się poczułam.
-Emm.. Może pojechalibyśmy do mojej cioci, co?-zaczęłam. Trochę krępujące, kiedy mniej więcej 12 twarzy jest odwróconych w twoją stronę, gdy wychodzisz z inicjatywą. Zgodzili się. Poszliśmy się ubrać, wyszliśmy i mama zamknęła drzwi.
-A jak my tam dojedziemy?-zapytała Ania.
-Spokojnie. Chłopcy pojadą swoim samochodem, a my taksówkami-odpowiedziała spokojnie mama.

I tak dojechaliśmy do cioci. Jak tam było pięknie! Drzewa, pokryte białym puchem.. Wszystko dookoła tak bajkowo wyglądało!
-Idziesz?-zostałam szturchnięta przez Lou.
-Tak, tak.. Ale czy nie uważasz, że tutaj jest cudownie?
-Ładnie..
-A weź. Z chłopami to tak zawsze, nie zwracają uwagi na piękno natury. Przecież to podstawa, o czym wy myślicie?-zaczęłam, a Louis się uśmiechnął i zaczął ruszać brwiami, w kontekście, chyba wiemy jakim...
-Tommo, przeginasz... Widzę, że dla was tylko jedno się liczy.
-A tam, nie przesadzaj-wyszczerzył się, złapał mnie za rękę i pomaszerowaliśmy. Czemu mnie to nie dziwi?

Kiedy doszliśmy pod stajnię, mama już rozmawiała z ciocią. Okazało się, że Basia jedzie z nami. Weszliśmy do budynku. Od razu pobiegłam do mojej karej arabki. Wszyscy podchodzili do koni, aby sobie jakiegoś wybrać. Spoglądałam na resztę, patrząc kto jakiego konia bierze. Chyba ulubionym koniem Harry'ego był Orlando..

Po osiodłaniu koni, wyruszyliśmy spod stajni. Flicka z niezwykłą łatwością, przedostawała się przez śnieżne zaspy.
-Hej Emila!-zawołała Ania doganiając mnie-Czyli pierwszy punkt mojego planu, mamy już z głowy..
-Co? Jakiego planu?-zapytałam.
-No.. Ty i on.
-Czekaj, czekaj... Ja myślałam, że to ma być jakiś żart!
-No to źle myślałaś. Przecieoszz...Cześć-wyszczerzyła się.
-Do kogo ty..?-odwróciłam się, a tam stał Payne-Oh, hej.
-Em, ścigamy się?-zaproponował Liam.
-W su..
-Czemu nie!-przerwała mi Anka.
-No to świetnie-puścił oko do Ani, a ona się lekko uśmiechnęła.
-Niedługo do was dojedziemy-powiedziałam.
Kiedy się trochę oddaliłyśmy, zaczęłam:
-Hmm.. Czyż dzisiaj nie jest cudowny dzień? Na przejażdżki, wyścigi... Ukrywanie czegoś przed swoją przyjaciółką...
-Ja? Nie no... co ty.. Ale ja? Nie..
-Nie gadaj głupot. Dobrze wiem, że coś kręcisz. Trudno i tak się dowiem prędzej, czy później.
-Yhym, a teraz wracajmy do nich.

Byliśmy już ustawieni. Wszyscy, równo, w jednym rzędzie. Rozległy się głosy.. 3, 2, 1.. START!
Ruszyliśmy. Na początku z Flicką nieźle sobie radziłyśmy. Byłyśmy na 2. pozycji zaraz po Basi. Klacz miała przed sobą wielką zaspę, sama próbowała skręcić, ale to nie dało większego rezultatu. Nie zdążyłyśmy wyhamować. Skończyło się wpadnięciem... na wysokość, w około metrową zaspę. Upadłyśmy, ale Flicka szybko wstała, nie to co ja. Usłyszałam czyiś cichy śmiech...
-Może i tobie, ale mi nie jest do śmiechu-jęknęłam.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam męski głos. Wstałam, otrzepałam się ze śniegu i odwróciłam się, aby przemówić.
-Nie, nic mi nie jest-odparłam poważnym głosem-Jak chcesz się ze mnie nabijać, to nie przy mnie.
-Och.. Następnym razem, uważaj jak jedziesz.. Mogłoby ci się coś stać.
-O ho Styles. Jak widzisz nic mi się nie stało. Nie pouczaj mnie jak się jeździ. Uwierz mi, jeżdżę bardzo dobrze-odrzekłam chłodno.
-Niby teraz nic, ale następnym razem radzę trochę uwagi poświęć drodze. Nie pouczam ciebie. Niewątpliwie jeździsz świetnie. Po prostu nie chcę, żebyś coś.. nie chcę, żeby coś się tobie stało, rozumiesz?
 Szczerze? Zrobiło mi się tak... Ehh.. Dziwnie się tak poczułam. Ale tak ciepło. Nie mogłam nic wykrztusić, ale żebym nie wyszła na wariatkę, podeszłam do Flicki i ją dosiadłam. Dalej myślałam nad tym, co powiedział.."...nie chcę, żeby coś się tobie stało, rozumiesz?"
...
-Em, dogońmy ich-rzekłam przerywając tę ciszę.
-Nie wiemy dokąd jechać..-zaczął.
-W sumie masz rację. Może..-zawahałam się. Jeśli Ania nie myliła się to..-..chciałbyś ze mną pojeździć? Nie wiemy gdzie są... A tak przynajmniej..-wahałam się. Nie wiedziałam jak zareaguje, ale nie powinnam się martwić. Uśmiechnął się.
-Jasne-powiedział z entuzjazmem. Zarumieniłam się. Zawsze w podobnych sytuacjach się rumienię. Miałam tylko nadzieję, że tego nie zobaczył. Ja i te moje durne pomysły... Chociaż, jeśli miałabym się dowiedzieć, czy to co mówi Ania jest prawdą, warto było zaryzykować.
   Jechaliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy.
-Ech.. Fajnie się jeździ-powiedział patrząc przed siebie.
-Tak-odparłam.
-Właściwie to przyszliśmy dzisiaj do ciebie, żeby zobaczyć się z tobą i pożegnać. Wieczorem mamy samolot.
 A więc tak szybko mija czas. Jeszcze niedawno przylecieli...
-Em, a kiedy wracacie?-spytałam-Mam nadzieję, że na długo nie wyjeżdżacie?
-Cóż, wracamy w maju...
 Spodziewałam się długiej rozłąki z nimi, ale nie aż takiej! Ponad 3 miesiące nie będę się z nimi widzieć. A pomyśleć, że nigdy przedtem przed przyjazdem do Londynu, nie ośmieliłabym się powiedzieć komukolwiek, że zamienię z nimi chociaż słowo. Życie często płata figle. Nie miałam nikogo prócz mamy, a teraz odnajduję kilka osób, które mogą mi coś zaoferować.. przyjaźń . Kiedy Ania poleciała do Londynu, nie miałam przyjaciółek. Były to jedynie koleżanki, z którymi często się bywało. Kiedy jednak ponownie dołączyłam do Anki, poczułam że moja najlepsza przyjaźń nadal ze mną jest. Nie odeszła wraz z długim rozstaniem. Nadal czekała na kolejne spotkanie... i o to jestem. Niestety to mnie przypadł los śmierci jedynego mężczyzny, ojca, nauczyciela, który mógłby mi jeszcze tyle pokazać. Podobno.. dobro powraca. Niebywale długo czekam na ten moment. Widać szczęście, nie jest mi pisane...
-Nad czym tak rozmyślasz?-zapytał Harry wyrywając mnie z zamyślenia. Odpowiedzią na jego pytanie była cisza. Jedynie odgłosy przedostawania się koni, poprzez hałdy śniegu ją zakłócało. Widząc moją niewyraźną minę nawet nie próbował pytać dalej.

Przejażdżka przeszła spokojnie. Czasem któreś z nas się odezwało, aby zaprzestać grobowemu milczeniu. W stadninie byliśmy przed resztą. Po rozsiodłaniu koni oraz odprowadzeniu ich do boksów, czekaliśmy na przyjazd reszty. Czas nam się dłużył, więc zajęliśmy się pozostałymi końmi. Kiedy wrócili zastali nas, sprzątających stajnię.
-Pięknie sobie poradziliście-powiedziała ciocia.
-Za pewne tak-mruknęłam. Widzieli, że jakoś dziwnie się zachowuję, nie chcieli drążyć tego wątku. Cieszyło mnie to.

Kilka godzin później

-Chcemy z wami pojechać na lotnisko-powiedziałam stanowczym tonem.
-My już mamy wszystko załatwione. Wóz podjedzie po nas za 2 minuty...-zaczął Lou.
-Jadę z wami. Koniec kropka. Nie ma nie. Ania jedzie ze mną.
 Musieli odpuścić. Jeśli się za coś zawezmę..trudno będzie mi przystopować. Zgodzili się. Na taki rozwój zdarzeń czekałam, aby ulegli moim namowom...

Na lotnisku...

-No to który to samolot? Przecież miał być punktualnie!-Niall zaczął się kłócić z pracownicą lotniska.
-Zapewniam pana, powinien już być. Nie dostaliśmy wiadomości o spóźnieniu się-próbowała tłumaczyć blondynkowi. Spojrzałam na Liam'a który "wkroczył" do rozmowy. Ten to zawsze ma głowę na karku. Dzięki niemu mieli już wszystko załatwione. 
 Czy rozstania zawsze muszą muszą takie trudne?! Zaczęłyśmy się żegnać z chłopcami. Anka coś szeptała do Zayn'a. Z resztą do każdego coś mruczała, za to przy Harry'm przystała najdłużej. Ze wszystkimi podałam dłoń na pożegnanie, ciepłe słówka..prawie wszystkimi. "Na deser" został mi Harry. Wymieniliśmy ze sobą 'Cześć', dodałam jeszcze 'Szczęśliwej drogi'.. i to chyba na tyle. Tylko na to mnie było stać. Nic więcej nie wydusiłam. Odwróciliśmy się i pomaszerowaliśmy w swoją stronę. A jednak... Coś się we mnie ruszyło..to właśnie JEMU zawdzięczałam życie.. I nie powiedziałam mu nic? Przeniosłam wzrok w stronę sylwetek chłopców. Postawiłam krok w ich kierunku..
-Emila, nie rób tego, nie odgrywaj scenki...-zaczęła zaniepokojona Ania. Było już za późno. Rzuciłam się do biegu w ich stronę. Łza spłynęła mi po policzku, a za nią kolejne...
-Styles! Zaczekaj!-krzyknęłam. 
Zatrzymał się i odwrócił głowę w moją stronę. Zaczęłam biec w jego kierunku. Puścił torby i zrobił to samo, kierując się ku mojej osobie.
-Harry!-rzuciłam mu się na szyję...
_____________________________________________________
Witam Was! :) Przepraszam za to, że długo nie dodawałam tego rozdziału. Wiecie... Mam klasówkę na klasówce, kartkówki... Dużo nauki, ale staram się dodawać jak najszybciej. Pozdrawiam i zachęcam do czytania kolejnych rozdziałów. ;)

niedziela, 13 października 2013

Rozdział: 17

-Czy ty przypadkiem, na za dużo sobie pozwalasz?-zapytałam niepewnie. Co on sobie wyobrażał?
-Nie. Coś ciebie boli?-spytał. Cały czas tak staliśmy. Jego podbródek, dalej opierał się o moje ramię. Cały czas obejmował mnie w talii.
-Tak. Głowa, bo nie mogę pojąć dlaczego mnie trzymasz-odpowiedziałam.
-Sam nie wiem. Zanieść ciebie?
-Nie dzięki, poradzę sobie-uwolniłam się od niego i próbowałam dojść do pokoju. Zdrętwiała mi noga. Za pewne dlatego, że ją uniosłam. Dziwne, ale tak czasami mam. Zaczęłam skakać na jednej nodze i tupać drugą, tą zdrętwiałą.
-A ty dlaczego się śmiejesz?-zapytałam poważnym tonem.
-Dziwnie wyglądasz, jak tak robisz-wyznał.
-Dzięki, spójrz może czasem na siebie-powiedziałam-Za pewne nie lepiej wyglądasz.
-No wiesz, ja nie skaczę-uśmiechnął się.
-No ja tam nie wiem, może coś innego robisz.. A po za tym jak cię to tak śmieszy, to nie patrz na mnie.
-Nie.
-To czemu się gapisz?!-krzyknęłam.
-Słodko wyglądasz jak się złościsz-powiedział, z tym swoim uśmieszkiem. Machnęłam na niego ręką. W podskokach dotarłam do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku, okrywając szczelnie kołdrą.
 Nie mogłam zasnąć. Wierciłam się w pościeli, próbując dogodnie się ułożyć.
-Jejuuu... Głupia poduszka!...-zaczęłam gadać od przedmiotu. Musiało to dziwnie wyglądać. Niestety musiało być zauważone.
-A ty co robisz? Wariatka...-westchnęła.
-Anka, z ciebie nie lepsza. A ty co tutaj robisz?
-Stoję. Mamie przedłużyli delegację. Ale to od ciebie zależy, czy mogę zostać-powiedziała.
-No jasne, że zostajesz. Przecież nigdzie ciebie nie wysyłam. Jest mała sprawa...
-No..
-Zobacz, czy nikogo nie ma za drzwiami-szepnęłam. Była zdziwiona, po czym powiedziała:
-Nie. Nikogo nie ma. Czy coś się stało?-zapytała.
-Dobra... To zacznijmy inaczej.. Czy Styles jeszcze tu jest?
-No jest. Coś sprząta, a..
-Cicho. Zamknij drzwi i usiądź obok mnie.
Zrobiła to, o co ją prosiłam. Wygodnie usiadłam na łóżku.
-No to tak. O co tobie chodziło mówiąc, że ja niczego nie rozumiem? Co on dla mnie zrobił?
Ania spojrzała na mnie, jakby zobaczyła ducha. Jakby nie dowierzała co ja mówię.
-Czy powiedziałam coś nie tak?-spytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Nie, nie. Wszystko w porządku. Mam tylko pytanie.. On dzisiaj cały dzień tutaj był?
-Em, trudno mi to powiedzieć. Nie wiem, o której wróciłam do domu, o której zasnęłam, o której mnie obudził.
-Jak to obudził. Czy ja o czymś nie wiem?-uśmiechnęła się. 
-No normalnie. Obudził.
W oczach mojej przyjaciółki pojawiły się iskierki.
-Ooo! To ja już wiem, po co ciebie budził. I jak było?-dopytywała się. 
-Smacznie-odpowiedziałam.
-Ty... Ostro było-wyszczerzyła się-Ale wy ten, gum..
-Głupia jesteś-zaśmiałam się. Na jej twarzy malował się dalej uśmieszek-Zrobił mi kolację.
-Kurde! Ale jednak byliście przez ten czas razem-zaczęła rozmarzona-A coś się jeszcze stało?
-Yyy.. Nie... No skądże. Nic-nie mogłam jej okłamać. Nie dałam rady. Przecież znałyśmy się już tak długo. Ale jak jej powiedzieć o tej sytuacji przed łazienką..
-No dobra, nie świruj. Co się stało?
-No nic.
-Jak to nic?
-Nic. Po prostu nic.
-Ehh.. Od ciebie nic nie wyciągnę-mówiła-Ale wyglądalibyście ślicznie jako para.
-Co ty wygadujesz?
-To, co jest prawdą. On ciebie nie lubi normalnie. 
-No to jak?
-Nie jesteś jego bardzo dobrą znajomą.
-No ta, już coś czuję, że będę żałować tego co usłyszę..-ziewnęłam.
-Nie przeszkadzaj mi. On nie lubi ciebie także jako, przyjaciółkę, dobrą przyjaciółkę. To chyba coś więcej.
-Co sugerujesz?-zapytałam. Nie powiem, zdziwiłam się i to bardzo-Co ty wygadujesz? To brednie.
-Brednie, nie brednie, ale jednak coś w tym jest. Przyjrzyj może się jemu czasem, jak się gapi na ciebie. Jak się o ciebie martwi. Przecież mógłby w ogóle nie przychodzić. Wtedy w szpitalu, co wyszłam.. Widziałam go. Nawet nie wiesz jak wyglądał. Zmartwiony, zdenerwowany.. Nie widziałam jeszcze nigdy takiego Styles'a. Przeszłam później obok niego i spojrzałam mu w oczy. Szmaragdu nie dojrzałam, tylko smutną szarość-oczy miałam wlepione w jeden punkt. Nie słuchałam co dalje mówi do mnie Ania. Odizolowałam się zupełnie od świata. Jej paplanina dotarła do mnie. Próbowałam to sobie jakoś ułożyć. Nie.. nie wyobrażam tego sobie. Ja i on? To zupełnie niemożliwe.
-Halo. Słuchasz?-jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Em? Co?-dalej gapiłam się w ten jeden punkt.
-Ah. Nie ważne. Odpoczywaj. Dobranoc-Ania wstała z łóżka. Wyszła z pokoju zostawiając mnie samą z tymi myślami. Miałam nadzieję, że coś sobie przypomnę. Coś co do mnie mówili.. 'Internet' Tak. Tam na pewno coś będzie. Wzięłam laptopa i zaczęłam szukać czegokolwiek w internecie. Jakieś nowości. Natknęłam się na artykuł: "Harry Styles ratuje dziewczynę" On kogoś uratował? Warto by było zobaczyć. Otworzyłam nowe okienko z linkiem.
To co tam było napisane...
 "4 dni temu, w londyńskim kinie (...) Dwie poszkodowane kobiety, były świadkami zdarzenia. Udzieliły z nami wywiadu. Nie podają swojej tożsamości:
  'Podczas codziennych zajęć, a mianowicie sprzątania kina, zajmowałam się toaletą. Nagle poczułam ból na ramieniu i chusteczkę na twarzy, po czym zasnęłam. Kiedy się obudziłam, byłam za blatem. Wychyliłam się trochę, aby zobaczyć co się dzieje. Mężczyzna trzymał obok siebie młodą dziewczynę. Była zupełnie bezradna, cała pobita. Obok mnie siedziała także druga kobieta. Kiedy porywacz podszedł do mnie, spodziewałam się najgorszego. Cóż, wbrew mojej woli, próbował mnie obmacywać. W tedy ta dziewczyna coś krzyknęła. On podszedł do niej. Zaczęła się stawiać, dlatego 'zabrał się za nią'. Kobieta obok mnie, zadzwoniła po policję. W porę przybiegł ten chłopak. Próbował coś zrobić, aby tamten ją puścił. Podszedł do tego mężczyzny i uderzył go. Ta dziewczyna, już nie miała kontaktu ze światem. Chłopak w ostatniej chwili złapał ją. Tamten wstał i próbował chłopaka pobić. Skończyło się na tym, że sam już leżał na ziemi nieprzytomny. Piosenkarz, podszedł do nas i zapytał, czy wszystko w porządku. Kiwnęłyśmy twierdząco głową, a on podbiegł do tej dziewczyny. Zdjął swoją koszulę i kurtkę, przykrywając ją. Siedział z nią, próbując coś wskórać. Był bezradny. Policja przyjechała wraz z karetką. Pośpiesznie zabrali nieprzytomną, a zmartwiony chłopak pobiegł z nimi. Nas okryli kocami i poprowadzili do karetki. Tamta już jechała do szpitala. Chciałabym także podziękować tej pannie. Jeśli to czytasz, to wiedz, że jestem ci bardzo wdzięczna, choć tak na prawdę, to mnie powinno spotkać. Jestem Twoją dłużniczką'
  'Sprzedaję bilety. W tedy nie było nikogo w pobliżu. Chodziła jedynie pracownica, która sprzątała toalety. Postanowiłam zrobić sobie przerwę. Odwróciłam się do torby, kiedy poczułam ból na ramieniu, po czym straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam, zobaczyłam obok siebie sprzątaczkę. Spoglądała co dzieje się za blatem, wiec ja również się obróciłam. Jakiś mężczyzna, zaczął dobierać się do dziewczyny. Zadzwoniłam po policję. Przybiegł ten piosenkarz z boysbandu One Direction. Zaczął krzyczeć do tego przestępcy, aby ją puścił. Tamten wyciągnął nóż, a młody chłopak nie mógł niczego zrobić. Uderzył faceta, który trzymał tę pannicę, a kiedy upadała złapał ją. Porywacz wstał chcąc uderzyć młodzieńca, ale ten był szybszy. Upadł, a chłopak zapytał o nas. Nic nam nie było. Kiedy podchodził do tej dziewczyny, włączyłam kamerę w telefonie i zaczęłam nagrywać. Trochę niewyraźne, ale wszystko widać. Zdjął z siebie ubranie, chcąc przykryć pannę, aby było jej ciepło. Nic więcej nie zdołam powiedzieć. Do widzenia"
 Kobiety opowiedziały dokładnie co się stało. DO artykułu przesyłamy film"
Włączyłam załącznik. Tam było wszystko. Jak Harry jest przy mnie. On siedział, a ja leżałam na nim. Zdjął kurtkę, potem koszulę. Przykrył mnie swoim ubraniem, a ja? Ja leżałam wtulona w niego...
__________________________________________
Hej. :) No to dziękuję za czytanie. :3 Tak, bardzo dziękuję. Dziękuję Wam wszystkim. Pisać nie umiem, ale jakoś idzie. Zachęcam do komentowania i czytania dalej.

środa, 9 października 2013

Rozdział: 16

-Cześć-odpowiedziałam. Muszę przyznać zdziwiłam się, przecież już dzisiaj nikt nie mógł wchodzić.
-Nie przeszkadzam?-zapytał.
-Nie, no nie wiem. A w ogóle dlaczego tutaj jesteś? Kto ciebie wpuścił?-spytałam. Było mi to obojętne. Zaczęłam się robić uszczypliwa za to, że ktoś nie mógł przyjść... "nie mógł".  Może mógł, tylko nie chciało mu się ruszyć?
-Osoba, która pozwoliła mi tu wejść, jest anonimowa-powiedział.
-No dobra, skoro już nie chcesz mi powiedzieć tego, to chociaż powiedz dlaczego nie przyszedłeś! Jakoś chłopcy mogli się ruszyć-rzekłam obojętnie.
-No, ale ja nie-zaczął-Chciałbym ciebie przede wszystkim przeprosić. Po prostu nie mogłem.
-Taaak. Najlepiej mówić, że po prostu nie mogłeś! No wytłumacz mi się!
-Nie będę się tobie tłumaczył.
-Aha, no dobrze. Dziękuję. Czyli ja to nic wiedzieć nie mogę! Wybacz, a teraz chętnie odpocznę-powiedziałam. Położyłam się na prawy bok. Weszła Ania, a kiedy zobaczyła Harry'ego stojącego obok mojego łóżka, rzuciła mu się na szyję krzycząc:
-Dziękuję! Bardzo dziękuję!-zdezorientowany chłopak uśmiechnął się. Spojrzał na mnie. Po chwili wyszedł z sali, zostawiając mnie i Ankę.
-Hmm...Miłość się kręci-stwierdziłam ironicznie.
-Ale śmieszne... Nawet nie wiesz jak się cieszę! To co on zrobił..-westchnęła uśmiechnięta patrząc na mnie.
-No, już sobie wyobrażam co zrobił.
-Jezu! To albo ja czegoś nie rozumiem, albo ty. Dziewczyno! Nawet nie wiesz...co on..Aaa! Kiedyś zrozumiesz.
-Już lecę.
-Pokłóciliście się?
-Nie. A niby za co? Najwidoczniej chciał iść, to sobie poszedł. Przecież nie będę go zatrzymywać.
-Boże! Ty nawet nie wiesz, co on uczynił.. Co zrobił dla ciebie, a ty teraz tak o nim mówisz? Że sobie poszedł, bo chciał?
-No niby co?! 
-Przejrzyj na oczy dziewczyno! Czy ty naprawdę tego nie widzisz? Zobacz jak na ciebie patrzy!
-Jak na zwierzę?
-Ty chyba już wszelkie rozumy pozjadałaś! Jak na zwierzę?! Jak na zwierzę to chyba raczej patrzył na ciebie ten psychol z kina! Ty się w ogóle zastanów co mówisz! Oszalałaś! Palnij się w swoją makówkę! 
-No jeszcze tego brakowało, będziesz mi kazania prawić...
-Co?! Żebyś zrozumiała, to chyba będzie lepiej tobie coś wytłumaczyć! Jak ty niczego nie rozumiesz!
-Bo jestem głupia.
-A po... Co?! Sama to stwierdziłaś, ja tobie tego nie powiedziałam! Wiesz, co? Zostawiam ciebie tutaj. Ja nie będę ci niczego tłumaczyć, skoro nawet najprostszych znaków nie rozpoznajesz!
-Cieszę się.
-Przemyśl to sobie. Dobrze ci radzę-przemyśl. Wychodzę, nie będę się denerwować, chociaż to ty nie powinnaś.
-A proszę.
-Dobrze przemyśl.
Wyszła. Zaczęłam sobie wszystko układać w głowie. Czemu ja tak na niego naskoczyłam? Przecież on tylko przyszedł zobaczyć co ze mną. Mógł w ogóle nie przyjść. Był spokojny. Z Anią to samo. Chciała mi coś przekazać, tylko przez swoją głupotę nawet nie chciałam słuchać... Ale co ON takiego zrobił? Kompletnie nic nie pamiętałam, jak skończył się tamten wieczór. To może o niego chodziło.. Tak, to o to wyjście. Tylko za co miałabym mu być wdzięczna?

2 dni później...
-Nareszcie w domu, mamo-powiedziałam.
-Tak. Ale wiesz, że będziesz musiała leżeć w łóżku, przez kilka dni? Ja nie wiem kto się tobą zajmie...-westchnęła.
-Że co?! Jak to?
-Tak to. Nie chciałaś siedzieć w szpitalu. Nie wytrzymywałaś i kręciłaś się, to teraz przynajmniej będziesz w domu. Tutaj jest chyba więcej rzeczy do zrobienia, co?
-Ale no tak, ale jak to nie będę mogła się ruszać?
-Będziesz mogła, ale tylko kiedy będzie ci to potrzebne. Nie możesz się przemęczać.
-Będę samotnie siedzieć w domu, na kanapie, gapiąc się w sufit.
-Na to wygląda. Dobra wracam do pracy. Przepraszam, że nie mogę z tobą zostać.
-Nie ma sprawy, przecież nie rzucisz pracy-odrzekłam. Uśmiechnęła się i wyszła. 'I co ja będę robić?' Wzięłam do rąk laptopa. Nie przeszło mi przez myśl, abym w ogóle zajrzała, co piszą w internecie. Zainstalowałam sobie pare gier, żeby mieć co robić. Wszystkie były jakieś takie nudne...

-Wstawaj-usłyszałam czyiś głos.
-Yhym. Cześć-odpowiedziałam zaspana. Widocznie zasnęłam, podczas grania w te głupie gry.
-No dalej..-poczułam czyjąś dłoń na mojej głowie. Odwróciłam głowę..
-Hej, jak się czujesz księżniczko?
-Ojeju, to ty-uśmiechnęłam się-Cześć ksiażę.
-Dobra, wstawaj. Nie będziesz całymi dniami leżeć.
-Dobrze by było. Nie mogę chodzić. Właśnie muszę leżeć...
-A czy ktoś coś mówił, żebyś szła?-zapytał z uśmieszkiem.
-Nie, ale jeśli mam coś zrobić, to chyba muszę się przemieszczać.
-Wymyśliłem bardzo fajny sposób.
-No, już się boję.. 
-Wsadzę ciebie do wózka sklepowego, jak będziesz chciała gdzieś pójść.
-Ciekawe skąd ty go wytrzaśniesz, co?
-Mam swoje sposoby-wyszczerzył się.
-Głupek-na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Dobra, wstawaj-rozłożył ręce.
-Yyy... Co ty zamierzasz?
-No zaniosę ciebie.
-Haha! Żartujesz! Wiesz ile ważę?!
-Nie, nie wiem. Przekonamy się-wziął mnie na ręce. Ruszyliśmy w stronę schodów.
-Nie, opuść mnie, spadniemy...-nie odpowiedział zupełnie nic. Bez żadnych przeszkód zniósł mnie. Obeszło się bez upadków.
-Widzisz? Teraz już wiesz ile ważę. Ciężka jestem...
-Mało ważysz-odpowiedział.
-Co? A weź nie znasz się.
-To zobaczymy co powie waga...
-STOP! Nie podnoś mnie. Ja wiem swoje, ty wiesz swoje, tak więc najlepiej będzie jak zakończymy ten wątek-powiedziałam.
-Dobra, co chcesz zjeść?-zapytał.
-Nie wiem. Wystarczą same kanapki-wysłuchał prośby i zaczął coś robić przy lodówce. Po 5 minutach powiedział:
-Gotowe.
-A co tam wykombinowałeś?-spytałam doglądając co jest na talerzu.
-Zobaczysz-odłożył naczynie wraz z jedzeniem, na blacie obok mnie.
-Smacznego-powiedział. Sam też wziął spróbować swojego wyrobu.
-Przepyszne-stwierdziłam. Te jego kanapki...to rozkosz dla mojego podniebienia.
-Niall ma za pewne z tobą dobrze-rzekłam zajadając się.
-Nie, nie ma-odpowiedział.
-Jak to?
-Nie robiłem mu jeszcze tych kanapek i za pewne nie zrobię. Wszystkie mi zje.
-No, racja-uśmiechnęłam się-Bardzo dziękuję. Pyszne kanapeczki. Mam jeszcze prośbę.
-Taa każdą spełnię. 
-No to jak każdą, to zanieś mnie do łazienki, chcę się umyć, a potem położyć się do łóżka.
-Bardzo dziękuję za przedstawienie mi swoich planów. Już zanoszę-powędrowaliśmy na górę. Puścił mnie, a raczej odstawił na podłodze, abym mogła spokojnie wejść do łazienki.

-Dobra, idę usnąć-ziewnęłam.
-Już? Ile ty możesz spać?-zapytał.
-No właśnie też się zastanawiam. Zawsze tak mało, a tu proszę-kiedy już miałam postawić krok, w kierunku mojego pokoju, loczek objął mnie w talii. Stał za mną. Poczułam się niezręcznie. Swoją brodę położył na moim ramieniu.
-Harry...
______________________________________________________
Hej Pysiaki! Krótki taki..W tym rozdziale, chyba nic ciekawego się nie działo, sami zdecydujcie. :) Bardzo dziękuję za komentarze. :3 Dzięki nim wiem, ze ktoś to w ogóle czyta. Cóż zachęcam do czytania następnych rozdziałów. ;)

