niedziela, 1 września 2013

Rozdział: 7

No taaa... Mogłam się domyślić, że ktoś mnie trzyma na rękach i niesie. Tylko dokąd? Otworzyłam oczy na tyle, ile mogłam.
-Harry?-spytałam cicho.
-Widzisz? Śni o tobie-zaśmiał się Lou, tylko cicho, aby mnie nie rozbudzić. Obróciłam głowę i ujrzałam uśmiechającego się do mnie Harry'ego. Szepnął coś na ucho do Louis'a loczek. Nie chciałam słuchać, ani patrzeć. Byłam zbyt śpiąca. Zerknęłam tylko dokąd mnie niosą. Pamiętałam, że wszystkie pokoje chłopców miały gigantyczne łóżka 2-osobowe, bez kanap. A z resztą. Mówiąc o oglądaniu tamtego filmu. Było to na podstawie komiksu Marvel'a. Ale ta kanapa była niewygodna. Znaczy tak to spoczko, ale do spania? Za pewne znowu mnie tam ciągnął. O nie! Nie ma mowy! Zaczęłam resztkami swoich sił się szarpać.
-Co się tak wiercisz? Tęsknisz za Harrym?-powiedział Lou. Miałam chęć mu przywalić!
-Uspokój się zaraz cię zaniosę do łóżka-po tych słowach po pierwsze opadłam z  sił, po drugie uspokoiłam się. Ułożył mnie na czymś miękkim. Łóżko. Hmmm.. Ale wygodne. Mogłam w nim spędzić całee dnie. Usnęłam.
Obudziłam się. Rozciągnęłam ręce, a tu kogoś w twarz walnęłam z pięści.
-Aauuu!-usłyszałam jęknięcie.
-Sorki, nie widziałam cie...-!! Ktoś obok mnie leżał? Jak to możliwe? Kto to był? Mogłam się domyślić-LOCZUŚ. Nie chciałam już nawet pytać co się stało...bo on tak słodko spał, że ja nie wiem no..Aww..

Szukałam łazienki. W końcu znalazłam, ale... Co z ręcznikiem, szamponem, żelem pod prysznic? Słyszałam, że ktoś się krząta po kuchni. Zeszłam więc na dół. Tam zastałam Liam'a. 
-Co tak wcześnie?-spytał
-Nie wiem. A która godzina?
-Przed 8.
-Aaa.. To długo spałam. Ty chyba nie wiesz jak dla mnie wcześnie jest. Mogę wstać o 6...
-Ooo.. Chcesz coś
-Właściwie to tak, bo w końcu po to tutaj przyszłam. Gdzie trzymacie ręczniki, bo chcę się umyć, a i jeszcze macie szampony i zele pod prysznic dla dziewczyn?
-Ręczniki są w szafce, a z resztą jest problem... Nie mamy damskich...
-Dobra..
-Jak chcesz to mogę pójść do sklepu, niedaleko jest.
-Nie dzięki, poradzę sobie! A macie jakiś najmniej śmierdzący?-krzyknęłam ze schodów-Znaczy najłagodniejszy?
-Czekaj. Podam tobie-wszedł ze mną do łazienki. Wybrał te, które najmniej męsko pachniały. Podał mi od razu ręcznik i wyszedł.
Umyłam się, wytarłam i przebrałam. Miałam jeszcze mokre włosy. Zrobiłam więc tak zwany turban. Zeszłam ponownie do kuchni. Nikogo w niej nie było. Zrobiłam śniadanie dla wszystkich. Kiedy tak jadłam, zaczęłam się zastanawiać. Czemu Liam tak aptzrył na Harry'ego, czemu akurat Hazza zaprowadził mnie nad jezioro, czemu on? Nie.. Mój mózg zaczął fiksować.. Że ja i..Styles?! Nie no...A jeśli to prawda? Nie... Na pewno nie.
-Halo? Słyszy mnie pani?-uśmiechał się do mnie Harry.
-Słyszy, słyszy...
-A o czym pani myślała?
-A o..-po co kłamać, co ma być to będzie-..w sumie to jakoś tak o tobie.
-A konkretnie?
-A konkretnie o niczym.
-Aha... Jak się spało?
-No dobrze. A właśnie. Czy wy coś umawialiście kto ma ze mną spać, czy coś?
W tedy do kuchni wszedł Lou. Słyszał o czym gadaliśmy.
-Tak właściwie to on miał spać na kanapie w salonie, ale zaczęłaś się wiercić, więc przyszedł do ciebie i się uspokoiłaś. Jakoś tak...-powiedział Louis, wziął na talerz prawie wszystkie kapapki z szynką i wyszedł.
-No to już wytłumaczone-powiedział spokojnie Loczek.
-S..s.erio?-zarumieniłam się.
-Hej..Czy to coś złego? Ja też czasem nie dam rady zasnąć. Nie ma w tym nic złego, a że się uspokoiłaś to dobrze. Miałaś dobrą noc-uśmiechnął się.
Sięgnęłam po 2 kanapkę. On po 1. Dziwnym trafem, ale chcieliśmy tą samą. Pyszna kanapka z szynką i serkiem topionym. Zostałą ostatnia, bo resztę wziął Lou. Były dwa rodzaje: dla "miłośników" sera i "miłośników" szynki. 
-Weź proszę. Jak chcesz. Ja mogę wziąć z serem-powiedziałam
-Kobietom się ustępuje-powiedział, gdy zaraz na jego twarzy pojawiły się te urocze dołeczki.
-Nie, byłeś pierwszy.
-Ehh... Ty to jak się uprzesz.. Pójdźmy więc na kompromis. Ja wezmę połowę i ty weźmiesz połowę. Ok?
-Zgadzam się-przekroiłam kanapkę na 2 połowy. Wiem, można byłoby dorobić, ale już jestem taka, że jak coś skończyłam, to zaczynać znowu nie chcę. Wzięliśmy i skonsumowaliśmy. Cały czas się do mnie uśmiechał. Lubiłam go. Nie jako gwiazdę, z którą się znam, tylko jak kolegę. Jak osobę najnormalniejszą na świecie, którą lubię nie z sławę, tylko za to jakim jest. Niestety coś przygnębiło Loczunia.
-Coś ci jest? Źle się czujesz?-spytałam zaniepokojona
-Nie, nie. Tylko jutro lecimy...
-Hmm.. A na ile?
-Na 2 miesiące, potem przylecimy na miesiąc i znowu do wakacji nas nie będzie.
-Ehhh... Nie będę was widzieć... Szkoda.. Już tęsknię.
Harry złapał mnie za rękę. I powiedział:
-W szkole czas ci szybko zleci. A na wakacje znów będziemy.
-A ja w wakacje na 2 tygodnie jadę do Polski...Czekaj.
-Czekam, czekam.
-Zabieram cię z mamą do Polski. Tak! To świetny pomysł.
-Ale...
-Nie ma ale! Zabieram i koniec kropka.
-My w wakacje mamy występ w Polsce. Na końcu wakacji...
-To 2 razy będziesz!
-Haha! 
-Hehe! No to pojedziemy w góry! Nie.. nad morze!
-Jeszcze do wakacji dłu...
-Cicho! Góry, czy morze?
-A jezioro?
-Jezioro to ja mam kilka kilometrów od siebie.
-Może nad morze?-uśmiechnął się.
-Świetny pomysł.
Do kuchni weszli chłopcy. Zobaczyli nas. Harry trzymał mnie za rękę i uśmiechaliśmy się do siebie.
-Yyy...To...my może...wyjdźmy-powiedział Niall
-Czekajcie-powiedziałam.
-O co chodzi?-zapytał Liam.
-Macie coś dzisiaj do roboty?-zapytałam.
-Nie. Jakoś nie mamy planów-odpowiedział Zayn.
-A może chcielibyście na konie? Moja ciocia ma tu niedaleko stadninę-zaproponowałam.
-Yyy..-usłyszłam.
-To jak?
-No dobra-odpowiedział Lou.
-A o której?-spytał Hazza.
-Może ogarniecie się, podjedziecie do mnie i pojedziemy tam?
-Dobry pomysł-odpowiedzieli i sie rozeszli, prócz oczywiście Harry'ego.
-A ty czemu nie idziesz się szykować?-zapytałam.
-No bo jestem już gotowy.
-Osz tyy..-Zaczęłam go łaskotać, a temu o mało co oczy nie wyskoczyły. Śmiał się jak nigdy dotąd.
-A.ha.Zo..zo..staw mnie!!!! Hahaaahaaha!-zaczął krzyczeć. Zostawiłam go, a ten jeszcze się skulał.
-A ci co?
-Wsadziłaś mi palce między żebra...-wykrztusił.
-Ooo.. Nic ci nie jest?
-No wiesz...Może i przestanie... Ale nie od razu..
-A jak ma od razu ptrzestać?
Rozłożył ręce. No cóż. W końcu jednak wiem, że go to ostro bolało. Cóż. Przytuliłam się do niego. Niestety... On zaczął też mnie łaskotać.
-Aaaaaa! Nie! Prze..prze..przestań!!!!!Hazza!! Dość! Nieeeee!
-I jak, fajnie było?
-A weź głupi jesteś...-po moich słowach wyszczerzył się do mnie.
-Głupek...
-Dogrywka?-zapytał.
-Nie... Dobra, uspokój się.
Na dół zeszli gotowi chłopcy i nagle na twarzy Louis'a pojawił się dziwny uśmieszek.
-Hmm.. Mogliście wybrać kanapę... To wygodniejsze miejsce niż krzesło w kuchni, lub podłoga-powiedział niby niewinnie Tommo. O co mu chodziło? OMG!
-Zboczuch z ciebie Lou, zboczeniec rośnie-uśmiechnęłam się.
-No, wiesz zawsze na kanap..
-Nic nie było-odpowiedziałam.
-To po co  te krzyki? Auuuu! Hazza!1 Zostaw!! Aaaa..!
Wzięłam pomarańczę i rzuciłam mu prosto w dyniaka. Na szczęście jego ciuszek się nie pobrudził. Zaczęli wychodzić na zewnątrz, gdy Zan został i do mnie powiedział:
-Louis już taki jest. Ze wzystkiego się śmieje. Nie zwracaj uwagi na te jego głupie żarty-uśmiechnął się.
-Ok, ok. Chodźmy.
Zayn zamknął drzwi. Samochód z tyłu mógł pomieścić 4 osoby, a z przodu 2.
Zajechaliśmy do mnie do domu. Była 11. Weszliśmy do środka.
-Mamo? Mamo, jesteś?
-Tak, tak, już idę-wyszła z kuchni i ujrzała moich towarzyszy.
-Mamo, to Zayn Malik, Louis Tomlinson, Liam Payne, Niall Horan i Harry Styles. 
-Witam-powiedziała.
-Miło nam-odpowiedzieli i przywitali się.
-Harry'ego akurat miałam okazję poznać-uśmiechnęła się do loczka i mnie spytałą-Masz jakieś plany na dzisiaj?
-Yhymm. Mam zamiar z nimi jechać do cioci na konie.
-Dobry pomysł.
-No to myślę, że się przez chwilę nimi zajmiesz, co?
-Dobra, leć.
Nałożyłam legginsy w paski, szarą bluzkę i czarną bluzę.
Zeszłam na dół. Chłopcy czekali na mnie. Mama była w kuchni. Gdy byłam już z nimi na dole, mama zapytała ich:
-Chcielibyście dzisiaj u nas zjeść obiad?
-Chętnie. Dziękujemy za zaproszenie-odpowiedzieli.
-Już możemy iść?-spytałam
-Tak, tak... Tylko przyjdźcie.
-Mamo? Coś ładnie pachnie... Czy to jest szarl..
-Tak! Tak! To jest niespodzianka! Obiad niespodzianka! No, a teraz jedźcie na konie. Za 3 godziny macie być!
-Okej mamo! Pa!
Wsiedliśmy do samochodu. Tym razem prowadził Harry.
-To, to ty masz prawko?-spytałam.
-Pewnie. A co, boisz się?-uśmiechnął się.
-Nie, tylko tak z ciekawości-odpowiedziałam.
Instruowałam Harry'ego jak dojechać. Jechaliśmy pół godziny.
-O! To tutaj-powiedziałam. Harry zjechał na wjazd. Wysiedliśmy.
-Chodźcie za mną-powiedziałam. Zapukałam do drzwi. Nikt nie otwierał.
-Może jest w stajni. Ktoś chętny ze mną iść?-zapytałam. Widać było, że Harry.
-Dobrze Hazziątko. Idziesz ze mną-pociągnęłam go za rękę. Nie sprzeciwiał się.
-Ciociu?-zapytałam, gdy byliśmy w stajni
-Halo? Emilka? To ty?-słyszałam
-Tak ciociu!
-Już idę. Wyszła i zobaczyła mnie z Harry'm.
