W każdym razie nie tylko on mi zaprzątał głowę. Luke. Ten to przechodził sam siebie. Nie mówiąc już o tamtym wieczorze. Dlaczego ja go musiałam spotkać? Szpital powinien być jednym z tych bezpieczniejszych miejsc. Dłonie i nadgarstki nadal mnie bolały, a przy 'obronie' mamy, jeszcze bardziej je sobie okaleczyłam.
Wracając. Czułam się idiotycznie. Po rozmowie odbytej w szkole. Zamiast skończyć tę znajomość, ja już trzeci raz daję jej szansę. Głupia ja, potrafiłam mu wybaczyć.
Ta szansa jest ostatnia-trzecia i ostatnia...
-Dobrze się czujesz? Cały dzień jesteś jakaś nieprzytomna-machnęła ręką przed moimi oczami Judy, po czym się odsunęła i zaczęła coś krzyczeć. Jej głos rozniósł się echem po ogromnej hali. Wybiegła przede mnie i widząc brak ruchu niedaleko nas, znów podeszła do mnie.
-Hm? Kto ci tak głowę zaprząta?-uśmiechnęła się.
Raczej co. Zresztą rozmyślanie nie było jedynym efektem braku moich działań.
Byłam niewyspana. Jeśli to w ogóle można było nazwać spaniem. Podczas 2 godzin snu, ani trochę nie wypoczniesz.
-Ty powinnaś biegać, hallo! A nie stać tutaj ze mną.
-Może i powinnam-odpowiedziałam cicho.
-No tak. W takim stanie, to byłby cud, jak nie upadłabyś.-podbiegła dalej, podając piłkę i z powrotem wracając do mnie-Czy ty w ogóle mnie słuchasz?
Wywróciłam oczami.
-Tak. Doskonale słyszę każde twoje słowo.
-Słyszeć, to nie znaczy słuchać. Naprawdę, nie myśl już o tym. Może z czasem mu przejdzie. Skoro się tobą nie opiekował, to i teraz nie będzie. Pochodzi, pochodzi, a jak zobaczy brak zainteresowania swoją osobą, tutaj jako ojcem, zaprzestanie tych swoich dalszych prób.
-Tsaa..
-Chociaż, jeżeli jest tak uparty jak ty...W każdym razie, spróbuj się chociaż na czymś skupić.
Łatwo jej tak powiedzieć! Pokręciłam głową, oddalając się od niej, próbując skupić się na grze, bądź czymkolwiek z nią związanym. Cóż, powiem szczerze, że łatwo nie było.
-Trzeba coś z tobą zrobić. Zaraz mi tutaj zaśniesz. Nawet porządnie piłki kopnąć nie potrafisz. Może idź już do domu, źle wyglądasz.
-Dam radę.
-Minęło raptem 20 minut, a wyglądasz, jakbyś harowała cały dzień!
-To nic takiego...-mruknęłam.
Usłyszałam pisk, a następnie Judy.
-Emila!
-Auć!-i wtedy coś do mnie dotarło.
Osunęłam się na kolana. Moje ciało bezwładnie odbiło się od podłoża, zostawiając mnie w pozycji leżącej z podkurczonymi nagami. Zobaczyłam turlającą się obok piłkę. Ręce dotykały mojego brzucha. Ból-tak to jest trening. Sekundę później zdałam sobie sprawę, że dostałam skórzaną kulą, prosto w brzuch.
-Dostałaś piłką, mówiłam ci, żebyś odpoczęła.
Och..Serio? Nie poczułam i zapewne nie mam teraz czerwonego kółka na brzuchu. Świetnie.
-Wszystko w porządku?-no i wkracza trenerka. Rewelacja.
-Tak.
-No, panienko. Idź już do domu. Musisz naprawdę odpocząć.
-Przepraszam-usłyszałam cichy głosik spomiędzy głów pochylających się nade mną.
-Blair, nic nie szkodzi-mruknęłam wstając.
