środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział: 4

Podbiegłam szybko do wołającego o pomoc człowieka. Była to młoda kobieta(około 25 lat) z długimi blond włosami. Klęczała nad jakąś dziewczyną. Dziewczynka miała włosy spięte w kucyk.
-Przepraszam pomóc?-spytałam
-Jeśli możesz..-odpowiedziała zapłakana. Prawdopodobnie to była jej córka. Sprawdziłam czy oddycha. Tak. Szybko zadzwoniłam po swoją mamę, w końcu pracowała w szpitalu.
-Hej mamo, poproś kogoś, aby karetka przyjechała!
-"Co się stało, gdzie to jest?"
-Przy wejściu do parku, mała dziewczynka, prawdopodobnie zasłabła.
-"Już wzywam."-i się rozłączyła. Czekałyśmy kilka minut, sprawdzając co jakiś czas, czy stan maleństwa się nie pogorszył. Jednak oczywiście musiało być na przekór. Dziewczynka przestała oddychać, a jej mama jeszcze bardziej się rozpłakała. Trzeba było coś zrobić, a ja nie wiedziałam co. Kiedyś widziałam mamę, jak to robiła, w szkole tez to mieliśmy, ale.. pierwsze co przyszło mi do głowy, to odchylenie szyi. Chyba dobrze.
-Czy mogłaby pani ułożyć tak ręce-pokazałam dla jej matki ułożenie rąk- i zrobić 30 ucisków, a potem wykonać 3 wdechy?-spytałam. Próbowała coś zrobić, ale była tak roztrzęsiona, że chyba nawet nie zrozumiała polecenia. Wykonałam 30 ucisków i... tak.. wiecie co zrobiłam. Zatkałam dziewczynce nosek, odchyliłam główkę i wykonałam 3 wdechy. Klatka piersiowa się uniosła 3 razy. Powtórzyłam to jeszcze jeden raz. Dalej nic. Jeśli za tą próbą nic się nie uda, to koniec, przy około 20 ucisku dziewczynka  zamrugała. Zaczęła sama oddychać. Oczywiście jacyś psychiczni ludzie zaczęli robić zdjęcia. Jej matka spojrzała na mnie dziękczynnym wzrokiem i powiedziała:
-Dziękuję-zwykłe dziękuję, a jednak mi się miło zrobiło, że mogłam coś zrobić, dla potrzebującego. Chwilę później przyjechała karetka pogotowia i zabrała dziewczynkę i jej mamę. Ehh.. Niektórzy ruszyli za karetką, a druga połowa została robiąc ze mnie zdjęcia i pytając jak się z tym czuję. Usiadłam na ławkę, podłączyłam słuchawki do telefonu i włożyłam do uszu. Bardzo martwiłam się o tą dziewczynkę, ale chciałam, aby "paparazzi" się ode mnie odczepili. Po kilku minut, brakiem jakiegokolwiek zainteresowania nimi, poszli sobie, a ja szybko zadzwoniłam do mamy:
-Halo? No i jak z tym dzieckiem?
-Robimy teraz badania.
-A chociaż teraz dobrze się czuje?
-Raczej lepiej.
-Aha...To wszystko dzięki, pa.
Uff.. Nic jej nie jest. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie wróciłam do domu. Zaszłam do kawiarni, w której byłyśmy z mamą czekając na taksówkę. I.. no już za dużo jak na jeden dzień atrakcji, a tu dochodzi nowa. Tak, Liam Payne siedział właśnie akurat w tej kawiarni! SARKAZM kochani. Moje życie chyba ze mnie kpi. Co ja mam do niego podejść? Szczególnie, że siedział z jakimś chłopakiem z lokami na głowie. Nie widziałam z kim, bo był do mnie plecami. Podszedł do mnie kelner i przyjął zamówienie na gorącą czekoladę z.. odrobiną bitej śmietany. No co? Los mi odwala takie odpały, a nawet nie mogę sobie śmietanki zjeść? W tym przypadku wypić, ale szczegół. Czekałam tak siedząc, i oglądając MENU i kątem oka, a raczej górą zobaczyłam, że mnie dostrzegł. Oh.. Nie! Chce zostać przez chwilę sama, a zaraz może tu przyjdzie. Nie wiem co knuł, ale widziałam jak wskazywał swoimi oczami w moją stronę, aby do mnie podszedł ten drugi. Tamten się obejrzał i kątem widziałam, że spojrzał w moją stronę. Oni chyba myśleli, że ich nie widzę! Ha! Nie widziałam dokładnie jego twarzy, ale na twarzy tego loczusia można było dostrzec zdumienie, uśmiech, zachw.. Nie no. Po prostu już moja głowa świruje. Raz kozie śmierć. Spojrzałam na Liama i jego kolegę.. O bosh.. to był ten sławny Harry Styles! Tak się zagapiłam i on na mnie też, i potem widziałam jak Liam coś krzyczy w moją stronę. A tak..wróć na ziemię Emilka. Przecież on nawet na ciebie nie pat... Kogo ja chciałam oszukać... Podeszli do mnie i Liam powiedział:
-Emily, słyszysz mnie?!
-Yhymm. tak..
-Halo! Ziemia do..-przerwałam mu.
-Hej.
-O no w końcu odpowiedź. To mój kumpel Ha..-tym razem nie ja przerwałam:
-Harry Edward Styles, miło mi-uśmiechną się ukazując swoje dołeczki.
-Emily Wróblewska-podaliśmy sobie dłoń. Widać było, że się chłopaczyna zdziwił, ale cóż. Oni wzięli od razu ze sobą swoje rzeczy i usiedli do mojego stolika. Przyszedł kelner. W końcu moja czekolada!

 Mmm.. Pysznie pachniała. A do tego bita śmietana..Ach! Panowała między nami cisza. W końcu napiłam się pierwszego łyka kakao. Mieli miny jakby zobaczyli największego pajaca, i niedorajdę świata!
-Z czego się śmiejecie?!-spytałam oburzona. Liam wskazał na lustro obok. Haha! No te epitety, którymi mogliby się podzielić między sobą o mnie...na mój temat... wolałam nie wiedzieć. No cóż miałam wąsy z bitej śmietany. Gdy zobaczyli moją minę przestali natychmiast się śmiać. Liam miał fajny głoś kiedy się śmiał, a Harry takie dołeczki! Specjalnie jeszcze, napiłam się kolejny raz, tyle że za tą próbą zrobiłam przedziałek językiem po środku "wąsów" co wyglądało jeszcze tragiczniej niż było do tej pory. Tym razem ja dołączyłam do nich i razem wybuchnęliśmy śmiechem. Potem po spałaszowaniu bitej śmietany, zabrałam się za picie kakaa. Moje "wąsy" rozpuściły się. W tedy uśmiechnęłam się. Liam i Harry nagle spojrzeli na mnie ni to zszokowani, ni uradowani.
-Coś się stało?-spytałam.
-Ma-masz dołeczki-powiedział Liam. Rzeczywiście. Nie zwróciłam nigdy na to uwagi. Spojrzałam w oczy Harry'ego. Miał cudne zielone tęczówki, nie mogłam oderwać oczu,on chyba od moich też.
-Nigdy nie widziałem takich oczu, pięknych oczu-powiedział zamyślony Harry wpatrując się we mnie.
-Ja? Nie no.. coś ty.. ja?
-No jasne, że tak-dopowiedział Liam.
-Dziękuję.
Pogadaliśmy jeszcze troszkę, zapłaciliśmy i wyszliśmy z lokalu. W tedy podali sobie rękę na pożegnanie. Może to głupio zabrzmi, ale wzrokiem wymieniali się zdaniami. Jakby rozmawiali poprzez podświadomość. Jeden z nich poszedł, a drugi podszedł do mnie i zaproponował coś, czego bym chyba się nie spodziewała...
________________________________________________
No to kolejny rozdział. ;p Może nie jest taki ciekawy, ale myślę, że da się przeczytać. :) Komentować moi drodzy. ;] Sorki za błędy.

2 komentarze: