Obudziłam
się. Zaczęłam na oślep dotykać szafki nocnej w poszukiwaniu telefonu.
Mam! Która tylko jest godzina? Po 7 rano?! Dla mnie to nie nowość, mogę
nawet godzinę wcześniej wstać. Hmmm.. Ciekawe czy mama już wstała.
Zeszłam na dół. Wróć. Najpierw wstąpiłam do łazienki. Ze sobą oczywiście wzięłam ubranie: beżową, koronkową sukienkę.
Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Mama szykowała śniadanie.
-Jak tam mamo? Co dobrego gotujesz?-zapytałam
-Nic specjalnego. Na śniadanko gofry, croissanty i kompot. Jak chcesz to są na przegryzkę truskawki.
-Dobrze mami.
Mama tylko się uśmiechnęła. Śniadanie pysznie wyglądało.
Po
spałaszowaniu swojej porcji, ruszyłam na górę do siebie, aby zobaczyć
co się dzieje (jak ja zwykle mawiam) w internetach. Była 8 godzina, a
ludzi nawet sporo. Hmmm.. Najpierw weszłam na Skype'a. I zaczęło się.
Kilka dziewczyn chciało ze mną gadać więc włączyłam opcję rozmów
grupowych. Nawet nie powiedziałam cześć, gdy zostałam zasypana
pytaniami:
-I jak?
-Dobrze tam jest?
-Poznałaś kogoś?
-Jacy tam są ludzie?
-Bądźcie
cicho! Nie dacie w ogóle mi dojść do słowa! Chcecie się ode mnie w
ogóle czegoś dowiedzieć, a nawet mnie nie słuchacie!-krzyknęłam.
Uciszyły się i odezwała się Magda:
-No to jak tam w Londynie?
-Jest dobrze. Mam Anię tak więc nie jest źle.
-A widziałaś One Direction?-na to pytanie nie wiedziałam jak odpowiedzieć.
-A skąd takie pytanie?
-No bo my myślałyśmy, że jak..w Londynie ich spotkasz.
-Yyy..noo..ja.nie...znaczy..niby tak, ale..
-Rozmawiałaś
z nimi?!-krzyknęły chórem. Chwila.. One się pytają czy widziałam i czy
rozmawiałam z One Direction, a ja tylko z Liam'em i Harry'm.
-Nie-odpowiedziałam spokojnie.
-A spoko
-Ja muszę kończyć, bo mama idzie do pracy..tak więc ten...no to do zobaczenia!
-Czekaj!
-Co się stało?-spytałam
-Wejdziesz jeszcze dzisiaj po południu?
-No nie wiem..
-Prosimy postaraj się.
-No dobra. To o której?
-Może być 16?
-Znaczy już miałam coś zrobić o 18, ale będę.
-Dobra, to do zobaczenia. Tylko masz być!
-Dobra to pa-i rozłączyłam się. Zeszłam na dół do mamy.
-To ty jeszcze nie w pracy?-spytałam
-Nie, dzisiaj mam nocną zmianę-odpowiedziała
-O, to możemy gdzieś pójść.
-Może do McDonald'a?
-Ok.
Zamknęłam
drzwi i ruszyłyśmy. Po drodze rozmawiałyśmy.
Nareszcie McDonalds!
Weszłyśmy do środka. Zamówiłyśmy 2 McWRAP'y i 2 cole z lodem. W końcu
powiedziałam jej o tym wyjściu.
-Mamo?
-Tak kochanie?
-Bo ten..bo ja dziś wychodzę.
-A gdzie?
-No tego jeszcze nie wiemy-(tylko ja nie wiedziałam dokąd)
-Aha. A mogę wiedzieć z kim?
-Ze znajomymi.
-Dużo mi to mówi...
-No poznałam ich tutaj.
-Aha. No dobra. A o której?
-O 18 podjadą po mnie.
-Dobrze,a wrócisz o..?
-Tego jeszcze nie wiem, ale będziemy w kontakcie.
-No dobra, dobra..
-A ty mamo, o której jutro wracasz?
-O 8 kończę pracę.
-Ok.
Siedziałyśmy
tak gawędząc i czekając na zamówienie. W końcu! Już dawno nie jadłam w
McDonaldzie. Było pyszne. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy z budynku.
-To co teraz mamo robimy?-spytałam-Jest dopiero 12.
-A może chcesz na konie?-na mamy twarzy zapanował uśmiech.
-Tak! Mamo! Ty mi czytasz w myślach!
Zamówiłyśmy
taksówkę i pojechałyśmy. Jazda trwała około 30 minut. No cóż. Nie było
korków, a stadnina była za miastem. Kiedy dojechałyśmy na miejsce mama
przywitała się z właścicielką. A no tak. To ciocia Basia! Przywitałyśmy się.
-Dawno
się nie widziałyśmy Emilko-powiedziała ciocia. Nie zapomniała mówić po
polsku. Heh. Udałyśmy się do stajni. Była nowoczesna, ładnie wyglądała.
Ciocia nam pokazała konie. Wybrałam karą klacz o imieniu Flicka (tak,
wybrałam ją bo oglądałam film :d, ale to nie był mustang) Kary koń arabski. Cudo! Mama też sobie
wybrała arabską klacz, tyle że jej była siwa. Osiodłałyśmy je i
ruszyłyśmy na nich do lasu. Podczas gdy konie utrzymywały chód (stęp) my
rozmawiałyśmy.
-Jak ty szybko urosłaś. Nie dawno taka mała, a już wieczorami wychodzi....
-No wiem mamo...
-A ci znajomi. Kto tam będzie?
-No.. ten.. ja nie wiem..
-Nie kombinuj kto cię zaprosił?
-No chłopak..
-Ehh..Już chłopak zaprasza.
-Mamo!
-No co?-uśmiechnęła się-A tak w ogóle, to co wczoraj cały dzień robiłaś, jak mnie nie było?
-No
to przyszła do mnie Ania, zjadłam śniadanie, poszła, ja wyszłam do
parku, zadzwoniłam po ciebie, z tą dziewczynką, poszłam do kawiarni, tam
spotkałam Liam'a i Harry'ego, po..
-Kogo spotkałaś?
-Aj nie ważne.
-Ważne. Czyli ci chłopcy ciebie zaprosili?
-Tak.
-A co dalej robiłaś?
-Potem
Liam poszedł, a Harry mi zaproponował pójście gdzieś, to ja
powiedziałam o kinie i poszliśmy, potem mnie podprowadził pod dom i
podroczył się ze mną, poszłam się umyć i spać.
-Rozumiem.
-A czego tu nie rozumieć?
-Ehhh.. Córcia, jedziemy.
I pogalopowała, z resztą ja za nią. Po 2 godzinnej przejażdżce wróciłyśmy. Ciocia nas jeszcze zaprosiła do swojego domu.
-Mamo, musimy iść. Przepraszam ciociu, ale ja muszę.
-A co się stało?-spytała Basia.
-No, bo ja się umówiłam o 16, aby porozmawiać z koleżankami z Polski na Skypie, a jest 15:30.
-No dobrze. Podwiozę was-powiedziała ciocia uśmiechając się do nas.
-Na pewno nie masz mi tego za złe?-spytałam
-Nie,
absolutnie nie. Wiem, że jesteś młoda, chcesz się wyszaleć, a z
koleżankami się nie widziałaś. Rozumiem i szanuję to-powiedziała
ze stoickim spokojem.
Przyjechałyśmy. Byłyśmy przed moim domem. Przytuliłam ciocię, moja mama też, pożegnałyśmy się, ona odjechała, a my weszłyśmy do domu. Zdjęłam buty, skaję odwiesiłam na wieszak i
pobiegłam na górę. Szybko otworzyłam laptopa, postawiłam go na biurku i
usiadłam na krześle, tyłem do drzwi od mojego pokoju. Włączyłam
Skype'a i zadzwoniłam na konferencję z koleżankami. Od razu odebrały.
-Ooo! Już jesteś. Co tam robiłaś-spytały.
-No byłam z mamą w McDonaldzie, a potem u cioci w stadninie i pojeździłyśmy na koniach.
-No to fajnie było. A co będziesz robić potem?
-No ja..spotkam się ze znajomymi.
-A można wiedzieć z kim?-zapytałe pełne nadziei.
-A co wy potem będziecie robić?-spytałam
-A no ja to na przykład idę z moim misiem do kina-powiedziała Ada
-Ja wychodzę z Magdą-odpowiedziała Paulina
-No jasne, a tylko by nie wyszła!-uśmiechnęła się Madzia.
-Ja idę z Martą, Michałem i Tomkiem gdzieś zaszaleć-odparła uśmiechając się przy tym Wera.
-To Tomek tez będzie?!-krzyknęła Martusia.
-No to widzę koniec dnia zaplanowany już-powidziałam.
-No tak.
A włącz kamerkę w komputerze-poprosiły.
-No ok. Już-odpowiedziałam
-Ooo. W końcu widzimy ciebie śliczna!-wykrzyknęła Ada.
-Haha dzięki. Gdzie tu piękność?-zapytałam uśmiechając się.
-Wszędzie. Znaczy niektórych miejsc nie sprawdzałyśmy-zaśmiała się Paula.
Wszystkie
wybuchnęłyśmy śmiechem. No cóż, musiałam włączyć kamerkę, bo ja je
widziałam, a one mnie nie. Z kimś na dole rozmawiała moja mama. Za pewne
z Anią, albo z panią Kasią przez telefon. Gadałyśmy i nie usłyszałam
jak ktoś wchodzi do mnie po schodach.
-A kogoś poznałaś?-zapytała Madzia.
-No tak-odparłam.
-A kogo?-dodała Weronika.
Siedziałam tak przez kilka sekund, aż nie wtrącił się czyjś głos. Męski głos, znajomy.
-Mnie poznała-powiedział.
Kto to był? One siedziały, jakby zobaczyły milion dolców. Odwróciłam się, a za mną stał...
-Styles?!
Co ty tu robisz?! Miałeś być o 18 z Liam'em! A ty jesteś
sam!-krzyknęłam. No tak mnie wkurzył, że bym go udusiła! Tak mnie
przestraszyć?!