-Idziemy-wycedziła Judy ciągnąc mnie za sobą.
-Leander [1] ! Zostaw mnie, dam sobie radę!
-Właśnie widzę, wracam z tobą, zaraz mi tutaj zemdlejesz.
Rzeczywiście, mogłam sobie odpuścić naukę, jak powiedziała mama. Ale nie przypuszczałam, że ona zawsze ma rację. No może prawie zawsze.
Ten dzień wkracza chyba na listę tych dni najgorszych. Już 3 przypadki, o których chciałabym zapomnieć, och, a może los przygotował mi coś jeszcze?
-Shh...-zgięłam się w pół kiedy ból zaczął narastać.
Kątem oka zauważyłam jak moja towarzyszka ze współczuciem na mnie patrzy.
No nie jestem kaleką, heloł!
Popchnęła mnie lekko w stronę łazienek...
-Idziemy...Nie mam na ciebie sił...
Co? To ona nie ma na mnie sił? Niezły joke.
-Tak mamo.
Spojrzała na mnie wymownie, po czym znów ruszyłyśmy do WC. Nie ma to jak skończyć w łazience...
-Chodź tutaj-machnęła ręką w celu przywołania mnie do kranu z wodą. Oczywiście poniżej znajdował się mały zlew. I woda jeszcze z niego nie uciekała? To cud.
Judy uniosła moją koszulkę i wręcz zamarła w miejscu. Jej prawa ręka powędrowała na usta, oczy się rozszerzyły, a tamta dłoń którą podniosła w moją stronę, momentalnie opadła przy jej boku.
Wyglądała co najmniej jakby zobaczyła ducha...Ale nie...W tym wypadku na pewno nie.
Krew? Nie no, do krwi chyba mi nic nie zrobiła...
-Nie no, nie musi być, aż tak źle-podniosłam swoją koszulkę i spojrzałam w dół-Omg!-i wtedy zrobiło mi się słabo, kiedy już myślałam, ze padnę tam jak kłoda, znalazłam jakieś siły, że przytrzymać się ściany. To było już oklepane, och, ach i mdlenie.
Co to było? Nie licząc tego nadal podrażnionego, czerwonego miejsca, zmalował się jeszcze siniaczek...Oh. Jak słodko...Nie byle jaki siniaczek. Może nawet i wielkości tej piłki.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że czepiam się o byle co, w taki mini sposób. To chyba przez mleko, dzisiaj rano wypiłam prawie całą butelkę...
-O czym myślisz?-spytała dochodząc do siebie.
-O nietolerancji laktozy...
-Przepraszam? Słucham, że o czym?-przechyliła głowę w bok uważnie mi się przyglądając.
-Nie ważne.
-A ten mój brzuch... Cudowny, prawda?
-Hej, nic ci nie jest?-usłyszałam za sobą zdyszaną dziewczynę.
Natychmiast odwróciłam się w jej stronę.
-O.MÓJ.BOŻE.
Jeju, ale jestem głupia... Zamiast puścić, tę biedną koszulkę, cały czas trzymałam ją podniesioną.
-Blair, to nic. Uspokój się-próbowałam. Ale kogo by to uspokoiło?
-Co? Ja mam być spokojna, Em? Przecież t-to, co masz na brzuchu, to moja wina!
-To nie jest twoja wina, po prostu za mocno kopnęłaś, a ja byłam totalnie wyłączona. Jedyną osobą, która tutaj zawiniła, jestem ja, okej?
-Ale to ja ją kopnęłam.
-Ale to nie było zamierzone. Nic się nie dzieje, jest dobrze. Siniak zniknie, a ból przejdzie. Łatwo mi przychodzą jakieś zadrapania, czy siniaki. Gdybym była wami, na pewno bym tego nie miała, uwierzcie.
-Twoja skóra jest za delikatna, kochanie-usłyszałam śmiech Judy-Aż się boję co miałabyś na sobie, chodzi mi tutaj o te twoje siniaczki, po jakimkolwiek kontakcie z chłopakiem. Ale kontakcie, chodzi mi...ekhem...intymn...
-Dość-warknęłam. Moje policzki zalały się rumieńcem.
One miały z tego niezłą uciechę.
-Między mną, a jakimkolwiek chłopakiem do takiego zbliżenia nie doszło-powoli wycedziłam każde odrębne słówko, by zapadło im to w pamięci-Zrozumiano?
-Tak, tak-Judy szturchnęła stojącą obok Blair. Zaczęły się śmiać-A Harold?
-Z kim ja żyję?
-Z nami.
-To było pytanie retoryczne, Blair.
Odkręciłam kran. Woda zaczęła wydobywać się z metalowej rurki. Zimna, przyjemna woda. Opłukałam swoją twarz, by trochę ochłonąć i orzeźwić. Nic a nic nie pomogło. Sięgnęłam po swoją torbę, w której odłożyłam chusteczki. Wyciągnęłam jedną i przetarłam delikatnie swoją twarz. Spojrzałam w lusterko-nie było źle, było wręcz...-dobrze.
Usłyszałam dźwięk odkręcającej się znów wody. Mokrą już, jednorazową chusteczkę wrzuciłam do kosza.
-Trzymaj-Judy.
-Twoja...Bandana. Po co ty ją..moczyłaś?
Ah, ja nieinteligentna. Przewróciła oczami.
-Trzymaj-nie lubiła się powtarzać.
-Dzięki.
Podniosłam znów koszulkę, i przyłożyłam zimną chustę do brzucha. Syknęłam z bólu. Naprawdę była lodowata.
-Miałaś szczęście, że nie trafiła trochę wyżej.
-Tak, z pewnością-spiorunowałam ją wzrokiem.
Zachichotała cicho.
-Byłby niezły ubaw, jeśli jacyś chłopcy przechodziliby niedaleko.
***
-Mamo! Nic mi nie jest!
-Widzę właśnie-prychnęła.
Mamo, to było niegrzeczne z twojej strony!
-Posmaruj sobie tą maścią.
-A potem może jeszcze opatulę się bandażem.
Wysłała mi wymowne spojrzenie.
-Dokładnie tak.
Uh... Wzięłam do ręki Al.. Mniejsza o nazwę.
-Będę się kleić i 'pachnieć' tym żelem.
-Skoro chcesz przez tydzień chodzić z bolącym brzuchem, a jeszcze więcej mieć ślad po tamtej sytuacji, to proszę bardzo.
-Dobra.
Mama zgrabnie podała mi bandaż elastyczny, a ja ruszyłam na górę. Weszłam do łazienki. Przeczytałam napis: Opaska elastyczna u...
Każdy wie jak to się nazywa. Podniosłam bluzkę i tuż pod biustonoszem związałam supełek. Świetnie, przynajmniej nie spadnie. Wycisnęłam trochę lodowatego żelu i zaczęłam delikatnie wsmarowywać maść w moje obolałe miejsce. Miałam już zamiar przestać, bolało niemało. Ale musiałam to wytrzymać. W końcu to tylko zwykły siniak. Wyciągnęłam bandaż z opakowania i zaczęłam nim owijać mój brzuch. Uh... Przy mocniejszym ściśnięciu..no po prostu musiałam się starać to robić tak delikatnie, jak chyba nigdy. Szybko zmyłam pozostałość po mazi i zbiegłam na dół, by oddać to mamie.
-Wszystko w porządku?-spytała.
-Zdaje się, że tak. Dzisiaj znowu go spotkałam.
-Kogo?
-No tego typka. Znaczy spotkałam...Zobaczyłam, gapił się na mnie. Mówię ci, on mnie śledzi...Przynajmniej dzisiaj.
Mama nic nie odpowiedziała, pogrążyła się w myślach. I po co ja jej to mówiłam. Czasami mam niewyparzony język.
-Dobrze więc. Idź na górę.
