Jeju! Szybko pobiegłam do jadalni po Anię i szarpnęłam ją za rękę. Musiała jakoś ze mną porozmawiać.
-No co się stało, ze musisz mnie tak ciągać?-zapytała.
-No, to ja zadzwoniłam do Liam'a...-powiedziałam.
-I co, co? No opowiadaj!-miała być cicho, lecz podniecenie wzięło górę.
-No i ni co. Nie wiem co o tym myśleć...-wyszeptałam.
-Ale co mówił? Czy to coś, aż tak ważnego?-mówiła szeptem.
-No właśnie nie wiem. Powiedział, że nie wie czy to są złe, czy dobre wiadomości. Z resztą taka prawda..
-No mów. Przecież wiesz jak nie mogę się doczekać. No gadaj!-krzyknęła cicho. To był jakby pisk, szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałam jej odgłosów.
-Dobrze, uspokój się. Powiedział, że warunki pogodowe mogą się pogorszyć i nie mają jak wyruszyć dalej w trasę. Za pewne zaczniesz wrzeszczeć: wracają znowu do Londynu na jakiś czas. Podobno tak gdzieś na około jeden tydzień. Ale za to potem...-no tęsknię za tymi baranami! Choć tak mało się znamy to i tak pragnęłam, aby można było się z nimi w każdej chwili spotkać...
-No co? Co potem?!
-No potem ich nie będzie przez trzy miesiące! Ja nie wytrzymam!-no i się załamałam! Nie tak na poważnie, ale chyba nie przecierpię. Usiadłam na podłodze, przyciągnęłam do siebie nogi i je objęłam.
-Fajnie że przylecą, ale... Nie martw się. Będziemy z tobą-usiadła obok i uściskała mnie-No nie musisz rozpaczać.
-Co? Ja nie rozpaczam. Czy widzisz jakąkolwiek łzę? Nie? To świetnie-uśmiechnęłam się-A teraz masz za karę...-zaczęłam ją łaskotać.
-Aaa! Nie! Zo.zostawww! Ał! Nie dźgaj mnie! O bosh!-i zaczęła płakać ze śmiechu.
-Dobra zostawiam. Jest 1:0 dla mnie!-wykrzyknęłam, wstałam i pobiegłam do jadalni.
-Jeszcze się zrewanżuję, nie martw się-mówiła wstając z podłogi. Przyszła do nas, usiadła na swoje miejsce (obok mnie) i spojrzała na mnie, jakbym była jakąś świnką do zarznięcia. I ten szyderczy śmieszek...
-A co wy tam dziewczyny tak krzyczałyście?-zapytała mama.
-A no bo ja łaskotałam..
-Dźgałam-poprawiła mnie Ania łapiąc się za brzuch.
-Łaskotałam Ankę no i ta krzyczała. No to dlatego-uśmiechnęłam się.
Posiedzieli u nas może półtorej godziny i poszli. A mama:
-Dobra, do lekcji!
-Ale mamo. Nic nie zadali!-odpowiedziałam. Dzisiaj akurat pracy domowej nie było z czego odrabiać. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Ciągle zastanawiał mnie ten ich powrót. Kiedy tylko oni przyjadą? Musiałam pozbierać myśli w jedną całość. Co mówił Liam? "Lecimy do Londynu"-hmm.. Tylko teraz, czy później. Dalej nie mogłam nic wymyślić, gdy dostałam olśnienia. Przypomniałam sobie, jak słyszałam co mówi jakaś kobieta. "Niedługo lądujemy" Tylko, czy to była ona, stewardessa? Liam w tedy musiał już kończyć. Hm.. Co jest grane? Chwila... To zaczyna się układać w całość! Tak! Li mówił, że musi kończyć, po tym jak usłyszałam ten kobiecy głos. Powiedział także,"lecimy do Londynu". Czyli, że oni..już wracają? To nie dawało mi spokoju. Wzięłam więc do rak laptopa, uruchomiłam i zalogowałam się na Twittera. Może coś dodali? Szukałam na próżno, gdy zobaczyłam post Harry'ego: "Nie martwcie się, do zobaczenia. Pora się cieszyć." Ciekawe co to miało znaczyć? "Nie martwcie się, do zobaczenia" to za pewne do fanek, które czekają na koncert. Ale "Pora się cieszyć"? Hemm.. Nie wiedziałam co to ma znaczyć. Próbowałam coś wymyślić. Śnieg chyba nadal prószył...Minęły już 2 godziny od rozmowy z Liam'em... Oparłam swoje łokcie o parapet i spoglądałam za okno. Cudownie. Niestety długo się nie nacieszyłam tą błogą ciszą oraz uroczym widokiem.
-Emilka! Zejdź tutaj na chwilę!-zawołała mnie mama. Om! Wyleciałam zza drzwi pokoju i pomknęłam szybko na dół.
-O hej Ania!-rzekłam.
-Hej. Em.. Masz czas?-zapytała nieśmiało.
-Ha! Jasne że mam, a co się stało?
-Chciałabyś się ze mną przejść na spacer?-zaproponowała. Fajnie byłoby gdzieś wyjść.
-Okay. Poczekaj chwileczkę, ubiorę się-szybko założyłam kurtkę i buty.
-Mamo, ja idę z Anią! Niedługo powinnam być. Nie martw się!-oznajmiłam. Wzięłam klucze, zamknęłam za sobą drzwi, a mama wyjrzała przez okno i pomachała do mnie.
-Ehh.. Jak miło jest z tobą gdzieś na spokojnie wyjść-powiedziałam. Lubiłam wyjścia wieczorem, o zmroku z kimś. Światła pięknie palące się. A zima! Niebieskie światełka wdzięcznie sie mieniły, w cieniach drzew.
-Chodź ze mną. Tam w zimę jest fantastycznie, no dawaj-zachęcała mnie Ania.
-A tam świecą się latarnie?-zapytałam uśmiechając się.
-No pewnie. Ruszajmy-trochę szłyśmy w ciszy. Rozmyślałam nad tym co mówił Liam? Ciekawe, czy już wrócili?
-To tutaj-odezwała się. Podniosłam głowę. Ah! Zjawiskowy widok!
Zapiera dech w piersiach! Zachwycałyśmy się jeszcze trochę tym widokiem, gdy zaczął się temat o butach. Tak, jak zaczniesz z kobietą rozmawiać o butach, to nie przestaniesz...
-No, a ja widzę, że ty masz tutaj jakiś mały obcas!-nawijała do mnie Anka rechocząc. Szłyśmy gadając, z wlepionymi oczami w nasze buty.
-A ty masz śliczne buty! Gdzie kup..Auć!-słyszałam jakieś głosy, ale myślałam, że to za nami. No i powtarza się historia z Liam'em.. Nie... Zobaczyłam porozrzucane w śniegu niektóre części garderoby, oraz torbę. Widziałam tylko nogi. 1,2,3,4,5,6..zaczęłam liczyć, ale przerwałam widząc, że Ania się wycofuje. Nie podniosłam głowy. Widziałam tylko jej..buty. Wydusiłam marne:
-Przepraszam-nie spodziewałam się reakcji tego chłopaka, mężczyzny. Bałam się, kiedy mnie podniósł i wziął na ręce. Spodziewałam się najgorszego, ale byłam waleczna.
-Zostaw mnie! Co ty robisz?!-zaczęłam krzyczeć. Uniosłam głowę, aby zobaczyć komu mam przywalić,kiedy...
-Zabiję ciebie kiedyś-uśmiechnęłam się-Harry! Jak ty tak możesz! Wiesz jak się przestraszyłam?!-ach! Loczuś! Na jego twarzy pojawiły się dołeczki-Jeszcze jedna taka sytuacja-szepnęłam-to nie wiem co ci zrobię...
-Nie denerwuj się-powiedział i mnie odstawił z powrotem na ziemię. Liam zaczął się uśmiechać. Z resztą Niall, Zayn i Louis też do niego dołączyli. Ania podeszła do mnie i we dwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Hej, heej.. Spokojnie. Możecie mi wytłumaczyć o co chodzi?-zapytał zakłopotany Harry.
-No bo widzisz...-mówiłam z przerwami. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu-..kiedy spotkałam pierwszy raz Liam'a to właśnie od tego się zaczęło-kontynuowałam-Wpadałam na niego, nie patrząc przed siebie, jak przed chwilą na ciebie...
-Aha, to tylko ja o tym nie wiedziałem?-zapytał.
-No tak, tylko ty-próbował coś powiedzieć z zapchaną buzią Niall.
-Co, co ty jesz? Czy to...-Lou zaczął podejrzliwie patrzeć na żarłoka-..to ty chrupiesz to....?
-Nie!-pisnął Niall.
-Moje marchewki! Horan oddawaj! Jak mogłeś?! Kupiłem je sobie na drogę!-krzyczał Tomlinson za blondynem ganiając go.
-Stop!-krzyknął irlandczyk.
-Co?!-zapytał Lou.
-Chodź do mnie!-zawołał Louis'a, a my się tej scenie przyglądaliśmy... Marchewkozjadacz podszedł do Niall'a.
-Lou spójrz mi prosto w oczy...Przepraszam..-wyszeptał dość głośno.
-Nie, nie słucham ciebie!-taką odpowiedź otrzymał biedaczek.
-Zrobię ci potrawkę marchewkową-proponował Niall.
-Serio? Kiedy?
-Haha.. Kiedyś...-zażartował blondyneczek.
-Dzięki-odpowiedział Lou i podszedł do nas. Harry wsadził swoje rzeczy do torby i ją podniósł. Fajnie nam się gawędziło. Podprowadziliśmy Anię. No, musiało dojść do rozstania. Ania poszła do domu, a Zayn się odezwał:
-Hem. Musimy iść. Emily nie może iść sama do domu, ktoś musi ją podprowadzić...-Lou szturchnął Harry'ego.
-No to ja-powiedział loczek.
-To mam..-zaczął Zayn, ale mu przerwałam.
-Mam Hazzę, możecie już iść-wyszczerzyłam się, złapałam go za rękę i poszłam. A raczej poszliśmy.
-Mhmm.. Na ile przyjechaliście?-zapytałam.
-Na tydzień. Ale mam nadzieję, ze na dłużej...
-Czy ty coś sugerujesz?
-Ehee.. nie, skądże-uśmiechnął się.
-Yhym.. ta, jasne..Dzięki-nasza konwersacja: pełna żartów.
-No, to ja już lecę...-powiedziałam stojąc pod drzwiami domu. Patrzyliśmy na siebie, nie mogąc nic wykrztusić. Usłyszałam tylko ciche:
-Cześć.
No to tylko tyle mogłam się po nim spodziewać? Tylko "cześć"? Serio? Na prawdę na nic więcej nie było go stać? Z jednej strony taka prawda, ale z drugiej co mógł zrobić? Przecież to tylko moje myśli.. Odwróciłam się w stronę domu. Kiedy już miałam zamiar otwierać drzwi, poczułam delikatny dotyk jakiejś dłoni, na moim prawym ramieniu..ciepły oddech na szyi.
-Ja.. ja chciałbym się ciebie zapytać..-zaczął niepewnie..loczuś. Odwróciłam się w jego stronę.
-Tak? O co chciałbyś się mnie zapytać?-spytałam zaciekawiona.
-A posz..a już nic, nie ważne...-zarumienił się chłopak. Awww! Widzieć różowego Styles'a! Bezcenne!
-Posz?? No mów-uśmiechnęłam się.
-Poszłabyś gdzieś jutro ze mną?-wydusił z siebie. Nie podejrzewałam go o to.
-Hmm.. No jasne! Pewnie. Chodź tu do mnie-uśmiechnięta wyciągnęłam ręce. Zaśmiał się i mnie przytulił. Ale ściskając go, czułam jak jego jedna ręka przemieszcza się i kończy się ruszać przy mojej kieszeni w kurtce. Odsunęłam się od niego.
-Do jutra!-usłyszałam Harry'ego.
-Do jutra...-powtórzyłam.
Weszłam do domu. Eh! Coś mi wsadził do kieszeni..
O jejku! Cudowne!
__________________________________________________
Ha! Mówiłam Wam, ze szybko napisze kolejny rozdział! ;p Sory za błędy, a jest ich sporo...:) Komentujcie, proszę! :)) CZekajcie na kolejny. ;d
Eaaahhhh... Powieki nie chciały się podnieść. Moje jedyne pytanie to tylko, która godzina? Zaczęłam "galaretowatą" ręką macać szafkę nocną. Złapałam za telefon. Powoli otworzyłam oczy. Około 6:30. Odłożyłam sprzęt na miejsce i ułożyłam się do snu... Zaraz, zaraz.. Ja MUSZĘ do szkoły! Oł dżizys! Jeszcze tego... Wstałam z łóżka kompletnie zaspana, chodziłam po pokoju jak zombie dotykając wszystkiego, aby dotrzeć do szafy. Stanęłam przed meblem, szukając czegoś w co mogłabym się dzisiaj ubrać. Z pogodą nigdy nic nie wiadomo. Nie chciało mi się włączać laptopa, więc sięgnęłam po telefon. Cóż poszukiwania długie. Luty, poniedziałek, a gdzie pogoda?! Śnieg, ok. Wróć. Śnieg jeszcze do tego? Chociaż czego się spodziewać, początek lutego. Podeszłam wolno do okna. No, śniegu nie było. Cofnęłam się i wzięłam jeansowe, jasne rurki i luźną, jasną bluzkę.

Ruszyłam do łazienki. Oczywiście musiałam się potknąć. No, ale na szczęście się nie przewróciłam. Po porannej toalecie wyszłam z łazienki. Usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam telefon do ręki i przeczytałam treść wiadomości "Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Ty za pewne teraz do szkoły idziesz... Jak będziesz miała czas to zadzwonisz? Liam" Lol. Skąd on miał mój numer telefonu? Dziwne..Dobra tam. Teoretycznie byłam już gotowa. Miałam godzinę do 8:00. Do szkoły miałam blisko... Cóż, zeszłam na dół. Na lodówce widniała kartka, a na niej napis: "Śniadanie w lodówce. Smacznego. Miłego dnia w szkole :)". Mama by mnie nie puściła głodnej nigdzie. Heh. Kiedy chciałam otworzyć lodówkę, ujrzałam pieniądze oraz kolejną kartkę, a na niej wiadomość: "Na tamtej kartce się nie zmieściło. Masz tu, żebyś coś sobie kupiła". Uuuu...Ciekawe, czy tam będzie sklepik szkolny. Wzięłam pieniądze do kieszeni i kontynuowałam poprzednią czynność. Ammm! Gofry z bitą śmietaną i dżemem truskawkowym.

Wzięłam gofry i ruszyłam do najbliższego blatu. Sięgnęłam po łyżeczkę (lubię jeść łyżeczkami) i przystawiłam sobie krzesełko. O jejku! Czemu mama więcej nie zrobiła! Tak naprawdę byłam już nasycona, ale jak dobre to i tak bym jadła i jadła... Zaczęłam zmywać po sobie, kiedy ktoś zapukał. Nawet nie wytarłam rąk, a ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je, gdy moim oczom ukazała się Ania, no już z plecakiem.
-Hej, mogę z tobą iść do szkoły?-zapytała.
-No jasne, ale to już tak wcześnie trzeba?-szybko spojrzałam na zegarek, była 7:13-Bo ja jeszcze w domu troszkę posiedzę.
-Znaczy nie trzeba tylko tak przyszłam-odpowiedziała.
-Aha.. Chcesz może wejść?
-A mogę?-zapytała niepewnie.
-Nie, nie możesz. Będziesz tutaj stać i czekać na zewnątrz, aż ja łaskawie wyjdę. No jasne! Nie pytaj!-wpuściłam ją do domu-Chcesz może ciasteczka? Jak jeszcze mam..-zaczęłam szukać słodyczy. Znalazłam pierniki schowane w pudełeczku. Wyciągnęłam je z szafki i położyłam na stole. Usiadłam obok niej i zaczęłam rozmowę:
-Jak tam?
-A nudno. A u ciebie?
-W sumie tak samo. Jakoś nic wczoraj, ani dzisiaj nie robiłam specjalnego. Nawet telefonu nie użyłam.
-Ostro. Ja to codziennie korzystam z telefonu. Wczoraj prawie cały czas pisałam. Dziewczyny mówiły, że minuty są drogie do ciebie, więc nie dzwonią, ale chciałyby. No bo wiesz, że Magda ma ze mną darmowe sms-y?
-Nie wiedziałam. No i co? O czym pisałyście?
-No takie tam, ale i o tobie, że chciały z tobą pogadać, ale ciebie w ogóle na Skypie nie ma...
-A no tak. Chwila, zobaczę która godzina-spojrzałam na zegarek-8:26 wychodzimy, nie ma co siedzieć. A właśnie jak tam chłopcy naszych dziewczyn?
-A no spoko. Madzia mówiła, że się jakiś czas temu razem grupą spotkali.
-A właśnie! Przypomniało mi się!
-No co?
-Liam do mnie napisał...-nie byłam pewna jak zareaguje. Taka, no chyba lekko podekscytowana była.
-Czy jest w tym coś dziwnego?-zapytałam.
-No tak! I co napisał?-dopytywała się mnie.
-Yyy.. no to coś o tym, że jak będę miała czas to..żebym do niego zadzwoniła-odpowiedziałam spokojnie.
-No to dawaj, teraz dzwoń!
-Ale spokojnie, mamy czas.
-No weź! Jeśli to zrobisz po szkole to mnie nie będzie-powiedziała z żalem w głosie.
-A może po prostu od razu po szkole, do mnie przyjdziesz?-to było oczywiste, ale ona chyba nie zamierzała odpuścić.
-No, ale..
-Daj mi zamknąć dom. Po drodze pogadamy. Zaraz będzie 7:35, a im wcześniej wyjdziemy tym lepiej-oznajmiłam Ance. Ubrałyśmy się, wzięłyśmy plecaki. Ona wyszła pierwsza, a za nią ja zamykając drzwi.