-Po pierwsze nie krzycz kotku, po drugie Liam jest w samochodzie, a po trzecie jest 18:10-powiedział spokojnie. Był chyba zmęczony.
-Cześć
dziewczyny!-powiedział-Będę z Liam'em czekać w samochodzie Emily.
Zbieraj się szybko-zamknął za sobą drzwi i wyszedł. Zagotowało się we
mnie.
-Czemu nic nam nie mówiłaś?
-Znasz Styles'a i resztę?-zaczęły zsypywać mnie pytaniami.
-Dziewczyny jak widzicie, muszę kogoś walnąć, bo nie wytrzymam. Wybaczcie więc, ruszam.
-Dawaj!
-Dasz radę!-słyszałam ich śmiechy.
Rozłączyłam się z nimi. Ogarnełam się, pożegnałam z mamą i wyszłam. Wsiadłam do samochodu.
-Niezłe przywitanie-powiedział Liam i ruszył.
-Ehh.. Szkoda gadać.
Siedziałam z tyłu obok loczka. On zasnął.
-Czemu śpi?-spytałam.
-Wszystko dzisiaj przygotowywał.
-Ooo.. Niepotrzebnie na niego krzyczałam-powiedziałam
opiekuńczym głosem. Pocałowałam go w czoło, a on tylko się uśmiechną
jak małe dziecko, nie pokazując ząbków i coś zamruczał. To słodko wyglądało.
-Budź go, niedługo będziemy na miejscu-powiedział Li.
Nie
było widać już terenów zabudowanych, tylko nieliczne domki. Zaczęłam
budzić "śpiącą królewnę". On tylko podniósł rękę i położył na mnie. O
nie...
-STYLES!-krzyknęłam groźnie. Nawet Liaś podskoczył. Harry otworzył oczy i mruknął cicho:
-Tak, tak..-zamknął oczy i przytulił się do mnie (WTF?! :D)
Zaczęłam go łaskotać. Na szczęście rozbudził się. Nawet nie wiedział jak wygląda! Ha!
-To tutaj. Dobra gołąbeczki wysiadajcie-powiedział Liam.
-Pierwsza wyszłam ja, potem Harry, a na koniec Li. Zaprosili mnie do domku. Nie był mały. Był ładny. Na zewnątrz był mały ogródek, altana, miejsce na ognisko, sporo lamp ogrodowych. Dla mnie to lepiej.
Weszłam do środka. Reszta się zbiegła.
-Chłopcy oto Emily Wróblewska-powiedział z uśmiechem Liam-a to jest Zayn Malik, Niall Horan i Louis Tomlison. Przywitali mnie miło.
-Oho! Harry widzę, że całuśnie było!-wykrzyknął śmiejąc się Lou. Zaraz po nim wszyscy wybuchnęli śmiechem, prócz Harrego, który o niczym nie wiedział.
-Co się stało? O co wam chodzi?!-zapytał Styles. Biedny nie wiedział, że na jego czole widniała szminka z odciskiem moich ust.
-Zobacz się w lustrze chłopie-powiedział ubawiony Niall.
Poszliśmy za Hazzą. Loczek dopiero teraz się skapnął o co chodziło. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Powiedział tylko:
-Czym zasłużyłem na tego szczodrego buziaka?
-Bo podobno dzisiaj ty wszystkim kierowałeś.
-No tak-pogubił się chłopaczyna.
-A ja na ciebie nie wiedząc o tym nakrzyczałam, a ty wyglądałeś tak słodko jak spałeś-powiedziałam.
Zarumienił się.
-To jak? Co robimy? Może coś do jedzenia?-zapytał zniecierpliwiony Niall.
Dzisiaj było ciepło. Jak na taką pogodę bardzo ciepło.
-Chodźmy do altany-powiedział nadal śmiejący się pod nosem Malik-rozpalimy grilla.
-Może w czymś pomogę?-odezwałam się.
-Nie, jesteś gościem-odezwał się Louis-Ja z Niall'em pójdziemy po coś do jedz...Niall! Znowu wszystko zjadłeś?!
-Nie! Kiełbasek i napojów nie ruszałem!
-To może niech Niall idzie do reszty na podwórko, a ja z tobą przygotuję jedzenie-powiedziałam.
-Hmmm.. Masz rację. Nialler do altany!
-Ale...Dobra idę.
Niall wyszedł, a Lou zaczął mnie pytać:
-Jak ty ich poznałaś? No wiesz Liam'a i Hazzę?
-Z Liam'em było głupio, bo zagapiłam się i na niego wpadłam-Lou nie śmiał się, tylko uważnie słuchał dalej-A Harry'ego w kawiarni spotkałam.
-Aha. No to już wiem.
Uśmiechnęłam się i on też. Szukaliśmy rzeczy potrzebnych na grilla i znaleźliśmy. Louis wziął kiełbaski, chleb, a ja napoje i sztućce. Potem wróciliśmy po szklanki i talerze.
-No to wszystko gotowe-powiedział i podszedł do mnie Harry.
-Tak, jeszcze tylko zacząć grill'ować i tyle-odpowiedziałam.
On się uśmiechnął i zaproponował pójście nad jezioro.
-Hmm... A nic mi się nie stanie-uśmiechnęłam się.
-Nie. Na pewno nie-odpowiedział
No i poszliśmy. Usiedliśmy przy brzegu, obok kilku drzew. Słońce zachodziło. Rozmawialiśmy i nagle się spytał:
-Skąd jesteś?
-Domyśliłeś się, ze nie jestem stąd?
-Tak.
-Z Polski.
-Hmmm... Podobno tam jest pięknie. Góry, morze, jeziora..
Uśmiechnęłam się. Pogadaliśmy o nim i znów się spytał:
-Z kim przyjechałaś tutaj, do Londynu?
-Z mamą.
-Nie masz rodzeństwa?
-Nie. Jakby to powiedzieć... Nie zdążyłam mieć...
-A co się stało?
-Kiedy miałam 4 lata-czułam, że robią mi się szklane oczy-mój tato umarł. Umarł, gdy byłam bliska śmierci, bo się o mnie bał..
Załamał mi się głos i zaczynały kapać mi łzy. On już o nic więcej nie pytał, tylko wyszeptał:
-Przepraszam.
I objął mnie.
Czułam, że ktoś mnie wspiera. Ktoś, kogo w prawdzie dobrze nie znałam, tylko od kilku dni, ale wydawał mi się być bliski...
-Już wszystko dobrze?-powiedział opiekuńczym głosem i wytarł mi łzy.
-Tak.
-Wracajmy już, bo zaczną się niepokoić-po tych słowach złapał mnie za rękę i ruszyliśmy.
Szczerze mówiąc, to potrzebowałam teraz kogoś, aby był przy mnie. I miałam.
Wróciliśmy na miejsce. "Impreza" dopiero się rozkręcała. Już pierwsze kiełbaski można byłoby jeść. Podszedł do nas Liam.
-Gdzie wy byliście? Nie było was ponad pół godziny. Wiem, mało, ale jednak.-powiedział.
-Byliśmy nad jeziorem-odpowiedziałam.
-Aha-chyba się domyślił, że coś mi się stało, ale nie chciał tego poruszać. Może to i lepiej.
Zasiedliśmy w altanie, a na stole pojawiły się pierwsze kiełbaski.
-Zaraz jeszcze będą szaszłyki-powiedział Zayn.
-A to skąd?-spytałam.
-Kiedy gdzieś przepadłaś z Hazzą, to postanowiliśmy grillować jeszcze szaszłyki-odpowiedział Malik.
-A właśnie. Gdzie byłaś?-zapytał dociekliwy Louis
-Nad jeziorem-odpowiedział Harry.
-No to piękne miejsce wybrałeś Harry-powiedział Niall.
-No prawda. Cudownie tam-dodał Zayn.
Chyba nie mówiłam, ale Niall od razu wziął 5 kiełbasek. Reszta wzięła po 2. W końcu szaszłyki jeszcze. Ale dużooo było kiełbasek. A szaszłyków to już w ogóle.
-I wy to wszystko zjecie?
-Nie my, tylko Niall-odpowiedzieli, prócz niby obrażonego Niallera. Zaczęliśmy się śmiać. Niall też. Przesiedzieliśmy jakiś czas w tym gronie dobrze się bawiąc.
Około 22 weszliśmy do środka, bo było zimno.
Harry oprowadził mnie po domu. Było tam 5 sypialni, łazienka, kuchnia i salon. Chyba wszystko "zwiedziłam".
-Chodźcie! Film oglądamy!-krzyknęli do mnie i do Harry'ego chłopcy. Usiedliśmy na dużej kanapie. Obok mnie siedział Zayn i Liam.
-Wybaczcie, ale musimy was rozdzielić gołąbki-usłyszałam Lou. Obok Liam'a leżała poduszka. Wzięłam ją, wychyliłam się zza Zayn'a i rzuciłam prosto w dyńkę Louis'owi. Trafiłam! Uśmiechnął się.
Film się rozpoczął. Było o jakimś chudzielcu, który chciał być żołnie... Zaraz, zaraz. Przecież ja wiem co to jest. Akurat lubiłam komiksy. Siedzieli wpatrzeni w telewizor. Z resztą ja też. Zasnęłam. Nie wiem kiedy. Nie wiem co się ze mną działo. Czułam tylko jak ktoś mnie trzyma. Nie wiedziałam kto, i co ma zamiar zrobić...
_________________________________________________
No i 6 rozdział jest! :) Cieszę się, że w końcu go napisałam. Dacie komentarz? Myślę, że Wam się spodoba i nie zanudził. ;)
piątek, 30 sierpnia 2013
środa, 28 sierpnia 2013
Rozdział: 5
Chcesz się gdzieś przejść?-spytał chłopak
-Nie wiem. Hmmm..Dobra H...
-Hazza-powiedział-mów mi Hazza-uśmiechnął się. Jedyne nad czym się zastanawiałam, to czemu nie Liam? Co to były za spojrzenia na mnie i po wyjściu z kawiarni? Co on przede mną ukrywa?