-Witam. A jakie tu kawalera przyprowadziłaś?-zapytała. Ja i Ha... Co to za pytanie. Zaniemówiłam. Harry próbował jakoś ratować sytuację.
-Jestem przyjacielem Emily. Harry Styles. Miło mi-podniósł rękę mojej cioci i ją pocałował.
-Mi również miło. A jaki dżentelmen. Emilko pięknie trafiłaś- OMG... Ciociu... Walnęłam Face Palm'a. 
-A po co przyszliście?-spytała
-Jesteśmy jeszcze z 4 znajomymi. Chciałam się spytać, czy moglibyśmy się udać w 6 na przejażdżkę. A jak ciocia chce to ciocia też.
-Ja mam inne sprawy, ale oczywiście. Możecie.
-Poczekaj tu ciociu-pobiegłam po chłopców. Oni za mną pośpieszyli do stajni.
-A oto reszta-przedstawiłam wszystkich po kolei. Przywitali się. Fajnie to wyglądało.
-Dobrze to wybierzcie sobie konia-powiedziała ciocia-Ja zabieram się do pracy.
Harry podszedł do Flicki.
-Piękna, co nie?-zapytałam.
-Piękna, piękna. Flicka...
-Pogłaszcz ją.
-Niee... Na pewno tego nie chce.
-Chce chce.
W końcu po mojej namowie pogłaskał jej pysk. Ona przysunęła twarz do Harry'ego i go polizała.
-Ahaahhaaa!
-No co? Chyba mnie lubi.
-Ona jest już moja. Jeździłam na niej.
-Ahh.. Wybiorę sobie jakiegoś innego.
Ciocia mnie zawołała. Nie wiedziałam co knuje.
-Co się stało ciociu?-zapytałam.
-Powiedz, żeby wziął konia Orlando-odpowieziała.
-Czemu? 
-Zobaczysz. Tobie nie odmówi.
-Ciociu co ty wygadujesz?
-Widzę to. Podobasz mu się.
-Dobry żart ciociu! Dobry!
-No nie jest żart. Taka jest prawda. Ja to widzę. One znają drogę do domu..
-Co??Dobra...
Powiem wam, że ciocia nawet na tym się zna. Zawsze trafiała parę. Ale w tym wypadku za pewne się pomyliła.
-Harry!

-Tak?
-Wybrałeś już konia?
-Niestety nie mogę się zdecydować. 
-Może pomóc?
-A możesz?-uśmiechnął się.
-Hmm.. Może Orlando? Myszaty ogier arabski. Bardzo spokojny.
-No..skoro tak mówisz. 
Wyprowadziliśmy konie z boksów. Osiodłaliśmy i poprowadziliśmy na dwór.
-Jak chłopcy? Konie są?-zapytałam reszty.
-Są, tyle, że z osiodłaniem gorzej.
-Poczekaj tutaj z końmi-zwróciłam się do Harry'ego.
-O, to kiedy jeździliście konno?
-U nas były występy koni. Czasem jeździliśmy-powiedział Niall.
-Mojego kolegi rodzice mieli stadninę za miastem-odezwał się Zayn.
-Czasem rodzice mnie zabierali-dodał Liam.
-Mama mnie czasem zabierała do stajni-odpowiedział Louis.
-Pokazałam na koniu Lou jak się to robi. Przypomnieli sobie i osiodłali swoje rumaki. Zaprowadziliśmy je do Flicki i Orlanda.
Ciocia zawołała wszystkich oprócz mnie i Hazzy.
-I znowu coś knuje. Ach moja Basia!-westchnęłam
Przyszli chłopacy
-I co wam kazała zrobić?-zapytałam
-No, bo pytała czy chcemy rękawiczki, albo kask-powiedział Zayn
-A czemu nie wzięła nas?
-Bo nie chciała wam przeszkadzać-wykrztusił Niall.
-Dobra wsiadajmy.
Ruszyliśmy. Świetnie się nam jeździło i nagle reszta pojechała po coś i powiedzieli, że zaraz wrócą. Mogłam się domyślić. Zostałam z Hazzą...
________________________________________________
Miał być cały rozdział, ale nie ma. Cóż. Sorki za błędy. Oby nie zanudził. Miłego czytania. Proszę komentarze. Zdaje mi się, że pisze do 2 osób. :(

3 komentarze: