-Nie wiem jak to zacząć. Znamy się już tyle czasu, ona wydaje się mi być inna. Po prostu wiem, że coś do niej czuję. Nie jestem pewien, czy ona czuje do mnie to samo. Chociaż Jennifer... Sam już nie wiem-słowa były cicho wypowiadane.
-Poczekaj. Zejdźmy już na dół, na pewno na nas czekają. Przyjdziemy po śniadaniu. Poszukamy czegoś dla ciebie, nie martw się-ten głos rozpoznałam. Była to bardzo dobrze znana mi chrypka. Wychodziło na to, że poprzednie wyrazy były wypowiadane przez Malika. Postanowiłam jak najszybciej odejść stamtąd. Miałam pewne wyrzuty sumienia, nie powinnam przecież podsłuchiwać ich rozmowy. Jednak nie miałam takiego zamiaru. Zeszłam na dół. Już prawie wszyscy siedzieli przy stole. Ania i Lou donosili coś jeszcze. Usiadłam obok towarzyszki. Drugie miejsce obok mnie zajął Tommo. W niespełna minutę później, zjawili się Harry i Zayn. Loczek przeszył Lou dziwnym spojrzeniem, ukazał swoje dołeczki po czym usiadł między blondynem, a Malikiem. Przy posiłku nie brakowało żartów, dużo rozmawialiśmy, chyba tym byliśmy bardziej pochłonięci, niż jedzeniem. Nawet Niall mniej zjadał, co bardzo mnie zdziwiło. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk, informujący mnie o nowej wiadomości. Szybko odczytałam treść: "Mama czuje się już lepiej, ale musi jeszcze tam zostać. Muszę się pozajmować wszystkimi sprawami. Chcesz do mnie przyjechać? Mam niespodziankę, Kelly." Natychmiast jej odpisałam, oczywiście zgodziłam się. Byłyśmy umówione na 16. Chwilę potem ogarnęłam się, że mowa jest o spotkaniu z dziewczyną zwaną-Jennifer.
-Zdążę, nie martwcie się-zapewniał Zayn. Niestety tego samego dnia, wieczorem, chłopcy wyruszali w dalszą trasę. I pomyśleć, że przez 4 miesiące ich nie zobaczę!
-Mamy taką nadzieję-odpowiedział Niall.
-Ale słuchajcie, Zayn nie jest małym dzieckiem, któremu trzeba wszystko mówić. Wie doskonale co ma robić, zdąży-wtrącił się Liam. Ja mówiłam najmniej. Wolałam słuchać, niż paplać co mi przyjdzie do głowy. Natomiast odwrotnie było z Anią. Miałam ochotę poznać tą Jennifer, chciałam wiedzieć jaka jest, ale na to musiałam poczekać. Zanim się zorientowałam, reszta odchodziła już od stołu najedzona. Wzięłam trochę naczyń i przy pomocy Ani chowałam je do zmywarki. Chłopcy zajęli się resztą. Samolot mieli po 22, a było przed 9:00.
-Może chcecie do mnie wpaść?-zaproponowała Ania-Przedstawię wam kogoś.
Ponieważ Zayn był umówiony na 15, nie było przeszkód. Oczywiście poczekać trzeba było, aż Styles i Malik, coś wybiorą.
Mulat spotykał się z dziewczyną już dłuższy czas, nie byli jednak parą. Większość czasu, chłopcy spędzali razem, ale kiedy mógł, wychodził z nią-lubił jej towarzystwo. Przynajmniej tyle mi powiedział podczas drogi do domu Anki. Zresztą tyle mi w zupełności starczyło.
Bardzo serdecznie przywitała nas Kasia. Uwielbiałam ją, ta kobieta była cudowna. Kiedy mama Ani zapoznawała się z chłopcami ja w tym czasie stałam już normalnie z Anią. Zdjęcie butów i kurtek mało nam zajęło. Kiedy spoglądałyśmy na grupę, poczułam coś na nodze. Te coś jakby się przyczepiało. I bardzo te coś kochałam, a raczej kogoś. Cudowna Rosalie. Natychmiast podniosłam ją i trzymałam na rękach. Dziecko zaczęło się śmiać i złożyło mi pocałunek na policzku. Przytuliłam ją do siebie.
-Hej Rose-szepnęłam. Chciałam podejść do chłopców. Ania miała zamiar zapoznać ich właśnie z nią. Dziewczynka czując moje ruchy, odwróciła główkę i ujrzała ich. Otworzyła szeroko buźkę i schowała się w moich rękach.
-Nie bój się mała-ponownie szepnęłam. Dziecko mniej więcej wiedząc o co mi chodzi, ponownie spojrzało na chłopców, tym razem się nie odwracając się. Na pierwszy ogień wypadł Zayn. Stanęłam przed nim. Rose spojrzała na mamę Ani, a kiedy ta kiwnęła głową, dziewczynka odwróciła się do Malika. Objęła jego twarz i przyjrzała się mu. Robiła tak z każdym. Chociaż nie do końca każdym. Ostatni został loczek. Dziecko otworzyło usta i zakryło oczy rączkami, ale tylko na sekundkę. Wyjrzała zza paluszków, wyciągnęła rękę i dotknęła jego włosów. Zerkała na niego. Drugą ręką również zaczęła bawić się jego włosami. Harry uśmiechnął się, a ta automatycznie cofnęła ręce i kciukami dotknęła dołeczków Hazzy. Zaczęła się śmiać. Wyglądała jakby chciała aby ją ponosił, bo wyciągnęła ręce w jego stronę i spoglądała na mnie. Miałam pewne wątpliwości, ale oddałam ją mu. Dziewczynka spoglądała w jego oczy.
-Rosalie-szepnął.
Na to mała roześmiała się. Uroczo wyglądali. Chłopak spojrzał na mnie i ukazał swoje dołeczki. Odwzajemniłam uśmiech. Rose ostatni raz go przytuliła, zanim Ania ją wzięła.
-Dobra, dosyć tych czułości-delikatnie wzięła małą-Musi jeszcze zjeść-zastanowiła się chwilkę-Harry, dobrze sobie radzisz. Myślałam, że mała będzie bardziej nieśmiała, a tu proszę.
Po śniadaniu małej, znów przyszła do nas. Najdłużej jednak bywała z Loczkiem. Zayn również jej się spodobał. On był tym drugim jej ulubieńcem, po Hazzie. Jednak Rose nie zapominała o reszcie. W pewnym momencie powiedziała:
-Ciocia. Książka-po polsku.
Nastała cisza. Próbowali dojść, co ona powiedziała.
-To były słowa w naszym języku. Mała powiedziała po polsku-natychmiast im wytłumaczyłam. Oni się uśmiechnęli, a Rose pokazywała palcem na półkę z książkami, coraz bardziej się niecierpliwiąc. Kasia podeszła do zbioru bajek dziewczynki i podała jej ulubioną-"Czerwonego Kapturka". Rosalie wzięła ją do ręki i pokazała chłopcom siedzącym na kanapie...
Miło spędziliśmy czas. Po pobycie u Ani, wszyscy mieli swoje plany. Zayn miał wyjść z Jennifer. W Londynie była rodzina Lou i Liam'a, mieli się z nimi spotkać. Niall, Ania, ja i Harry, pomyśleliśmy o kawiarni. Mieli po nas przyjechać o 14. Miałyśmy około godzinę. Szybko jej poszło, świetnie się ubrała. Od niej, poszłyśmy do mojego domu. Kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać i kiedy pokazałam pierwszą sukienkę, spojrzała na moją dłoń.
-Co to?-spytała łapiąc moją rękę i przyglądając się błyskotce.
-Pierścionek-odpowiedziałam.
-No przecież wiem, ale od kogo? Hmm...Hazza, tak?
-Tak.
-Z jakiej okazji?-szeroko otworzyła usta, oczy, i ledwie usiedziała na miejscu.
-My..my jesteśmy razem, no wiesz...-szepnęłam cicho i niepewnie.
Mało co nie skakała na miejscu, po prostu rozpierała ją energia, która chyba nie miała końca.
-Ale...Ale dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś?!
-Nie było okazji...poza tym nie pytałaś. Lepiej pomóż mi coś znaleźć.
Doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będą jeansy-czarne jeansy i luźna bluzka.