sobota, 5 października 2013

Rozdział: 15

Ruszenie się, było zupełnie niemożliwe. Ten uścisk.. Próbowałam coś krzyknąć. Zostałam jeszcze mocniej uderzona w plecy. Straszny ból. Ten zbrodniarz, chyba nie miał litości, nie tylko w stosunku do mnie. Związał mi ręce, liny ściskały okropnie mocno. Podszedł do jakiejś pracownicy tego budynku. Ona również była straszliwie potraktowana. Uderzył ją z tak zwanego liścia. Tak myślałam. Niewyżyty facet, miał kominiarkę nie widziałam jego paskudnej twarzy.. Znowu przyszedł do mnie.
-No to poczekamy, aż ktoś mi przyniesie tyle szmalu, ile zechcę. Jest jeszcze kilka panienek. Jeśli nie spełnią moich żądań, każdą po drugiej będę zabijał. Może skorzystam jeszcze z okazji i sobie... Widzę, że wiesz o co chodzi. Hmm.. Ciebie maleńka może zostawię na koniec, jak będziesz się dobrze sprawować-powiedział nieprzyjemnym tonem-Pokaż no swoją buźkę..
-Nie-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Słucham?
-To, co słyszałeś-łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Oj, jeszcze zmienisz zdanie-warknął.
-Nigdy!-krzyknęłam. Próbowałam być nieugięta. On zaczął tylko śmiać się szatańsko. Położył mnie, na prawym boku. Myślałam, że odejdzie, jednak się odwrócił w moją stronę. Kopnął mnie w brzuch i powiedział:
-Dziwka-i odszedł.
Nie pomyślałam nigdy wcześniej, że tak mogę skończyć. W kinie, leżąc, roniąc łzy, przez jakiegoś niewyżytego, angielskiego typka. Czułam się jak śmieć, który został zdegradowany maksymalnie, przekraczając już skalę poniżenia. Tak, byłoby za pięknie, aby mogłoby tak już zostać. Ja, zwykła dziewczyna z Polski poznała najsławniejszy boysband? Zawsze co piękne, szybko się kończy, ale w tym wypadku za pewne tragicznie. Nie obchodziło mnie już nic. Co będzie z Anią, mamą i resztą. Moje ostatnie minuty. Jak ja chciałam już odejść. Odejść i nie patrzeć już na ten świat. Cały pełen przestępców. Ale ten kryminalista, chyba nie miał dosyć.
-Dobra kochanieńka, leżysz już tutaj ponad 10 minut. Chodź zabawimy się-i ten uśmieszek...-Mam nadzieję, że dasz z siebie wszystko.
-Chyba sobie kpisz!-krzyknęłam.
-Skądże...-jego ręce.. 
-Wolałabym umrzeć-wydusiłam, dławiąc się łzami. Plunęłam mu prosto w twarz.
-Zadziorna-powiedział z satysfakcją-Skoro chcesz, to mogę się już ciebie pozbyć. Ale chcesz najpierw umrzeć, czy już po..?
-Przed-odezwałam się.
-O! Zrobię to potem. I tak już nikt ci nie pomoże. Poczuj wstyd.. Nikt nie wyjdzie z sal. Filmy jeszcze potrwają. Drzwi są w połowie zablokowane. Ktoś musiałby być na prawdę silny, aby je otworzyć..-zaśmiał się. Ręce miałam skrępowane, a on zaczął mnie powoli rozdziewać. Podniósł mi bluzkę, nie zdążył dojść dalej. Nic z tego...Tak łatwo się nie poddaję. On nie miał choć krzty rozumu. Próbowałam jakoś się od tego odwlec. Zaczęłam się turlać. Wszystko straszliwie bolało, musiałam to wytrzymać.. Ten chory psychik złapał mnie i uderzył w twarz.
-Nieładnie-znowu się zaśmiał szatańsko-Nie uciekniesz..
-Emily!-usłyszałam męski głos. Znajomy, przerażony...
-Ty, laluś! Nie zbliżaj się, bo ona i ty skończycie w piachu! I Reszta też! Tylko coś zrobię...-chciał dokończyć to, co zaczął.
-Nie dotykaj jej!-mój wybawca? Czy ja kiedykolwiek takiego miałam? Czy dożyję jutra, czy go jeszcze poznam? A może już znam? Tyle myśli... Znów coś poczułam, mocne szarpnięcie za rękę. Znowu ten psychik. Głowa zwisała mi na szyi. Nie miałam siły jej podnieść, ale miałam determinację. Musiałam zobaczyć kim jest mężczyzna, który znał moje imię. Próbowałam resztkami sił, unieść czaszkę. Widziałam tylko dół. Stałam bez bejsbolówki, bez bluzki, jedynie w staniku, dolnej części jeszcze nie zdążył ruszyć.. Ja głowy nie podniosłam, to ten świr.. Przyłożył mi nóż do gardła. Otworzyłam lekko oczy. Zobaczyłam go.
-Harry...-jęknęłam. Jego spojrzenie.. Tyle nienawiści.
-Em..-próbował powiedzieć loczek.
-Nie zbliżaj się do niej-krzyknął ten niespełna rozumu koleś.
-Puść ją!-warknął Styles.
-Haha! Chciałbyś chłopcze!-ryknął. Harry próbował się zbliżyć, ale za każdym jego krokiem, coraz bardziej czułam nóż. Usłyszał mój jęk, myślałam że zaraz podetnie mi gardło, więc loczek stanął w miejscu. Byliśmy od siebie na wyciągnięcie ręki..
-Odejdź, albo zobaczysz ją w grobie! Słyszysz?!-wykrzyknął dalej mnie trzymając.
-Dobra-odpowiedział Hazza. Kiedy już miał odchodzić, odwrócił się szybko w naszą stronę i uderzył tego faceta. Co czułam? Jak ktoś mnie łapie, okropny ból i..radość. Tak, radość. Radość, że nie jestem przynajmniej przez chwilę blisko z tym typem. Nie dałam rady otworzyć oczu. Oddychałam z trudem, nie mówiąc już o wypowiedzeniu jakiegokolwiek słowa, czy uniesieniu powiek. Nie mogłam nic zrobić, byłam jak roślinka... Ledwie  słyszałam odgłosy, dochodzące poza mną. Krzyki, wołania... Byłam zupełnie odizolowana od rzeczywistości. W tamtej chwili, byłam w zupełnie innym świecie. W świecie dobra, ciepła, spokoju. Nie wrzasków, czy bójek. I oby tak zostało..

Niekreślony czas później...

Dźwięki, zaczynały powoli do mnie docierać. Jakieś szepty... Gdzie ja tylko jestem? Nie miałam ani siły, ani odwagi, aby otworzyć ciężkie powieki. Jakikolwiek ruch, był zupełnie niemożliwy. Kompletnie zero kontaktu ze światem. Próbowałam coś dosłyszeć, niestety bezskutecznie. Szczerze, to nie wiedziałam, o czym ci ludzie prowadzą rozmowę. Nie było najmniejszego sensu dalej próbować coś dosłyszeć, bo to i tak by było niemożliwe. Jeśli tego nie mogłam zrobić, to przynajmniej dać sobie szansę na odpoczynek. Usiłowałam chociaż wypocząć. Leżałam może mniej więcej 20 minut. Nie.. nie będę leżała jak szpadelek, z żadnym kontaktem z ludźmi. W końcu od czego jest zawziętość. Mrugnij, dasz radę! Ahh.. Próbowałam. Gdyby to było chociaż takie łatwe.. Otworzyłam oczy. W ogóle nie mrugnęłam. Wzrok miałam skierowany w palącą się elektro świetlówkę. Wszystko wyraźnie widziałam, byłam w jasnym pomieszczeniu.. Ah tak. Chyba wiecie, gdzie się znajdowałam. Usłyszałam pukanie. Zza drzwi wyszła mama.
-Cześć kochanie-uśmiechnęła się.
-Hej mamo. Em, a czemu ty tutaj jesteś? I to w swoim fartuchu?-zapytałam z chrypką w głosie.
-Oj mała. Jestem obecnie w pracy. Zajrzałam tylko do ciebie, żeby zobaczyć jak się czujesz-odpowiedziała.
-A no tak.. To wiele wyjaśnia. A ile spałam?
-Dwa dni-jej odpowiedź zbytnio mną nie wstrząsnęła. Podeszła do mojego łóżka i mnie przytuliła.
-Zapomniałabym. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że do ciebie były tłumy.. Żartuję oczywiście, ale było nawet sporo osób. Twoi koledzy z klasy. Mili chłopcy! 
-A konkretnie? Weź mi powiedz kto tu był, lub przynajmniej jak wyglądał, może coś skojarzę...
-Nikt do tej pory nie mógł tutaj wchodzić. Zostawali tylko informowani-zaczęła-Przyszła Ania, zamartwiała się, lekcje odrabiała tutaj i w ogóle nie odchodziła. Czekała, aż ciebie zobaczy. Jak już mówiłam twoi znajomi, koledzy z klasy, ci którzy byli u nas na obiedzie. Dziewczynka Judy, podobno też z twojej szkoły i inne dziewczęta. Zapomniałam ich imion.. A tak! I jeszcze ta piątka chłopców.
-Mamo. Zayn, Louis, Niall, Liam i..
-Harry.
-Yy aha..-kiedy ja zrozumiem tą kobietę?-Dobra, a Ania teraz jest?
-Tak. Z resztą nie tylko ona. W puścić ich?
-Nooom możesz... Ale jak coś to mów, że chcę odpocząć. Dobra, wymyślisz coś-zaczęłam gadać. Zobaczyłam wzrok mamy. Te spojrzenie prześladowało mnie, kiedy coś kręciłam. W tym wypadku namawiałam ja do tego. Pocałowała mnie w czoło i podeszła do drzwi. Otworzyła je i powiedziała:
-Wejdźcie, jeśli chcecie. Teraz wypoczywa-i odeszła. Mniej więcej coś takiego usłyszałam. Oczy miałam lekko przymrużone, po czym je zamknęłam. Pierwsza wbiegła moja kochana Ania.
-Boże! Co on ci zrobił?! Jak ty wyglądasz?!-zaczęła lamentować. Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Złapała mnie za rękę. Nie, ja zawsze nie wytrzymywałam udawać, że nie śpię. Położyłam rękę na głowie Ani.
-Cii...-uśmiechnęłam się.
-Nie, nie będzie-odparła będąc dalej w takim stanie, jakim była. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na nią, a potem na moich gości. Puściłam do nich oko, a oni powstrzymując śmiech próbowali być cicho.
-Chwila.. coś tu nie tak..-odezwała się Ania. Podniosła głowę, uśmiechnęłam się do niej.
-Zabiję..zabiję!-wydarła się szczęśliwa.
-Yhym. Lepiej się ciesz-powiedziałam z chrypą. Podeszli do mnie wszyscy goście, z wyjątkiem Harry'ego.
-Em, Lou mogę ciebie na chwilę prosić?-zapytałam podczas gdy reszta o czymś rozmawiała.
-Tak, o co chodzi?-spytał.
-Gdzie loczek?
-Sam nie wiem. 
-Ehh.. dobra dzięki-powiedziałam. Czemu on się nie zjawił? Miał ku temu jakieś powody? Te pytania i tak nie były najważniejsze. Najważniejsze było to, kto mnie uratował. Nie byłam w stanie sobie tego momentu przypomnieć. NIC. Pustka.
-Skoro już przyszliśmy to pogadajmy-uśmiechnął się Luke.
-W porządku-od tych dwóch słów zaczęły się gatki. Nie wiedziałam ile przesiedzieliśmy, ale w doborowym towarzystwie czas mija szybciej.
-Dobrze koniec wizyty. Proszę iść już do domów-powiedziała pielęgniarka.
-Ale my jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać!-zaprotestowałam.
-Proszę już iść-powtórzyła. Jakaś taka sztywna ta kobieta.. Wszyscy wyszli. Zostałyśmy we dwie.
-A co pani chce zrobić?-zapytałam. 
-To co muszę. A ty się dziecko nie wcinaj-odezwała się groźnie.
-Nie jestem małym dzieckiem i mogę się wcinać bo to mnie dotyczy-odpowiedziałam jej szorstko.
-To zaraz zobaczysz.
Wzięła jakąś tabliczkę wiszącą na moim łóżku do ręki i zaczęła coś sprawdzać.
-Widzę, że panna czuje się chyba lepiej-powiedziała.
-Tak, robię znaczące postępy.
Uśmiechnęła się. Posprawdzała coś przy kroplówkach i wyszła. Spojrzałam na zegarek. Było za pięć siódma wieczorem. Miałam już się układać do snu, kiedy usłyszałam kolejne pukanie.
-Proszę!-odezwałam się obojętnym tonem. Drzwi się powoli otworzyły.
-Cześć.
__________________________________________________
Hej. Wiem, zanudziłam,postaram się poprawić. Znowu przepraszam za jakiekolwiek błędy, bo na pewno są. :) Zachęcam do czytania kolejnych rozdziałów. ;)


 

środa, 2 października 2013

Rozdział: 14

Do kieszeni wsadził mi małe pudełeczko z kokardką. A co było w środku!
-Mamo! Chodź tutaj na chwileczkę!-zawołałam moją rodzicielkę. Ta szybko przybiegła. Tak przybiegła. Wysportowana jest.
-Co się stało córciu?-zapytała.
-Nie no ja nie mogę! Patrz co od niego dostałam!-no wiecie.. Musiałam się pochwalić. Taka mała rzecz, a cieszy. 
-Ale piękna! Od kogo ty tą bransoletkę dostałaś?-zapytała mama. Wzięła i przypięła ją sobie na rękę-Cudowna!
-Wiem. A dostałam ją od Harry'ego..-powiedziałam.
-No widzisz, co ci dał? Serduszka...
-Mamo! Przestań!
-Poczekaj, jeszcze chyba coś tutaj jest-wzięła pudełeczko i wyciągnęła z jego dna karteczkę-A to, to co?-uśmiechnęła się i przytrzymała ją wysoko między dwoma palcami.
-Mamo! Tobie to coś pokazać! Oddaj mi tą karteczkę!-zaczęłam prosić.
-A co z tego będę miała, hę?-zapytała. Działanie na zasadzie coś za coś...
-Coś wymyślę, a teraz proszę oddaj-powiedziałam wręcz błagalnie.
-Dobrze, już dobrze. Masz. Tylko powiedz co napisał-uśmiechnęła się i oddała karteczkę razem z bransoletką. Poszła do salonu, a ja wbiegłam czym prędzej po schodach do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki karteczkę i zaczęłam czytać: "Jeśli to czytasz, to znaczy, że idziemy gdzieś jutro. :) Podjadę po Ciebie o 18.00. Do zobaczenia. Harry" Awww... Jakie słodkie "Jeśli to czytasz, to znaczy, że idziemy gdzieś jutro. :)" Muszę o tym powiedzieć dziewczynom. Napisałam sms-a do Ani: "Zwołuj dziewczyny, jak chcesz to i chłopaków. Niech będą na Skypie za 10 minut. Aha i poproś mamę, żebyś dzisiaj u mnie nocowała. Weź wszystkie potrzebne rzeczy i książki" no i poszło. Mniej więcej 5 minut później dostałam odpowiedź: "Załatwione, a ja do ciebie czym prędzej idę. ;d" Em, dobrze. Wzięłam w ręce laptopa i uruchomiłam Skype'a. Widziałam, że pojawiła się tylko Magda, a gdzie reszta? Ehh.. Przynajmniej ona jest...

-No hej Ania jesteś! Szybko...-powiedziałam zdziwiona-siadaj.
-No, bo wiesz, to chyba coś poważnego,skoro mnie wezwałaś, nie? Dobra łącz się z Madzią-odpowiedziała.
-A właśnie, dlaczego tylko Magda jest?-zapytałam. 
-No zobaczysz. Dzwoń-no i zrobiłam jak kazała. Połączyło się. No i Ania, i ja zobaczyłyśmy ciemność i usłyszałyśmy..ciszę. Nic, a nic. Gdy nagle:
-Suprise!!!-włączyły światło i krzyknęły. 
-Ogar! Dziewczyny ogar!-próbowałam je uspokoić. Uśmiechnęłam się.
-Czyli dlatego tylko ty Magdusiu byłaś? Ah, mogłam się domyślić-westchnęłam.
-Dobra, to o czym chciałaś nam powiedzieć?-zapytały chórem.
-Właśnie, mi przecież nic o tym nie wiadomo-dodała Anka. Dziewczyny otworzyły oczy. W końcu jej pierwsza bym powiedziała, a tu proszę, nie.
-Eh.. No to może zaczniemy od początku-zaczęłam-Wiecie kogo poznałam?
-No tak! One Direction!-pisnęły.
-Dobrze, uspokójcie się..No i wiecie jak dużo teraz w internecie piszą...
-No o tobie i o Harry'ym-uśmiechnęły się.
-No i to, co chciałabym dzisiaj zrobić, to zdemontować plotki o nas. My nie jesteśmy parą! Nie wiem co wam strzeliło do głowy, żeby tak myśleć!-wydusiłam z siebie. Wyglądały jakby zrozumiały, co jest prawdą, a co mitem-No, to teraz jak wyjaśnione, to nie macie pod żadnym pozorem o czymś myśleć, że my...No, a wiecie jak ja lubię się chwalić, to wam coś pokażę-wyciągnęłam bransoletkę i ją im pokazałam-Widzicie? Ładna, co?-uśmiechnęłam się.
-No taa... a on nic do ciebie nie czuje...-powiedziała Magda.
-Haha.. Śmieszne, a teraz gadajcie co u was z chłopakami...-no i zaczęły się gadki szmatki. Trwały około półtorej godziny.
-No, pa dziewczyny-pożegnałyśmy się.
-Eh, dziękuję Ania, głupio zrobiłabym, gdybym nalegała... Dobrze, że nie napisałaś do chłopaków...
-Eee.. No przecież nie pozwoliłabym chłopom dojść do zdania-wyszczerzyła się.
-No i nie wszystko ci powiedziałam...Bo ja nie tylko to dostałam od niego..
-Co? Pokaż co tam jeszcze masz...-podałam jej tą kartkę. Otworzyła szeroko oczy, spoglądała to na mnie, to na wiadomość.
-Heh, ty mnie dobijasz-mówiła wolno i dokładnie-przecież, gdyby nic nie.. ale on ciebie..a tam i tak ty wiesz swoje..
-2:0 dla mnie-dźgnęłam ją. Kiedy miałam już wstawać z łóżka, ona mnie złapała za rękę.
-Poczekaj. Mam prośbę. Mama jutro wyjeżdża w delegację. Mogłabym te kilka dni spędzić u ciebie?-zapytała niepewnie-Znaczy mogę u siebie, ale nie lubię siedzieć sama...
-Ależ oczywiście! Nawet nie wiesz jak się cieszę! Siostro moja, chodź na bardzoo późną kolację-pociągnęłam ją. Zeszłyśmy do kuchni. Powiedziałam mamie o nocowaniu Anki u nas. Zgodziła się od razu. Zjadłyśmy to, co miałyśmy zjeść. Pierwsza umyłam się ja, a potem Ania. Weszłyśmy do mojego pokoju...
-Em, chcesz spać na łóżku, materacu? Co ja gadam ja na materacu...-face palm! Gość ma na ziemi spać?! Jeszcze czego. Były jeszcze 2 inne pokoje, ale tam nie było łóżek.
-Em, a pamiętasz stare, dobre czasy? Jak nocowałyśmy u siebie i spałyśmy razem? Ciasno było, ale się mieściłyśmy. Chcesz, abym spała na łóżku, a ja nie pozwolę, żebyś spała na podłodze, ale kanapie. Spójrz masz ogromne łóżko-myślałam, ze jej wykład wkrótce się zakończy, niestety...-No, pomyśl trochę. Jeśli już to ja będę spać na kanapie, a nie ty.
-Dobra, uspokój się. Idź do łóżka, ja jeszcze coś muszę zrobić-zgasiłam światło. Poszłam do salony, w którym jeszcze była mama. Powiedziałam jej dobranoc i wróciłam do pokoju. Wzięłam swój telefon i podreptałam do pokoju z książkami. No, takie coś w stylu biblioteki. Usiadłam na kanapie. Zastanawiałam się skąd Liam miał mój numer.. Ach tak! Przecież wymieniliśmy się z Hazzą telefonami! Przypuszczałam, że Li poprosił go o ten numer lub po prostu zaczął grzebać w jego telefonie. Hm.. Ale dlaczego Harry tego sam nie zrobił, tylko Payne. Em, no cóż. Zaczęłam szukać w telefonie numeru Styles'a. A, b....g, h..Nie mogłam go znaleźć! No za nic w świecie? No, ale nie byłam tak genialna, żeby zobaczyć coś na S. No i znalazłam! Styles. No wiecie... Poprawiłam Na Harry Styles. Taaak, żeby już potem nie szukać... Miałam ogromny dylemat. Pisać "dziękuję", czy w ogóle nie pisać? Zdecydowałam się nic nie pisać. W końcu i tak się jutro z nim spotkam. Wyszłam z biblioteczki i podreptałam do swojego pokoju. Ania już ładnie spała. Emm, miała rację miejsca było jeszcze dużo. Położyłam się obok niej i zasnęłam.

  -Emila, wstawaj musisz iść do szkoły-zaczęła mną trząść ziewająca Ania.
-Ehem.. już wstaję idź się umyć-powiedziałam wtulając się w poduszkę.
-Dziewczyno, jeszcze się wyśpisz..No chodź. Ja już się umyłam, no wywlecz się z tego łóżka. Jest już przed 7:00!
-Co? Już wstaję..-ledwo co wygramoliłam się z wyra. Podeszłam do swojej szafy. 
Pomyślałam, że nałożę moją ulubioną bejsbolówkę i jeansy. W końcu miałam do niej jakiś sentyment. Poszłam do łazienki. Poranna toaleta, prostowanie włosów itd...  Założyłam bransoletę.
-No, to która jest godzina?-zapytałam po wyjściu z łazienki.
-Em, jest 7:26. Zdążymy jeszcze zjeść śniadanie-uśmiechnęła się Ania.
-Chwila, ale mama chyba nie zrobiła śniadania. Czekaj-podeszłam do lodówki. Heh znów karteczka.
-No niestety mama dzisiaj nie zdążyła zrobić śniadania. No, a ja nie zrobię, bo wiesz że jak zacznę gotować, to trochę potrwa. Będziemy musiały sobie coś kupić po drodze-powiedziałam.
-Eee tam. Nie poradzimy sobie?-uśmiechnęła się.
-To co? Może się już zbieramy?-zapytałam.
-Racja. Musimy jeszcze zajść do jakiegoś sklepu. Nie ma czasu do stracenia-odrzekła. Ubrałyśmy się i wyszłyśmy z domu. Zamknęłam drzwi. Ruszyłyśmy.
-Eeeej, a w ogóle to dokąd pójdziemy?
-Hmmm, ty Emila się już niczym nie martw. Mam tylko jedno pyt.. AŁ!
-Haha, o mało co się nie wywaliłaś! Patrz jak chodzisz!-zwróciłam uwagę Ani, śmiejąc się.
-Ale śmieszne, na prawdę! No, poślizgnęłam się na tym lodzie! Zamiast się śmiać, mogłaś mnie złapać. Dobra, to jak już mówiłam, że mam jedno pytanie. Chcesz może do cukierni zajść?
-Hmm.. Czemu nie?
Zaszłyśmy do takiej, no przytulnej cukierni.  Ania wcześniej jeszcze wspomniała, że są tam pyszne wypieki.
-Dzień dobry!-przywitałyśmy się, lecz nikt nie wychodził.
-Już idę!-usłyszałyśmy głos kobiety.
-Nie, ja pójdę. Miło będzie ciebie wyręczyć. Wezmę plakietkę-tak, nie przesłyszałyśmy się. To był męski głos... O Boże! Kogo moje oczy ujrzały!
-Witam, w czym mo..mogę pomóc?-zapytał (dla mnie chłopczyk :3) z dołeczkiem.. Tak! To  musiała być jego replika!... Ah! Kogo ja chciałam oszukać..
-Hmm.. Dzień dobry panie.. Pan Harry. Poprosiłybyśmy pana może o 4 croissanty. I myślimy, że to chyba już wszystko-powiedziałam. Odwrócił się, aby dać nam wypieki, a Anka skorzystała z okazji i spojrzała na mnie. Zaczęła ruszać ustami. Z tego co wyszło to : 'What?'. Ogarnęłam ja moim przeszywającym spojrzeniem. Podał nam nasze 4 bułeczki.
-Em, proszę pana. A ile mamy zapłacić?-zapytałam uśmiechnięta.
-A dla was za darmo. Dobra, lećcie do szkoły-ah, ten wesolutki Styles.
-Dziękujemy, miłego dnia-powiedziałyśmy. Pomachał do nas i wyszłyśmy. Kiedy stałyśmy przed wejściem, zaczęli przychodzić ludzie do cukierni. Ruszyłyśmy w stronę szkoły.
-Jak ty mogłaś mi nie powiedzieć?!-zapytałyśmy siebie zdziwione, w tym samym momencie.
-Dobra, ja pierwsza. Jak wcześniej tutaj przychodziłam, to go tutaj nie było. A ty, co powiesz?-wywiązała się. Powiedziała co miała powiedzieć.
-No, a ja w ogóle nie wiedziałam. Nic mi nie mówił.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jak fajnie wyglądał z plakietką...
-Eh.. Dobra. A co tam powiesz? 
-A nic.. Anka! Nie będę miała ciebie z kim zostawić!-zupełnie zapomniałam o Ani. Przecież się już umówiłam.
-A nie ma sprawy. Przecież będę do 18:00 z tobą, a potem z twoją mamą. Nie martw się-odrzekła. Potem szłyśmy w ciszy. Dotarłyśmy do szkoły. Zeszłyśmy do piwnicy, do szatni. Pierwsza lekcja, to spotkanie z wychowawcą. 
Na lekcji ogółem było nudno, z resztą jak na wychowawczej w Polsce. Mogłam się domyślić...
-Jak już wiecie, do tej klasy doszła nowa uczennica. Dzięki niej, w tym tygodniu nie będzie kartkówek-niektórzy zaczęli klaskać-Uspokójcie się! Musi wiedzieć czego się  uczymy, ile jest materiału-mówiła wychowawczyni. Szczerze? Dalej już nie słuchałam. I tak w nudzie przeszły mi wszystkie lekcje.
Wróciłyśmy do domu.
-Mamoo? Jesteś już?-zawołałam rodzicielkę. 
-Tak! Obiad jest w lodówce, odgrzejcie sobie-odpowiedziała mama. Chyba była w salonie. Włożyłyśmy jedzonko do mikrofalówki i podgrzałyśmy. Wzięłyśmy talerze i ruszyłyśmy do jadalni.
-O jeju! W cukierni! Emila w cukierni! A ja to chyba w ogóle z nim nie rozmawiałam. Dałabyś mi coś powiedzieć-zaczęła gadać
-No jakoś nie byłaś skora go rozmawiania z nim. Stanęłaś jak słup i patrzyłaś co się dzieje! Sorry, gapiłaś się na niego-wypomniałam jej.
-Wiem i dlatego się cieszę, jeszcze bym coś palnęła i się ośmieszyła...-westchnęła rozmarzona.
-Ale przecież.. ty przed chwilą...ja niby nie pozwoliłam..ośmie..A już nawet nie będę nic mówić. Nie rozumiem twojej logiki-z kim ja żyję! Mój głupek... Zjadłyśmy, a ja pozmywałam z "pomocą" Ani. Tak "pomocą", bo ona siedziała i gadała o swoich marzeniach. Lekcji miałyśmy mało. Szybko odrobiłyśmy. 
-Ehh... jest koło 16:30. Co możemy porobić do 18:00?-zapytałam-Okropnie mi się nudzi...
-Możemy w coś pograć. Masz jakieś gry planszowe?-zapytała.
-Em, mam raczej jakieś. Chodź do biblioteczki, chyba wczoraj jakąś widziałam.
Wzięłam grę, której zasadą było wygrać, dzięki szczęściu i wiedzy.
-Ciekawe, która godzina-powiedziała Ania-Świetna gra, chociaż ogromnie dużo nie wiem.
Wzięła telefon, a gdy na niego spojrzała...
-AAAAAAAAAAAA!! Emila!! Boże! Wychodź już, czy co!-krzyknęła. Przerażona? Nie, raczej nie, ale niespokojna.
-No co się stało?! Przecież zaraz z tobą wygram-powiedziałam z uśmieszkiem.
-Jest 17:57! Za 3 minuty ma po ciebie przyjechać, a ty nieogarnięta!-wykrzyknęła.
-Co?! I co ja teraz zrobię?! Nie mam czasu się przebierać, idę w tym.
-A co jeśli zaprosi ciebie do restauracji?
-To zaprosi mnie do pubu, ja lecę szybko do łazienki.
Pędem się ogarnęłam. Wyszłam z łazienki.
-Ania? Gdzie ty tam jesteś?-zapytałam. Cały czas miałam na ręce tę bransoletę od Styles'a. Kiedy zeszłam na dół..
-Hej, gotowa?-ujrzałam Harry'ego. Na jego twarzy ukazały się dołeczki.
-Jasne. Już idziemy?-zapytałam. Widziałam i słyszałam jak mama i Ania stały z nim i rozmawiały, zanim zeszłam.
-Tak. Ruszajmy-odpowiedział. Ubrałam się i wyszliśmy. On nawet nie zdjął kurtki, jak jeszcze u mnie był.

-To gdzie mnie zabierasz?-zapytałam siedząc obok kierowcy.
-A dokąd chciałabyś pójść?-odpowiedział pytając.
-Wybiorę klasykę. Do kina?
-Jak sobie zażyczysz.
Podjechaliśmy pod kino.
-I będziemy oglądać film, w tym samym kinie, co w tedy-uśmiechnęłam się.
-No tak-odpowiedział.
Weszliśmy do budynku. Kiedy staliśmy w kolejce do kasy, loczek się mnie zapytał:
-Co chciałabyś obejrzeć?
-No jak ja coś zaproponuję, to ty się nie zgodzisz-powiedziałam.
-Nie prawda, no na co?
-Emm.. na tą komedię romantyczną-wyszczerzyłam ząbki. Dziwnie wyglądał, ale jednak zamówił te 2 bilety.
Weszliśmy na salę. Było nawet dużo...par, przyjaciół, znajomych-nie wiedziałam. Ale większość, to zakochane w sobie osoby. Zajęliśmy swoje miejsca. Reklamy były masakrycznie dłuugie.
W końcu rozpoczął się film. Niezbyt ciekawie się zapowiadał, co się działo dalej! Takie piękne chwile, aż w końcu w jednej, chyba większość dziewczyn, by uroniło łzy. Było dużo żartów, ale w połowie filmu, chwila wzruszenia. No jak można byłoby się nie pomazgaić. Ja tam zaczęłam.
-Wszystko w porządku?-szepnął do mnie Harry.
-Jasne, ale ty nie widzisz! Ach! Wdzięki miłości-westchnęłam.
-Taak. Widzę-odpowiedział.
-Wybacz, pójdę na chwilę do toalety. 
-Yhym-spojrzał na mnie, jakby się czegoś bał. Nie rozumiałam o co mogło mu chodzić. Wyszłam z sali i udałam się do toalety. Nikogo nie było, żadnej żywej duszy. Może, mają przerwę? złota myśl? Nie sądzę, ale mogłoby się tak zdarzyć. WC było prawie na wprost do kas. Weszłam więc przemyć twarz. Spojrzałam w lustro Tragicznie nie wyglądam pomyślałam. Cóż, wieczność nie można siedzieć w toalecie. Wyszłam, gdy coś przykryło mi nos i usta. Nie mogłam w ogóle się odezwać, kiedy poczułam straszny ból na plecach...
____________________________________________________
Hej Pysiunie. :3 Jest kolejny rozdzialik. Mam nadzieję, że się cieszycie. :) Z góry przepraszam, za jakiekolwiek błędy.^^ Będzie mi straszliwie miło, jak pozostawicie po sobie komentarze. :)