wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział: 28

-Słucham?!-krzyknęła Ania wypluwając z ust napój, który przed chwilą jej podałam. Wyglądało to dość dziwnie, ale przynajmniej wypłynęło z powrotem do szklanki. Wzięłam od niej naczynie i powoli schodziłam w dół po schodach, aby dojść do kuchni. Słyszałam jej szybkie kroki tuż za mną. To było wiadome, że nadal osłupiała pójdzie za mną.
-Jak on śmiał?! Nie spodziewałam się tego po nim-stwierdziła-Jest uroczy...przynajmniej był.
Szeroko otworzyłam oczy, słysząc z jej ust słowo 'uroczy'. Miał coś takiego w sobie, ale nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Podczas, gdy wykonywałam czynności potrzebne do (można by powiedzieć postawienia kolejnej kolejki napoju) słucham słów wypowiadanych przez dziewczynę.
-Skończony dupek! Utłukę go!-wrzasnęła i próbowała się wyszarpnąć z uścisku mojej dłoni. Spodziewałam się takiego jej zachowania, więc w ostatniej chwili złapałam ją za rękę.
-Uspokój się-powiedziałam stanowczo-Nie musisz się nad nim wyżywać. Przez to nie przywrócisz mu rozumu.
Trochę się uspokoiła, a ja puściłam jej rękę. Podałam jej napój.
-Dzięki-bąknęła.
-I to zawsze ciebie muszą spotykać takie sytuacje!-westchnęła znowu drążąc ten temat-Zawsze znajdzie się jakiś nieodpowiedni koleś, właśnie dla ciebie! Co ty w sobie masz, że przyciągasz takich palantów?!
-Uspokój się-rzekłam ostro.
Wiedziałam jak reaguje na takie sytuacje. Zawsze coś się w niej gotowało, kiedy słyszała podobne, nowe nowinki. Szanowałam to, kiedy stawała w mojej obronie, ale czasem przesadzała. Po chwili ciszy znów się odezwała:
-Pamiętam... Zawsze miałaś pecha do chłopaków. Nie trafiałaś na tych co zwą się 'książętami z bajki'. Ani innych, podobnych do nich. Przyciągałaś do siebie można by powiedzieć, tę ciemną stronę-wtargnęła się krótka pauza, między jej zdaniami-Jak my się o ciebie martwiłyśmy...-położyła dłoń na ustach, kciukiem pocierając policzki, próbując zagłuszyć westchnienia oraz zetrzeć łzy-Oh, mała Ema!-rzuciła mi się na szyję odstawiając szklankę na blacie. Mocno ją przytuliłam.
Martwiłam się o nią. Zawsze bardziej przejmowała się moimi rozterkami, niż własnymi problemami. Miała gdzieś swoje życie, zanim nie pomogła 'naprawić się' mojemu.
-Ugh..przepraszam...-szepnęła, dalej będąc w moim uścisku. Traktowała mnie jak siostrę, co ja odwzajemniałam. Strasznie nie podobało mi się to zdrobnienie 'Ema'. Była w tym nielicznym gronie, którym pozwalałam się tak nazywać. Zapomniała się, więc przeprosiła. Zawsze tak robiła.
-Bardziej się przejmujesz mną, niż sobą. Ja sobie jakoś poradzę. Jeżeli kiedyś pójdę na dno, nie mogę pociągnąć ciebie za sobą-powiedziałam.
-Zawsze będziemy w tym razem-uśmiechnęła się tym samym kończąc swój stan. Była moją podporą, zawsze mogłam na nią liczyć. Tylko, że ona nawet nie wiedziała, jak bardzo darzę ją siostrzaną miłością. Nigdy jej nie doświadczyłam, ale starałam się, by ktoś kiedyś mógł jej doświadczyć. Chociaż Ania już ją miała-miała Rosalie. Rozluźniłam uścisk, kiedy stwierdziłam, że doszła do siebie.
-Nie pozbiera się, kiedy zobaczę go gdziekolwiek-syknęła-A to już jutro...
Lubiłam kiedy tak mówiła. Starała się być wtedy twarda, przez co zawsze mnie rozśmieszała.
-Oh! Cały czas mówię o tym jednym, a przecież powinnam mówić o tym drugim-szturchnęła mnie w bok.
