niedziela, 27 października 2013

Rozdział: 19

Tak! W końcu musiałam mu to powiedzieć..
-Harry, chcę tobie przede wszystkim podziękować. Podziękować za to, co zrobiłeś...w tedy-szepnęłam-i za tamten wieczór u mnie.. 
 On nie odpowiedział nic, tylko jeszcze bardziej przytulił mnie do siebie. To nieco utwierdziło mnie w przekonaniach Ani. Ale ten jeden fakt, nie mógł o wszystkim świadczyć.
-Przepraszam za tę scenkę... Po prostu musiałam podziękować, przed twoim wyjazdem-powiedziałam, po czym lekko się od niego odsunęłam. Dalej nic nie mówił, więc spojrzałam mu w oczy.
-Nie masz za co dziękować-usłyszałam. Uśmiechnęłam się szeroko, co on odwzajemnił ukazując swoje urocze dołeczki.
-Ekhem...-chrząknęła Ania-Chłopcy muszą się zbierać, tak więc ten..może go już puścisz?
Tak...Wystarczająco dużo czasu stałam w niego wpatrzona. Pomachałyśmy do Hazzy i reszty. Ich postacie zniknęły gdzieś w tłumie. Powoli cofnęłyśmy się do wyjścia.

-Czemu to zrobiłaś?-zapytała mnie Ania poprawiając poduszkę, o którą się oparła.
-Odpowiadałam ci już setki razy-burknęłam.
-No to niby ta.. ale zwykłe 'Bo tak" mi nie wystarcza...
-To się z tym pogódź.
-Eh, dogadać się z tobą...-westchnęła.
-Trudno, przeżyjesz.
-Emila, proszę powiedz no..Co ci zależy?
-W sumie nic-mruknęłam.
-A no widzisz! Czyli możesz mi powiedzieć-uśmiechnęła się.
-Wiesz, mojego mózgu nie ogarniesz, nie jestem pewna czy pojmiesz to co powiem-zaczęłam. Zauważyłam jak Ania na mnie patrzyła. Była troszkę zdenerwowana moją niepotrzebną paplaniną..-No to po prostu...Nie podziękowałam mu za tamto, a trzeba było..to chyba na tyle-powiedziałam. Anka za to parsknęła śmiechem. Nawet nie chciałam pytać...
-Tak, a ja jestem Święty Mikołaj. Powiedz, nawet ci nie chodziło o przeprosiny...
Nie skomentowałam. Dopiłam resztki mojej herbaty i odstawiłam szklankę na biurko.
-Masz bujną wyobraźnię-powiedziałam bez większego entuzjazmu. Uśmiechnęła się. Wstała z łóżka, wzięła puste szklanki i zeszła na dół. Chciała urządzić miłą, wieczorną pogawędkę między nami, na którą nie miałam ochoty. Wygodnie ułożyłam się na łóżku. Ania długo nie przychodziła, za pewne zagadała z moją mamą. Byłam bardzo zmęczona, więc z myślą o pogaduszkach zasnęłam.

-Au!-usłyszałam cieniutki pisk po mojej lewej stronie. Spojrzałam w bok. Moja ręka zatrzymała się na nosie Ani..a raczej uderzyła nos Anki...
-Eh, sory-szepnęłam śmiejąc się lekko. Ona zaczęła coś mruczeć pod nosem, po czym znowu zasnęła.. Leżałam na plecach gapiąc się za okno. Zza horyzontu zaczęło wyłaniać się słońce, przez co w pokoju robiło się coraz jaśniej. Usiadłam na łóżku, po czym oparłam się o szafkę nocną. Powoli się podniosłam. Ruszyłam w stronę drzwi. Wolno schodziłam ze schodów, po czym udałam się do kuchni... W pomieszczeniu zobaczyłam krzątającą się mamę. 
-Czekasz na śniadanie?-zapytała wysyłając do mnie szczery uśmiech. Odwzajemniłam go. Przysiadłam na krzesełku patrząc, z jaką precyzją wszystko robiła. Po kilku minutach posiłek był zrobiony.
-Gotowe-oświadczyła.
-A co dzisiaj ciekawego wyczarowałaś mamo?-spytałam.
-Córciu, odkąd pamiętam to chyba było twoje ulubione śniadanie jak byłaś mała-uśmiechnęła się. Wspomnienia wracały...
-Ah! Mamo! Ty to zawsze wiesz co dobre-westchnęłam zapatrzona w potrawę. Otóż był to przepyszny omlet z cukrem pudrem i bananami. Pobiegłam szybko na górę. Moim zamiarem było obudzenie Ani. Cóż, kiedy weszłam do pokoju, ona już stała przed łóżkiem patrząc na budzik, który wskazywał godzinę 8:07.
-Zaspałam do szkoły. Nie idę dzisiaj tam...-powiedziała, po czym ziewnęła. Pociągnęłam ją za rękę. Zbiegłyśmy ze schodów i ruszyłyśmy do kuchni.
-Jedz spokojnie śniadanie-powiedziałam do Anki-Dzisiaj jest niedziela...

3 godziny później

-Mamo, na prawdę muszę jutro tam iść? Nie będę miała życia...-mruknęłam.
-Musisz, będziesz miała życie, nie wygaduj głupot!-uniosła trochę głos moja mama.
-Ale ten..ja mam gorączkę...-bełkotałam pod nosem.
-Eh, i tak nie będziesz wieczność siedzieć w domu. W końcu pójdziesz do tej szkoły, czy tego chcesz czy nie. A ja tego dopilnuję...
-Tylko, że to nie ciebie spotkało. Mój prawnik z tobą pomówi..
-Może i nie mn..Co? Jaki prawnik?! Ja nie wytrzymam...Co tobie odbija?
-Prawniku!-zawołałam mojego doradcę. Mama dziwnie na mnie spojrzała, za drzwiami słychać było kroki.
-Witam panią. Jestem Anna, adwokat mojej klientki Emilii. Otóż wstawiam się za nią.
-Dziewczynki, nie czas na zabawy-powiedziała pobłażliwym głosem mama.
-Ależ mamo, posłuchaj-wtrąciłam się.
-Otóż moja klientka, nie chce na razie obawiać się złych komentarzy na swój temat. Niech posiedzi jeśli byłaby taka możliwość w domu, oczywiście nie rozpieszczając jej. We wtorek spokojnie będzie można ją puścić-wyszczerzyła się.
-Tak, masz ogromnie wielki potencjał. Twoje zdolności dyplomatyczne są na bardzo wysokim poziomie-westchnęłam sarkastycznie. Tak Face palm również miał swoje miejsce...
-Ehh... Przykro mi dziewczynki-mama starała się uśmiechnąć-Niestety muszę odmówić pani prokurator, ale Emila jutro idzie do szkoły.
Po tych słowach wyszła z pokoju uśmiechając się. Liczyłam na przynajmniej jeden dzień wolnego.
-Słuchaj, nie przejmuj się..-zaczęła Ania przysiadając się do mnie.
-Jak? Powiedz mi jak? Gdybym tylko mogła...-szepnęłam.
-Ale przecież na tym filmie nie było widać twojej twarzy. Osoby, które nie wiedzą, że to ty nie będą nic podejrzewać.
-No tak, a Tony, Judy i reszta? Przecież oni wiedzą, że ich znam..chłopców.
-Ale nie wiedzą co się stało. Dowiedzieli się tylko tyle, że zostałaś pobita, nic więcej. Nie wiedzieli o wyjściu., a po...
-Nic już nie mów. Wyjść, proszę, chcę trochę posiedzieć..sama-poprosiłam dziewczynę. Ona tylko kiwnęła głową i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Musiałam się jakoś pozbierać i dokładnie przemyśleć. Eh! To dalej mi nie dawało spokoju, a raczej on, a może i ja... Dlaczego ja tak do niego poleciałam, dlaczego on tam był, w tedy wieczorem, dlaczego mi pomógł, dlaczego trudno mi było zostawić tą sprawę bez podziękowań dla niego? Dlaczego?! Jest tyle pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Staramy się wiedzieć jak jest, niestety nie mamy możliwości. To stawało się coraz bardziej dziwniejsze. Do tego jeszcze szkoła i ta niewiadoma dla mnie rzecz...czy mnie rozpoznają? Czy będę miała spokój w szkole? Czy będą za mną latać lub o mnie plotkować? Te myśli w ogóle nie dawały mi spokoju. Choć miałam cichą nadzieję, że nie będą wiedzieć, kto był na tym nagraniu. A teraz..te myśli. To co opowiadała Ania... Ta troska, ta cierpliwość, ta nadzieja, która w nim była, kiedy czekał...
 Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Usiadłam na łóżku, czekając aż Anka otworzy. Drugi dzwonek...
   Zeszłam na dół. W salonie, na kanapie leżała rozłożona świnka, mająca słuchawki w uszach. 'Ach, Anka!' Podeszłam do drzwi...  Tego się nie domyśliłam.
 Co on tutaj robił?!
-Cześć-powiedziałam, próbując ukryć moje zdziwienie.
-Hej, nie przeszkadzam?-zapytał nieśmiało.
-Nie, jasne, że nie, wchodź Luke.
Chłopak posłusznie wszedł do domu.
-No, to co byś chciał? Herbata, sok?-spytałam.
-Właściwie to ja nie po to tutaj jestem-zaczął-Chciałbym się ciebie zapytać, czy może wyszłabyś gdzieś dzisiaj ze mną?
_____________________________________________________
Cześć. Długo nie było, bardzo przepraszam, ale nie miałam czasu. Postaram się to nadrobić i kolejny napisać jeszcze w tym, najbliższym tygodniu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz