-Co ty tu robisz?!-krzyknęłam. Co miałam innego zrobić?
-No przecież zostawiać ciebie samej w takiej sytuacji? No ja..nie mogłam-odpowiedziała Anka. Jeszcze ona tu..
-Chciałam być sama. A tak po za tym to jak mnie znalazłaś?-zapytałam. Żadna inna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy.
-No ja.. ten.. no nie wiedziałam gdzie możesz być, więc..przypomniałam sobie, jak twoja ciocia do ciebie napisała. Kiedy tutaj przyjechałam zastałam panią Basię. W stajni nie było Flicki więc umówiłam się z nią, że ciebie znajdę...
-Jeszcze tego brakowało! Co ja małe dziecko?!
-No nie. A tak po za tym to się martwiłam i mi ciebie szkoda było...
-O! Jedyna osoba, która się o mnie martwi...-westchnęłam. Z resztą zawsze tak uważałam.
-Nie prawda. Masz mnie, mamę, Harry'ego...-kiedy powiedziała "Harry'ego" wyglądała jakby nie chciała tego mówić, jakby chciała cofnąć czas.
-Że słucham?!-szczerze mówiąc, kto by się nie zdziwił. OMG, teraz to się staje bardziej skomplikowane niż było.
-No wiesz, no sorki.. Jakoś mi się wymknęło. Nie jesteś zła?-zapytała z nadzieją wyszczerzając zęby.
-Nie no oczywiście, że nie-westchnęłam z nutką ironi.
-Oj tam już przestań. Przecież wiesz, że nie jesteś sama... Jak już mówiłam masz nas.
-No jak już mówiłaś, ale Harry'ego przy mnie nie ma...-powiedziałam. Nie wiedziałam czy to mówić, czy nie, ale wygadane. A po za tym złapałam ją za słowo.
Ania przysiadła się do mnie i powiedziała:
-Czyli jednak za nim tęsknisz?-zapytała, raczej opiekuńczo i spokojnie.
-Nie wiem. Mam takie dziwne uczucie. Kiedy go nie ma chcę, żeby był, kiedy natomiast jest, chcę aby...nie wiem jak to opisać-powiedziałam. Mówiłam cały czas patrząc na Flickę i jej kompana. Ania się ruszyła, a ja nie drgnęłam, gapiłam się cały czas w ten sam punkt. Poczułam ciężkość? Nie...raczej Anię. Ehh.. Oparła się plecami o mnie.
Usłyszałam westchnięcie, ale takie jakby..radości? Obróciłam głowę. Ania się uśmiechała. Pomyślałam o chłopakach i zaczęłam:
-Pamiętasz tego Piotrka, który się na ciebie gapił? Lubiłaś go. Ładny był. Hehe. Ty w tedy chyba miałaś podobnie, co ja teraz...-uśmiechnęłam sie, na to ona wesoło odpowiedziała:
-Ty serio czujesz to samo? Jeśli tak too... Oj nie wiesz jak to się czuło-odpowiedziała. Jej kąciki ust dalej były w górze.
-Wiesz, coś podobnego..-i po tych słowach jakoś dziwnie się poczułam..
-Heej Emilka, a tobie co?-zapytała.
-Łoł..Coś mi żołądek wariuje. Jak myślisz, co to może być?-zapytałam. Wyglądałam co najmniej nienormalnie.
-Robaki...-wzdrgnęła się. Cały czas byłyśmy radosne, śmiałam się.
-Motyle ci buzują-odpowiedziała.
-Kopią...-powiedziałam. Rozmawiałyśmy, gdy znów zaczął się temat o chłopakach.
-Aaa.. Ty lepsza nie byłaś! Czekaj, jak on się nazywał? Na a...-zaczęła Anka
-Adrian?
-Właśnie! Pamiętasz tego Adriana? Zapamiętałam to! Podobał ci się. Kiedy graliśmy w butelkę ty wzięłaś wyzwanie, a graliśmy na chamskie i kazałam ci go pocałować. Ile nas w tedy było w kółeczku? Chyba 8 osób z nami. No i ty wystawiłaś język i się odwróciłaś, a on przybliżył się i jaja z ciebie robił. W tedy ty się obróciłaś i go niechcący pocałowałaś. Pamiętam, że chłopacy mówili, że nieźle całujesz-zaśmiała się Ania.
-A na ciebie, że kiedy się przytulasz, to łapiesz za tyłek-odpowiedziałam. Szczerze mówiąc to tak było, a ja się uśmiechnęłam jeszcze bardziej-Nie mów nic więcej o mnie, bo zacznę ci tyle plotek opowiadać na twój temat, że się nie połapiesz!-zagroziłam palcem.
-A przestań-odpowiedziała. Chciałam powrócić do tamtych czasów, żartów i reszty głupot. To było piękne.
-Ty..le..czjesz-powiedziała Ania śmiejąc się.
-Yyy co?-zapytałam. Nie usłyszałam, myślami byłam gdzie indziej.
-Mówię, że chyba ty źle się czujesz-powtórzyła.
-Nie, skądże. Tylko dziwnie mi tak-odpowiedziałam.
-Chyba ktoś wzywa Doktor Miłość-odpowiedziała z nutką nadziei i podniecenia Anka.
-Ha Ha. Nie dzięki. Dla mnie nie ma miłości-powiedziałam.
-A przypominasz sobie jak niedawno mówiłaś, że się czujesz podobnie jak ja?-zapytała. Oj, nie podobał mi się jej wyraz twarzy. Coś knuła...
-Co ty kombinujesz? No, powiedziałam tak i co z tego?
-To, że ja w tedy byłam zakochana...
-No ty chyba... Ej! Ty chyba nie myślisz, że ja.. Cofnij to!
-Nie! Taka prawda! E+...
-A tylko to powiesz...-zagroziłam.
-+H! TAK!! E+H=MIŁOŚĆ! Luv, luv luv, luv!
-Zabiję! Złapię, zamorduję, zabiję!-i zaczęłam się na nią drzeć, nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Ja ganiałam ją, a ona uciekała ode mnie. Do akcji przyłączyły się konie, bo oczywiście, gdy ją już prawie miałam, to się bałam, że na Flickę, albo na drugiego wierzchowca wpadnę. Słaba byłam na zakrętach, a Anka
nagle skręciła. Ja o mały włos się nie wywróciłam. Gdy się zorientowałam, Anka ta wredota już galopowała. Flicka do mnie podbiegła, a ja na nią wsiadłam. Jak ja na nią mówiłam Anana, aż tak dobrze nie jeździła konno. ~Kto drogi skraca, ten do domu nie wraca~ Przypomniała mi się stara, ale prawdziwa jak świat formułka. Cóż skróciłam sobie. Na szczęście dogoniłam Annę.
-I co? Ha! Dogoniłam cię!-krzyknęłam.
-No i co? Wyszalej się! Jutro męczarnie!-odkrzyknęła do mnie z uśmiechem na twarzy. Ach! Bezcenne... Jeździłyśmy tak, szalałyśmy po prostu.....
-Dobra! Zbieramy się!-uświadomiłam Ance koniec beztroskich wygłupów.
-Czemu?-zapytała zawiedziona.
-Temu. Jest przed 18. A trzeba jeszcze...no się spakować.. ble...-W sumie racja. Trzeba się przygotować.
Byłyśmy już w stajni. Rozsiodłałyśmy konie i odprowadziłyśmy do boksów konie. Przyszła ciocia.
-I jak było?-zapytała.
-O, hej ciociu... Ja przepraszam-okazałam skruchę.
-A za co? W końcu ciebie zaprosiłam-odpowiedziała i mnie przytuliła.
-Nie gniewasz się?-spytałam z nadzieją.
-Nie, nie gniewam się-uśmiechnęła się do mnie-Aniu, bardzo ci dziękuję.
-Ależ nie ma za co-odpowiedziała.
-Zbieracie się, czy zostajecie na trochę?-zadała nam pytanie ciocia.
-Nie wiemy. Bo mamy jutro do szkoły. Trzeba by się przygotować...
-Nie dokończyłyśmy, gdy ciocia powiedziała, że 30 minut nam nie zaszkodzi. W sumie racja. Poszłyśmy do domu cioci. Przesiedziałyśmy te pół godziny. Było sympatycznie. Ciocia nam zaproponowała podwózkę. Odpowiedziałyśmy, że damy sobie radę. Zamówiłyśmy TAXI. No znając życie nie przyjeżdżało. W końcu się zjawiło. Wsiadłyśmy i nawet nie patrząc na kierowcę powiedziałam, aby podjechał na dany adres.
-A witam panie ponownie-uśmiechnął się kierowca. Tak! To był ten miły szarooki taksówkarz!
-O dzień dobry!-powiedziałyśmy chórem. I znowu nam czas szybko i żartobliwie minął. Podwiózł nas pod mój dom. Pożegnałyśmy się i znowu dał nam -10% zniżki. Ania miała blisko, ale do połowy drogi między naszymi domami, podprowadziłam ją. Wróciłam do domu.
-Mamo? Jesteś?-zapytałam.
-Tak córciu. Aż tyle czasu byłaś w sklepie?-zapytała zdziwiona.
-A to długa historia. Zmęczona jestem, jutro ci opowiem.
-Zgoda.
Poszłam się umyć. Jak zwykle powiedziałam mamie "Dobranoc". Spakowałam się i przygotowałam wszystko na jutro. Zmęczona szybko zasnęłam.
___________________________________________________
Heeej. Mam nadzieję, że się podobało. Krótki, ale dlatego taki, żeby coś było, bo teraz dni napięte są. :/ Komentujcie i czytajcie dalej, albowiem będzie, oj będzie!. ;d Sorki za błędy. :)

Super:D. Wstawiaj kolejne rozdziały szybko, bo umrę z niecierpliwości!
OdpowiedzUsuńbabka
Świetny jak zwykle*________*
OdpowiedzUsuńmam nadzieję,że chłopaki niedługo wrócą;))
Hahaha fajnie było kiedy dziewczyny gadały o Harrym i Elimce..mam nadzieję o więcej takich wątków:33
No i oczywiście czekam na romans tej dwójki :D
super rozdział piszesz jak prawdziwa pisarka
OdpowiedzUsuń