Cóż..wracała do siebie...
-Nie sądzisz, że to było romantyczne? On przyszedł...i ciebie obronił przed nim...-rozmarzyła się.
Nic mi nie groziło, ale z jej punktu widzenia-właśnie tak. Nie widziała zdarzenia, a miała najwięcej do gadania.
-I..jak on tak podszedł do ciebie, a tamten palant wyszedł stamtąd.
Przypomniało mi się, kiedy Harry wyszedł z budynku, a Luke wyłonił się z ciemnej uliczki.
-To było takie...Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że go spotkałaś!-zaśmiała się-Teraz to nawet i ja mam mała, słodką cząstkę-pisnęła-Szkoda, ze nie rzucił mu wyzwania, to już byłoby całkiem romantyczne. Kiedy on by walczył dla ciebie...Taki twój bohater...-wyszczerzyła się.
-Tak. Harry to prawdziwy bohater-cicho powiedziałam śmiejąc się lekko z rozmarzonej Anki.


Loczek przyszedł pożegnać się z moją mamą. Na początku myśleliśmy, że także i z Anią, ale ta zaprotestowała mówiąc, iż ona również, razem z nami jedzie na lotnisko.
-Dobry wieczór, panno Elizabeth-zgrabnie się przywitał.
-Oh, przestań! Mów mi Betty-powiedziała z uśmiechem moja mama.
Szczerze mówiąc nie wiedziałam co mam myśleć. Kiedy odeszła Harry szturchnął mnie w rękę.
-Idziemy na górę?-spytał cicho odwieszając swój płaszcz.
Kiwnęłam głową. Ania została z moją mamą w kuchni. Miały coś zrobić dla chłopaków. Nie miałam bladego pojęcia co wyczarują. Pociągnął mnie w stronę schodów. Szybko znaleźliśmy się przed wejściem do pokoju. Przepuścił mnie pierwszą, po czym głośno zamknął drzwi...
*upss*
Wydało mi się, że aż za głośno...
Nie wiedziałam jak, od czego zacząć, więc tylko stałam i przyglądałam się chłopakowi. Było już późno, w moim pokoju panował półmrok. Chmury odsłoniły księżyc, którego światło idealnie padało na Harry'ego.
Idealne rysy twarzy, bujne loki, pięknie wyrzeźbione ciało...dołeczki które sprawiały moją niemałą radość.
Zaraz...zaraz....dołeczki...
Po paru minutach zdałam sobie sprawę, że przyglądam się jemu jak głupia, a on widząc mnie uśmiecha się. Zarumieniłam się. Jedynym plusem tej sytuacji było światło, które nie docierało do miejsca, w którym stałam, nie pozwalając na dojrzenie mojej twarzy.
-Może usiądziemy?-zagłuszył ciszę.
Ruszyłam w jego stronę, a on już siedział na moim łóżku. Dosiadłam się obok niego. Trochę głupio się czułam. Ani słowem się nie odezwałam, to on zaczynał jakąkolwiek konwersację, jeśli już taka miała miejsce.
-Przysuń się bliżej mnie.
Posłusznie zbliżyłam się do chłopaka. Dotknęliśmy się ramionami.
-Mam na ciebie zły widok-mruknął.
Nie wiedziałam w tamtej chwili co to miało znaczyć, ani co miał za miar zrobić...
Lewą ręką popchnął lekko moje plecy, zmuszając mnie do zajęcia pozycji stojącej. Przysunął mnie bliżej siebie tak, abym była naprzeciw niego. Nie byłam pewna co miał zamiar zrobić. Złapał mnie za udo i pociągnął w swoją stronę, kładąc je obok swojego prawego biodra, to samo zrobił z moją drugą nogą.
Skończyło się na tym, że siedziałam na jego kolanach. Moje nogi, leżały po obu stronach jego talii. Zaczął rozmowę, w którą całkowicie się wsłuchałam. W końcu mogliśmy normalnie porozmawiać, gdzie żądna nieproszona osoba nie znajdzie sobie miejsca w tej rozmowie. Wszystko co mi opowiadał, było niezmiernie ciekawe. Siedziałam z uwagą wsłuchując się w jego słowa, kiedy temat zatrzymał się na piłce nożnej.
-Chciałbym zobaczyć jak grasz-szepnął.
-Prawdopodobnie zobaczysz, bo jestem w drużynie-wypaliłam śmiejąc się.
W tamtej chwili nie pomyślałam nawet o jego reakcji. Powiedziałam nawet nie zastanawiając się, co takiego nagadałam.
Delikatnie przygryzł dolną wargę. Jego ruch był nagły. Nawet się nie zorientowałam, kiedy zatrzymałam się na jego kroczu. Szczerze mówiąc, w tamtej chwili czułam się niekomfortowo. Jedną ręką objął moje plecy. Nie mogłam się wydostać z jego uścisku, ani zmienić pozycji. Uśmiechnął się widząc moje zmagania. Musnął swoim policzkiem mój, szepcząc:
-Bardzo chciałbym zobaczyć jak się ruszasz...
Zamurowało mnie. Nie mogłam kompletnie nic z siebie wydusić. To było nie do osiągnięcia. Cmoknął mnie w policzek, by po chwili dotknąć moich ust. Złożył na nich delikatny pocałunek, który przerodził się w coś żywszego. Kompletnie się w nim zatraciłam. Nie panowałam nad ruchami-nie panowałam nad niczym. Moja ręka dotknęła jego włosów, po czym palce automatycznie wplotły się w jego loki. Widać spodobało mu się to, mruknął cicho i kontynuował dalej. Jego ręka zaczęły przemieszczać się w dół. Dłonią, zatrzymałam jego ruch, ściskając mocniej nadgarstek chłopaka. Mocno do mnie przywarł. Jeżeli nie pozwalał sobie na więcej, mogłam tak pozostać. Na moje nieszczęście to znów miało miejsce, z mała różnicą... Pozbawił mnie jakiegokolwiek ruchu ramionami. Swoją ręką trzymając moje ręce w swojej dłoni, starał się mnie przytrzymywać, abym nie zleciała z jego kolan. Drugą zaś...Ugh...Zatrzymał na moim pośladku i lekko ścisnął. Z moich ust wydobyło się niechciane, ciche jęknięcie. On miał zupełnie odmienne myśli na ten moment. Wejście mojej mamy w tedy do pokoju było ostatnim czego chciałam.
-Już wszystk...ooooo-ułamek sekundy przerwy-Już uciekam...
Automatycznie odwróciliśmy głowy w stronę drzwi. Usłyszeliśmy szybkie zbieganie ze schodów. Wybuchliśmy głośnym śmiechem, chłopak opadł na łóżko, a ja tuż obok niego.
-Nigdy więcej w moim pokoju-głośniej zaśmiałam się.
-Nie ma sprawy-ukazał swoje dołeczki.
-Zdaje mi się, że musimy już iść-zerwałam się z łóżka i ruszyłam w stronę kuchni. Tuż za mną podążał Harry. Kiedy wstąpiłam do kuchni na polikach mojej mamy, wylewał się róż.
-Oh, wy już zeszliście...Um...Myślałam, że jeszcze troch...No cóż w takim razie ja wam wręczę prowiant na drogę.
I zaczęło się przedstawienie. 'Do widzenia', 'Trzymaj się', 'Pozdrów wszystkich' itd...Moja mama nie miała litości. 'Uważajcie na siebie', 'Nie wpadnijcie w nic'...
ŻE-NA-DA
-Aha! I dla waszego tego słodkiego chłopca, blondynka. Przygotowałam więcej, na wypadek, gdyby chciał się zabrać za wasze-uśmiechnęła się szeroko.
-Mamo, nie pogrążaj się-mruknęłam wychodząc jako ostatnia.
Szczerze mówiąc nie wiedziałam, jak ten chłopak słuchając tych miłych słówek, jeszcze normalnie reagował na wszystko. Kiedy zamykałam drzwi, widziałam jak mama wspina się po schodach, aby zajrzeć do mojego pokoju. Oh, mamo!


-Chłopcy, co wy wyprawiacie?-spytałam oszołomiona ich ruchami.
-Niall nam wszystko powiedział-zabrał głos Louis.
-Ale ja nic nie mówiłem!-stwierdził blondyn zajadając się kanapką-Em, twoja mama robi świetne kanapki.
-Dzięki...No, ale powiedz przynajmniej, co im nagadałeś!-uniosłam głos.
Harry stał obok mnie i tak samo jak ja, kompletnie nie wiedział o co im chodzi. Chociaż ich ruchy były jednoznaczne, nadal nie wiedzieliśmy, na jakieś podstawie tak sądzą. Anka uśmiechnęła się tajemniczo.
-No, słucham! Co macie nam do powiedzenia? Czy my o czymś nie wiemy?-wtrąciłam się.
-Wręcz przeciwnie! Przecież jak byliście w twoim pokoju, Emila...to raczej wiecie co robiliście, nie?-rzekł Niall nie okazując żadnych uczuć, zabierając się za kolejną kanapkę.
Loczek stał osłupiały, a mnie oblał rumieniec na policzkach. Zrobiło mi się strasznie gorąco, pomimo tego, iż parę minut wcześniej trzęsłam się z zimna. Próbowałam ukryć barwę moich polików. Niestety ich kolor został zauważony nieco wcześniej...
-Czyli jednak!-krzyknął Zayn i przybił reszcie chłopaków high five'a.
-Ale my nawet nie... To nie... My... Do niczego nie doszło!-krzyknęłam-Niall! Co ci wpadło do głowy takie głupstwa opowiadać?!
-Też mnie to zdziwiło, byliście cicho... Strasznie cicho... Harry mógł się postar...-nie dokończył.
Zmroziłam go wzrokiem. Odwrócił się na pięcie i schował za resztą chłopaków i Anią.
-Wmawiajcie sobie...-usłyszałam cichy głos, nie mogłam odróżnić, kto był autorem tych dwóch słów.
-Hej! Nie było tam nikogo z was!-odezwał się Harry.
-No właśnie, Haz. Tam nikogo nie było z nas-powiedział Louis z większym akcentowaniem nikogo nie było.
Zaczęły mnie nachodzić myśli, czy aby na pewno warto z nimi zaczynać jakąkolwiek dyskusję.
-Dobra, dajcie im już spokój-odezwał się Liam-Lepiej już chodźmy.
Li zepsół chłopakom zabawę, a mnie i Hazzę można powiedzieć wyratował. Nasze pożegnanie na początku, nie było takie jak w filmach. Kto by chciał ryzykować, aby przez jakichś ludzi rozniosły się niezliczone plotki..?
Harry jednak chyba chciał...
Rzucił torby i pobiegł w moją stronę, aby jego wargi przywarły do moich ust. Objęłam go. Był ode mnie tylko nieco wyższy, co ułatwiało sprawę.
-No nie migdalcie się tak!-krzyknął Louis.
-Cześć, mała-szepnął, zanim chłopcy ruszyli w jego stronę.
-Cześć-jedynie odpowiedziałam. Obok mnie stanęła Ania, machając do nich. Posyłała buziaki Niall'owi. Spoglądałyśmy za nimi, zanim zniknęli nam z pola widzenia.
-No, chodź już. Ten czas szybko minie-uśmiechnęła się do mnie ciepło.
Miałam wielką nadzieję, że właśnie tak to się stanie.


Pożegnałam się z Anią. Każda z nas ruszyła w swoją stronę, w swoim kierunku. Nieco przyśpieszyłam kroku, aby znaleźć się jak najszybciej w swoim domu. Było już strasznie późno, nieco przed 23. Z każdym szelestem lub krokami, miałam złe przeczucia.
A jednak dotarłam szczęśliwie do domu. Przed drzwiami do domu usłyszałam łkanie. To było łaknie kobiety, w tym wypadku mojej mamy. Szybko odszukałam swoich kluczy i czym prędzej otworzyłam drewnianą powłokę. Kiedy drzwi się uchyliły, słyszałam wyraźny szloch. Jakieś ruchy, szmer butów. Cicho zamknęłam drzwi i pospiesznie ruszyłam do holu. Miałam niebywale duży dom. Kiedy stanęłam w progu, serce mi zamarło. Ukazał mi się mężczyzna, w garniturze krzyczącego coś. Trzymał wysoko  rękę, jakby chciał zaraz uderzyć moją mamę. Ona stała lekko skulona, cała zapłakana. Nie myśląc ruszyłam szybko w ich stronę.