-To jak? Gdzie idziemy? Może do kina?- spojrzał wyczekująco.
-No..dobra-po mojej odpowiedzi wyglądał jak małe, szczęśliwe dziecko. Z resztą tak się zachował.
Yyyy...Złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy. Co jakiś czas mnie zagadywał i za każdym razem, ale to za każdym musiałam się śmiać. Po prostu nie wytrzymałam. Po około 20 minutach dotarliśmy do kina. Było nawet mało ludzi, bo teraz prawie wszystkie filmy leciały. Zastanawiałam się jaki wybrać. W końcu zaprezentowałam swój wybór. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć:"Tylko nie to!". Haha! Było już za późno, kupiliśmy bilety i.. popcorn,i 2 pepsi. Fundatorem "nagród" był nie kto inny niż..loczek, bo jakbym ja nie miała pieniędzy za siebie zapłacić.
Weszliśmy na salę. Było trochę ludzi. Rozsiedliśmy się wygodnie, a Harry zasnął już po 10 minucie od wejścia. Z resztą nie dziwię mu się, same durne reklamy trwające nie mniej niż 30 minut! W końcu go obudziłam, bo się zaczęło.
-I zaczyna się...-mruknął.
-Wiesz, czasem trzeba coś urozmaicać. Jak raz do roku obejrzysz komedię romantyczną, to nic ci się nie stanie-słyszałam, że to dobry film. Miał ocenę na forach 10/10. Zamknął jadaczkę, siedział spokojnie i nie przeszkadzał.
Szczerze film mi się podobał, nie wiem jak jemu, ale chyba też, bo wyszedł szczerząc się. No taa.. O jednym zapomniałam...
-Od dzisiaj zawsze mogę z tobą chodzić na tego typu komedie romantyczne-ale dureń! Wykorzystał to! No nie...
-Niech ja cię przyłapię, albo dowiem się o tym, to nie bedzie czego zbierać!-pogroziłam palcem.
-No nie przesadzaj. Nie było źle-wygrał. Odpuściłam mu. Chodziło o to, że w tej komedii chłopak głównej bohaterki, chciał jej wywinąć kawał. Cholernie głupi kawał. Wszystkie dziewczyny na sali się przestraszyły, a ja złapałam go za rękę. W tedy czułam, że zburaczałam. Na szczęście nic nie było widać, a Harry..uścisnął leciutko moją dłoń. Właśnie o to mu chodziło...chciał mi dopiec po wpadce podczas filmu. Z resztą wszystkie inne dziewczyny się śmiały z tego. Wyszliśmy z budynku. Była 19.
-Robi się ciemno-powiedział. No taak.. Na początku lutego nie ma się co spodziewać ciepła i długiego dnia.
-Nie bój się. Jeśli o to ci chodzi to sama dojdę.
-Podprowadzę cię pod dom-odrzekł stanowczo-już nie będę się sprzeciwiać. Jak chce to niech sobie idzie. Rozmawialiśmy..tak w ogóle to o niczym. Szybko nam się zleciało, a byliśmy już u mnie pod domem.
-To tutaj-powiedziałam.
-Teraz już będę wiedział pod który dom przychodzić, kiedy zechcę iść na komedię-zaśmiał się.
-Grabisz sobie Styles, grabisz!-syknęłam.
-Dobrze uspokój się. A właśnie chcesz jutro poznać naszych kumpli?
-No tak, Liam wspominał. Jutro o 18 ma przyjechać, zgadza się?
-Oooo.. Li już wspominał...Czy o czymś nie wiem?-uśmiechnął się szyderczo.
-Styles, nie żyjesz!-i poganiałam go trochę po ulicy, a ten pokazywał dłońmi co raz to serduszko.
-Masz szczęście, że mojej mamy tu nie ma-powiedziałam zasapana.
-A mogłaby mi krzywdę zrobić?-i znowu ten jego uśmieszek...
-Tak!
-A niby co?
-Ciach, mach i nie masz języka...-ha! Nie wiedziałam, że palnę coś takiego! Ale przynajmniej się uspokoił.
-Twoja mama to żołnierz?-spytał
-Moja cierpliwość się kończy, a twój język ma coraz mniej czasu..A tak w ogóle to moja mama jest lekarzem-powiedziałam to, a on odetchnął z ulgą.
-Czyli tylko straszysz!
-Oj nie mój drogi...Skończysz na stole, pod nożem!
-'Mój drogi.' W końcu coś!-krzyknął. Mój poker face oddał wszystko, co mogłoby teraz zastąpić moje słowa. Machnęłam ręką na pożegnanie, a on jeszcze dodał:
-Moja droga!-zagotowało się we mnie. Zamknęłam drzwi za sobą. Poszłam do łazienki się umyć. To był męczący dzień. Położyłam się do łóżka i po chwili zasnęłam...
________________________________________________
Podobało się? Skomentuj.:) Widzę oglądalność rośnie. ;) Sorki za jakiekolwiek błędy.
-Nie wiem. Hmmm..Dobra H...
-Hazza-powiedział-mów mi Hazza-uśmiechnął się. Jedyne nad czym się zastanawiałam, to czemu nie Liam? Co to były za spojrzenia na mnie i po wyjściu z kawiarni? Co on przede mną ukrywa?
-To jak? Gdzie idziemy? Może do kina?- spojrzał wyczekująco.
-No..dobra-po mojej odpowiedzi wyglądał jak małe, szczęśliwe dziecko. Z resztą tak się zachował.
Yyyy...Złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy. Co jakiś czas mnie zagadywał i za każdym razem, ale to za każdym musiałam się śmiać. Po prostu nie wytrzymałam. Po około 20 minutach dotarliśmy do kina. Było nawet mało ludzi, bo teraz prawie wszystkie filmy leciały. Zastanawiałam się jaki wybrać. W końcu zaprezentowałam swój wybór. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć:"Tylko nie to!". Haha! Było już za późno, kupiliśmy bilety i.. popcorn,i 2 pepsi. Fundatorem "nagród" był nie kto inny niż..loczek, bo jakbym ja nie miała pieniędzy za siebie zapłacić.
Weszliśmy na salę. Było trochę ludzi. Rozsiedliśmy się wygodnie, a Harry zasnął już po 10 minucie od wejścia. Z resztą nie dziwię mu się, same durne reklamy trwające nie mniej niż 30 minut! W końcu go obudziłam, bo się zaczęło.
-I zaczyna się...-mruknął.
-Wiesz, czasem trzeba coś urozmaicać. Jak raz do roku obejrzysz komedię romantyczną, to nic ci się nie stanie-słyszałam, że to dobry film. Miał ocenę na forach 10/10. Zamknął jadaczkę, siedział spokojnie i nie przeszkadzał.
Szczerze film mi się podobał, nie wiem jak jemu, ale chyba też, bo wyszedł szczerząc się. No taa.. O jednym zapomniałam...
-Od dzisiaj zawsze mogę z tobą chodzić na tego typu komedie romantyczne-ale dureń! Wykorzystał to! No nie...
-Niech ja cię przyłapię, albo dowiem się o tym, to nie bedzie czego zbierać!-pogroziłam palcem.
-No nie przesadzaj. Nie było źle-wygrał. Odpuściłam mu. Chodziło o to, że w tej komedii chłopak głównej bohaterki, chciał jej wywinąć kawał. Cholernie głupi kawał. Wszystkie dziewczyny na sali się przestraszyły, a ja złapałam go za rękę. W tedy czułam, że zburaczałam. Na szczęście nic nie było widać, a Harry..uścisnął leciutko moją dłoń. Właśnie o to mu chodziło...chciał mi dopiec po wpadce podczas filmu. Z resztą wszystkie inne dziewczyny się śmiały z tego. Wyszliśmy z budynku. Była 19.
-Robi się ciemno-powiedział. No taak.. Na początku lutego nie ma się co spodziewać ciepła i długiego dnia.
-Nie bój się. Jeśli o to ci chodzi to sama dojdę.
-Podprowadzę cię pod dom-odrzekł stanowczo-już nie będę się sprzeciwiać. Jak chce to niech sobie idzie. Rozmawialiśmy..tak w ogóle to o niczym. Szybko nam się zleciało, a byliśmy już u mnie pod domem.
-To tutaj-powiedziałam.
-Teraz już będę wiedział pod który dom przychodzić, kiedy zechcę iść na komedię-zaśmiał się.
-Grabisz sobie Styles, grabisz!-syknęłam.
-Dobrze uspokój się. A właśnie chcesz jutro poznać naszych kumpli?
-No tak, Liam wspominał. Jutro o 18 ma przyjechać, zgadza się?
-Oooo.. Li już wspominał...Czy o czymś nie wiem?-uśmiechnął się szyderczo.
-Styles, nie żyjesz!-i poganiałam go trochę po ulicy, a ten pokazywał dłońmi co raz to serduszko.
-Masz szczęście, że mojej mamy tu nie ma-powiedziałam zasapana.
-A mogłaby mi krzywdę zrobić?-i znowu ten jego uśmieszek...
-Tak!
-A niby co?
-Ciach, mach i nie masz języka...-ha! Nie wiedziałam, że palnę coś takiego! Ale przynajmniej się uspokoił.
-Twoja mama to żołnierz?-spytał
-Moja cierpliwość się kończy, a twój język ma coraz mniej czasu..A tak w ogóle to moja mama jest lekarzem-powiedziałam to, a on odetchnął z ulgą.
-Czyli tylko straszysz!
-Oj nie mój drogi...Skończysz na stole, pod nożem!
-'Mój drogi.' W końcu coś!-krzyknął. Mój poker face oddał wszystko, co mogłoby teraz zastąpić moje słowa. Machnęłam ręką na pożegnanie, a on jeszcze dodał:
-Moja droga!-zagotowało się we mnie. Zamknęłam drzwi za sobą. Poszłam do łazienki się umyć. To był męczący dzień. Położyłam się do łóżka i po chwili zasnęłam...
________________________________________________
Podobało się? Skomentuj.:) Widzę oglądalność rośnie. ;) Sorki za jakiekolwiek błędy.
Rozdział: 4
Podbiegłam
szybko do wołającego o pomoc człowieka. Była to młoda kobieta(około 25
lat) z długimi blond włosami. Klęczała nad jakąś dziewczyną. Dziewczynka
miała włosy spięte w kucyk.
-Przepraszam pomóc?-spytałam
-Jeśli możesz..-odpowiedziała zapłakana. Prawdopodobnie to była jej córka. Sprawdziłam czy oddycha. Tak. Szybko zadzwoniłam po swoją mamę, w końcu pracowała w szpitalu.
-Hej mamo, poproś kogoś, aby karetka przyjechała!
-"Co się stało, gdzie to jest?"
-Przy wejściu do parku, mała dziewczynka, prawdopodobnie zasłabła.
-"Już wzywam."-i się rozłączyła. Czekałyśmy kilka minut, sprawdzając co jakiś czas, czy stan maleństwa się nie pogorszył. Jednak oczywiście musiało być na przekór. Dziewczynka przestała oddychać, a jej mama jeszcze bardziej się rozpłakała. Trzeba było coś zrobić, a ja nie wiedziałam co. Kiedyś widziałam mamę, jak to robiła, w szkole tez to mieliśmy, ale.. pierwsze co przyszło mi do głowy, to odchylenie szyi. Chyba dobrze.
-Czy mogłaby pani ułożyć tak ręce-pokazałam dla jej matki ułożenie rąk- i zrobić 30 ucisków, a potem wykonać 3 wdechy?-spytałam. Próbowała coś zrobić, ale była tak roztrzęsiona, że chyba nawet nie zrozumiała polecenia. Wykonałam 30 ucisków i... tak.. wiecie co zrobiłam. Zatkałam dziewczynce nosek, odchyliłam główkę i wykonałam 3 wdechy. Klatka piersiowa się uniosła 3 razy. Powtórzyłam to jeszcze jeden raz. Dalej nic. Jeśli za tą próbą nic się nie uda, to koniec, przy około 20 ucisku dziewczynka zamrugała. Zaczęła sama oddychać. Oczywiście jacyś psychiczni ludzie zaczęli robić zdjęcia. Jej matka spojrzała na mnie dziękczynnym wzrokiem i powiedziała:
-Dziękuję-zwykłe dziękuję, a jednak mi się miło zrobiło, że mogłam coś zrobić, dla potrzebującego. Chwilę później przyjechała karetka pogotowia i zabrała dziewczynkę i jej mamę. Ehh.. Niektórzy ruszyli za karetką, a druga połowa została robiąc ze mnie zdjęcia i pytając jak się z tym czuję. Usiadłam na ławkę, podłączyłam słuchawki do telefonu i włożyłam do uszu. Bardzo martwiłam się o tą dziewczynkę, ale chciałam, aby "paparazzi" się ode mnie odczepili. Po kilku minut, brakiem jakiegokolwiek zainteresowania nimi, poszli sobie, a ja szybko zadzwoniłam do mamy:
-Halo? No i jak z tym dzieckiem?
-Robimy teraz badania.
-A chociaż teraz dobrze się czuje?
-Raczej lepiej.
-Aha...To wszystko dzięki, pa.
Uff.. Nic jej nie jest. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie wróciłam do domu. Zaszłam do kawiarni, w której byłyśmy z mamą czekając na taksówkę. I.. no już za dużo jak na jeden dzień atrakcji, a tu dochodzi nowa. Tak, Liam Payne siedział właśnie akurat w tej kawiarni! SARKAZM kochani. Moje życie chyba ze mnie kpi. Co ja mam do niego podejść? Szczególnie, że siedział z jakimś chłopakiem z lokami na głowie. Nie widziałam z kim, bo był do mnie plecami. Podszedł do mnie kelner i przyjął zamówienie na gorącą czekoladę z.. odrobiną bitej śmietany. No co? Los mi odwala takie odpały, a nawet nie mogę sobie śmietanki zjeść? W tym przypadku wypić, ale szczegół. Czekałam tak siedząc, i oglądając MENU i kątem oka, a raczej górą zobaczyłam, że mnie dostrzegł. Oh.. Nie! Chce zostać przez chwilę sama, a zaraz może tu przyjdzie. Nie wiem co knuł, ale widziałam jak wskazywał swoimi oczami w moją stronę, aby do mnie podszedł ten drugi. Tamten się obejrzał i kątem widziałam, że spojrzał w moją stronę. Oni chyba myśleli, że ich nie widzę! Ha! Nie widziałam dokładnie jego twarzy, ale na twarzy tego loczusia można było dostrzec zdumienie, uśmiech, zachw.. Nie no. Po prostu już moja głowa świruje. Raz kozie śmierć. Spojrzałam na Liama i jego kolegę.. O bosh.. to był ten sławny Harry Styles! Tak się zagapiłam i on na mnie też, i potem widziałam jak Liam coś krzyczy w moją stronę. A tak..wróć na ziemię Emilka. Przecież on nawet na ciebie nie pat... Kogo ja chciałam oszukać... Podeszli do mnie i Liam powiedział:
-Emily, słyszysz mnie?!
-Yhymm. tak..
-Halo! Ziemia do..-przerwałam mu.
-Hej.
-O no w końcu odpowiedź. To mój kumpel Ha..-tym razem nie ja przerwałam:
-Harry Edward Styles, miło mi-uśmiechną się ukazując swoje dołeczki.
-Emily Wróblewska-podaliśmy sobie dłoń. Widać było, że się chłopaczyna zdziwił, ale cóż. Oni wzięli od razu ze sobą swoje rzeczy i usiedli do mojego stolika. Przyszedł kelner. W końcu moja czekolada!
Mmm.. Pysznie pachniała. A do tego bita śmietana..Ach! Panowała między nami cisza. W końcu napiłam się pierwszego łyka kakao. Mieli miny jakby zobaczyli największego pajaca, i niedorajdę świata!
-Z czego się śmiejecie?!-spytałam oburzona. Liam wskazał na lustro obok. Haha! No te epitety, którymi mogliby się podzielić między sobą o mnie...na mój temat... wolałam nie wiedzieć. No cóż miałam wąsy z bitej śmietany. Gdy zobaczyli moją minę przestali natychmiast się śmiać. Liam miał fajny głoś kiedy się śmiał, a Harry takie dołeczki! Specjalnie jeszcze, napiłam się kolejny raz, tyle że za tą próbą zrobiłam przedziałek językiem po środku "wąsów" co wyglądało jeszcze tragiczniej niż było do tej pory. Tym razem ja dołączyłam do nich i razem wybuchnęliśmy śmiechem. Potem po spałaszowaniu bitej śmietany, zabrałam się za picie kakaa. Moje "wąsy" rozpuściły się. W tedy uśmiechnęłam się. Liam i Harry nagle spojrzeli na mnie ni to zszokowani, ni uradowani.
-Coś się stało?-spytałam.
-Ma-masz dołeczki-powiedział Liam. Rzeczywiście. Nie zwróciłam nigdy na to uwagi. Spojrzałam w oczy Harry'ego. Miał cudne zielone tęczówki, nie mogłam oderwać oczu,on chyba od moich też.
-Nigdy nie widziałem takich oczu, pięknych oczu-powiedział zamyślony Harry wpatrując się we mnie.
-Ja? Nie no.. coś ty.. ja?
-No jasne, że tak-dopowiedział Liam.
-Dziękuję.
Pogadaliśmy jeszcze troszkę, zapłaciliśmy i wyszliśmy z lokalu. W tedy podali sobie rękę na pożegnanie. Może to głupio zabrzmi, ale wzrokiem wymieniali się zdaniami. Jakby rozmawiali poprzez podświadomość. Jeden z nich poszedł, a drugi podszedł do mnie i zaproponował coś, czego bym chyba się nie spodziewała...
________________________________________________
No to kolejny rozdział. ;p Może nie jest taki ciekawy, ale myślę, że da się przeczytać. :) Komentować moi drodzy. ;] Sorki za błędy.
-Przepraszam pomóc?-spytałam
-Jeśli możesz..-odpowiedziała zapłakana. Prawdopodobnie to była jej córka. Sprawdziłam czy oddycha. Tak. Szybko zadzwoniłam po swoją mamę, w końcu pracowała w szpitalu.
-Hej mamo, poproś kogoś, aby karetka przyjechała!
-"Co się stało, gdzie to jest?"
-Przy wejściu do parku, mała dziewczynka, prawdopodobnie zasłabła.
-"Już wzywam."-i się rozłączyła. Czekałyśmy kilka minut, sprawdzając co jakiś czas, czy stan maleństwa się nie pogorszył. Jednak oczywiście musiało być na przekór. Dziewczynka przestała oddychać, a jej mama jeszcze bardziej się rozpłakała. Trzeba było coś zrobić, a ja nie wiedziałam co. Kiedyś widziałam mamę, jak to robiła, w szkole tez to mieliśmy, ale.. pierwsze co przyszło mi do głowy, to odchylenie szyi. Chyba dobrze.
-Czy mogłaby pani ułożyć tak ręce-pokazałam dla jej matki ułożenie rąk- i zrobić 30 ucisków, a potem wykonać 3 wdechy?-spytałam. Próbowała coś zrobić, ale była tak roztrzęsiona, że chyba nawet nie zrozumiała polecenia. Wykonałam 30 ucisków i... tak.. wiecie co zrobiłam. Zatkałam dziewczynce nosek, odchyliłam główkę i wykonałam 3 wdechy. Klatka piersiowa się uniosła 3 razy. Powtórzyłam to jeszcze jeden raz. Dalej nic. Jeśli za tą próbą nic się nie uda, to koniec, przy około 20 ucisku dziewczynka zamrugała. Zaczęła sama oddychać. Oczywiście jacyś psychiczni ludzie zaczęli robić zdjęcia. Jej matka spojrzała na mnie dziękczynnym wzrokiem i powiedziała:
-Dziękuję-zwykłe dziękuję, a jednak mi się miło zrobiło, że mogłam coś zrobić, dla potrzebującego. Chwilę później przyjechała karetka pogotowia i zabrała dziewczynkę i jej mamę. Ehh.. Niektórzy ruszyli za karetką, a druga połowa została robiąc ze mnie zdjęcia i pytając jak się z tym czuję. Usiadłam na ławkę, podłączyłam słuchawki do telefonu i włożyłam do uszu. Bardzo martwiłam się o tą dziewczynkę, ale chciałam, aby "paparazzi" się ode mnie odczepili. Po kilku minut, brakiem jakiegokolwiek zainteresowania nimi, poszli sobie, a ja szybko zadzwoniłam do mamy:
-Halo? No i jak z tym dzieckiem?
-Robimy teraz badania.
-A chociaż teraz dobrze się czuje?
-Raczej lepiej.
-Aha...To wszystko dzięki, pa.
Uff.. Nic jej nie jest. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie wróciłam do domu. Zaszłam do kawiarni, w której byłyśmy z mamą czekając na taksówkę. I.. no już za dużo jak na jeden dzień atrakcji, a tu dochodzi nowa. Tak, Liam Payne siedział właśnie akurat w tej kawiarni! SARKAZM kochani. Moje życie chyba ze mnie kpi. Co ja mam do niego podejść? Szczególnie, że siedział z jakimś chłopakiem z lokami na głowie. Nie widziałam z kim, bo był do mnie plecami. Podszedł do mnie kelner i przyjął zamówienie na gorącą czekoladę z.. odrobiną bitej śmietany. No co? Los mi odwala takie odpały, a nawet nie mogę sobie śmietanki zjeść? W tym przypadku wypić, ale szczegół. Czekałam tak siedząc, i oglądając MENU i kątem oka, a raczej górą zobaczyłam, że mnie dostrzegł. Oh.. Nie! Chce zostać przez chwilę sama, a zaraz może tu przyjdzie. Nie wiem co knuł, ale widziałam jak wskazywał swoimi oczami w moją stronę, aby do mnie podszedł ten drugi. Tamten się obejrzał i kątem widziałam, że spojrzał w moją stronę. Oni chyba myśleli, że ich nie widzę! Ha! Nie widziałam dokładnie jego twarzy, ale na twarzy tego loczusia można było dostrzec zdumienie, uśmiech, zachw.. Nie no. Po prostu już moja głowa świruje. Raz kozie śmierć. Spojrzałam na Liama i jego kolegę.. O bosh.. to był ten sławny Harry Styles! Tak się zagapiłam i on na mnie też, i potem widziałam jak Liam coś krzyczy w moją stronę. A tak..wróć na ziemię Emilka. Przecież on nawet na ciebie nie pat... Kogo ja chciałam oszukać... Podeszli do mnie i Liam powiedział:
-Emily, słyszysz mnie?!
-Yhymm. tak..
-Halo! Ziemia do..-przerwałam mu.
-Hej.
-O no w końcu odpowiedź. To mój kumpel Ha..-tym razem nie ja przerwałam:
-Harry Edward Styles, miło mi-uśmiechną się ukazując swoje dołeczki.
-Emily Wróblewska-podaliśmy sobie dłoń. Widać było, że się chłopaczyna zdziwił, ale cóż. Oni wzięli od razu ze sobą swoje rzeczy i usiedli do mojego stolika. Przyszedł kelner. W końcu moja czekolada!
Mmm.. Pysznie pachniała. A do tego bita śmietana..Ach! Panowała między nami cisza. W końcu napiłam się pierwszego łyka kakao. Mieli miny jakby zobaczyli największego pajaca, i niedorajdę świata!
-Z czego się śmiejecie?!-spytałam oburzona. Liam wskazał na lustro obok. Haha! No te epitety, którymi mogliby się podzielić między sobą o mnie...na mój temat... wolałam nie wiedzieć. No cóż miałam wąsy z bitej śmietany. Gdy zobaczyli moją minę przestali natychmiast się śmiać. Liam miał fajny głoś kiedy się śmiał, a Harry takie dołeczki! Specjalnie jeszcze, napiłam się kolejny raz, tyle że za tą próbą zrobiłam przedziałek językiem po środku "wąsów" co wyglądało jeszcze tragiczniej niż było do tej pory. Tym razem ja dołączyłam do nich i razem wybuchnęliśmy śmiechem. Potem po spałaszowaniu bitej śmietany, zabrałam się za picie kakaa. Moje "wąsy" rozpuściły się. W tedy uśmiechnęłam się. Liam i Harry nagle spojrzeli na mnie ni to zszokowani, ni uradowani.
-Coś się stało?-spytałam.
-Ma-masz dołeczki-powiedział Liam. Rzeczywiście. Nie zwróciłam nigdy na to uwagi. Spojrzałam w oczy Harry'ego. Miał cudne zielone tęczówki, nie mogłam oderwać oczu,on chyba od moich też.
-Nigdy nie widziałem takich oczu, pięknych oczu-powiedział zamyślony Harry wpatrując się we mnie.
-Ja? Nie no.. coś ty.. ja?
-No jasne, że tak-dopowiedział Liam.
-Dziękuję.
Pogadaliśmy jeszcze troszkę, zapłaciliśmy i wyszliśmy z lokalu. W tedy podali sobie rękę na pożegnanie. Może to głupio zabrzmi, ale wzrokiem wymieniali się zdaniami. Jakby rozmawiali poprzez podświadomość. Jeden z nich poszedł, a drugi podszedł do mnie i zaproponował coś, czego bym chyba się nie spodziewała...
________________________________________________
No to kolejny rozdział. ;p Może nie jest taki ciekawy, ale myślę, że da się przeczytać. :) Komentować moi drodzy. ;] Sorki za błędy.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział: 3
-Ania?! Wejdź, proszę-wpuściłam ją do domu.
-Śniadanie zjedzone?-spytała
-Na razie nie, bo kiedy miałam zamiar wyjąć je z lodówki ty zadzwoniłaś do domu-powiedziałam
-A no to jedz-odparła. Usiadła na krzesełku, a ja wyjęłam śniadanie. Mmmm.... Moje ulubione naleśniki, z serem, truskawkami, cukrem pudrem i nutką czekolady.
Kiedy Anka to zobaczyła też miała zamiar zjeść. Wzięłam talerzyk i nałożyłam jej dwa. Ja miałam trzy, bo mój głód był nie do pohamowania, a w lodówce było ich tylko pięć. Nie liczyłam, ale spałaszowałyśmy naleśniki chyba w 2 minuty.
-Chcesz herbatę?-spytałam
-Poproszę-odpowiedziała i spojrzała na mnie ślicznymi zielonymi oczyma. Miała czarne włosy, troszeczkę za ramiona. Zawsze nakładała opaskę, chyba że miała spięte włosy. Były naturalnie, pięknie kręcone. Z zamyślenia wyrwała mnie Ania
-Woda się gotuje! Dziewczyno, nie słyszysz?!-krzyknęła śmiejąc się przy tym. Zaparzyłam herbatę i czekałyśmy, aż troszkę ostygnie. Sobie posłodziłam 2 łyżeczki, jej tak samo. Poszłyśmy do ogródka. Był już pięknie wystrojony, miał kilka dużych drzew, miejsca na posadzenie kwiatów. Po prostu marzenie. Obejrzałam cały i poszłyśmy do salonu, gdzie kończyłyśmy herbatę. Ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałyśmy po sobie.
-Zapraszałaś kogoś?-spytała
-Nie skądże?-odpowiedziałam
-To otwórz.
-A możesz ty Aniu?
-Nie Ci będzie...-wstała niechętnie, otworzyła je i.. No tak oczywiście zaniemówiła i otworzyła buźkę widząc listonosza! Super. Podeszłam bliżej, ale tak, żeby nie było mnie widać i usłyszałam
-Dzień dobry-powiedział to chłopak, bo nie dziewczyna.
-Wi,wi,i,ta,aaa,m-wykrztusiła w końcu z siebie, dukając.
-A to ja chyba...przepraszam..pomyłka-powiedział niepewnie, a ja pobiegłam, aby zobaczyć kto to był. Ale zdziwko mną siekło! To Payne! Wybiegłam z domu
-Cześć!-krzyknęłam. On się odwrócił i mnie zobaczył. Na jego mince dało się ujrzeć uśmiech. Ania poszła szybko za mną.
-O hej. To twoja siostra?- a no taak. Wczoraj nie było z nami Anki.
-Nie to moja przyjaciółka-ledwo co się odezwałam, gdy stanęła przede mną i się przedstawiła
-Anne Sikorska, miło mi-wyszczerzyła zęby
-Liam Payne-odpowiedział nieco zdziwion..przerażony. No cóż może i miała świra na punkcie sławnych ludzi, to i tak była wspaniała.
Zaprosiłam chłopaka do środka.
-Niestety niczego nie mam-powiedziałam
-Ja nie w tej sprawie-uśmiechnął się-Chcesz może poznać moich kumpli?-Shdgjhsdkjghk....Ojej, nie wiedziałam co powiedzieć. Wykrztusiłam samo
-Tak- no teeaaa, ciekawe tylko kiedy.
-Może być jutro o 18? Przyjadę po ciebie
-Tak
-To świetnie. To wszystko-otworzył drzwi, pomachał do nas i powiedział:
-Hej, do jutra!-i wyszedł.
-Ty farciaro, jak mogłaś mi nie powiedzieć?!-wykrzyknęła do mnie cała podniecona całym zdarzeniem.
-Nie było okazji.
-Osz tyy!-zadzwonił jej telefon. Musiała iść do domu. W końcu przez 2 tygodnie było wolne, miała także inne plany. Pożegnałyśmy się, ona wyszła, a ja poszłam na górę. Uruchomiłam świeżo co kupionego laptopa. Zmieniłam wszystko na język polski i takie tam poprawki. Zainstalowałam Skype'a i inne takie programy. W końcu zalogowałam się. Koleżanki pisały do mnie jak się czuję, czy poznałam ludzi nowych, co zwiedziłam...Nie będę chyba odpisywać dla każdego osobno jak jest. Postanowiłam na facebook'u napisac na osi czasu:
-"Jest wspaniale. Z koleżanką zawsze raźniej.;d"
To chyba powinno wystarczyć. Hmm..Która godzina? Dopiero 12. I co ja będę robić? Miałam 10 minut do parku. Ale długo, no cóż. Nuda nie może wygrać. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i udałam się w stronę parku. Było zimno, ale na szczęście wzięłam ze sobą skaję.
Jak na taki dzień sporo ludzi chodziło. Po około 10 minutach doszłam do parku. Usiadłam na ławeczkę i zaczęłam grzebać w telefonie. Znalazłam jakąś grę, która tak mnie wciągnęła, że grałam z 2 godziny. Pomyślałam, że pójdę do domu, gdy przy wejściu usłyszałam wołania:
-POMOCY!
_____________________________________________
No taakk. Nie mam talentu, ale przynajmniej coś. Piszcie komentarze proszę was, no... Niedługo powinien być następny rozdział.
-Śniadanie zjedzone?-spytała
-Na razie nie, bo kiedy miałam zamiar wyjąć je z lodówki ty zadzwoniłaś do domu-powiedziałam
-A no to jedz-odparła. Usiadła na krzesełku, a ja wyjęłam śniadanie. Mmmm.... Moje ulubione naleśniki, z serem, truskawkami, cukrem pudrem i nutką czekolady.
Kiedy Anka to zobaczyła też miała zamiar zjeść. Wzięłam talerzyk i nałożyłam jej dwa. Ja miałam trzy, bo mój głód był nie do pohamowania, a w lodówce było ich tylko pięć. Nie liczyłam, ale spałaszowałyśmy naleśniki chyba w 2 minuty.
-Chcesz herbatę?-spytałam
-Poproszę-odpowiedziała i spojrzała na mnie ślicznymi zielonymi oczyma. Miała czarne włosy, troszeczkę za ramiona. Zawsze nakładała opaskę, chyba że miała spięte włosy. Były naturalnie, pięknie kręcone. Z zamyślenia wyrwała mnie Ania
-Woda się gotuje! Dziewczyno, nie słyszysz?!-krzyknęła śmiejąc się przy tym. Zaparzyłam herbatę i czekałyśmy, aż troszkę ostygnie. Sobie posłodziłam 2 łyżeczki, jej tak samo. Poszłyśmy do ogródka. Był już pięknie wystrojony, miał kilka dużych drzew, miejsca na posadzenie kwiatów. Po prostu marzenie. Obejrzałam cały i poszłyśmy do salonu, gdzie kończyłyśmy herbatę. Ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałyśmy po sobie.
-Zapraszałaś kogoś?-spytała
-Nie skądże?-odpowiedziałam
-To otwórz.
-A możesz ty Aniu?
-Nie Ci będzie...-wstała niechętnie, otworzyła je i.. No tak oczywiście zaniemówiła i otworzyła buźkę widząc listonosza! Super. Podeszłam bliżej, ale tak, żeby nie było mnie widać i usłyszałam
-Dzień dobry-powiedział to chłopak, bo nie dziewczyna.
-Wi,wi,i,ta,aaa,m-wykrztusiła w końcu z siebie, dukając.
-A to ja chyba...przepraszam..pomyłka-powiedział niepewnie, a ja pobiegłam, aby zobaczyć kto to był. Ale zdziwko mną siekło! To Payne! Wybiegłam z domu
-Cześć!-krzyknęłam. On się odwrócił i mnie zobaczył. Na jego mince dało się ujrzeć uśmiech. Ania poszła szybko za mną.
-O hej. To twoja siostra?- a no taak. Wczoraj nie było z nami Anki.
-Nie to moja przyjaciółka-ledwo co się odezwałam, gdy stanęła przede mną i się przedstawiła
-Anne Sikorska, miło mi-wyszczerzyła zęby
-Liam Payne-odpowiedział nieco zdziwion..przerażony. No cóż może i miała świra na punkcie sławnych ludzi, to i tak była wspaniała.
Zaprosiłam chłopaka do środka.
-Niestety niczego nie mam-powiedziałam
-Ja nie w tej sprawie-uśmiechnął się-Chcesz może poznać moich kumpli?-Shdgjhsdkjghk....Ojej, nie wiedziałam co powiedzieć. Wykrztusiłam samo
-Tak- no teeaaa, ciekawe tylko kiedy.
-Może być jutro o 18? Przyjadę po ciebie
-Tak
-To świetnie. To wszystko-otworzył drzwi, pomachał do nas i powiedział:
-Hej, do jutra!-i wyszedł.
-Ty farciaro, jak mogłaś mi nie powiedzieć?!-wykrzyknęła do mnie cała podniecona całym zdarzeniem.
-Nie było okazji.
-Osz tyy!-zadzwonił jej telefon. Musiała iść do domu. W końcu przez 2 tygodnie było wolne, miała także inne plany. Pożegnałyśmy się, ona wyszła, a ja poszłam na górę. Uruchomiłam świeżo co kupionego laptopa. Zmieniłam wszystko na język polski i takie tam poprawki. Zainstalowałam Skype'a i inne takie programy. W końcu zalogowałam się. Koleżanki pisały do mnie jak się czuję, czy poznałam ludzi nowych, co zwiedziłam...Nie będę chyba odpisywać dla każdego osobno jak jest. Postanowiłam na facebook'u napisac na osi czasu:
-"Jest wspaniale. Z koleżanką zawsze raźniej.;d"
To chyba powinno wystarczyć. Hmm..Która godzina? Dopiero 12. I co ja będę robić? Miałam 10 minut do parku. Ale długo, no cóż. Nuda nie może wygrać. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i udałam się w stronę parku. Było zimno, ale na szczęście wzięłam ze sobą skaję.
Jak na taki dzień sporo ludzi chodziło. Po około 10 minutach doszłam do parku. Usiadłam na ławeczkę i zaczęłam grzebać w telefonie. Znalazłam jakąś grę, która tak mnie wciągnęła, że grałam z 2 godziny. Pomyślałam, że pójdę do domu, gdy przy wejściu usłyszałam wołania:
-POMOCY!
_____________________________________________
No taakk. Nie mam talentu, ale przynajmniej coś. Piszcie komentarze proszę was, no... Niedługo powinien być następny rozdział.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział: 2
Nieszczęśnik,
ale który to był. Podniosłam głowę i ujrzałam chichotającego Liam'a
Payne'a. Ha! Ale teraz miałaby imię wręcz "zajebista" koleżanka, która
zawsze musiała mi dogadywać, a zresztą... Szybko pozbierałam myśli i
wykrztusiłam:
-Przepraszam -zdziwło mnie to, ale nie musiałam długo czekać na odpowiedź
-Nie ma sprawy- OMG on się do mnie odezwał! Niestety wypadła mu gazeta i jeszcze kilka drobnych rzeczy. W końcu jak się kogoś taranuje na chodniku, trzymając rzeczy w rękach, to się nie dziwię, że chłopakowi wypadło. Kucnęłam i zaczęłam podnosić jego rzeczy, on szybko przykucną obok mnie i powiedział
-Nie musisz poradzę sobie sam- Na to moja odpowiedź była stanowcza:
-No widzisz przeze mnie tobie wypadły rzeczy-uśmiechną się lekko do mnie, a ja się odwzajemniłam tym samym. Mama zobaczyła to, ale nie chciała się wtrącać. W końcu troszkę czytałam o Londynie, ale nie byłam pewna czy pełnoletność także osiąga się w wieku 18 lat. Kurczę on się mnie czegoś pyta!
-Turystka?-co miałam powiedzieć?! Mętlik w głowie... No niby tak, ale będę tutaj mieszkać
-Chwilowo turystka.
-A co znaczy chwilowo?
-To znaczy, że będę tutaj mieszkać -oh jeah! Wybrnęłam z dołka.
-W ogóle to Liam James Payne jestem-uśmiechną się do mnie, wystawił dłoń, ale powiedział to przyciszonym tonem
-Emily Wróblewska -haha, żebyście widzieli jego minę! Tylko to potrzebne do szczęścia... <3
Uśmiechnął się.
-Emilko taksówka nie przyjeżdża już 20 minut!-
krzyknęła mama. Teaaa... Po polsku.
-Skąd jesteś?-spytał zdziwiony. No, bo nie codziennie słyszy się taki język..
-Z Europy-co? To, że jest gwiazdą to nie musi wiedzieć wszystkiego
-Pogłówkuje chłopak.....-ale wtopa! Swoją myśl powiedziałam na głos. Zburaczałam, o tak. Mama wszystko słyszała, stała dość blisko i..on zaczął się śmiać. A po nim i my wybuchnęłyśmy śmiechem. Spoko się zapowiada. W takim tempie to będę pośmiewiskiem cały czas. Ale w końcu mało kto, i kiedy spotyka gwiazdę.
-Mamooo..czekamy już godzinę całą godzinę, a taksówka nie przyjeżdża!
-Trudno idziemy pieszo-westchnęła z żalem.
-Ja mogę panie podwieźć-powiedział chłopak. Czy ja wyglądam na wiek mojej mamy?!
-Nie trzeba, poradzimy sobie-odparła mama z wysiłkiem ciągnąc za sobą walizkę.
-A ja tam skorzystam-uwierzcie mi nie chciałam wsiadać do cudzego samochodu, ale wyglądałam tragicznie i byłam zmęczona. Powiedziałam Liam'owi o moim planie. Ruszyliśmy i dojechaliśmy do mamy, on jechał takim tępem, jakim szła mama.
-Mamo no chodź-powiedziałam. Ale była zdziwiona, a jej twarz. Haha! Jakby ducha zobaczyła! Po naszych namowach w końcu wsiadła i podała adres. Dojechaliśmy na miejsce, chciałyśmy zapłacić, ale on powiedział, że nie chce i pożegnaliśmy się, on odjechał. Dom wyglądał ładnie, obok naszego stały także inne. Zapukałyśmy do drzwi, a tam otworzyła mi Ania!
Rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Za nią wyszła Kasia. Mama Anki.
-Witamy-powiedziały do nas obie.Powiedziała Kasia:
-Obejrzycie sobie wszystko, jak wygląda, czy się podoba i oddamy Wam klucze. Możecie jeszcze coś dokupić i zmienić- rewlka. Piękny dom. Szybko Ania podała swój adres mieszkania i numer telefonu komórkowego.
-Idź zobaczyć swój pokój-powiedział mama. Dało się jeszcze czuć farbę. Miał dwa piętra: parter i pierwsze piętro. Ommhmgmfmhghfg. Zawsze chciałam w takim mieszkać. Mama wskazała miejsce. Pobiegłyśmy na górę. *.* Był cudowny, z resztą jak i inne rzeczy. Tak jak chciałyśmy.
-Chodź, musimy kupić jeszcze kilka rzeczy. A tak. Firanki, zasłony, rolety, telewizor, telefony, laptopy.
Na szczęście mama dopłaciła troszkę i przywieźli nam wszystko. Telewizor zamontowali ci od telewizorów, rolety też, a resztą już same mogłyśmy się zająć. Było już wszystko git. Wymieniłyśmy sobie nowe telefony i wzięłyśmy do siebie nowiutkie laptopy. Omg.....była 22 godzina. Byłam dobita. Weszłam pod prysznic, przebrałam się w piżamę i poszłam do łóżka. Zasnęłam natychmiast.
Wstałam po 8:00 kilka minut. Rozpakowałam rzeczy. Wzięłam ubranie na dzisiejszy dzień. Poszłam do łazienki-poranna toaleta. Spojrzałam się lustrze... o zgrozo! Tak na marginesie. Mam dość długie włosy, ni to bardzo ciemny blond, ni kasztan. Są lekko faliste i mam grzywkę do nosa na ukos. Mam prawie czarne oczy. Hmm.. Rozczesałam włosy co nie było trudne. Ubrałam się w czarną sukienkę z jasnymi kwiatami.
Było cicho w domu. Zeszłam na dół i zobaczyłam karteczkę z napisem od mamy: "Mam dzisiaj na 7:00 do pracy, śniadanie w lodówce. Będę wieczorem." No tak mama pracuje w szpitalu. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Przecież my nic nie zamawiałyśmy. A może mama. Niee.. Za pewne listonosz. Moim oczom ukazał się o wiele inny widok. Byłam zdziwiona i..szczęśliwa.
__________________________________________
No jakoś taak wyszło. Na razie nie ma niczego ciekawego, ale już niedługo coś się stanie. Może komentarz? :)
-Przepraszam -zdziwło mnie to, ale nie musiałam długo czekać na odpowiedź
-Nie ma sprawy- OMG on się do mnie odezwał! Niestety wypadła mu gazeta i jeszcze kilka drobnych rzeczy. W końcu jak się kogoś taranuje na chodniku, trzymając rzeczy w rękach, to się nie dziwię, że chłopakowi wypadło. Kucnęłam i zaczęłam podnosić jego rzeczy, on szybko przykucną obok mnie i powiedział
-Nie musisz poradzę sobie sam- Na to moja odpowiedź była stanowcza:
-No widzisz przeze mnie tobie wypadły rzeczy-uśmiechną się lekko do mnie, a ja się odwzajemniłam tym samym. Mama zobaczyła to, ale nie chciała się wtrącać. W końcu troszkę czytałam o Londynie, ale nie byłam pewna czy pełnoletność także osiąga się w wieku 18 lat. Kurczę on się mnie czegoś pyta!
-Turystka?-co miałam powiedzieć?! Mętlik w głowie... No niby tak, ale będę tutaj mieszkać
-Chwilowo turystka.
-A co znaczy chwilowo?
-To znaczy, że będę tutaj mieszkać -oh jeah! Wybrnęłam z dołka.
-W ogóle to Liam James Payne jestem-uśmiechną się do mnie, wystawił dłoń, ale powiedział to przyciszonym tonem
-Emily Wróblewska -haha, żebyście widzieli jego minę! Tylko to potrzebne do szczęścia... <3
Uśmiechnął się.
-Emilko taksówka nie przyjeżdża już 20 minut!-
krzyknęła mama. Teaaa... Po polsku.
-Skąd jesteś?-spytał zdziwiony. No, bo nie codziennie słyszy się taki język..
-Z Europy-co? To, że jest gwiazdą to nie musi wiedzieć wszystkiego
-Pogłówkuje chłopak.....-ale wtopa! Swoją myśl powiedziałam na głos. Zburaczałam, o tak. Mama wszystko słyszała, stała dość blisko i..on zaczął się śmiać. A po nim i my wybuchnęłyśmy śmiechem. Spoko się zapowiada. W takim tempie to będę pośmiewiskiem cały czas. Ale w końcu mało kto, i kiedy spotyka gwiazdę.
-Mamooo..czekamy już godzinę całą godzinę, a taksówka nie przyjeżdża!
-Trudno idziemy pieszo-westchnęła z żalem.
-Ja mogę panie podwieźć-powiedział chłopak. Czy ja wyglądam na wiek mojej mamy?!
-Nie trzeba, poradzimy sobie-odparła mama z wysiłkiem ciągnąc za sobą walizkę.
-A ja tam skorzystam-uwierzcie mi nie chciałam wsiadać do cudzego samochodu, ale wyglądałam tragicznie i byłam zmęczona. Powiedziałam Liam'owi o moim planie. Ruszyliśmy i dojechaliśmy do mamy, on jechał takim tępem, jakim szła mama.
-Mamo no chodź-powiedziałam. Ale była zdziwiona, a jej twarz. Haha! Jakby ducha zobaczyła! Po naszych namowach w końcu wsiadła i podała adres. Dojechaliśmy na miejsce, chciałyśmy zapłacić, ale on powiedział, że nie chce i pożegnaliśmy się, on odjechał. Dom wyglądał ładnie, obok naszego stały także inne. Zapukałyśmy do drzwi, a tam otworzyła mi Ania!
Rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Za nią wyszła Kasia. Mama Anki.
-Witamy-powiedziały do nas obie.Powiedziała Kasia:
-Obejrzycie sobie wszystko, jak wygląda, czy się podoba i oddamy Wam klucze. Możecie jeszcze coś dokupić i zmienić- rewlka. Piękny dom. Szybko Ania podała swój adres mieszkania i numer telefonu komórkowego.
-Idź zobaczyć swój pokój-powiedział mama. Dało się jeszcze czuć farbę. Miał dwa piętra: parter i pierwsze piętro. Ommhmgmfmhghfg. Zawsze chciałam w takim mieszkać. Mama wskazała miejsce. Pobiegłyśmy na górę. *.* Był cudowny, z resztą jak i inne rzeczy. Tak jak chciałyśmy.
-Chodź, musimy kupić jeszcze kilka rzeczy. A tak. Firanki, zasłony, rolety, telewizor, telefony, laptopy.
Na szczęście mama dopłaciła troszkę i przywieźli nam wszystko. Telewizor zamontowali ci od telewizorów, rolety też, a resztą już same mogłyśmy się zająć. Było już wszystko git. Wymieniłyśmy sobie nowe telefony i wzięłyśmy do siebie nowiutkie laptopy. Omg.....była 22 godzina. Byłam dobita. Weszłam pod prysznic, przebrałam się w piżamę i poszłam do łóżka. Zasnęłam natychmiast.
Wstałam po 8:00 kilka minut. Rozpakowałam rzeczy. Wzięłam ubranie na dzisiejszy dzień. Poszłam do łazienki-poranna toaleta. Spojrzałam się lustrze... o zgrozo! Tak na marginesie. Mam dość długie włosy, ni to bardzo ciemny blond, ni kasztan. Są lekko faliste i mam grzywkę do nosa na ukos. Mam prawie czarne oczy. Hmm.. Rozczesałam włosy co nie było trudne. Ubrałam się w czarną sukienkę z jasnymi kwiatami.
Było cicho w domu. Zeszłam na dół i zobaczyłam karteczkę z napisem od mamy: "Mam dzisiaj na 7:00 do pracy, śniadanie w lodówce. Będę wieczorem." No tak mama pracuje w szpitalu. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Przecież my nic nie zamawiałyśmy. A może mama. Niee.. Za pewne listonosz. Moim oczom ukazał się o wiele inny widok. Byłam zdziwiona i..szczęśliwa.
__________________________________________
No jakoś taak wyszło. Na razie nie ma niczego ciekawego, ale już niedługo coś się stanie. Może komentarz? :)
Rozdział: 1
-Do kogo ty mówisz?-usłyszałam mamę siedzącą obok mnie na siedzeniu.
-Hę?-zapytała ponownie
-A co, nie, tak...
-Co ty mówisz dziecko?!-powiedziała do mnie cichym, rozbawionym tonem.
-Aj nic...
-Rozmawiałaś przez sen?-uśmiechnęła się do mnie. Niestety, gadałam przez sen. Za pewne mama musiała słyszeć wszystkie moje tajemnice. Uśmiechnęłam się pod nosem. No tak byłam w samolocie do Londynu. Ehh...Przez tę pracę mamusi musiałyśmy ruszać się z Polski. I to w ferie zimowe! Tragedia... Jak ja nie lubiłam ruszać tyłka nigdzie, po za tymi miejscami, w których do tej pory byłam... Zostawiłam przy..koleżanki. Byłam nieśmiała i miałam charakter, dzięki któremu szybko poznawałam znajomości, lecz nie miałam szczęścia w dobieraniu ich. Większość to dziewczyny, które tylko jeżeli ich psiapsióła się nie ruszała, w tedy dopiero byłam ja. Chociaż miałam znajome z bloku, z którymi najbardziej się lubiłam, to jednak nie czułam tej prawdziwej przyjaźni. Z dużym naciskiem na prawdziwej. A właśnie, wracając do tematu przeprowadzki. Mama pracowała jako lekarz pediatra. Powiedzieli jej, żeby jechała(poprawka)leciała do Londynu, bo tak będzie więcej zarabiać no, a nam to było potrzebne. Z resztą kochałam zawód mojej mamy. Czasem mnie ze sobą zabierała. Lubiłam te małe dzieci. Zawsze dzieliłam entuzjazm do pociech, mój ojciec też lecz długo się tym nie nacieszył. Zawsze miał dobre serce..dobre lecz słabe...Była zima, zachorowałam, miałam 4 latka. Mama mówiła, że miałam małe szanse na przeżycie, z każdym dniem coraz gorzej. W końcu tato dowiedział się, że mogę nie dożyć następnego dnia..w tedy tato zbladł, podszedł do mnie, przytulił mnie i powiedział, żebym była silna i jeśli coś by się stało, mam się nie poddawać. Dodał jeszcze, że zawsze będzie mnie kochał, wyszedł i nagle on upadł, a wszyscy się zbiegli. Tato dostał zawału serca, to on nie przeżył,a ja zebrałam w sobie siły, wstałam z łóżeczka i podsłuchałam rozmowy mamy z lekarzem:
-Nie da się nic zrobić, on nie żyje. W tedy mnie ujrzeli, stali zdziwieni, podeszłam do mamy mówiąc:
-Mamusiu ulozi zie. Bezie dobzie. Mama się uśmiechnęła, przytuliła mnie do siebie. A jednak następnego dnia powiedzieli, że mój stan znacznie się polepszył i, że mnie wypuszczą za kilka dni. Akurat byłam na pogrzebie taty. Mama starała się przychodzić często na jego grób. Mieliśmy mnóstwo pięknych zdjęć z tatusiem. A teraz... Czy tato mógłby się domyślić, że jego córeczka Emilka, za 13 lat poleci do Londynu. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy na osiedlu. Plotkary, wszędzie plotkary... Kilka minut i całe osiedle wiedziało. No cóż poczta dalej, jak mówił mój ojciec.
-Zaraz mamo! Nie mamy komputera!-wykrzyknęłam tak głośno, że niektórzy zaczęli się oglądać co za wariatka wrzeszczy. Z resztą zrobiłabym to samo.
-Jak miałyśmy wziąć komputer stacjonarny?-moja mama zawsze miała głowę na karku, szybko odpowiadając-na miejscu kupimy wszystkie potrzebne rzeczy takiego typu. Zapomniałam. Wszystko już tam było, tak jak chciałam. Moja dawna znajoma mieszka w Londynie, wraz ze swoją mamą. Ona nazywała się Ania, a jej mama Katarzyna. Ładne imiona. Znałyśmy się długo, więc powiedziały, że zrobią nam niespodziankę z mieszkaniem i resztą,np. ogrodem, meblami itd...
Po długim czasie zamyślenia oraz za pewne spania, mama mnie ocknęła, że jesteśmy na miejscu. Jaki tłok! Gdybym nawet krzyczała przez mikrofon, to nie wiem, czy by ktoś coś słyszał w tym gwarze. Miałam niezłe poczucie humoru. Z resztą.. Z wierzchu twarda jak stal, w środku mała dziewczynka potrzebująca pomocy, łagodna i wrażliwa.
Szłyśmy tak z mamą przez tłumy wreszcie widząc światło. Uhh. W końcu rześkie poranne powietrze. Było jeszcze ciemno, a do tego..! Szok! Tak nie było śniegu. No bez jaj...Nie zauważyłam wychodząć z samolotu. Spoczko. Mama poszła zamówić taksówkę, gdy ja ciągnęłam swój ogromny bagaż. No kurde! Mama mówi, że będzie 1 wolna za ponad 30 minut. Masakra. Poszłyśmy do pobliskiej kawiarni, aby jakoś spędzić czas. W Londynie była już 8, a więc zaraz taksówka ma przyjechać. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Moja mama świetnie znała angielski, co ja po niej odziedziczyłam. Z resztą po tacie również. Było chłodno. Zaczęłyśmy iść w stronę postoju TAXI. Zapatrzyłam się w ziemię i prawie nieprzytomna(cooo, byłam zmęczona)szłam i.... Wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był pięknie ubrany i miał czapkę jak reszta, jednak mnie olśniło. Tak, to był on to chłopak z tego boysbandu....
__________________________________________
Mam nadzieję, że się spodobało. Może komentarz, żebym wiedziała, że ktoś to w ogóle czyta? :)
-Hę?-zapytała ponownie
-A co, nie, tak...
-Co ty mówisz dziecko?!-powiedziała do mnie cichym, rozbawionym tonem.
-Aj nic...
-Rozmawiałaś przez sen?-uśmiechnęła się do mnie. Niestety, gadałam przez sen. Za pewne mama musiała słyszeć wszystkie moje tajemnice. Uśmiechnęłam się pod nosem. No tak byłam w samolocie do Londynu. Ehh...Przez tę pracę mamusi musiałyśmy ruszać się z Polski. I to w ferie zimowe! Tragedia... Jak ja nie lubiłam ruszać tyłka nigdzie, po za tymi miejscami, w których do tej pory byłam... Zostawiłam przy..koleżanki. Byłam nieśmiała i miałam charakter, dzięki któremu szybko poznawałam znajomości, lecz nie miałam szczęścia w dobieraniu ich. Większość to dziewczyny, które tylko jeżeli ich psiapsióła się nie ruszała, w tedy dopiero byłam ja. Chociaż miałam znajome z bloku, z którymi najbardziej się lubiłam, to jednak nie czułam tej prawdziwej przyjaźni. Z dużym naciskiem na prawdziwej. A właśnie, wracając do tematu przeprowadzki. Mama pracowała jako lekarz pediatra. Powiedzieli jej, żeby jechała(poprawka)leciała do Londynu, bo tak będzie więcej zarabiać no, a nam to było potrzebne. Z resztą kochałam zawód mojej mamy. Czasem mnie ze sobą zabierała. Lubiłam te małe dzieci. Zawsze dzieliłam entuzjazm do pociech, mój ojciec też lecz długo się tym nie nacieszył. Zawsze miał dobre serce..dobre lecz słabe...Była zima, zachorowałam, miałam 4 latka. Mama mówiła, że miałam małe szanse na przeżycie, z każdym dniem coraz gorzej. W końcu tato dowiedział się, że mogę nie dożyć następnego dnia..w tedy tato zbladł, podszedł do mnie, przytulił mnie i powiedział, żebym była silna i jeśli coś by się stało, mam się nie poddawać. Dodał jeszcze, że zawsze będzie mnie kochał, wyszedł i nagle on upadł, a wszyscy się zbiegli. Tato dostał zawału serca, to on nie przeżył,a ja zebrałam w sobie siły, wstałam z łóżeczka i podsłuchałam rozmowy mamy z lekarzem:
-Nie da się nic zrobić, on nie żyje. W tedy mnie ujrzeli, stali zdziwieni, podeszłam do mamy mówiąc:
-Mamusiu ulozi zie. Bezie dobzie. Mama się uśmiechnęła, przytuliła mnie do siebie. A jednak następnego dnia powiedzieli, że mój stan znacznie się polepszył i, że mnie wypuszczą za kilka dni. Akurat byłam na pogrzebie taty. Mama starała się przychodzić często na jego grób. Mieliśmy mnóstwo pięknych zdjęć z tatusiem. A teraz... Czy tato mógłby się domyślić, że jego córeczka Emilka, za 13 lat poleci do Londynu. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy na osiedlu. Plotkary, wszędzie plotkary... Kilka minut i całe osiedle wiedziało. No cóż poczta dalej, jak mówił mój ojciec.
-Zaraz mamo! Nie mamy komputera!-wykrzyknęłam tak głośno, że niektórzy zaczęli się oglądać co za wariatka wrzeszczy. Z resztą zrobiłabym to samo.
-Jak miałyśmy wziąć komputer stacjonarny?-moja mama zawsze miała głowę na karku, szybko odpowiadając-na miejscu kupimy wszystkie potrzebne rzeczy takiego typu. Zapomniałam. Wszystko już tam było, tak jak chciałam. Moja dawna znajoma mieszka w Londynie, wraz ze swoją mamą. Ona nazywała się Ania, a jej mama Katarzyna. Ładne imiona. Znałyśmy się długo, więc powiedziały, że zrobią nam niespodziankę z mieszkaniem i resztą,np. ogrodem, meblami itd...
Po długim czasie zamyślenia oraz za pewne spania, mama mnie ocknęła, że jesteśmy na miejscu. Jaki tłok! Gdybym nawet krzyczała przez mikrofon, to nie wiem, czy by ktoś coś słyszał w tym gwarze. Miałam niezłe poczucie humoru. Z resztą.. Z wierzchu twarda jak stal, w środku mała dziewczynka potrzebująca pomocy, łagodna i wrażliwa.
Szłyśmy tak z mamą przez tłumy wreszcie widząc światło. Uhh. W końcu rześkie poranne powietrze. Było jeszcze ciemno, a do tego..! Szok! Tak nie było śniegu. No bez jaj...Nie zauważyłam wychodząć z samolotu. Spoczko. Mama poszła zamówić taksówkę, gdy ja ciągnęłam swój ogromny bagaż. No kurde! Mama mówi, że będzie 1 wolna za ponad 30 minut. Masakra. Poszłyśmy do pobliskiej kawiarni, aby jakoś spędzić czas. W Londynie była już 8, a więc zaraz taksówka ma przyjechać. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Moja mama świetnie znała angielski, co ja po niej odziedziczyłam. Z resztą po tacie również. Było chłodno. Zaczęłyśmy iść w stronę postoju TAXI. Zapatrzyłam się w ziemię i prawie nieprzytomna(cooo, byłam zmęczona)szłam i.... Wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był pięknie ubrany i miał czapkę jak reszta, jednak mnie olśniło. Tak, to był on to chłopak z tego boysbandu....
__________________________________________
Mam nadzieję, że się spodobało. Może komentarz, żebym wiedziała, że ktoś to w ogóle czyta? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