Zrobiłam jak kazała, ale z ociąganiem. Rozłożyłam się na łóżku. Było dobrze. Wygodnie, cicho i spokojnie. Kiedy usłyszałam dzwonek telefonu, zakryłam twarz poduszką. Chwila... Ktoś do mnie dzwonił...Natychmiast odebrałam.
-No co tam, Maleńka?-Michał?!
-Ouh...Hej.
-Kochana, nie rozmawiałaś z nami. I co my z tobą zrobimy?
-Skarbie, jeśli chcesz możemy przecież zawsze pogadać na Skype...
-Świetnie. Właśnie taką odpowiedź chciałam usłyszeć.
-No, to poczekajcie tylko komputer odpali-uśmiechnęłam się.
-Dobra, nara Maleńka.
Och. Nie ma to jak zakłócić mój spokój. Sięgnęłam po laptopa, leżał na mojej szafce nocnej. Włączyłam sprzęt i czekałam. Zdziwiło mnie jego szybkie działanie. Wow.
Włączyłam Skype i widziałam masę dostępnych ludzi. Dawno nie używałam tego urządzenia. Oh, chłopaczek dzwoni.
-Halo?-pierwsza zaczęłam konwersację.
-No co tam, Mała?-usłyszałam jego głos. Eh, nic nas ze sobą nie łączyło i nie łączy. Po prostu taki przyjaciel.
-Ej! My też mamy prawo do głosu-Magda. Natychmiast włączyła kamerkę, ja zaś zapaliłam lampkę i zrobiłam to samo. Rozwiązałam bluzkę, by swobodnie opadła na mój brzuch Oni nie mogli tego zobaczyć.
-Boże! Jak ty się zmieniłaś!-uczuciowa Magdusia-Jak ci włosy pociemniały...
-Nie przesadzaj-mruknęłam.
-Ej, ona ma rację.
-Ada, chyba wiedziałabym je...
-Słuchaj ty widzisz siebie codziennie, dlatego szczegółów nie dostrzegasz.
-No, taka piękniutka..
-Michał, spadaj.
-Taka prawda.
-Oj. Weź, bo się zarumienię....-mrugnęłam parę razy rzęsami.
W odpowiedzi dostałam buziaczka. Ojej.
Podczas, gdy z nimi rozmawiałam, odwiedziłam parę stron internetowych-plotkarskich. I na wszystkich były artykuły, między innymi: 'Harry Styles ma dziewczynę?' , 'Kolejna panienka wokalisty?' itd... To było żałosne. Nawet nie chciałam otwierać żadnego z tych linków. Wyolbrzymianie spraw i zapewne wiele różnych ploteczek na nasz temat. Och, ile ja bym mogła się dowiedzieć!
Uh...Muszę odpocząć.
-Przepraszam za brak pracy domowej, pani profesor. Źle się czułam-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Dobrze-uśmiechnęła się-Podejdź do swojego stanowiska.
Uwielbiałam nauczycieli tutaj. Powiesz im, że nie mogłeś, zapomniałeś, i kłopotów nie robią. Ogólnie nauka tutaj, jest o wiele przyjemniejsza. Na lekcjach typu-fizyka, chemia-zamiast teorii jest praktyka. To uwielbiam. Zajęcia z gotowaniem, technika, jakieś nauki o obsłudze. Różni ludzie przychodzą na zajęcia, tłumaczą nam wiele. Niektóre wykłady są nudne, a niektóre wciągające. Parę dni temu był mężczyzna, który mówił o narkomanii. Tak, temat wykręcony, ale pokazał, jak kończą ci, którzy korzystają z tego typu używek, i nawet się w to wciągnęłam. Znaczy nie w narkomanię oczywiście, ale w jego wykład. Przykładał się do tego co mówił. No cóż, wszyscy słuchali i uważnie się mu przyglądali, jakby od tego miało zależeć ich życie. Nie interesujące, ale są uroki nauki w Anglii. No cóż, następnego dnia idziemy na paintball. Zresztą często się gdzieś tutaj wychodzi. Te szkoły to azyl. Ostatnia lekcja chemii i wreszcie do domu.