Byli na czas. Wsiadłyśmy do samochodu. Tym razem za kierownicą był Niall. Harry miejsce obok kierowcy zwolnił Ani, a sam usiadł obok mnie na tylnych siedzeniach. Zajęłam miejsce tuż przy drzwiach, wiadome było, że usiądzie na środku. Podróż minęła szybko i spokojnie. Na miejscu zamówiliśmy czekoladę. Proste, dobre i rozgrzewające. Długo rozmawialiśmy, tematów było co nie miara. Ale jak to w kawiarni, było tam sporo ludzi-sporo fanek. Podeszły do nas i poprosiły ich o autograf. Oczywiście chłopcy wstali, porobiły z nimi kilka fotek...żeby to chociaż było kilka... Kiedy już poszły, oni spokojnie usiedli na swoich miejscach.
-Masa...cała masa dziewczyn...-powiedziała Ania. Oni się tylko uśmiechnęli.
Postanowiłam, że następnym razem sama wracam do domu... Ania, Niall i Harry mieli po drodze...chcieli mnie odprowadzić, a że w domu była mama...-jak można jej odmówić? Zaprosiła wszystkich. Weszliśmy do salonu.
-Chcecie może coś zjeść?-od razu spytała. Tylko Niall powiedział, że chce.
-No, to chodź ze mną-powiedziała do blondyna-A wy też idziecie. Nie będziecie sami tutaj siedzieć. Zapraszam za mną.
No i poszliśmy. Mama zaczęła nas zagadywać. W międzyczasie robiła coś słodkiego.
-Emila, chyba ktoś do ciebie dzwoni-powiedziała Anka. Pobiegłam szybko na górę, wpadłam do pokoju i jak najszybciej odebrałam.
-Halo?
-Hej młoda. To jak, wybierasz się do mnie?-spytała Kelly. Ma piękny, nietypowy głos, rozpoznałabym ją po tym wszędzie.
-Hej. Tak, tak...Jednak będę po 16, przepraszam, ale wiesz, moja mama zaprosiła moich znajomych.
-Znajomych...Dobra, to czekam.
I się rozłączyła. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit. Szczerze mówiąc byłam zmęczona i wolałam tak pozostać jeszcze przez dłuższy czas. Zamknęłam oczy.
..pukanie..
-Wejdź.
Usłyszałam kroki w moją stronę.
-Można?-spytała znajoma chrypka.
-Można.
Poczułam jak kładzie się obok mnie.
-Tęskniłeś?-uniosłam powieki.
-Można by tak powiedzieć. Nie przychodziłaś, więc ja przyszedłem-uśmiechnął się.
-Jeszcze trochę poleżę. Jak chcesz to zejdź do nich-powiedziałam jednak odpowiedzi nie usłyszałam. Poczułam, jak kreśli opuszkami palców, na moim brzuchu małe kółka. To było przyjemne. Jego oddech. Czułam go na szyi. Potem delikatnie złożony pocałunek...i następne..coraz wyżej, aż do ust.
-Hazza-szepnęłam. Próbowałam jeszcze coś powiedzieć, ale moje słowa zostały stłumione pocałunkami. Coraz silniejszymi i przyjemniejszymi. Cały czas namiętnie całując złapał mnie za nogę i przeciągnął na siebie. Jego palce zjeżdżały po moich plecach w dół... Ręka zatrzymała się na jeansach (domyślajcie się...), druga na talii.
Moje ręce leżały na jego torsie. Nawet przez koszulkę, czułam jego ciepło. Przeczesałam ręką włosy chłopaka i pocałowałam go w czoło.
-Będę tęsknić, wiesz?
-Wiem, ja też będę-odpowiedział mocno mnie przytulając.
Byłam w drodze do domu Basi. Mijałam zabudowania. Potem widać było tylko drzewa. Czasem jeszcze zdawało się dostrzec nielicznie występujące domy.
Podziękowałam mojemu kierowcy i skręciłam w bok, w stronę domu. Była punkt 16. Nie spóźniłam się. Zapukałam do drzwi domku. Nikt nie otworzył. Pomyślałam, że Kelly może być w stajni. Tam też nikogo nie było, jednak po koniach również ani śladu. Wyszłam więc drzwiami naprzeciwko. Wypuściła je. Kiedy wyszłam i skręciłam w bok, w drogę na pastwisko, ujrzałam Kel jak siedzi na dotąd nie widzianym mi kucu.
-Cześć-powiedziałam cicho.
Dziewczyna kiedy mnie usłyszała, natychmiast zsiadła i podbiegła go mnie.
-Och Emilko! Jak ty wyrosłaś! Jak ja się cieszę, że cię widzę-uściskała mnie. Była ode mnie starsza o 3 lata, ale traktowała mnie jak równą sobie. Jej nie obchodziło, że jestem młodsza. Na równi-jakbym była w jej wieku.
-Też się cieszę. Nowy nabytek, tak?
-Tak. Jakiś czas temu urodził się on. Znajomy powiedział, że nie ma co z nim zrobić-oddał go mi. I cieszę się z tego-pogłaskała zwierzę-Jeszcze nie wiem jak go nazwę, ale już niedługo będzie miał imię. Chcesz mi pomóc?
-W wymyślaniu imion, to ja raczej słaba jestem. Zostawiam to tobie-uśmiechnęłam się.
Pomogłam jej w paru rzeczach. Szybko nam to poszło, więc miałyśmy jeszcze czas na odwiedzenie Basi. Mnóstwo czasu. Postanowiłyśmy, że pójdziemy piechotą. Po drodze kupiłyśmy sok i owoce.
Kiedy byłyśmy już na miejscu, w sali gdzie leżała, była pielęgniarka, ale widząc nas wyszła, aby nam nie przeszkadzać.
-Cześć ciociu!-podeszłam do niej mocno ją przytulając-Jak się czujesz?
-Mogłabym już wyjść, ale chcą mnie tutaj trzymać...-mruknęła-Czuję się bardzo dobrze.
-Tak, tak mamo, gdyby tak było, toby ciebie wypuścili-zaczęła Kelly.
-Gadanie...
-Przyniosłyśmy sok i owoce-wtrąciłam się.
-Ale nie trzeba było-uśmiechnęła się.
-Jak to?-zapytałyśmy zdziwione chórem-Przecież ty nic nie masz.
-Przed godziną jeszcze miałam. A i będę mieć.
-Od kogo?-spytałam. Jednak to nie było potrzebne... Gdy patrzyłyśmy na ciocię, usłyszałyśmy dźwięk zamykanych drzwi. Kiedy się odwróciłam, ogromnie się zdziwiłam. Uśmiechnął się i spojrzał wyczekująco na Barbarę.
-Chodź tutaj, posiedzisz z nami-powiedziała z uśmiechem na twarzy. Stolik Basi był po mojej stronie, więc przeszedł za mną. Potem stanął obok mnie patrząc na ciocię.
-Dziękuję. Widzicie? Wszyscy mi coś kupiliście. ja nie wiem jak to zjem...-uśmiechnęła się-Pomożecie mi.
-Harry, jak ty tu..?
-Normalnie. Chciałem odwiedzić twoja ciocię-odpowiedział spokojnie.
Miło spędziliśmy czas, ale musieliśmy już iść. Loczek miał jeszcze chwilkę zostać i zapytać o wyniki, kiedy ją wypuszczą... A my miałyśmy czekać przed szpitalem. Rozglądałam się wokół, aby mieć coś do roboty. Nikt specjalnie nie przechodził, przejeżdżały raczej tylko samochody. Ktoś wyszedł zza rogu budynku znad przeciwka. Za nim jeszcze jedna osoba. Przyjrzałam się im. Dostrzegłam znajome mi twarze. Tony i...Luke. Może to dziecinnie wyglądało, ale stanęłam za Kelly. Ta myśląc, że się wygłupiam, po prostu się odsunęła. Spojrzałam na tamtą dwójkę. Tony szedł przed siebie, na nikogo nie patrzył, za to Lucas się rozglądali dostrzegł mnie. Odruchowo odwrócił głowę, ale upewniwszy się, że to ja zatrzymał się i pociągnął Tony'ego za kurtkę. Antony od razu mi pomachał. Nie chciałam machać ze względu na Luke'a, ale Tony nic nie zrobił. Niepewnie odmachałam, a widząc to Lucas automatycznie ruszył w moim kierunku, Tony za nim. Żałowałam tego, to był zły pomysł, mogłam przecież następnego dnia wszystko wytłumaczyć Antony'emu. Niestety w tedy na to nie wpadłam. Przyspieszyli kroku. Natychmiast odwróciłam głowę, nie chcąc na niego patrzeć.
_____________________________________________________________Heej!
Bardzo się cieszę, wyświetlenia w górę! ;)
Mam nadzieję, że się podoba, moze coś zmienić? Może macie propozycje?
Bardzo Wam za wszystko dziękuję! :*
Proszę o komentarze-to dla mnie taka mała motywacja. Ty nic nie tracisz! :)
Najlepszego w te święta! :3






