-Cześć-odpowiedziałam. Muszę przyznać zdziwiłam się, przecież już dzisiaj nikt nie mógł wchodzić.
-Nie przeszkadzam?-zapytał.
-Nie, no nie wiem. A w ogóle dlaczego tutaj jesteś? Kto ciebie wpuścił?-spytałam. Było mi to obojętne. Zaczęłam się robić uszczypliwa za to, że ktoś nie mógł przyjść... "nie mógł". Może mógł, tylko nie chciało mu się ruszyć?
-Osoba, która pozwoliła mi tu wejść, jest anonimowa-powiedział.
-No dobra, skoro już nie chcesz mi powiedzieć tego, to chociaż powiedz dlaczego nie przyszedłeś! Jakoś chłopcy mogli się ruszyć-rzekłam obojętnie.
-No, ale ja nie-zaczął-Chciałbym ciebie przede wszystkim przeprosić. Po prostu nie mogłem.
-Taaak. Najlepiej mówić, że po prostu nie mogłeś! No wytłumacz mi się!
-Nie będę się tobie tłumaczył.
-Aha, no dobrze. Dziękuję. Czyli ja to nic wiedzieć nie mogę! Wybacz, a teraz chętnie odpocznę-powiedziałam. Położyłam się na prawy bok. Weszła Ania, a kiedy zobaczyła Harry'ego stojącego obok mojego łóżka, rzuciła mu się na szyję krzycząc:
-Dziękuję! Bardzo dziękuję!-zdezorientowany chłopak uśmiechnął się. Spojrzał na mnie. Po chwili wyszedł z sali, zostawiając mnie i Ankę.
-Hmm...Miłość się kręci-stwierdziłam ironicznie.
-Ale śmieszne... Nawet nie wiesz jak się cieszę! To co on zrobił..-westchnęła uśmiechnięta patrząc na mnie.
-No, już sobie wyobrażam co zrobił.
-Jezu! To albo ja czegoś nie rozumiem, albo ty. Dziewczyno! Nawet nie wiesz...co on..Aaa! Kiedyś zrozumiesz.
-Już lecę.
-Pokłóciliście się?
-Nie. A niby za co? Najwidoczniej chciał iść, to sobie poszedł. Przecież nie będę go zatrzymywać.
-Boże! Ty nawet nie wiesz, co on uczynił.. Co zrobił dla ciebie, a ty teraz tak o nim mówisz? Że sobie poszedł, bo chciał?
-No niby co?!
-Przejrzyj na oczy dziewczyno! Czy ty naprawdę tego nie widzisz? Zobacz jak na ciebie patrzy!
-Jak na zwierzę?
-Ty chyba już wszelkie rozumy pozjadałaś! Jak na zwierzę?! Jak na zwierzę to chyba raczej patrzył na ciebie ten psychol z kina! Ty się w ogóle zastanów co mówisz! Oszalałaś! Palnij się w swoją makówkę!
-No jeszcze tego brakowało, będziesz mi kazania prawić...
-Co?! Żebyś zrozumiała, to chyba będzie lepiej tobie coś wytłumaczyć! Jak ty niczego nie rozumiesz!
-Bo jestem głupia.
-A po... Co?! Sama to stwierdziłaś, ja tobie tego nie powiedziałam! Wiesz, co? Zostawiam ciebie tutaj. Ja nie będę ci niczego tłumaczyć, skoro nawet najprostszych znaków nie rozpoznajesz!
-Cieszę się.
-Przemyśl to sobie. Dobrze ci radzę-przemyśl. Wychodzę, nie będę się denerwować, chociaż to ty nie powinnaś.
-A proszę.
-Dobrze przemyśl.
Wyszła. Zaczęłam sobie wszystko układać w głowie. Czemu ja tak na niego naskoczyłam? Przecież on tylko przyszedł zobaczyć co ze mną. Mógł w ogóle nie przyjść. Był spokojny. Z Anią to samo. Chciała mi coś przekazać, tylko przez swoją głupotę nawet nie chciałam słuchać... Ale co ON takiego zrobił? Kompletnie nic nie pamiętałam, jak skończył się tamten wieczór. To może o niego chodziło.. Tak, to o to wyjście. Tylko za co miałabym mu być wdzięczna?
2 dni później...
-Nareszcie w domu, mamo-powiedziałam.
-Tak. Ale wiesz, że będziesz musiała leżeć w łóżku, przez kilka dni? Ja nie wiem kto się tobą zajmie...-westchnęła.
-Że co?! Jak to?
-Tak to. Nie chciałaś siedzieć w szpitalu. Nie wytrzymywałaś i kręciłaś się, to teraz przynajmniej będziesz w domu. Tutaj jest chyba więcej rzeczy do zrobienia, co?
-Ale no tak, ale jak to nie będę mogła się ruszać?
-Będziesz mogła, ale tylko kiedy będzie ci to potrzebne. Nie możesz się przemęczać.
-Będę samotnie siedzieć w domu, na kanapie, gapiąc się w sufit.
-Na to wygląda. Dobra wracam do pracy. Przepraszam, że nie mogę z tobą zostać.
-Nie ma sprawy, przecież nie rzucisz pracy-odrzekłam. Uśmiechnęła się i wyszła. 'I co ja będę robić?' Wzięłam do rąk laptopa. Nie przeszło mi przez myśl, abym w ogóle zajrzała, co piszą w internecie. Zainstalowałam sobie pare gier, żeby mieć co robić. Wszystkie były jakieś takie nudne...
-Wstawaj-usłyszałam czyiś głos.
-Yhym. Cześć-odpowiedziałam zaspana. Widocznie zasnęłam, podczas grania w te głupie gry.
-No dalej..-poczułam czyjąś dłoń na mojej głowie. Odwróciłam głowę..
-Hej, jak się czujesz księżniczko?
-Ojeju, to ty-uśmiechnęłam się-Cześć ksiażę.
-Dobra, wstawaj. Nie będziesz całymi dniami leżeć.
-Dobrze by było. Nie mogę chodzić. Właśnie muszę leżeć...
-A czy ktoś coś mówił, żebyś szła?-zapytał z uśmieszkiem.
-Nie, ale jeśli mam coś zrobić, to chyba muszę się przemieszczać.
-Wymyśliłem bardzo fajny sposób.
-No, już się boję..
-Wsadzę ciebie do wózka sklepowego, jak będziesz chciała gdzieś pójść.
-Ciekawe skąd ty go wytrzaśniesz, co?
-Mam swoje sposoby-wyszczerzył się.
-Głupek-na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Dobra, wstawaj-rozłożył ręce.
-Yyy... Co ty zamierzasz?
-No zaniosę ciebie.
-Haha! Żartujesz! Wiesz ile ważę?!
-Nie, nie wiem. Przekonamy się-wziął mnie na ręce. Ruszyliśmy w stronę schodów.
-Nie, opuść mnie, spadniemy...-nie odpowiedział zupełnie nic. Bez żadnych przeszkód zniósł mnie. Obeszło się bez upadków.
-Widzisz? Teraz już wiesz ile ważę. Ciężka jestem...
-Mało ważysz-odpowiedział.
-Co? A weź nie znasz się.
-To zobaczymy co powie waga...
-STOP! Nie podnoś mnie. Ja wiem swoje, ty wiesz swoje, tak więc najlepiej będzie jak zakończymy ten wątek-powiedziałam.
-Dobra, co chcesz zjeść?-zapytał.
-Nie wiem. Wystarczą same kanapki-wysłuchał prośby i zaczął coś robić przy lodówce. Po 5 minutach powiedział:
-Gotowe.
-A co tam wykombinowałeś?-spytałam doglądając co jest na talerzu.
-Zobaczysz-odłożył naczynie wraz z jedzeniem, na blacie obok mnie.
-Smacznego-powiedział. Sam też wziął spróbować swojego wyrobu.
-Przepyszne-stwierdziłam. Te jego kanapki...to rozkosz dla mojego podniebienia.
-Niall ma za pewne z tobą dobrze-rzekłam zajadając się.
-Nie, nie ma-odpowiedział.
-Jak to?
-Nie robiłem mu jeszcze tych kanapek i za pewne nie zrobię. Wszystkie mi zje.
-No, racja-uśmiechnęłam się-Bardzo dziękuję. Pyszne kanapeczki. Mam jeszcze prośbę.
-Taa każdą spełnię.
-No to jak każdą, to zanieś mnie do łazienki, chcę się umyć, a potem położyć się do łóżka.
-Bardzo dziękuję za przedstawienie mi swoich planów. Już zanoszę-powędrowaliśmy na górę. Puścił mnie, a raczej odstawił na podłodze, abym mogła spokojnie wejść do łazienki.
-Dobra, idę usnąć-ziewnęłam.
-Już? Ile ty możesz spać?-zapytał.
-No właśnie też się zastanawiam. Zawsze tak mało, a tu proszę-kiedy już miałam postawić krok, w kierunku mojego pokoju, loczek objął mnie w talii. Stał za mną. Poczułam się niezręcznie. Swoją brodę położył na moim ramieniu.
-Harry...
______________________________________________________
Hej Pysiaki! Krótki taki..W tym rozdziale, chyba nic ciekawego się nie działo, sami zdecydujcie. :) Bardzo dziękuję za komentarze. :3 Dzięki nim wiem, ze ktoś to w ogóle czyta. Cóż zachęcam do czytania następnych rozdziałów. ;)

Dobry jak każdy. Szybciej staraj się wstawiać nowe, bo każdy umiera z ciekawości.
OdpowiedzUsuńPS, Mam nadzieje, że Hazza i Emilka będą razem
Suuuuper*.*
OdpowiedzUsuńjeeeej jaki słodziak z Hazzy*_____* moze wkrótce się pocałują, hmmmm?:3
A jeśli nie to osobiście Cię znajdę i zmuszę XD
cudowny rozdział
OdpowiedzUsuń22 year old Physical Therapy Assistant Alia Bicksteth, hailing from Gravenhurst enjoys watching movies like Radio Free Albemuth and Hunting. Took a trip to City of Potosí and drives a Prelude. jej wyjasnienie
OdpowiedzUsuń