-Gdzie to wszystko jest?!-wykrzyknął jeszcze, zanim zauważył moją obecność, ale kiedy się już tak stało, z całej siły wykręciłam jego rękę, aby przytrzymać ją na jego plecach. Wygiął się i lekko jęknął z bólu, kiedy przywarłam nim mocno do ściany. Nie panowałam nad sobą, ale cieszyłam się, że potrafiłam obezwładnić owego mężczyznę. Jego usta były rozchylone, szczęka mocno przywierała do ściany, na którą rzuciłam kolesia.
-Czego od niej chcesz?!
-Uspokój się, kochanie-szepnął.
Właśnie wtedy usłyszałam polskie słowa, wydobywające się z jego ust
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?!-mocniej przycisnęłam nim do ściany. Miał około 40 lat. Może trochę mniej. Wyglądał na zadbanego mężczyznę. Nie był brzydki. Nie to, żebym leciała na jakichś starszych, ale przyznam, że jak na swój wiek wyglądał oszałamiająco dobrze. Jak na mężczyznę, oczywiście.
-Córciu, wypuść mnie-powiedział.
Lekko rozluźniłam uścisk. Nie z wysłuchania jego prośby, tylko ze zdziwienia. On nie...On nie mógł być moim ojcem, to byłoby niemożliwe...Kiedy poczuł, że nie jest już tak mocno trzymany, próbował się wydostać. W ostatniej chwili, ponownie mocniej przywarłam nim do ściany.
-Wiesz co? Nie znam ciebie. Nigdy nie byłeś moim ojcem. I czy to się tobie podoba czy nie, ja nie jestem twoją córką. Więc wynoś się!-warknęłam i przeprowadziłam go do drzwi wyjściowych. Puściłam go i otworzyłam na oścież drzwi.
-Nie wracaj mi tutaj.
-Wiesz, inaczej sobie wyobrażałem nasze pierwsze spotkanie, córeczko-powiedział próbując dotknąć mojego policzka.
Odepchnęłam go lekko i natychmiast zamknęłam przed nim drzwi, zabezpieczając je, aby nikt nie mógł wejść. Osunęłam się po drzwiach, zakrywając dłonią usta, aby jakoś stłumić wydostające się stamtąd odgłosy łkania. Mama podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
-Daję dla ciebie zły przykład-szepnęła.
-Nie, mamo. To nie jest twoja wina...Ale powiedz...Kto to był?
Brak odpowiedzi.
-Mamo?-wstałam na równe nogi.
Dalej brak reakcji.
I wtedy mnie olśniło.
-Pokój!-krzyknęłam i rzuciłam się w stronę schodów. Wpadłam do pokoju i ujrzałam...
Właściwie to mogłam powiedzieć, że nic nie zobaczyłam-prawie nic w nim nie było. Jedynie łóżko, kwiatek, szafa, biurko...Można by powiedzieć, że podstawowe rzeczy. Moja kołdra leżała na ziemi. Schyliłam się, aby zobaczyć czy niczego nie ma pod łóżkiem-pusto. Zawsze były tam jakieś moje rzeczy. Czy to długopisy, czy wiele innych rzeczy. Kwiatek był wywrócony, ledwie leżał na parapecie. Szybko go ustawiłam w pionie. Lampka na biurku również leżała wywrócona, ją również postawiłam. Słyszałam kroki mojej mamy. Nie było mojego laptopa. Zajrzałam pod biurko. W szafkach nie było żadnych moich rzeczy. Nie było ani plecaka, ani torby. Zajrzałam do szafy-pusto, nie było tam żadnych moich ubrań. Szafki na bieliznę?-nic. Zdjęcia, ramki?-nie było. Atlasy, podręczniki, książki, ćwiczenia, mazaki, piórniki-żadnego śladu. Album?-'zginął'. Niczego nie było. Zaglądałam wszędzie-bez skutecznie. Opadłam bezsilnie na łóżko.
-Mamo? Gdzie są moje rzeczy? On je zabrał?-spytałam drżącym głosem.
-Nie, nie. Schowałam je, wszystkie twoje rzeczy są bezpieczne-odpowiedziała starając zachować opanowanie.
-Ty..t-ty wiedziałaś, że on przyjdzie? T-tak?
W odpowiedzi kiwnęła głową.
-Kim on w ogóle jest? Przecież on nie może być moim ojcem!-krzyknęłam z przerażenia-On n-nie...On nie może być moim ojcem!
Próbowałam sobie wmówić...-..cóż, kłamstwo.
Mama przysunęła się do mnie i mocno objęła.
-To jest skomplikowane...On...Oświadczył mi się. Kiedy dowiedział się o ciąży..uciekł. Uciekł jak jakiś tchórz! I wtedy poznałam...
-Mojego ojca...
-Jak wolisz-przerwała próbując wymusić uśmiech-I on mnie pokochał, jak i ciebie. Wzięliśmy ślub...i...-wtuliła się w moje ramię.
To był dla mnie cios, ale rozumiałam ją. Przynajmniej wiedziałam z jakim typem mam do czynienia.
-Już wiem, mamo. Już nic więcej nie musisz mówić...-szepnęłam mocniej ją obejmując. 
-Wyleciał do Anglii. Nie sądziłam, że jeszcze go zobaczę.
-Tak właściwie dlaczego on tu przyszedł?-wtedy doszłam do wniosku, że dobijam mamę, zadając jej kolejne pytanie, ale czasu nie da się cofnąć.
-Nie mam pojęcia. Ale chciał mieć coś twojego. Zawzięcie wszystko przeszukiwał, ale kiedy niczego nie znalazł, wściekł się. Dziękuję, że wtedy przyszłaś-uśmiechnęła się.\
-Kiedy chciałaś mi o tym powiedzieć?
-Miałam nadzieję, że on zniknie..W odpowiedzi tylko ucałowałam ją w czoło.
Zaczęłam się zastanawiać, co tak nagle skłoniło go, do odnalezienia mnie. Zaczęłam dalej wypytywać mamę. Ona spokojnie odpowiadała, zaspokajając mój głód niewiedzy. Zadawałam jej tylko te najpotrzebniejsze dla  mnie pytania-trochę ich było.
-Mamo, a swoje rzeczy dostanę?-uśmiechnęłam się blado.
-Chodź ze mną-wyciągnęła w moją stronę rękę.
Pociągnęła mnie na poddasze. Podobno miał być tam remont za jakiś czas, więcej pokoi. Zobaczyłam, że kieruję się w stronę ogromnego kartonu.
-To tutaj?
-Tak, trochę tego miałaś-westchnęła otwierając ogromny karton-Znieśmy to.
Mama wzięła jeden koniec, ja drugi. Zaczęłyśmy znosić niebywale ciężką tekturę do mojego pokoju. Postanowiłam, że wyjmę z kartonu tylko te najpotrzebniejsze rzeczy, za to następnego dnia wszystko rozpakuję. 
Łazienka była w tamtej chwili najlepszą rzeczą, dzięki której mogłam o tym wszystkim, choć na chwilę zapomnieć. Wzięłam długą, relaksującą kąpiel. Mogłam choć na chwilę odetchnąć.
_______________________________________________________
 Hejjo! :*
Przepraszam, za ten okres czasu...
Po prostu miałam pustkę w głowie...
Roiło się od wejść! Niezliczenie wiele wejść. ;p
Mam nadzieję, że podoba Wam się to, co czytacie.
Ogromnie Wam dziękuję!
Pozdrawiam! :)
PS Przepraszam za jakiekolwiek błędy! Później poprawię. ;)

1 komentarz:

  1. Dlaczego przeczytałam "bardzo chciałbym zobaczyć jak się ruchasz" ...? Nie, nic ._______________.
    o bos...ten rozdział oibhufttrunoinibutrgoiniuhutrd :o Hazz i Emilka sami w pokoju, bez komentarza ^^
    normalnir wczuwalam się, jakbym sama tam była ugh...w jaki sposób ty to opisujesz!!:3
    No i jeszcse powiedział, że chciałby widzieć jak się rusza...hahahha mam wątpliwości co do znaczenia tych słów, ale okk:D
    I rozwaliła mnie jeszcze ta mama wchodząca do pokoju, a potem rozmowa z chłopakami, hahahhahaha Lou, Zayn i Niall wymiatali XD
    No i jeszcze na koniec ten ojciec... Hu hu hu tyle się działo ^^
    Mam nadzieję, że już nie powróci :))

    OdpowiedzUsuń