Czyżby moja serdeczna przyjaciółka miała rację? I od początku próbowała mi coś przekazać. Warto by było z nią porozmawiać, ale nie w tym dniu. Chciałam odpocząć, a rozmowy już mnie zupełnie wykańczały. Jak jeszcze byłam tą małą, wesolutką i rozbawioną dziewczynką, nawijałam jak szalona. Niestety wraz z tym złym przeżyciem, straciłam w ogóle chęć porozumiewania się z kimś. Robiłam to tylko z nudów? Aby się komuś wyżalić? Jakoś więcej nie miałam zamiaru paplać. Nawet jeśli chciałam się czymś pochwalić, opowiedzieć, siedziałam cicho i samotnie, z powodu prawie ciągłej nieobecności mamy. Nie.. Nie pomyślcie sobie, że mnie zaniedbywała. Miała wystarczająco dużo obowiązków na głowie. Za tak małą pensję, jaką dostawała, trudno było odpoczywać. Praca po godzinach, to jedyne co pozostawało. Aż w końcu dowiedziała się o pracy w Londynie. Zbierała trochę na bilety i wyleciałyśmy, zostawiając wszystko i wszystkich. Nadarzyła się okazja, która mogłaby się więcej nie powtórzyć. Trzeba było skorzystać... Cóż tęsknię za swoimi znajomymi, ale w końcu zaczęłam nowe życie, które niefortunnie się rozpoczęło. Szczerze to nie wiem, co bym wolała... I tak z tą myślą zasnęłam.
Obudziłam się, niezwykle późno, co mogłoby się zdawać, że coś ze mną jest nie tak. Otóż wstawanie z łóżka po 9:00 jest w moim wykonaniu bardzo rzadkie.. Z tego co pamiętam była sobota. Ociągając się podniosłam się z pościeli i podreptałam po schodach na dół, do kuchni, gdzie czekały ze śniadaniem na mnie mama oraz Ania.
-Co tak późno, Emilko?-zapytała mama. Anka spojrzała na mnie i powiedziała:
-Rzeczywiście, jak nigdy.
-Też się zdziwiłam. Co dzisiaj na śniadanie?-spytałam zmieniając temat. Przecież to było oczywiste, po co to drążyć? Zaczęły puszczać do siebie jakieś porozumiewawcze spojrzenia.
-Mamo.. Czy ja znowu o czymś nie wiem?
-Zapraszam do jadalni-powiedziała tylko. Uśmiechnęła się i poszła do pomieszczenia, o którym wspomniała, z talerzami i sztućcami. Kiedy Ania miała za nią podążać, złapałam ją za skrawek bluzki i pociągnęłam do siebie.
-Dobra, co się dzieje?
-Zupełnie nic Emila. Nic-odpowiedziała.
-Zaczekaj tutaj-szepnęłam. Uchyliłam lekko drzwi do jadalni, aby zobaczyć co się dzieje za drzwiami. Lucas, Tony, Judy... Dalej nic nie widziałam, nie mogłam bardziej uchylić drzwi, aby nie zdradzić swojej obecności. Wywnioskowałam jednak, że jest tam więcej..no chłopaków.
-Dobra o co chodzi?
-No... Przyszli do ciebie na śniadanie-odpowiedziała.
-Eh, zagraj na czas. Max. 5 minut i jestem. Przecież nawet się nie przebrałam. Idź tam.
Poszła do jadalni, a ja pobiegłam do pokoju. Wzięłam czarne leginsy oraz bluzkę z batmanem. Szybko poszłam do łazienki, gdzie w miarę dobrze się ogarnęłam. Pędem nałożyłam ubranie. W normalnym stanie ruszyłam do jadalni. Zawahałam się. Przyznam, miałam lekkiego cykora, czy nie ma tam kogoś, kogo nie znam. Cóż i tak musiałam tam wejść. Eh.. Czasem mam błędne przeczucia, co w tamtej chwili, było dobre. Widziałam tam samych przyjaciół. Uśmiechnęłam się i usiadłam pomiędzy Anią, a mamą. Ogólnie posiłek minął w miłej atmosferze. Nie obyło się bez żartów. Po skończonym śniadaniu wszyscy się rozeszli. Znaczy po moim domu. Jedni byli w kuchni, drudzy w salonie. Ja zostałam sama, sprzątając talerze. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Chciałam już powiedzieć "Co się stało Harry?" Ale dobrze, że się powstrzymałam. Za mną stała Ania.