No i zabrzmiał dzwonek. Wreszcie wracam do domu, tylko tyle było mi potrzeba-odpoczynku. Nie wytrzymałam. Po prostu przeczytałam tamte linki i komentarze. I wtedy zobaczyłam, że nie jest źle. Prócz tych komentarzy typu: 'Co?' Nie wymienię więcej, są tragiczne, ale było o wiele więcej tych przyjaznych.
Było już późno. Słońce schowało się za horyzontem. Wracałam sama. Samotnie, jak mi się wydawało będę miała więcej czasu na przemyślenia. Które i tak zdawały się krążyć wokół tych niepożądanych.
-Wszystko w porządku?-spytała.
-Zdaje się, że tak. Dzisiaj znowu go spotkałam.
-Kogo?
-No tego typka. Znaczy spotkałam...Zobaczyłam, gapił się na mnie. Mówię ci, on mnie śledzi...Przynajmniej dzisiaj.
Mama nic nie odpowiedziała, pogrążyła się w myślach. I po co ja jej to mówiłam. Czasami mam niewyparzony język.
-Dobrze więc. Idź na górę.
Zrobiłam jak kazała, ale z ociąganiem. Rozłożyłam się na łóżku. Było dobrze. Wygodnie, cicho i spokojnie. Kiedy usłyszałam dzwonek telefonu, zakryłam twarz poduszką. Chwila... Ktoś do mnie dzwonił...Natychmiast odebrałam.
-No co tam, Maleńka?-Michał?!
-Ouh...Hej.
-Kochana, nie rozmawiałaś z nami. I co my z tobą zrobimy?
-Skarbie, jeśli chcesz możemy przecież zawsze pogadać na Skype...
-Świetnie. Właśnie taką odpowiedź chciałam usłyszeć.
-No, to poczekajcie tylko komputer odpali-uśmiechnęłam się.
-Dobra, nara Maleńka.
Och. Nie ma to jak zakłócić mój spokój. Sięgnęłam po laptopa, leżał na mojej szafce nocnej. Włączyłam sprzęt i czekałam. Zdziwiło mnie jego szybkie działanie. Wow.
Włączyłam Skype i widziałam masę dostępnych ludzi. Dawno nie używałam tego urządzenia. Oh, chłopaczek dzwoni.
-Halo?-pierwsza zaczęłam konwersację.
-No co tam, Mała?-usłyszałam jego głos. Eh, nic nas ze sobą nie łączyło i nie łączy. Po prostu taki przyjaciel.
-Ej! My też mamy prawo do głosu-Magda. Natychmiast włączyła kamerkę, ja zaś zapaliłam lampkę i zrobiłam to samo. Rozwiązałam bluzkę, by swobodnie opadła na mój brzuch Oni nie mogli tego zobaczyć.
-Boże! Jak ty się zmieniłaś!-uczuciowa Magdusia-Jak ci włosy pociemniały...
-Nie przesadzaj-mruknęłam.
-Ej, ona ma rację.
-Ada, chyba wiedziałabym je...
-Słuchaj ty widzisz siebie codziennie, dlatego szczegółów nie dostrzegasz.
-No, taka piękniutka..
-Michał, spadaj.
-Taka prawda.
-Oj. Weź, bo się zarumienię....-mrugnęłam parę razy rzęsami.
W odpowiedzi dostałam buziaczka. Ojej.
Podczas, gdy z nimi rozmawiałam, odwiedziłam parę stron internetowych-plotkarskich. I na wszystkich były artykuły, między innymi: 'Harry Styles ma dziewczynę?' , 'Kolejna panienka wokalisty?' itd... To było żałosne. Nawet nie chciałam otwierać żadnego z tych linków. Wyolbrzymianie spraw i zapewne wiele różnych ploteczek na nasz temat. Och, ile ja bym mogła się dowiedzieć!
Uh...Muszę odpocząć.