-No to jak się umawiamy?-zapytała.
-Nie wiem. Napisze do niego-wyciągnęłam z kieszeni telefon. Miałam otwarte okienko z nową wiadomością.
-No i co mam napisać?
-Napisz, że zadzwonisz po szkole.
-Noo-zaczęłam dotykać ekranu w wybranych miejscach z literkami-Już.
-Czekajmy na odpowiedź-uśmiechnęła się.
-I ja no nie wiem, co ty w tym takiego widz...czekaj-odblokowałam telefon. Dostałam sms-a. "Okej, to zadzwoń jak tylko będziesz mogła. :)" Zszokowało mnie tempo w jakim odpisał. Wyglądałam idiotycznie, bo stanęłam jak wryta.
-Ej, wszystko dobrze? Od kogo to?-zapytała zdziwiona, zaniepokojona Ania. Nie wiedziałam co w tej chwili bardziej przeważało.
-Ty, ty to widziałaś?-wyciągnęłam do niej swój telefon nadal zdziwiona.
-No tak. Już tyle razy! Zwykły Samsung. No dobra nowiusieńki, ale Samsung-odpowiedziała. Mówiła to tak jakbym była jakaś niedorozwinięta i jej to miliony razy pokazywała.
-Nie.. Co?! Nie marka tylko co tam jest! Patrz w jak szybkim tempie odpisał!-no musiałam jej pokazać, bo ona by się nie skapnęła.
-Aa.. O to chodzi. No tak.
-Dobra idziemy, prowadź-powiedziałam. Posłuchała się. Szła dumnie, a ja za nią przebierałam nogami. Ona to szybko idzie...
Stanęłyśmy przed budynkiem.
-Ej.. Jak tam jest?-schyliłam się wyrównując oddech.
-No prawie tak jak w naszej byłej w Polsce-odpowiedziała.
-W sensie?
-No tam jest identycznie. Tylko nauczyciele inni i niektóre przedmioty.
-Aha. A szatnia jest? Przebieralnia na W-F oddzielnie? Basen, czy coś?
-A no to są szatnie, zaraz do nich pójdziemy. Na WF-ie są oddzielnie. Nie ma basenu, jest duża sala gimnastyczna, no i bieżnia. Jest siłownia, boisko.
-A no dobra. A ile ma pięter?-moje pytania nie znają granic.
-Dowiesz się w środku-odpowiedziała. Kurczę. Brzuch mnie bolał, z resztą zawsze tak mam jak się denerwuję. No i wielka chwila prawdy. Otworzyłyśmy drzwi do szkoły. Na pierwszy rzut oka normalna szkoła. Wydawała się być duża.
-Ej, a ty co się tam gapisz, chodź do szatni-szarpnęła moją rękę Anka. Schodziłyśmy po schodach do piwnicy. Strop schodził soraz to niżej i niżej...
-Anka!-krzyknęłam ona się schyliła i szła dalej.
-No co?-zapytała.
-No ty, gdybyś się nie schyliła dostałabyś w głowę! Przecież ten sufit tutaj taki niski.
-A no dzięki-uśmiechnęła się-Nie mogę się do niego w ogóle przyzwyczaić-westchnęła-A tobie, od razu się udało nie walnąć. Ja do teraz czasem się zapominam...-powiedziała.
-No ta. Gdzie nasza szatnia?-zapytałam.
-O tam-pokazała Ania-Właśnie tam idziemy-no i poszłyśmy. Miałyśmy na końcu. Dalej już leżały tylko rupiecie, makulatura itd. Kiedy odkładałyśmy kurtki na wieszaki i zmieniałyśmy buty słyszałam jak ktoś zmierza do szatni. Kroki były coraz szybsze...
-Cześć! Siema Ania! Heeee..j..Hej-powiedział chłopak cały czas uśmiechnięty. Za nim było stało jeszcze dwóch.
-Oh! No więc Tony, Dan, Ian, Luke to jest Emily. Będzie się z nami uczyć-przedstawiła nas sobie. Oczywiście po angielsku.
-Hej, miło nam-uśmiechnęli się.
-Mi również-eh, czemu dla mnie zawsze poznawanie się, jest takie trudne... No mam wrażenie, że coś źle robię.
-Em, to my może pójdziemy z Anią pod salę?-zapytałam niepewnie. Anka chyba wyczuła o co chodzi, więc odpowiedziała:
-Y no tak, oczywiście. Musisz się jeszcze trochę ogarnąć w szkole. Pokażę ci wszystko, idziemy..
-Do zobaczenia na lekcji!-zawołał jeden z nich. Wyszłyśmy z szatni i powiedziałam z wielką ulgą przez zęby:
-Dziękuję.
-Ależ proszę bardzo. Widzieć twoją minę. Ah! Bezcenne..-uśmiechnęła się.
-A jak tam się siedzi? W ławkach razem, oddzielnie?
-Ymm.. Tak. We dwie osoby w jednej ławce-odpowiedziała.
-Aha. A ty z kimś siedzisz?-nawet nie przeszło mi przez myśl, że mam z nią siedzieć. Znaczy spoczko byłoby, ale myślałam, że zapewne będę sama.
-Znaczy ja siedzę sama. A chcesz ze mną siedzieć? Jeśli tak, to jasne!-powiedziała z uśmiechem.
-Aha.. Ale nie o to.. A już nie ważne-poddałam się. Nie lubiłam..wróć. Kochałam dużo rozmawiać, ale nie do przesady.
Poszłyśmy jakimiś w ogóle innymi schodami. Z tego co wynikło to budynek miał 2 piętra, jeszcze parter i piwnicę. Miał także 2 klatki schodowe, ale ta którą wchodziłyśmy była główna. Zaprowadziła mnie na samą górę. Zaczęła mi gadać jaką mamy teraz lekcję.
-Mam plan lekcji-odpowiedziałam obojętnie. Jejku. Ciekawe jak będzie na tych lekcjach.
~Drrrrrrrrr!!!-No i dzwonek na lekcje. Poszłyśmy pod klasę. Po nas przyszli chłopcy z szatni i inni. Przed drzwiami byłyśmy pierwsze, a za nami stali Tony i ta trójka. No cóż tam TRZEBA BYŁO parami stać. Odwróciłam się, a w ogóle nie znane mi twarze, przypatrywały się mojej osobie. Jejuu..Gorąco mi się zrobiło...
-Nie przejmuj się. Nasza klasa już tak ma. Jest zbyt ciekawska. Ale szybko im to przejdzie-powiedział Dan.
-Oh, dzięki-no dobra, to było dziwne.. Anka mnie szturchnęła i machnęła głową w kierunki baby od.. Chwila co ja miałam? Ah tak! ..baby od chemii. Obcasy, okulary, spódnica, żakiecik uhum... Jak dyrektor.
-A ona jest wychowawczynią jakiejś klasy?-szepnęłam do Ani.
-Nie. Jest dyrektorką-haha. I po co ja to mówiłam? Zaśmiałam się cicho z samej siebie. No jak na złość. Ale tak już bywa i tego chyba raczej nikt nie zmieni. Z resztą u mnie zawsze musi być tak jak ja nie chcę. Podeszła do drzwi i otworzyła wejście do sali. Pierwsze weszłyśmy my=ja i Ania, a za nami reszta. Anka wskazała na miejsce gdzie będziemy siedzieć, bo tam wcześniej rezydentowała. Usiadłyśmy w lewym rzędzie. Ja od okna, a ona z brzegu, bardziej do środka. No i zaczęła się lekcja. Dyrektorka jak to powiedziała "Emily zapraszam ciebie na środek". I zaczęła:
-Od dzisiaj w tej klasie, będzie się uczyć wasza nowa koleżanka. Tak jak nasza Ania, jest z Polski. Przyjmijcie ją zatem bardzo ciepło." Nie była taka zła. Tłumaczyła wszystko dokładnie. Pokazywała coś, powtarzała kilka razy, no można byłoby się nauczyć. Ogółem miałam w poniedziałek 7 lekcji. Po 3 nudnych "spotkaniach" z nauczycielami i dosyć ciekawej chemii, zostały jeszcze 3 godziny lekcyjne.
-No i kolejna przerwa-westchnęłam.
-No nie taka zwyczajna przerwa, obiadowa. Mamy więcej czasu-powiedziała Ania.
-Dobra, chodź pod salę od geografii-powiedziałam.
-Em, a to co z tym Liam'em?-zapytała. A to ciekawska.
-No po lekcjach zadzwonię do niego-eh po moich słowach poszłyśmy. Przed pomieszczeniem usiadłyśmy w miejscu, gdzie wszystkich słyszałyśmy, którzy gdzieś obok siedzieli.
-Co ty tam robisz?-zapytałam.
-A siedzę na twitterze-odpowiedziała zapatrzona w telefon.
-To w tej szkole jest darmowe Wi-Fi?-zdziwiłam się.
-No jest-odpowiedziała. Siedziałam sobie patrząc co robi, gdy podeszła do mnie jakaś dziewczyna mówiąc:
-Hej, Emily Wróblewska, tak?-zapytała.
-Tak to ja, ale możemy się umówić?-szybko powiedziałam o co mi chodzi.
-Jasne.
-Spróbuj wypowiedzieć Emila, albo Emilka.
-Mila..-i zaczęły się nieudolne próby. W końcu jej się udało i powtórzyła kilka razy Emila.
-O pięknie. Możesz tak do mnie mówić? Nie lubię angielskiego zamiennika swojego imienia.
-Ok-usiadła obok mnie. Kątem oka widziałam Anię, która przypatrywała się sytuacji.
-Spójrz na to-wyciągnęła przede mnie swój telefon z tym zdjęciem.. tak, z Harry'm-Czy to ty? Ty chodzisz z Harry'm Styles'em?-zapytała.
-Yyy..no.. znaczy nie. No bo ja go po prostu znam-odpowiedziałam. Nie spodziewałam się takiego pytania ze strony tej dziewczyny.
-Aha, dobra. A tak w ogóle to jestem Judy Smith-podniosła rękę-miło mi-uśmiechnęła się.
-Oh. Mi również-uścisnęłam jej dłoń. Potem rozmawiałyśmy z Anią, aż do dzwonka.
Po kolejnych 3 nudnych lekcjach, w końcu byliśmy wolni. Zeszliśmy do szatni. Było głośno i każdy się zajmował swoim ubieraniem. Anka podeszła do mnie i pokazywała mi kto jak się nazywa..
Wyszłyśmy ze szkoły, a do nas podbiegli Dan, Tony i Luke.
-O, a gdzie Ian?-zapytałam.
-Em, musiał zostać-odpowiedział Luke. Usłyszałam jeszcze jakiś głos za nami:
-Czekajcie na mnie!-odwróciliśmy się, a w naszą stronę biegła Judy.
-No, czyli mamy komplet. Trzy dziewczyny i trzech chłopców-wysapała ledwo co idąc. Ruszyliśmy. Ja dużo rozmawiałam z Lukiem, Ania z Tony'm, a Judith z Dan'em.
-Czy wam też tak zimno?-zapytałam. Wiatr zaczął dawać się we znaki, a na niebie ciemne chmury.
-No, nie jest ciepło-odpowiedziała Anka. Reszta też przytaknęła.
-Au!-krzyknęła moja przyjaciółka.
-Co się stało?-zapytałam.
-No, coś tak zimno mi się zrobiło na nosie i tak zaszczypało...-zrobiła tak zwanego zeza i spojrzała na nos-Nie!-ponownie krzyknęła. Wszyscy chórem zapytaliśmy, o co chodzi. Na to ona odpowiedziała:
-Śnieg! Śnieg pada!-popatrzyliśmy na boki. Rzeczywiście taki mały, ale z każdą chwilą coraz większy.
-Jak będzie jeszcze dużo tego puchu, to idziemy na sanki-powiedział Lucas.
-Ale jak to na sanki Luke?-zapytała Judy.
-No normalnie. Może i mamy sporo lat, ale czy to znaczy, że nie możemy się pobawić? O wiele starsi ludzie zjeżdżają z górek, a nam nie wolno?-pytanie Judith wręcz go oburzyło.
-A ja się zgadzam. No przecież nie będziemy po 70 lat wychodzić na sanki, nie? Teraz musimy to zrobić!-zgodziłam się w 100% z Lucasem, dlatego się wtrąciłam. Reszta spojrzała po sobie i doszła do wniosku, że jednak niegłupio gadamy. Doszliśmy do parku.
-Ej dziewczyny, odprowadzić was?-zapytali.
-Nie, dzięki-odpowiedziałam.
-Nie martw się i tak niedługo dojdziemy gdzie mieszkasz. Mamy dobrych informatorów-powiedział wyszczerzając ząbki Antony.
-No chodź, wiesz jak zawsze z nimi fajnie?-zachęcała mnie Ania. Spojrzałam na nich.
-Nie przyjmujemy odmowy złotko-uśmiechnęli się.
-Dobra...-bąknęłam. Podprowadzili Judy pod dom. Zmierzaliśmy w kierunku mojego siedliska.
Otworzyłam drzwi i już miałam się żegnać z resztą, gdy..:
-Emilko, to ty?-zapytała mama, ale ledwo ją słyszałam, gdyż była raczej w kuchni.
-Tak mamo!-powiedziałam, po polsku.. Na twarzach chłopaków nie widziałam zdziwienia. A no tak! W końcu dyrektorka wyjaśniła wszystko na chemii.
-No to my już idziemy-powiedzieli. Najwyraźniej mama to słyszała.
-Czy ktoś tam jeszcze jest?-zapytała.
-No tak.
-A no to zaproś-powiedziała i podeszła do drzwi.
-Ej chłopcy, Ania, mama zaprasza. Nie ma odmowy...-no i po tych słowach mama wyszła kilka kroczków z domu i powiedziała:
-Witam kawalerów i ciebie Aniu, zapraszam. Przynajmniej na chwilkę-uśmiechnęła się i wszyscy za nią poszli do domu.
-Mamo, to jest Tony, Dan i Luke-zapoznałam ich sobie-no to wy zdejmujcie kurtki, buty, plecaki odłóżcie, zaraz coś będzie do jedzenia. Chodźcie na chwilę do mnie na górę-zaproponowałam. Odłożyli swoje rzeczy i poszli tak jak im kazałam. Jeju, nie spodziewałam się, że tak szybko poznam nową koleżankę i aż trzech kolegów. Tak, koledzy i koleżanki, dziecięce słowa... Wydawali się być sympatyczni. Tylko co z Liam'em. Miałam do niego zadzwonić, a teraz...
-To tu?-z zamyślenia wyrwał mnie Dan.
-Yyy... Tak. Wchodźcie-powiedziałam. Weszli i rozglądali się trochę po moim pokoju.
-No fajnie tutaj masz-powiedzieli chłopcy. Ania siedziała obok mnie na łóżku. Oni zaraz potem się dosiedli i zaczęła się dość interesująca rozmowa. Trwała krótko, bo za jakieś 15 minut zawołała nas mama na obiad. Zeszliśmy i poszliśmy do jadalni. Ja wróciłam do kuchni pomóc mamie. Na przystawkę była zupa krem z pomidorów. Wszystkim smakowała. Potem jako danie główne mama dała karkówkę pieczoną z jakąś surówką (sama nie wiedziałam jaką) i puree ziemniaczanym. Lucas i Antony poprosili o dokładkę. A deser! Mniami!
Ja nawet sama nie wiedziałam z czego to jest. Na pewno były tam wiśnie, inne owoce, pistacje i bita śmietana? Hmm... Jedliśmy i nagle mi się przypomniało o Liamie.
-Hm, przepraszam was na chwilę, zaraz wracam-powiedziałam. Spojrzeli na mnie i dalej kontynuowali rozmowę. Wbiegłam szybko po schodach, weszłam do pokoju, wybiegłam z niego szybko i o mało co nie zleciałam ze schodków. Poszłam do pokoju i zadzwoniłam.
-Raz, dwa, trzy... Halo?-zawsze liczę sygnały. Za 3 razem ktoś odebrał, za pewne Liaś.
-Emily?-usłyszałam głos Liam'a.
-Tak. No to jak. Co tam chciałeś mi takiego ciekawego powiedzieć?-zapytałam.
-No to od razu do rzeczy rozumiem?-spytał niepewnie.
-A co obijać w bawełnę?-odpowiedziałam.
-Mam wiadomości...-zaczął.
-Rozumiem, że jedna dobra, a druga zła?-zapytałam śmiejąc się.
-Niestety, ale tak. Nie wiem, może dla ciebie te dwie będą złe..-ściszył ton. Ciężko przełknęłam ślinę.
-No to zaczynam od tej złej...
____________________________________________________
Heeej Misiaczki, pysiaczki. ;* Jest kolejny rozdział. Postaram sie lepiej pisać.;d Proszę o komentarze, czy się podoba, co mogę dodać i takie tam. :) Niedługo powinien pojawić się kolejny.
Znaczy możliwe, ale jak to? Chciałam choć odrobiny spokoju...
-Co ty tu robisz?!-krzyknęłam. Co miałam innego zrobić?
-No przecież zostawiać ciebie samej w takiej sytuacji? No ja..nie mogłam-odpowiedziała Anka. Jeszcze ona tu..
-Chciałam być sama. A tak po za tym to jak mnie znalazłaś?-zapytałam. Żadna inna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy.
-No ja.. ten.. no nie wiedziałam gdzie możesz być, więc..przypomniałam sobie, jak twoja ciocia do ciebie napisała. Kiedy tutaj przyjechałam zastałam panią Basię. W stajni nie było Flicki więc umówiłam się z nią, że ciebie znajdę...
-Jeszcze tego brakowało! Co ja małe dziecko?!
-No nie. A tak po za tym to się martwiłam i mi ciebie szkoda było...
-O! Jedyna osoba, która się o mnie martwi...-westchnęłam. Z resztą zawsze tak uważałam.
-Nie prawda. Masz mnie, mamę, Harry'ego...-kiedy powiedziała "Harry'ego" wyglądała jakby nie chciała tego mówić, jakby chciała cofnąć czas.
-Że słucham?!-szczerze mówiąc, kto by się nie zdziwił. OMG, teraz to się staje bardziej skomplikowane niż było.
-No wiesz, no sorki.. Jakoś mi się wymknęło. Nie jesteś zła?-zapytała z nadzieją wyszczerzając zęby.
-Nie no oczywiście, że nie-westchnęłam z nutką ironi.
-Oj tam już przestań. Przecież wiesz, że nie jesteś sama... Jak już mówiłam masz nas.
-No jak już mówiłaś, ale Harry'ego przy mnie nie ma...-powiedziałam. Nie wiedziałam czy to mówić, czy nie, ale wygadane. A po za tym złapałam ją za słowo.
Ania przysiadła się do mnie i powiedziała:
-Czyli jednak za nim tęsknisz?-zapytała, raczej opiekuńczo i spokojnie.
-Nie wiem. Mam takie dziwne uczucie. Kiedy go nie ma chcę, żeby był, kiedy natomiast jest, chcę aby...nie wiem jak to opisać-powiedziałam. Mówiłam cały czas patrząc na Flickę i jej kompana. Ania się ruszyła, a ja nie drgnęłam, gapiłam się cały czas w ten sam punkt. Poczułam ciężkość? Nie...raczej Anię. Ehh.. Oparła się plecami o mnie.
Usłyszałam westchnięcie, ale takie jakby..radości? Obróciłam głowę. Ania się uśmiechała. Pomyślałam o chłopakach i zaczęłam:
-Pamiętasz tego Piotrka, który się na ciebie gapił? Lubiłaś go. Ładny był. Hehe. Ty w tedy chyba miałaś podobnie, co ja teraz...-uśmiechnęłam sie, na to ona wesoło odpowiedziała:
-Ty serio czujesz to samo? Jeśli tak too... Oj nie wiesz jak to się czuło-odpowiedziała. Jej kąciki ust dalej były w górze.
-Wiesz, coś podobnego..-i po tych słowach jakoś dziwnie się poczułam..
-Heej Emilka, a tobie co?-zapytała.
-Łoł..Coś mi żołądek wariuje. Jak myślisz, co to może być?-zapytałam. Wyglądałam co najmniej nienormalnie.
-Robaki...-wzdrgnęła się. Cały czas byłyśmy radosne, śmiałam się.
-Motyle ci buzują-odpowiedziała.
-Kopią...-powiedziałam. Rozmawiałyśmy, gdy znów zaczął się temat o chłopakach.
-Aaa.. Ty lepsza nie byłaś! Czekaj, jak on się nazywał? Na a...-zaczęła Anka
-Adrian?
-Właśnie! Pamiętasz tego Adriana? Zapamiętałam to! Podobał ci się. Kiedy graliśmy w butelkę ty wzięłaś wyzwanie, a graliśmy na chamskie i kazałam ci go pocałować. Ile nas w tedy było w kółeczku? Chyba 8 osób z nami. No i ty wystawiłaś język i się odwróciłaś, a on przybliżył się i jaja z ciebie robił. W tedy ty się obróciłaś i go niechcący pocałowałaś. Pamiętam, że chłopacy mówili, że nieźle całujesz-zaśmiała się Ania.
-A na ciebie, że kiedy się przytulasz, to łapiesz za tyłek-odpowiedziałam. Szczerze mówiąc to tak było, a ja się uśmiechnęłam jeszcze bardziej-Nie mów nic więcej o mnie, bo zacznę ci tyle plotek opowiadać na twój temat, że się nie połapiesz!-zagroziłam palcem.
-A przestań-odpowiedziała. Chciałam powrócić do tamtych czasów, żartów i reszty głupot. To było piękne.
-Ty..le..czjesz-powiedziała Ania śmiejąc się.
-Yyy co?-zapytałam. Nie usłyszałam, myślami byłam gdzie indziej.
-Mówię, że chyba ty źle się czujesz-powtórzyła.
-Nie, skądże. Tylko dziwnie mi tak-odpowiedziałam.
-Chyba ktoś wzywa Doktor Miłość-odpowiedziała z nutką nadziei i podniecenia Anka.
-Ha Ha. Nie dzięki. Dla mnie nie ma miłości-powiedziałam.
-A przypominasz sobie jak niedawno mówiłaś, że się czujesz podobnie jak ja?-zapytała. Oj, nie podobał mi się jej wyraz twarzy. Coś knuła...
-Co ty kombinujesz? No, powiedziałam tak i co z tego?
-To, że ja w tedy byłam zakochana...
-No ty chyba... Ej! Ty chyba nie myślisz, że ja.. Cofnij to!
-Nie! Taka prawda! E+...
-A tylko to powiesz...-zagroziłam.
-+H! TAK!! E+H=MIŁOŚĆ! Luv, luv luv, luv!
-Zabiję! Złapię, zamorduję, zabiję!-i zaczęłam się na nią drzeć, nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Ja ganiałam ją, a ona uciekała ode mnie. Do akcji przyłączyły się konie, bo oczywiście, gdy ją już prawie miałam, to się bałam, że na Flickę, albo na drugiego wierzchowca wpadnę. Słaba byłam na zakrętach, a Anka
nagle skręciła. Ja o mały włos się nie wywróciłam. Gdy się zorientowałam, Anka ta wredota już galopowała. Flicka do mnie podbiegła, a ja na nią wsiadłam. Jak ja na nią mówiłam Anana, aż tak dobrze nie jeździła konno. ~Kto drogi skraca, ten do domu nie wraca~ Przypomniała mi się stara, ale prawdziwa jak świat formułka. Cóż skróciłam sobie. Na szczęście dogoniłam Annę.
-I co? Ha! Dogoniłam cię!-krzyknęłam.
-No i co? Wyszalej się! Jutro męczarnie!-odkrzyknęła do mnie z uśmiechem na twarzy. Ach! Bezcenne... Jeździłyśmy tak, szalałyśmy po prostu.....
-Dobra! Zbieramy się!-uświadomiłam Ance koniec beztroskich wygłupów.
-Czemu?-zapytała zawiedziona.
-Temu. Jest przed 18. A trzeba jeszcze...no się spakować.. ble...-W sumie racja. Trzeba się przygotować.
Byłyśmy już w stajni. Rozsiodłałyśmy konie i odprowadziłyśmy do boksów konie. Przyszła ciocia.
-I jak było?-zapytała.
-O, hej ciociu... Ja przepraszam-okazałam skruchę.
-A za co? W końcu ciebie zaprosiłam-odpowiedziała i mnie przytuliła.
-Nie gniewasz się?-spytałam z nadzieją.
-Nie, nie gniewam się-uśmiechnęła się do mnie-Aniu, bardzo ci dziękuję.
-Ależ nie ma za co-odpowiedziała.
-Zbieracie się, czy zostajecie na trochę?-zadała nam pytanie ciocia.
-Nie wiemy. Bo mamy jutro do szkoły. Trzeba by się przygotować...
-Nie dokończyłyśmy, gdy ciocia powiedziała, że 30 minut nam nie zaszkodzi. W sumie racja. Poszłyśmy do domu cioci. Przesiedziałyśmy te pół godziny. Było sympatycznie. Ciocia nam zaproponowała podwózkę. Odpowiedziałyśmy, że damy sobie radę. Zamówiłyśmy TAXI. No znając życie nie przyjeżdżało. W końcu się zjawiło. Wsiadłyśmy i nawet nie patrząc na kierowcę powiedziałam, aby podjechał na dany adres.
-A witam panie ponownie-uśmiechnął się kierowca. Tak! To był ten miły szarooki taksówkarz!
-O dzień dobry!-powiedziałyśmy chórem. I znowu nam czas szybko i żartobliwie minął. Podwiózł nas pod mój dom. Pożegnałyśmy się i znowu dał nam -10% zniżki. Ania miała blisko, ale do połowy drogi między naszymi domami, podprowadziłam ją. Wróciłam do domu.
-Mamo? Jesteś?-zapytałam.
-Tak córciu. Aż tyle czasu byłaś w sklepie?-zapytała zdziwiona.
-A to długa historia. Zmęczona jestem, jutro ci opowiem.
-Zgoda.
Poszłam się umyć. Jak zwykle powiedziałam mamie "Dobranoc". Spakowałam się i przygotowałam wszystko na jutro. Zmęczona szybko zasnęłam.
___________________________________________________
Heeej. Mam nadzieję, że się podobało. Krótki, ale dlatego taki, żeby coś było, bo teraz dni napięte są. :/ Komentujcie i czytajcie dalej, albowiem będzie, oj będzie!. ;d Sorki za błędy. :)
Co miała na myśli?
-Ekhem.. o co tutaj chodzi?-zapytałam niepewnie.
-To ty serio nie wiesz..? Ty dalej masz Twittera?-ona chyba była bardziej zdziwiona niż ja.
-No tak.. ale nie wchodziłam dawno.. no więc hmm.. A o czym nie wiem?-odpowiedziałam coraz bardziej wahając się co mam mówić.
-Ty o niczym nie wiesz?! Przecież właśnie najbardziej ciebie to powinno obchodzić! Nie innych, rozumiesz?!-czułam, że wszystkie oczy skupiały się na nas, ale cóż, kiedy Ania się zdenerwuje jest jak lawa, prawie w ogóle nie można jej "ugasić".
-Heeej.. Spokojnie. Przecież nie o wszystkim muszę wiedzieć, nie? Uspokój się. Zrobimy zakupy i w tedy o tym pogadamy, ok?-powiedziałam spokojnie.
-Ok ja ciebie przepraszam. Wiesz jak ze mną jest... Przepraszam...-okazała skruchę.
-Toż nic się nie stało. Tylko następnym razem troszkę ciszej, dobrze?-musiałam jakoś opanować to, co się stało. Nie chciałam na nią krzyczeć, ani prawić jej kazań. Miałam już wybrane fajne ciuchy, więc poszłam do kasy. Zakupiłam owe ubrania i ruszyłam z nią.
-O co ci chodziło w sklepie?-spytałam.
-Uff.. W końcu wyszłyśmy z tego butiku...-chciała zmienić temat, udając, że nie słyszała mojego pytania. Nie wiem czemu ludzie zawsze przed mną coś ukrywają.
-Co przede mną ukrywasz? Czego nie chcesz mi mówić?-wywaliłam jej prosto z mostu.
-Ja? Nic.. możemy później o tym porozmawiać?-spytała.
-Później w twoim wykonaniu to kiedy? Za tydzień, miesiąc, rok, może najlepiej, żebym w ogóle o tym się nie dowiedziała, co?!-nerwy wzięły górę. Widać było, że się zmieszała, nie wiedziała co powiedzieć.
-Jak wrócimy z zakupów. Pójdziemy do ciebie i ci pokażę. To nie jest do końca pewne...
-Ale co nie jest do końca pewne? Czemu wy nigdy nie chcecie mi niczego powiedzieć?!-ja już nie wytrzymałam. Każdy zawsze o wszystkim wiedział, tylko oczywiście nie ja...
-Wszystko ci opowiem, tylko bądź spokojna. Jesteśmy tutaj po to, aby się choć troszkę rozerwać, a nie narzekać. Chodź..-uśmiechnęła się i zawiesiła swoją rękę na moje ramię. Szłyśmy tak po centrum handlowym w ciszy. Usłyszałam jak jakaś dziewczyna słucha piosenek chłopców. Pomyślałam o Harrym. W końcu powiedziałam:
-Czy to ma coś wspólnego ze Styles'em?
-No, tak trochę...-ehh.. No i co ja mogłam myśleć? Nie tak sobie wyobrażałam życie w Londynie. Nie zastanawiałam się nawet nad tym, że pewnego dnia poznam One Direction.. Nie ze strony piosenkarzy, tylko znajomych.
-No to jak? Idziemy jeszcze do jakiegoś sklepu?-usłyszałam Ankę.
-Wiesz co? Nie mam ochoty... Jak chcesz to możemy zajść tutaj do jakiejś kawiarni.
-No dobra-odpowiedziała. Ruszyłyśmy do kafejki. Zamówiłyśmy sok. Czekając na zamówienie, odezwała się Ania:
-Chce ci się do szkoły?-zapytała.
-Nie.
-Zgadzam się z tobą...
-Nie gadajmy o tym. Jakbyśmy nie miały o czym rozmawiać...
-Dobra, dobra...-otrzymałyśmy to co zamówiłyśmy. Porozmawiałyśmy trochę. Skończyłam sok, jej jeszcze zostało.
-Chcesz już iść?-zapytała.
-Tak.
-No to ja kończę-zaczęła "zerować" soczek. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Ruszyłyśmy szybko w stronę wyjścia z galerii.
-Co ty tak pędzisz? Aż tak chcesz to wiedzieć? Co ty jakaś w gorącej wodzie kompana, ogarnij się, zdążysz-wkurzyłam się na nią. Wiedźcie, albowiem nie lubię, kiedy ktoś mnie obraża, albo zwraca mi uwagę. To mnie wpienia...
-Daj sobie spokój-po tych słowach chciała się odezwać, ale uciszyłam ją, bo dostałam sms-a. Był on od cioci Basi: 'Jeśli chcesz, to możesz wpaść do mnie. :)'
-No i co? Od kogo?-zapytała.
-Nico. Od cioci Basi.
-A co nap..-nie dałam jej dokończyć.
-Nie ważne-powiedziałam stanowczo. Do niczego nie było jej to potrzebne, a po za tym nie miałam ochoty na rozmowy.
-No, ale...
-Cicho. Przepraszam, ale nie mam najmniejszej ochoty gadać. Rozumiesz?
-No, taa...-wymamrotała. Jakoś dziwnie na mnie patrzyła, ale cóż ja zrobię. Miałam zły humor.
Dotarłyśmy pod mój dom.
-No to wchodź-powiedziałam. Otworzyłam drzwi i weszłyśmy, po czym je zamknęłam. Zdjęłyśmy buty, kurtki i poszłyśmy do mnie na górę.
-No to co mam zrobić, żeby wiedzieć o co chodzi?-zapytałam obojętnie.
-Chodź, włącz swój laptop i usiądźmy na łóżku.
-No dobra-eh. Ciekawe, czy to było aż tak ważne, aby brać laptopa. Nie był wyłączony, wiec prawie od razu włączyłam internet.
-No i co dalej?-spytałam.
-Wejdź na twittera...-powiedziała. Nie uśmiechała się w ogóle.
-No jestem już zalogowana-odpowiedziałam.
-A teraz wejdź na twittera Harry'ego...-przełknęła ciężko ślinę. Kurczę coś musiało być na rzeczy... Zrobiłam jak kazała.
-No i co? Jakieś fanki piszą coś...-powiedziałam, nie doczytując CO napisały.
-Oh! Chociaż przeczytaj, co tam jest napisane-podniosła głos. To nie był krzyk, tylko westchnięcie z nutką zdenerwowania do mojej "głupoty". To co czytałam na twitterze było, aż tak dziwne? Pisały niektóre coś tam, że fajnie jest, ale większość pisała, że powinna jakaś dziewczyna sobie kogoś innego znaleźć, że Harry powinien być z nimi, a nie tą dziewczyną. Co one wygadywały? Ania zobaczyła wyraz mojej twarzy i dziwnie na mnie spojrzała. Za pewne wyglądałam jak jakiś klaun.
-No.. to teraz wejdź na strony plotkarskie...-powiedziała niepewnie i cicho. Miała wyraz twarzy, jakby ktoś z rodziny mi zaginął czy coś i ledwo co mi to pokazała... Cholera! Nie jest źle, bywało gorzej, ale to jest już szczyt chamstwa! Cytuję: "Ostatnio widzieliśmy piosenkarza, sławnego boysbandu Harry'ego Stylesa. Na dołączonych zdjęciach widać, jak Styles obejmuje dziewczynę. Jak twierdzą niektórzy może to być znowu nowa ładna panienka, z którą Harry chodzi chwilowo. Nie wiemy jeszcze jednak dokładnie jak się nazywa, ale piosenkarz wybrał atrakcyjną dziewczynę." No i były fotki... No ja nie mogę, jak znajomy poprawi mi włosy, to już miłość?! Oni sobie chyba drwią:po pierwsze, ze chodzę z Harry'm, po drugie, że jestem niczego sobie.
-To są jaja! Czemu, mi o tym nic wcześniej nie powiedziałaś?!-krzyknęłam.
-Ale co miałam mówić. A w ogóle to było dodane wczoraj wieczorem...
-No i co? Teraz ludzie, których wcześniej nie znałam, będą się gapić! Będą gnoić! Czy na tym świecie u licha nie ma choć grama prywatności?!
-Nie wiem... Emi.. Czeka..
-Nie!-wybiegłam z pokoju, zostawiając wszystko w domu. Wzięłam tylko telefon, a pieniądze miałam już przy sobie. Szybko nałożyłam buty i kurtkę. Otworzyłam drzwi od domu, podbiegłam do ulicy i krzyknęłam do przejeżdżającej przede mną taksówki:
-TAXI!-na reakcję, nie musiałam długo czekać. Kierowca się zatrzymał i zaczął cofać w moją stronę...
-Emila! Co ty robisz?! Wszystko się ułoży! Zobaczysz! Wracaj!-zaczęła krzyczeć w moją stronę Anka. Nie miałam ochoty jej słuchać... Pobiegłam do samochodu i powiedziałam, aby mnie podwiózł gdzieś za Londyn. Pokazałam kierunek. Szybko ruszył, tak jak poprosiłam. Ania wybiegła na ulicę machając do mnie i coś krzycząc. Skręciliśmy i już jej nie widziałam...
Wysiadłam za miastem. Było około 13. Zerknęłam tylko szybko na zegarek. Co ja miałam teraz robić?! Nawet nie wiedziałam gdzie jestem...Zaraz, zaraz, zaraz... Przecież to jest droga, do cioci. Tak! Biegłam szybko, w kierunku stadniny. Było to około 15 minut. Zasapana dobiegłam. Popędziłam do stajni i kroczyłam do Flicki. Stanęłam przed jej boksem, patrząc jej prosto w oczy. Nie wiedziałam co mam myśleć. "Ukraść" Flickę? Ani ciocia, ani klacz na to nie zasłużyły... W końcu szepnęłam tylko:
-Biegnij ze mną...-w tej chwili myślałam tylko o tym, aby gdzieś uciec. Po co miałam tutaj być, jak ludzie by mnie wytykali palcami. Wyprowadziłam konia z boksu i osiodłałam.
-Ty pewnie wiesz, co mam zamiar zrobić... Wchodzisz w to?-zapytałam. Mówiłam do zwierzęcia, ale do inteligentnego zwierzęcia. Schyliła głowę w dół, a zaraz potem ją podniosła. Dosiadłam ją i pogalopowałyśmy. Nie wiedziałam, dokąd "jedziemy". Szczerze mówiąc nawet mnie to nie obchodziło. Jeździłyśmy po łące. Zatrzymałam się na chwilę. "Skoro takie głupstwa są na portalach plotkarskich, to zobaczymy co jest na facebooku" To była dobra moja myśl. Przynajmniej mi się tak zdawało. W telefonie miałam aplikację, dzięki której nie musiałam używać internetu...
To co zobaczyłam to już był cios poniżej pasa. Głupie posty nieznajomych na tablicy skierowane do mnie, wiadomości od osób których nie znałam z różnymi tekstami: "Żałosna jesteś", "Co ty w ogóle robisz?" i takie inne podobne. Już miałam dosyć. Blokowałam kogo popadnie, a tu zaraz znowu dochodziły nowe wiadomości. Usiadłam na leżącym pniu drzewa. Flicka chodziła niedaleko, a ja...
...ja siedziałam i płakałam. Cóż rzadko to robiłam, ale już nie mogłam wytrzymać. Nie miałam przy sobie nikogo, z kim mogłabym porozmawiać o tym.. Czemu to zawsze mnie, spotykają nieszczęścia! Zawsze to ja jestem ta najgorsza i zła, zawsze to mnie spotykają kary. A ja? Co ja zrobiłam? Co ja zrobiłam ludziom złego, aby teraz los mnie tak potraktował? Powinnam już się chyba powoli przyzwyczaić..przyzwyczaić do bycia zerem, kimś nieważnym dla innych. Zawsze brałam każde słowo do siebie. Słowa czasem ranią bardziej, niż cios, niźli nam się wydaje.
Flicka zbliżyła się do mnie, opuściła łeb. Swoim oddechem rozwaliła mi włosy. Uniosłam głowę, poprawiłam je, cała zapłakana uśmiechnęłam się do niej i pogłaskałam jej chrapy.
Zwierzę kocha bardziej, niż człowiek... Człowiek, istota podobno myśląca, a tak raniąca nie zastanawiając się nad tym, że robi komuś krzywdę. Ehh.. Nie było czasu na rozmyślenia... Tylko życie, życie chwilą...
Dosłownie kilka sekund później, usłyszałam stukot kopyt. Kto to mógł być? Lepiej byłoby wsiąść na Flickę i uciekać. Ale ja zrobiłam połowę. Dosiadłam klacz i próbowałam usłyszeć, dojrzeć kto to. Nie.. To nie możliwe.. Jak to?!
______________________________________________________
Cześć. :) Dodałam rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba, tak wiec komentujcie. ;) Sorki za błędy. Pozdrawiam.:))
Ehhh.. Kolejny dzień.
Nudny dzień. Tylko troszkę za ciemno... Ledwo co się podniosłam,
opierając ręce o łóżko. Dłonie z rana mam jak z galarety. Podniosłam
się. Wyjrzałam zza okna. Uhuhu... Ciemność. Zobaczyłam godzinę w
telefonie. 5:00. No taa... Za wcześnie na wstawanie. Rzuciłam się na
łóżko, wtulając się w poduszkę i okrywając szczelnie kołdrą. Było
strasznie zimno. Próbowałam usnąć, lecz bezskutecznie. Wierciłam się
ponad 30 minut. Dalej na próżno. Miałam zdolność, którą chyba mają
wszyscy ludzie. Kontroluję sen. Głupie nie? Czasem, kiedy nie dam rady
zasnąć wymyślam sobie coś (jednorożcee xd)dzięki czemu zasypiam. Taka
jakby bajka na dobranoc. Tym razem nawet i to nie podziałało. Leżałam
tak z oczami wlepionymi w sufit. Po około 10 minutach oczy zaczynały
"walczyć" z bezsennością i wygrały....
Obudziłam
się. Leżałam z przymrużonymi oczami przez kilka minut, rozglądając się
po moim pokoju. Wyciągnęłam rękę w poszukiwaniu telefonu i złapałam się
za coś twardego. No i mam telefon. Spojrzałam na zegarek, było około
8:20. Ociągając się próbowałam wstać. Usiadam na łóżku. Oparłam się o brzeg
mojego wyra, próbując się podnieść. Napięły mi się mięśnie rąk, na
których w tej chwili spoczywał prawie cały ciężar ciała. Powoli wstałam.
Oparłam się o szafkę nocną. Podeszłam do szafy i wybrałam
ciemno-niebieską sukienkę, ze złotym paskiem.
Ruszyłam
do łazienki. Po porannej toalecie ogarnęłam do tego jeszcze włosy.
Mniej więcej było dobrze. Chciałam zobaczyć, czy mama jest w
domu. Ruszyłam wolno do schodów, po których zeszłam na dół. Pobiegłam do
kuchni, gdzie stałą mama.
-Mamo! Jesteś jeszcze!-wykrzyknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Tak, jeszcze tak. Niedługo idę do pracy. Hmm.. Zjedz śniadanie-powiedziała.
-A co jest?-spytałam.
-Zobaczysz-po tym słowie przyniosła mi miskę i łyżeczkę. Wyglądało smakowicie...
-Co to? Wygląda przepysznie...-powiedziałam.
-To
są musli, banany i pralinki z jogurtem naturalnym. Otworzyłam
szeroko "paszczę", usiadłam do stołu i zaczęłam wsuwać śniadanie.
Po skończeniu śniadania, zsunęłam się troszkę z krzesła mówiąc:
-Mamo, takie śniadania, to ty powinnaś w restauracjach robić...
Mama się uśmiechnęła i powiedziała:
-Ojej! Musisz iść do sklepu. Ja ci zaraz wszystko podam... Już chwilkę...
-Mamo, o co ci chodzi?
-Już sekundkę, tylko ci napiszę...-o co jej chodziło, co ma napisać, czy to coś ważnego, a może tak sobie tylko..
-Mamo...
-Szukam...
-Mamo-zaczęłam się już się denerwować..
-Czekaj..-powiedziała obojętnie. O nie....
-Mamo!-wybuchnęłam. No ileż to można mówić-Co się stało, no!
-Jej, przepraszam. Wiedz, że całymi dniami nie będziesz w domu siedzieć.
-No iii???
-No
i to, że jutro do szkoły, bo dziś niedziela. Jeszcze jakieś sklepy są
otwarte, więc kup sobie coś na jutro. Zeszyty i książki są. Torbę masz.
Kup sobie jakieś ubrania, co chcesz. Możesz kupić jeszcze inn..-stanęłam
jak wryta, nie słuchałam co dalej mówi mama. Znowu ta szkoła! Jakby
jeszcze tego było mało, to nowa buda, w której nikogo nie znam. To był
horror w Polsce, a co dopiero tutaj! Już nie wiedziałam co mam na ten
temat mniemać, kiedy z zamyślenia wyrwała mnie mama...
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
-Nie...
-Ja tu wszystko tłumaczę, a ty nie słuchasz!
-Nie no... wiem.. szkoła, idę do niej.. książki.. sklep... Świetnie.
-Ehh...-westchnęła-Mam kończyć?
-Tak,
raczej tak-odparłam obojętnie. Nie zależało mi w ogóle na tej szkole,
nie znałam tam nikogo, a i tak za pewne znów będę sama..
-To ja ci napiszę na którą masz do szkoły, jakie masz lekcje i ile ich masz, ok?
-Dobrze mamo-ŻE-NA-DA... Znowu nauczycielki. W Polsce to one mnie do grobu doprowadzały.
-Już?-zapytałam.
-Chwileczkę..-przyśpieszyła pisać-O proszę, tam masz cały rozkład zajęć napisany i kto będzie ciebie uczył-podała mi karteczkę.
-Mamo, to będzie szkoła dla Polaków mieszkających w Londynie?
-Nie. Normalna szkoła. Nie pomyślałam...-troszkę jej uśmiech zszedł z twarzy.
-Heeej...
Mamo, nie jest źle. Ważne, że będę chodzić do szkoły. Poradzę
sobie-miałam nadzieję, że przekonałam mamę, że będzie dobrze. Ja w to
nie wierzyłam, ale jeśli to miałoby poprawić jej nastrój..To może być.
Rzeczywiście, jeden kącik ust mamy, powędrował lekko ku górze. Mama mnie
przytuliła i szepnęła:
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak, nie jestem małym dzieckiem-odpowiedziałam.
-No tak... Ja już się zbieram do pracy.
-No to leć. Może Ania ze mną pójdzie,ale wątpię..
-A
właśnie! Już się zbieram, ale muszę ci powiedzieć, że Ania będzie z
tobą w klasie. Jakoś załatwiłam.. A tak po za tym, to pieniądze
odłożyłam na blacie w kuchni. Dobra.. to ja wleczę się do pracy. Miłego
dnia kochanie-pomachała do mnie i wyszła. Nie wiedziałam co o tym
myśleć. Niby fajnie byłoby mieć znajomą w klasie, ale w sumie z drugiej
strony, ona już będzie mieć przyjaciółki.. Zobaczyłam, że nie zamknęła
drzwi. Podeszłam do wejścia i domknęłam "wrota". Poczłapałam do swojego
pokoju, dreptając po schodach. Dowlokłam się do telefonu, który
zostawiłam na łóżku. Położyłam się wygodnie na meblu. Wzięłam do ręki
sprzęt i odblokowałam go. Zobaczyłam na wyświetlaczu kopertę. Położyłam
palec na ekranie w miejscu z napisem 'Otwórz'. "Hej Emilko!:) Chcesz
gdzieś dzisiaj ze mną wyjść? Zadzwoń, bo czekam! Muszę cię zobaczyć. :3"
O ho! Ania napisała, tylko o której? 9:22, więc kilka minut temu.
Wybrałam z kontaktów Anię i zadzwoniłam. Po 3 sygnałach odebrała:
-Halo?-zapytała
-No hej Ania!
-No cześć Emiś. Masz dzisiaj już coś zaplanowane?
-No w sumie, to mam pójść do jakiegoś sklepu, coś sobie kupić...-i tak nie miałam co powiedzieć. Nie skłamałam, więc dobrze.
-A
o której masz zamiar tam iść? Do jakiego sklepu? Może do galerii? Co
chcesz kupić?-wyczułam w tym nutkę podniecenia..O ho, nie! Masę
podekscytowania!
-Czekaj! Może po kolei?-zaczęłam normalnie.
-Mogę z tobą iść?-zapytała wręcz błagalnie.
-No jasne! Miałam taką nadzieję, że ze mną pójdziesz-powiedziałam prawdę, bo lepiej z kimś, jak samej.
-Dobra, to gdzie i o której się spotykamy?-zapytała
-O 10 bądź u mnie, ok?
-Dobra. Do zobaczenia.
-No hej-rozłączyłam się. Przynajmniej pójdzie ze mną. Nie będę sama się szwendać po sklepie. Nie wiedziałam co robić. W końcu jeszcze pół godziny przede mną. Wstałam z łóżka. Zaczęłam przeszukiwać opakowanie po telefonie, w celu znalezienia słuchawek. W końcu je znalazłam. Powróciłam do leżenia na wygodnym posłaniu. Ustawiłam budzik na 10. W końcu odpłynęłam słuchając muzyki.
Pierwszym co po przebudzeniu miałam w głowie, to pytanie czemu budzik szaleje. Starałam się szybko uporządkować to, co muszę zrobić. A tak! Miałam iść z Anią do sklepu! Odłożyłam słuchawki na biurku i prędko zbiegłam na dół. Wyjrzałam z okna. Hmm.. Jeszcze jej nie było, więc postanowiłam coś przekąsić. Telefon odłożyłam na stole. Podeszłam do lodówki. W niej nic ciekawego nie znalazłam, za to w zamrażalniku... Galaretka! Uwielbiam galaretki. Było ich jeszcze 6? A po jakiego grzyba mamie tyle galaretek? Ehh...Czasem tej kobiety nie rozumiałam. Zamknęłam drzwiczki, wzięłam łyżeczkę i krocząc do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi. Może Ania? Z deserkiem w lewej ręce zmierzałam ku wejściu. Otworzyłam drzwi.
-Hej, mogę?-zobaczyłam Ankę z uśmiechem na twarzy.
-Jasne, proszę, wejdź-odpowiedziałam odwzajemniając uśmieszek.
-Widzę coś przed wyjściem?-zapytała, zdejmując buty i kurtkę.
-No tak...
-A co tak bez bitej śmietany?-wyszczerzyła się. Śmiesznie wyglądała.
-Aj nie wiem... W sumie to chyba nie ma, ale poszukam. Dzięki, że przypomniałaś.
-Spoko.
-A ty chcesz?-spytałam. Kiwnęła przecząco głową, chociaż po wyrazie twarzy Ani, dostrzegłam chęć na żelatynę.
-Ha! Nie gadaj, że nie chcesz! Zawsze masz ochotę na coś słodkiego! Chodź za mną i nie gadaj-uśmiechnęłam się. Pomaszerowałam do kuchni, a za mną stąpała Anka. Wyjęłam za zamrażalki drugą galaretkę i jej podałam.
-Dzięki. Dalej bez bitej śmietany?-uśmiechnęła się.
-A no tak... Już szukam-odezwałam się. Grzebałam w lodówce szukając bitej śmietany i znalazłam. Nie żałowałyśmy.
-Haha! Coś już chyba nie ma!-wykrzyknęła Ania. Zachowywałyśmy się w tym momencie jak małe dzieci.
-Zobaczysz, że jest!-nic już nie chciało wylatywać-Dobra nie ma! A teraz jedzmy. Smacznego-powiedziałam.
-Dzięki, tobie również-i zaczęło się opychanie. Wsuwałyśmy ile wlezie. Niestety mało tego było i szybko zniknęło... Nie brałyśmy kolejnych, bo może mama kogoś na dzisiaj zaprosiła. Nie wiedziałyśmy.
-Idziemy?-zapytałam.
-No jasne-!-krzyknęła z entuzjazmem!
-Euforiaaaa!
-Haha! Jest szał.
-Furia, a teraz z żywą furią idziemy na zakupy. Mam nadzieję, że mi doradzisz co kupić.
-I jeszcze pytasz! Oczywiście!
Wzięłam pieniądze i klucze. Podczas ubierania się dalej rechotałyśmy. Ona wyszła pierwsza, a za nią ja zamykając drzwi. Zamówiłyśmy taksówkę. Kiedy przyjechała ogarnęłam się!
-Ania!
-Co? Taksówka już przyjechała!
-Czekaj! Poproś, aby trochę kierowca poczekał!-szybko wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Wbiegłam do kuchni wkładając swój telefon do torebki. Wybiegłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi.
-Jestem!-krzyknęłam zasapana.
-Wow, szybko. Wsiadajmy-odpowiedziała.
Kierowca był uprzejmy i pogodny. Opowiadał czasem dowcipy. Było sympatycznie. Na koniec powiedział, że dla pań -10%. My się uśmiechnęłyśmy, a on na prawdę 10% mniej prosił zapłacić. Mało jest takich ludzi jak on. Miał 20 lat, mówił, że studiuje prawo. Miał blond włosy i piękne szare oczy(*,*). Wydawał się być spoczko chłopakiem. Ruszyłyśmy w stronę galerii. Szwendałyśmy się po budynku. W końcu wybrałyśmy się najpierw do ZARY. Nie wiedziałam co kupić. Podszedł do mnie jakiś mężczyzna i zapytał:
-W czym mogę paniom pomóc?
-Tak właściwie to jej-Ania pokazała na mnie.
-Nie wiem co kupić.
-Może doradzić?-zapytał.
-I tak nie mam pojęcia co kupić, więc przydałaby się pomoc-odrzekłam. Uśmiechnął się. Zaczął mi proponować różne ciuchy. Miał koleś gust. Miał około 30 lat. Rozmawialiśmy podczas wybierania ubrań. Ania też z nami rozmawiała. Wesoło się gawędziło. Aż tu nagle zawsze coś musiało spaprać mój dobry humor...Usłyszałam jak gadają między sobą jakieś dziewczyny w sklepie:
-Słyszałaś? Harry Styles chyba znalazł sobie jakąś laskę-powiedziała jedna.
-No. Może to koleżanka, przyjaciółka, ale na pewno jest bogata i ładna.
-No, na pewno z jakąś krową by nie gadał!-i w tym momencie zabolało mnie najbardziej. Jedna z nich spojrzała na mnie i słyszałam tylko śmiechy... Ania to widziała i powiedziała:
-I właśnie jeszcze dlatego chciałam jeszcze z tobą się spotkać...
___________________________________________________
Hejoo! :) Wejścia i komentarze idą w górę. Dziękuję Wam. :3 Czytajcie, a dowiecie się co się święci. Pozdrawiam. ;d
Sorki za błędy! Mam nadzieję, że doczytacie! :D