-Hem, nie przeszkadzam?-zapytała uśmiechnięta.
-Jasne, że nie-bez namysłu odpowiedziałam.
-Pomóc?
-Jak chcesz..
Zaczęła sprzątać ze mną ze stołu i znosić naczynia do kuchni. Po zakończonej pracy, zaproponowałam jej, aby poszła do mnie do pokoju. Oczywiście zgodziła się. Weszłyśmy na górę, usiadłyśmy na łóżku i zaczęłam:
-Ania.. Ja już wiem o co ci chodziło. Dlaczego tak w szpitalu rzuciłaś się na Harry'ego, jak gadałaś o mnie i o nim... Ja już wiem..
-Ej, nie chciałam nic złego, zapamiętaj. Ale serio myślę, że on..
-Tak wiem-przerwałam jej-Już chyba powoli rozumiem, CO on. Ale nie, to jest niemożliwe, ja do siebie tego nie dopuszczę.
-To już twoja sprawa-westchnęła-Nie wiem, co by było w tym złego..
-Ale czy ty na pewno jesteś tego pewna? Przecież on nic mi takiego nie powiedział, aby mogło mieć jakieś znaczenie... Nie wyobrażam sobie tego..
-Ale co tu wyobrażać?! Słuchaj kochana. Chociaż spróbuj! Kto nie próbuje, ten szampana nie pije. A to ty musisz zacząć? Może to on coś zrobi..
-Ja już sama nie wiem! Może to tylko się tak tobie zdaje? Przecież jestem zwyczajna, niczym się nie wyróżniam, a on to pies na baby...
-Nie jesteś zwykła. Jesteś niezwykła, wyjątkowa. Wyjątkowe kobiety z psa na baby, zmienią mężczyznę wiernego jak pies.
-Ty to jak z czymś wyskoczysz..-bąknęłam.
-Taka prawda. Co mogłoby wam przeszkodzić? Jest w trasie? Możesz się z nim skontaktować.
-Ej, Ania przystopuj. Nie śnij historii, które nie będą miały miejsca.
-Wiary w siebie Ema! Skąd możesz być tego taka pewna! Nawet twoja ciocia.. Właśnie! Zabierzmy się całą grupą, która dzisiaj była u ciebie na śniadaniu i pojedźmy do twojej cioci! Tak! To świetny pomysł.
-Jeżeli chcesz mnie z nim swatać, to powodzenia-powiedziałam poważnym tonem, jednak to nie zniechęciło jej do działania. Zaczęła mi opowiadać o swoich planach. Nie słuchałam jej, bo nawet nie było czego..
-Słuchasz ty mnie w ogóle?!-podniosła głos trochę zdenerwowana.
-Nie-odpowiedziałam.
-Ehh.. Jak tam chcesz. Zastanów się trochę. Ale gdybyście byli neutralni, znaczy gdybyś ty była dla niego normalną dziewczyną, to myślisz, że siedziałby przy tobie? Że pojechałby specjalnie karetką, czekając na wyniki, twoje obudzenie się? Myślę, że nie. Może i pomógłby tobie, ale nie zamartwiałby się tak bardzo..-
Chyba było w tym trochę racji. Pogawędkę przerwał odgłos mojego telefonu, oznajmujący SMSa. Sięgnęłam po telefon.
-Magda. Jak myślisz, czemu do mnie pisze? W końcu przecież ma drogo...
-No nie wiem..-uśmiechnęła się lekko.
-Czyli twoja sprawka-na to nic nie odpowiedziała. Wyszczerzyła się, a ja tylko machnęłam ręką. Treść SMSa zbyt mnie nie zdziwiła. Oczywiście chodziło o moje samopoczucie. Odpisałam, że wieczorem wejdę na Skype'a.
-Głupia jesteś-uśmiechnęłam się. Ona jako jej odpowiedź, rzuciła we mnie poduszką.
-Nie wiem co chcesz przez to osiągnąć. W końcu i tak nic się nie stanie... Dobra, idziemy ale się nie podniecaj.
Zeszłyśmy na dół. Reszta sobie rozmawiała z moją mamą. Kiedy weszłam do salonu, wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie. Dziwnie się poczułam.
-Emm.. Może pojechalibyśmy do mojej cioci, co?-zaczęłam. Trochę krępujące, kiedy mniej więcej 12 twarzy jest odwróconych w twoją stronę, gdy wychodzisz z inicjatywą. Zgodzili się. Poszliśmy się ubrać, wyszliśmy i mama zamknęła drzwi.
-A jak my tam dojedziemy?-zapytała Ania.
-Spokojnie. Chłopcy pojadą swoim samochodem, a my taksówkami-odpowiedziała spokojnie mama.
I tak dojechaliśmy do cioci. Jak tam było pięknie! Drzewa, pokryte białym puchem.. Wszystko dookoła tak bajkowo wyglądało!
-Idziesz?-zostałam szturchnięta przez Lou.
-Tak, tak.. Ale czy nie uważasz, że tutaj jest cudownie?
-Ładnie..
-A weź. Z chłopami to tak zawsze, nie zwracają uwagi na piękno natury. Przecież to podstawa, o czym wy myślicie?-zaczęłam, a Louis się uśmiechnął i zaczął ruszać brwiami, w kontekście, chyba wiemy jakim...
-Tommo, przeginasz... Widzę, że dla was tylko jedno się liczy.
-A tam, nie przesadzaj-wyszczerzył się, złapał mnie za rękę i pomaszerowaliśmy. Czemu mnie to nie dziwi?
Kiedy doszliśmy pod stajnię, mama już rozmawiała z ciocią. Okazało się, że Basia jedzie z nami. Weszliśmy do budynku. Od razu pobiegłam do mojej karej arabki. Wszyscy podchodzili do koni, aby sobie jakiegoś wybrać. Spoglądałam na resztę, patrząc kto jakiego konia bierze. Chyba ulubionym koniem Harry'ego był Orlando..
Po osiodłaniu koni, wyruszyliśmy spod stajni. Flicka z niezwykłą łatwością, przedostawała się przez śnieżne zaspy.
-Hej Emila!-zawołała Ania doganiając mnie-Czyli pierwszy punkt mojego planu, mamy już z głowy..
-Co? Jakiego planu?-zapytałam.
-No.. Ty i on.
-Czekaj, czekaj... Ja myślałam, że to ma być jakiś żart!
-No to źle myślałaś. Przecieoszz...Cześć-wyszczerzyła się.
-Do kogo ty..?-odwróciłam się, a tam stał Payne-Oh, hej.
-Em, ścigamy się?-zaproponował Liam.
-W su..
-Czemu nie!-przerwała mi Anka.
-No to świetnie-puścił oko do Ani, a ona się lekko uśmiechnęła.
-Niedługo do was dojedziemy-powiedziałam.
Kiedy się trochę oddaliłyśmy, zaczęłam:
-Hmm.. Czyż dzisiaj nie jest cudowny dzień? Na przejażdżki, wyścigi... Ukrywanie czegoś przed swoją przyjaciółką...
-Ja? Nie no... co ty.. Ale ja? Nie..
-Nie gadaj głupot. Dobrze wiem, że coś kręcisz. Trudno i tak się dowiem prędzej, czy później.
-Yhym, a teraz wracajmy do nich.
Byliśmy już ustawieni. Wszyscy, równo, w jednym rzędzie. Rozległy się głosy.. 3, 2, 1.. START!
Ruszyliśmy. Na początku z Flicką nieźle sobie radziłyśmy. Byłyśmy na 2. pozycji zaraz po Basi. Klacz miała przed sobą wielką zaspę, sama próbowała skręcić, ale to nie dało większego rezultatu. Nie zdążyłyśmy wyhamować. Skończyło się wpadnięciem... na wysokość, w około metrową zaspę. Upadłyśmy, ale Flicka szybko wstała, nie to co ja. Usłyszałam czyiś cichy śmiech...
-Może i tobie, ale mi nie jest do śmiechu-jęknęłam.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam męski głos. Wstałam, otrzepałam się ze śniegu i odwróciłam się, aby przemówić.
-Nie, nic mi nie jest-odparłam poważnym głosem-Jak chcesz się ze mnie nabijać, to nie przy mnie.
-Och.. Następnym razem, uważaj jak jedziesz.. Mogłoby ci się coś stać.
-O ho Styles. Jak widzisz nic mi się nie stało. Nie pouczaj mnie jak się jeździ. Uwierz mi, jeżdżę bardzo dobrze-odrzekłam chłodno.
-Niby teraz nic, ale następnym razem radzę trochę uwagi poświęć drodze. Nie pouczam ciebie. Niewątpliwie jeździsz świetnie. Po prostu nie chcę, żebyś coś.. nie chcę, żeby coś się tobie stało, rozumiesz?
Szczerze? Zrobiło mi się tak... Ehh.. Dziwnie się tak poczułam. Ale tak ciepło. Nie mogłam nic wykrztusić, ale żebym nie wyszła na wariatkę, podeszłam do Flicki i ją dosiadłam. Dalej myślałam nad tym, co powiedział.."...nie chcę, żeby coś się tobie stało, rozumiesz?"
...
-Em, dogońmy ich-rzekłam przerywając tę ciszę.
-Nie wiemy dokąd jechać..-zaczął.
-W sumie masz rację. Może..-zawahałam się. Jeśli Ania nie myliła się to..-..chciałbyś ze mną pojeździć? Nie wiemy gdzie są... A tak przynajmniej..-wahałam się. Nie wiedziałam jak zareaguje, ale nie powinnam się martwić. Uśmiechnął się.
-Jasne-powiedział z entuzjazmem. Zarumieniłam się. Zawsze w podobnych sytuacjach się rumienię. Miałam tylko nadzieję, że tego nie zobaczył. Ja i te moje durne pomysły... Chociaż, jeśli miałabym się dowiedzieć, czy to co mówi Ania jest prawdą, warto było zaryzykować.
Jechaliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy.
-Ech.. Fajnie się jeździ-powiedział patrząc przed siebie.
-Tak-odparłam.
-Właściwie to przyszliśmy dzisiaj do ciebie, żeby zobaczyć się z tobą i pożegnać. Wieczorem mamy samolot.
A więc tak szybko mija czas. Jeszcze niedawno przylecieli...
-Em, a kiedy wracacie?-spytałam-Mam nadzieję, że na długo nie wyjeżdżacie?
-Cóż, wracamy w maju...
Spodziewałam się długiej rozłąki z nimi, ale nie aż takiej! Ponad 3 miesiące nie będę się z nimi widzieć. A pomyśleć, że nigdy przedtem przed przyjazdem do Londynu, nie ośmieliłabym się powiedzieć komukolwiek, że zamienię z nimi chociaż słowo. Życie często płata figle. Nie miałam nikogo prócz mamy, a teraz odnajduję kilka osób, które mogą mi coś zaoferować.. przyjaźń . Kiedy Ania poleciała do Londynu, nie miałam przyjaciółek. Były to jedynie koleżanki, z którymi często się bywało. Kiedy jednak ponownie dołączyłam do Anki, poczułam że moja najlepsza przyjaźń nadal ze mną jest. Nie odeszła wraz z długim rozstaniem. Nadal czekała na kolejne spotkanie... i o to jestem. Niestety to mnie przypadł los śmierci jedynego mężczyzny, ojca, nauczyciela, który mógłby mi jeszcze tyle pokazać. Podobno.. dobro powraca. Niebywale długo czekam na ten moment. Widać szczęście, nie jest mi pisane...
-Nad czym tak rozmyślasz?-zapytał Harry wyrywając mnie z zamyślenia. Odpowiedzią na jego pytanie była cisza. Jedynie odgłosy przedostawania się koni, poprzez hałdy śniegu ją zakłócało. Widząc moją niewyraźną minę nawet nie próbował pytać dalej.
Przejażdżka przeszła spokojnie. Czasem któreś z nas się odezwało, aby zaprzestać grobowemu milczeniu. W stadninie byliśmy przed resztą. Po rozsiodłaniu koni oraz odprowadzeniu ich do boksów, czekaliśmy na przyjazd reszty. Czas nam się dłużył, więc zajęliśmy się pozostałymi końmi. Kiedy wrócili zastali nas, sprzątających stajnię.
-Pięknie sobie poradziliście-powiedziała ciocia.
-Za pewne tak-mruknęłam. Widzieli, że jakoś dziwnie się zachowuję, nie chcieli drążyć tego wątku. Cieszyło mnie to.
Kilka godzin później
-Chcemy z wami pojechać na lotnisko-powiedziałam stanowczym tonem.
-My już mamy wszystko załatwione. Wóz podjedzie po nas za 2 minuty...-zaczął Lou.
-Jadę z wami. Koniec kropka. Nie ma nie. Ania jedzie ze mną.
Musieli odpuścić. Jeśli się za coś zawezmę..trudno będzie mi przystopować. Zgodzili się. Na taki rozwój zdarzeń czekałam, aby ulegli moim namowom...
Na lotnisku...
-No to który to samolot? Przecież miał być punktualnie!-Niall zaczął się kłócić z pracownicą lotniska.
-Zapewniam pana, powinien już być. Nie dostaliśmy wiadomości o spóźnieniu się-próbowała tłumaczyć blondynkowi. Spojrzałam na Liam'a który "wkroczył" do rozmowy. Ten to zawsze ma głowę na karku. Dzięki niemu mieli już wszystko załatwione.
Czy rozstania zawsze muszą muszą takie trudne?! Zaczęłyśmy się żegnać z chłopcami. Anka coś szeptała do Zayn'a. Z resztą do każdego coś mruczała, za to przy Harry'm przystała najdłużej. Ze wszystkimi podałam dłoń na pożegnanie, ciepłe słówka..prawie wszystkimi. "Na deser" został mi Harry. Wymieniliśmy ze sobą 'Cześć', dodałam jeszcze 'Szczęśliwej drogi'.. i to chyba na tyle. Tylko na to mnie było stać. Nic więcej nie wydusiłam. Odwróciliśmy się i pomaszerowaliśmy w swoją stronę. A jednak... Coś się we mnie ruszyło..to właśnie JEMU zawdzięczałam życie.. I nie powiedziałam mu nic? Przeniosłam wzrok w stronę sylwetek chłopców. Postawiłam krok w ich kierunku..
-Emila, nie rób tego, nie odgrywaj scenki...-zaczęła zaniepokojona Ania. Było już za późno. Rzuciłam się do biegu w ich stronę. Łza spłynęła mi po policzku, a za nią kolejne...
-Styles! Zaczekaj!-krzyknęłam.
Zatrzymał się i odwrócił głowę w moją stronę. Zaczęłam biec w jego kierunku. Puścił torby i zrobił to samo, kierując się ku mojej osobie.
-Harry!-rzuciłam mu się na szyję...
_____________________________________________________
Witam Was! :) Przepraszam za to, że długo nie dodawałam tego rozdziału. Wiecie... Mam klasówkę na klasówce, kartkówki... Dużo nauki, ale staram się dodawać jak najszybciej. Pozdrawiam i zachęcam do czytania kolejnych rozdziałów. ;)

Kolejny jak każdy.
OdpowiedzUsuńCzyli super :D
Idealny rozdział
OdpowiedzUsuń