sobota, 5 października 2013

Rozdział: 15

Ruszenie się, było zupełnie niemożliwe. Ten uścisk.. Próbowałam coś krzyknąć. Zostałam jeszcze mocniej uderzona w plecy. Straszny ból. Ten zbrodniarz, chyba nie miał litości, nie tylko w stosunku do mnie. Związał mi ręce, liny ściskały okropnie mocno. Podszedł do jakiejś pracownicy tego budynku. Ona również była straszliwie potraktowana. Uderzył ją z tak zwanego liścia. Tak myślałam. Niewyżyty facet, miał kominiarkę nie widziałam jego paskudnej twarzy.. Znowu przyszedł do mnie.
-No to poczekamy, aż ktoś mi przyniesie tyle szmalu, ile zechcę. Jest jeszcze kilka panienek. Jeśli nie spełnią moich żądań, każdą po drugiej będę zabijał. Może skorzystam jeszcze z okazji i sobie... Widzę, że wiesz o co chodzi. Hmm.. Ciebie maleńka może zostawię na koniec, jak będziesz się dobrze sprawować-powiedział nieprzyjemnym tonem-Pokaż no swoją buźkę..
-Nie-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Słucham?
-To, co słyszałeś-łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Oj, jeszcze zmienisz zdanie-warknął.
-Nigdy!-krzyknęłam. Próbowałam być nieugięta. On zaczął tylko śmiać się szatańsko. Położył mnie, na prawym boku. Myślałam, że odejdzie, jednak się odwrócił w moją stronę. Kopnął mnie w brzuch i powiedział:
-Dziwka-i odszedł.
Nie pomyślałam nigdy wcześniej, że tak mogę skończyć. W kinie, leżąc, roniąc łzy, przez jakiegoś niewyżytego, angielskiego typka. Czułam się jak śmieć, który został zdegradowany maksymalnie, przekraczając już skalę poniżenia. Tak, byłoby za pięknie, aby mogłoby tak już zostać. Ja, zwykła dziewczyna z Polski poznała najsławniejszy boysband? Zawsze co piękne, szybko się kończy, ale w tym wypadku za pewne tragicznie. Nie obchodziło mnie już nic. Co będzie z Anią, mamą i resztą. Moje ostatnie minuty. Jak ja chciałam już odejść. Odejść i nie patrzeć już na ten świat. Cały pełen przestępców. Ale ten kryminalista, chyba nie miał dosyć.
-Dobra kochanieńka, leżysz już tutaj ponad 10 minut. Chodź zabawimy się-i ten uśmieszek...-Mam nadzieję, że dasz z siebie wszystko.
-Chyba sobie kpisz!-krzyknęłam.
-Skądże...-jego ręce.. 
-Wolałabym umrzeć-wydusiłam, dławiąc się łzami. Plunęłam mu prosto w twarz.
-Zadziorna-powiedział z satysfakcją-Skoro chcesz, to mogę się już ciebie pozbyć. Ale chcesz najpierw umrzeć, czy już po..?
-Przed-odezwałam się.
-O! Zrobię to potem. I tak już nikt ci nie pomoże. Poczuj wstyd.. Nikt nie wyjdzie z sal. Filmy jeszcze potrwają. Drzwi są w połowie zablokowane. Ktoś musiałby być na prawdę silny, aby je otworzyć..-zaśmiał się. Ręce miałam skrępowane, a on zaczął mnie powoli rozdziewać. Podniósł mi bluzkę, nie zdążył dojść dalej. Nic z tego...Tak łatwo się nie poddaję. On nie miał choć krzty rozumu. Próbowałam jakoś się od tego odwlec. Zaczęłam się turlać. Wszystko straszliwie bolało, musiałam to wytrzymać.. Ten chory psychik złapał mnie i uderzył w twarz.
-Nieładnie-znowu się zaśmiał szatańsko-Nie uciekniesz..
-Emily!-usłyszałam męski głos. Znajomy, przerażony...
-Ty, laluś! Nie zbliżaj się, bo ona i ty skończycie w piachu! I Reszta też! Tylko coś zrobię...-chciał dokończyć to, co zaczął.
-Nie dotykaj jej!-mój wybawca? Czy ja kiedykolwiek takiego miałam? Czy dożyję jutra, czy go jeszcze poznam? A może już znam? Tyle myśli... Znów coś poczułam, mocne szarpnięcie za rękę. Znowu ten psychik. Głowa zwisała mi na szyi. Nie miałam siły jej podnieść, ale miałam determinację. Musiałam zobaczyć kim jest mężczyzna, który znał moje imię. Próbowałam resztkami sił, unieść czaszkę. Widziałam tylko dół. Stałam bez bejsbolówki, bez bluzki, jedynie w staniku, dolnej części jeszcze nie zdążył ruszyć.. Ja głowy nie podniosłam, to ten świr.. Przyłożył mi nóż do gardła. Otworzyłam lekko oczy. Zobaczyłam go.
-Harry...-jęknęłam. Jego spojrzenie.. Tyle nienawiści.
-Em..-próbował powiedzieć loczek.
-Nie zbliżaj się do niej-krzyknął ten niespełna rozumu koleś.
-Puść ją!-warknął Styles.
-Haha! Chciałbyś chłopcze!-ryknął. Harry próbował się zbliżyć, ale za każdym jego krokiem, coraz bardziej czułam nóż. Usłyszał mój jęk, myślałam że zaraz podetnie mi gardło, więc loczek stanął w miejscu. Byliśmy od siebie na wyciągnięcie ręki..
-Odejdź, albo zobaczysz ją w grobie! Słyszysz?!-wykrzyknął dalej mnie trzymając.
-Dobra-odpowiedział Hazza. Kiedy już miał odchodzić, odwrócił się szybko w naszą stronę i uderzył tego faceta. Co czułam? Jak ktoś mnie łapie, okropny ból i..radość. Tak, radość. Radość, że nie jestem przynajmniej przez chwilę blisko z tym typem. Nie dałam rady otworzyć oczu. Oddychałam z trudem, nie mówiąc już o wypowiedzeniu jakiegokolwiek słowa, czy uniesieniu powiek. Nie mogłam nic zrobić, byłam jak roślinka... Ledwie  słyszałam odgłosy, dochodzące poza mną. Krzyki, wołania... Byłam zupełnie odizolowana od rzeczywistości. W tamtej chwili, byłam w zupełnie innym świecie. W świecie dobra, ciepła, spokoju. Nie wrzasków, czy bójek. I oby tak zostało..

Niekreślony czas później...

Dźwięki, zaczynały powoli do mnie docierać. Jakieś szepty... Gdzie ja tylko jestem? Nie miałam ani siły, ani odwagi, aby otworzyć ciężkie powieki. Jakikolwiek ruch, był zupełnie niemożliwy. Kompletnie zero kontaktu ze światem. Próbowałam coś dosłyszeć, niestety bezskutecznie. Szczerze, to nie wiedziałam, o czym ci ludzie prowadzą rozmowę. Nie było najmniejszego sensu dalej próbować coś dosłyszeć, bo to i tak by było niemożliwe. Jeśli tego nie mogłam zrobić, to przynajmniej dać sobie szansę na odpoczynek. Usiłowałam chociaż wypocząć. Leżałam może mniej więcej 20 minut. Nie.. nie będę leżała jak szpadelek, z żadnym kontaktem z ludźmi. W końcu od czego jest zawziętość. Mrugnij, dasz radę! Ahh.. Próbowałam. Gdyby to było chociaż takie łatwe.. Otworzyłam oczy. W ogóle nie mrugnęłam. Wzrok miałam skierowany w palącą się elektro świetlówkę. Wszystko wyraźnie widziałam, byłam w jasnym pomieszczeniu.. Ah tak. Chyba wiecie, gdzie się znajdowałam. Usłyszałam pukanie. Zza drzwi wyszła mama.
-Cześć kochanie-uśmiechnęła się.
-Hej mamo. Em, a czemu ty tutaj jesteś? I to w swoim fartuchu?-zapytałam z chrypką w głosie.
-Oj mała. Jestem obecnie w pracy. Zajrzałam tylko do ciebie, żeby zobaczyć jak się czujesz-odpowiedziała.
-A no tak.. To wiele wyjaśnia. A ile spałam?
-Dwa dni-jej odpowiedź zbytnio mną nie wstrząsnęła. Podeszła do mojego łóżka i mnie przytuliła.
-Zapomniałabym. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że do ciebie były tłumy.. Żartuję oczywiście, ale było nawet sporo osób. Twoi koledzy z klasy. Mili chłopcy! 
-A konkretnie? Weź mi powiedz kto tu był, lub przynajmniej jak wyglądał, może coś skojarzę...
-Nikt do tej pory nie mógł tutaj wchodzić. Zostawali tylko informowani-zaczęła-Przyszła Ania, zamartwiała się, lekcje odrabiała tutaj i w ogóle nie odchodziła. Czekała, aż ciebie zobaczy. Jak już mówiłam twoi znajomi, koledzy z klasy, ci którzy byli u nas na obiedzie. Dziewczynka Judy, podobno też z twojej szkoły i inne dziewczęta. Zapomniałam ich imion.. A tak! I jeszcze ta piątka chłopców.
-Mamo. Zayn, Louis, Niall, Liam i..
-Harry.
-Yy aha..-kiedy ja zrozumiem tą kobietę?-Dobra, a Ania teraz jest?
-Tak. Z resztą nie tylko ona. W puścić ich?
-Nooom możesz... Ale jak coś to mów, że chcę odpocząć. Dobra, wymyślisz coś-zaczęłam gadać. Zobaczyłam wzrok mamy. Te spojrzenie prześladowało mnie, kiedy coś kręciłam. W tym wypadku namawiałam ja do tego. Pocałowała mnie w czoło i podeszła do drzwi. Otworzyła je i powiedziała:
-Wejdźcie, jeśli chcecie. Teraz wypoczywa-i odeszła. Mniej więcej coś takiego usłyszałam. Oczy miałam lekko przymrużone, po czym je zamknęłam. Pierwsza wbiegła moja kochana Ania.
-Boże! Co on ci zrobił?! Jak ty wyglądasz?!-zaczęła lamentować. Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Złapała mnie za rękę. Nie, ja zawsze nie wytrzymywałam udawać, że nie śpię. Położyłam rękę na głowie Ani.
-Cii...-uśmiechnęłam się.
-Nie, nie będzie-odparła będąc dalej w takim stanie, jakim była. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na nią, a potem na moich gości. Puściłam do nich oko, a oni powstrzymując śmiech próbowali być cicho.
-Chwila.. coś tu nie tak..-odezwała się Ania. Podniosła głowę, uśmiechnęłam się do niej.
-Zabiję..zabiję!-wydarła się szczęśliwa.
-Yhym. Lepiej się ciesz-powiedziałam z chrypą. Podeszli do mnie wszyscy goście, z wyjątkiem Harry'ego.
-Em, Lou mogę ciebie na chwilę prosić?-zapytałam podczas gdy reszta o czymś rozmawiała.
-Tak, o co chodzi?-spytał.
-Gdzie loczek?
-Sam nie wiem. 
-Ehh.. dobra dzięki-powiedziałam. Czemu on się nie zjawił? Miał ku temu jakieś powody? Te pytania i tak nie były najważniejsze. Najważniejsze było to, kto mnie uratował. Nie byłam w stanie sobie tego momentu przypomnieć. NIC. Pustka.
-Skoro już przyszliśmy to pogadajmy-uśmiechnął się Luke.
-W porządku-od tych dwóch słów zaczęły się gatki. Nie wiedziałam ile przesiedzieliśmy, ale w doborowym towarzystwie czas mija szybciej.
-Dobrze koniec wizyty. Proszę iść już do domów-powiedziała pielęgniarka.
-Ale my jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać!-zaprotestowałam.
-Proszę już iść-powtórzyła. Jakaś taka sztywna ta kobieta.. Wszyscy wyszli. Zostałyśmy we dwie.
-A co pani chce zrobić?-zapytałam. 
-To co muszę. A ty się dziecko nie wcinaj-odezwała się groźnie.
-Nie jestem małym dzieckiem i mogę się wcinać bo to mnie dotyczy-odpowiedziałam jej szorstko.
-To zaraz zobaczysz.
Wzięła jakąś tabliczkę wiszącą na moim łóżku do ręki i zaczęła coś sprawdzać.
-Widzę, że panna czuje się chyba lepiej-powiedziała.
-Tak, robię znaczące postępy.
Uśmiechnęła się. Posprawdzała coś przy kroplówkach i wyszła. Spojrzałam na zegarek. Było za pięć siódma wieczorem. Miałam już się układać do snu, kiedy usłyszałam kolejne pukanie.
-Proszę!-odezwałam się obojętnym tonem. Drzwi się powoli otworzyły.
-Cześć.
__________________________________________________
Hej. Wiem, zanudziłam,postaram się poprawić. Znowu przepraszam za jakiekolwiek błędy, bo na pewno są. :) Zachęcam do czytania kolejnych rozdziałów. ;)


 

4 komentarze:

  1. Super. Trochę przy nudziłaś. Mam nadzieję że wszedł loczek choć raczej na pewno. Wstaw szybko kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. I ty mi wmawiaj, że Ty pisać nie umiesz!!!!!!! ;oooo
    Zaczęłaś tego bloga niedawno i jak teraz powównuję moje i Twoje rozdziały to nie masz nic do gadania, dziewczyno ty masz wieeeeeelki talent!!!!!^^
    o kurde to Harry, to on, aaaaaaaaaaaa, musiałaś. W takim momencie skoczyć!?!?! Zabije no ;D
    Ale ty to wszystko wietnie opisałaś...:3
    Hmmmmm jestem ciekawa dlaczego Hazza nie przeyszedł razem z chłopakami, no i mam nadzieję, że opowie jej, że ją uratował:3
    No...to ode mnie pozdrowienia i jednokierunkowych!!;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie był nudny.
    Podobał mi się.
    Mam nadzieję na następny <3
    PS Kobieto, ty mnie przekabaciłaś O.o
    Ja zaczynam lubić 1D
    Lae to dobrze :)
    Dziękuję za te wszystkie opowiadania,
    pisz dalej i się rozwijaj !
    ~Wakfu Evangelina

    OdpowiedzUsuń