***
-Dobrze-uśmiechnęła się-Podejdź do swojego stanowiska.
Uwielbiałam nauczycieli tutaj. Powiesz im, że nie mogłeś, zapomniałeś, i kłopotów nie robią. Ogólnie nauka tutaj, jest o wiele przyjemniejsza. Na lekcjach typu-fizyka, chemia-zamiast teorii jest praktyka. To uwielbiam. Zajęcia z gotowaniem, technika, jakieś nauki o obsłudze. Różni ludzie przychodzą na zajęcia, tłumaczą nam wiele. Niektóre wykłady są nudne, a niektóre wciągające. Parę dni temu był mężczyzna, który mówił o narkomanii. Tak, temat wykręcony, ale pokazał, jak kończą ci, którzy korzystają z tego typu używek, i nawet się w to wciągnęłam. Znaczy nie w narkomanię oczywiście, ale w jego wykład. Przykładał się do tego co mówił. No cóż, wszyscy słuchali i uważnie się mu przyglądali, jakby od tego miało zależeć ich życie. Nie interesujące, ale są uroki nauki w Anglii. No cóż, następnego dnia idziemy na paintball. Zresztą często się gdzieś tutaj wychodzi. Te szkoły to azyl. Ostatnia lekcja chemii i wreszcie do domu.
No i zabrzmiał dzwonek. Wreszcie wracam do domu, tylko tyle było mi potrzeba-odpoczynku. Nie wytrzymałam. Po prostu przeczytałam tamte linki i komentarze. I wtedy zobaczyłam, że nie jest źle. Prócz tych komentarzy typu: 'Co?' Nie wymienię więcej, są tragiczne, ale było o wiele więcej tych przyjaznych.
Było już późno. Słońce schowało się za horyzontem. Wracałam sama. Samotnie, jak mi się wydawało będę miała więcej czasu na przemyślenia. Które i tak zdawały się krążyć wokół tych niepożądanych.
***
PAINTBALL-uwielbiam to. Szaleństwo. Masakra, bez krwi. 'Rzeź' nieumiejętnych osóbek. Innymi słowy-moje zwycięstwo. Tak, moja skromność...
-Jezu! Ciebie jeszcze nikt nie trafił!-pisnęła Blair.
-Jak zaczniesz mnie zagadywać to się to zmieni...-mruknęłam rozglądając się wokół. Jak się cieszyłam, ze w tym lesie były grube pnie! Stare, dobre drzewa, sporo ich było.
-A właśnie. Annie i Judy potrzebują pomocy. Aha! Lesley i Sue są z nimi...-zatrzymała się-No i ja też! Chłopcy do nas strzelają nie mamy szans!
Ehh... Cóż trzeba było iść na ogień.
-Dobra...-podążyłam za nią.
Kiedy tak za nią dreptałam-uważałam. Dlatego ani razu nikt mnie nie trafił, a ona po drodze dostała dwa razy.
-Ej może rozglądaj się i unikaj tych strzałów-kiedy to szepnęłam, natychmiast się skuliłam i podbiegłam za najbliższe drzewo.
Blair szła w moją stronę z kolejną plamą.
-Dzięki-mruknęła.
-Mówiłam, żebyś uważała-uśmiechnęłam się niewinnie.
Zobaczyłam je. Ukrywały się za ogromnym kamieniem, były niedaleko. Szybko do nich podbiegłam, Blair była tuż za mną.
-No, to jaki macie plan?-spytałam natychmiast.
-My? My nawet wyjść nie możemy. Kiedy tylko się wychylimy, ktoś do nas strzela-Judy chyba nie wierzyła w naszą potęgę.
-Dobra. Jedna z was musi się na chwilę wychylić. Ale bez broni w ręku. Reszta ma się rozglądać i powiedzieć, czy kogoś zauważyły. Jeśli ktoś się wyłoni, 'przynęta' natychmiast schyla się, a ja...No chyba, ze wy też chcecie, strzelamy do wroga, jasne?
-Tak-odpowiedziały chórem.
-No, to świetnie.
-A kto będzie naszą przynętą?-spytała Lesley.
-Blair-odpowiedziałam automatycznie i bez namysłu.
-Co?! Dlaczego ja?
-Bo najwięcej razy ciebie trafili. Ciesz się, że nie gramy normalnie. Po pierwszym strzale byłabyś już wyeliminowana. Jednak weź ten marker, pomyślą, że coś knujemy...
Szczerze? Już na pewno wiedzieli.
-Na trzy, Blair-poinstruowałam. Kiwnęła głową w odpowiedzi.
-Raz...dwa...trzy!
Jak na zawołanie stanęła ponad głazem. Dziewczyny zaczynały wyglądać.
-Jest!-szepnęła Sue. Blair się schyliła, a ja wycelowałam w chłopaka. Dostał, ale nie uciekł, ani się nie przewrócił tylko zachwiał. Korzystając z okazji, zaczełyśmy do niego strzelać.
Au! Dostał z 7 razy.
-Ha! Dostał w serducho!
-Dobry pomysł.
Tak, wiele zasługuję swojej taktyce, której nie mam. Tak jakoś samo wychodzi...
-Nie możemy się ukrywać, trzeba ruszać.
Bałam się z tamtej strony tylko jednego-właśnie Luke'a. Miał chyba tylko dwie plamy na torsie. Nigdzie więcej.
I kiedy już myślałam, że ten mój pomysł był do bani i przegramy, dziewczyny zmogły swoją siłę, dzięki pewnej, dla mnie krępującej sytuacji...
~~
Ja i Sue, poszłyśmy razem, Blair z Anią, a Judy z Lesley. Nasze grupki, poszły w inne strony. Ania również dobrze radziła sobie w tej grze, więc mało doświadczona w tym Blair, była z nią. Drużyna chłopaków, na której czele był..ughh-Luke, chyba się tego nie spodziewała. Nie spodziewała się naszego wyjścia i dobrego chowania się, jednak próbowali w nas trafić. Dziewczyny całkiem nieźle się skrywały. Ale kiedy Lesley dostała, wnerwiona Blair wyszła z kryjówki. Ania nie wiedząc co ma robić, kompletnie zdezorientowana ruszyła za Blair, by ją powstrzymać. Judy, kiedy kierowała się w naszą stronę, została również trafiona, co tym bardziej rozzłościło Sue. I tak były na linii ognia. Nie wiedziałam co mam robić, więc próbowałam do nich dołączyć. Trafiałam w chłopaków, dziewczyny się jakoś zbierały, i zaczęły szukać kryjówek. Ja miałam być tą, co odwróci ich uwagę, ale nie wiedziałam, że wszyscy chłopcy skupią się na mnie. Byłam blisko drzew, ale i tak by mnie trafili, więc zaczęłam się ruszać i kiedy czułam, że zaraz będę cała w różnobarwnych kolorach, ktoś mnie złapał i upadłam. Mój bolący brzuch się odezwał.
Zaraz po tym usłyszałam:
-Hej, wstawaj!
-Kapitan się tak nie zachowuje!
-Pomagasz wrogowi!
Na początku myślałam, że to któraś z naszych, ale kiedy usłyszałam 'kapitan'..uh. Poczułam jak ktoś stawia mnie na nogi. Odwróciłam się w jego stronę... No i mnie nic nie zadziwiło.
Oh Luke, myślisz, że mi zaimponujesz?
Zobaczyłam rozbawienie w jego oczach.
Ciekawe czy się uśmiechał, cwaniaczek?
Odwrócił się do mnie plecami i pociągnął za sobą tak, abym nie mogła być trafiona, przez żadnego z jego kompanów. Schował mnie za drzewem po czym ruszył w ich stronę. Na swoich plecach miał... Raz..dwa..Doliczyłam się 17 różnych plamek. Jednak nie trafiali po jednym razie na głowę...
Ciekawe czy się uśmiechał, cwaniaczek?
Odwrócił się do mnie plecami i pociągnął za sobą tak, abym nie mogła być trafiona, przez żadnego z jego kompanów. Schował mnie za drzewem po czym ruszył w ich stronę. Na swoich plecach miał... Raz..dwa..Doliczyłam się 17 różnych plamek. Jednak nie trafiali po jednym razie na głowę...
-Co ty zrobiłeś?-zapytał jeden z nich.
Trzeb było przyznać, że rozmawiali całkiem głośno, co pozwalało mi na podsłuchanie ich.
-Pomogłem.
-Przeciwnikowi! To do ciebie nie dociera?
-To zabawa, nie wojna.
-Wiemy, ale...
-Rozumiem, grupą strzelać, na grupę. Ale wy wszyscy chcieliście trafić w jedną osobę. Czy nie uważacie, że to nie jest trochę... nie fair?
Och... To było jednak całkiem miłe z jego strony.
Ale kiedy usłyszałam, słowa: 'Rozumiem, grupą strzelać, na grupę.' , zrozumiałam, że mamy z dziewczynami szansę. Szansę na zemstę/sukces...
Dałam im znać, kiedy tamci byli zajęci sobą i zaczęłyśmy ich ostrzeliwać. Nie przypuszczali, ze zrobimy coś takiego, więc to wykorzystałyśmy jak najlepiej.
~~
Ostatecznie pogodzili się ze swoją porażką. Miałyśmy świetny ubaw. Cały czas z dziewczynami rozmawiałyśmy o tym co się stało. Płeć męska zaś, udawała, że nie słyszy i zajmowała się swoimi sprawami. Czasem na nich spoglądałyśmy, a oni na nas. Zwykłe spojrzenia. Największe zainteresowanie wzbudził jednak temat związany ze mną i nim. To była dopiero sensacja. Na paintball'u byliśmy podzieleni na grupy. Nie była tam tylko nasza klasa. Wracaliśmy autobusem wynajętym na rzecz wycieczki/imprezy *niepotrzebne skreślić*. Dziewczyny siedziały z tyłu, a chłopcy z przodu. Siedzieli w takim jakby kółeczku. Każdy ze swoich siedzeń w rzędach, siadał z boku i brał udział w konwersacji. U nas wyglądało to podobnie, z tym że jeszcze miałyśmy na samym tyle więcej miejsc. Niektórzy przybijali tak zwane piątki Luke'owi, a mnie dziewczyny szturchały, ruszając wymownie brwiami. Nawet ci i te, którzy byli w innych grupach podczas gry, robili to samo.
Spojrzałam na Luke'a. Rozmawiał z nimi, był wyraźnie radosny. Nagle on odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Mówił coś do nich, nadal się we mnie wpatrując. Uśmiechnął się szeroko ukazując biel swoich zębów.
Och...Poczułam, że zaraz się zarumienię, więc spuściłam wzrok.
Wysiedliśmy przed szkołą. W sumie nie było zimno, coś ponad plusem, około 3 stopni, ale granie było trudniejsze. Widziano ciebie, po odwzorowywaniu się na białym tle, szczególnie, jeśli ktoś był w plamach. Śnieg utrudniał przemieszczanie się, widać było ślady, słuch również był pomocny. Kombinezony były grubsze. Mieliśmy inne zamiary, ale ktoś powiedział o tym, i reszta jak na zawołanie zmieniła zdanie.
-Halo? Słuchasz?-Judy zaczęła machać ręką przed moją twarzą.
-Tak, tak..
Zaczęła coś dalej mówić, raczej do całej grupy, tak więc nie przejmowałam się tym dalej. Szłyśmy wolno całą tą grupą rozmawiając.
W pewnym momencie ktoś złapał mnie za rękę. Natychmiast się odwróciłam.
-Em, wracasz z nami...Oohh...-zatrzymała się Ania-Widzę, że masz już towarzystwo-w jej głosie dosłyszałam nutkę podniecenia.
______
Leander [1] - nazwisko Judy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz