Szybko
wyjęłam zawartość koperty na kanapę. Sięgnęłam po list. Czytając małą
karteczkę, uśmiechnęłam się. Potem sięgnęłam po bilet, a raczej bilety.
Odwróciłam karteczkę. Uprzedzenie, w którym było napisane o zabraniu
swojej przyjaciółki.
"Hm Ania się ucieszy"
-Aniu, pozwól na chwilę.
-To jak, od kogo?-spytała zaciekawiona-Co tam jest?
-Nic. Mamy zaproszenia, a raczej bilety-zaczęłam, kiedy Anka mi przerwała:
-Masz na myśli...koncert..ich?-takie pytanie zadała z podkreśleniem na słowo 'ich'
-Tak.
Nie wiedziałam co się z nią stało, ale siedziała z oczami wpatrzonymi w jeden punkt, a to raczej był telewizor. Dlaczego w telewizor? Myślałam, że w wejściówki, a tu proszę...
-Jeżeli to on, to nie wpuszczaj-jęknęła Ania.
-A
dlaczego sądzisz, że to akurat on?-spytałam. Zmarszczyła brwi na znak
swojej racji. Podeszłam do drzwi, a kiedy je otworzyłam, myślałam, że
nie wytrzymam...
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam z lekką nutą pogardy w głosie.
-Przyszedłem przeprosić...-zaczął Luke.
-Nie wiem po co. Leć do tej barbie.
-Co ty mi tutaj wyjeżdżasz z barbie?
-Ma
rację, że wyjeżdża z barbie. Przecież wiesz, jak bardzo nas nienawidzi i
wzajemnie, i jeszcze nas zapraszasz? A sory, i nie tylko ona tam była. Co
ty sobie myślałeś?-do rozmowy wtrąciła się oburzona Ania.
-A co sobie miałem myśleć? Miałem nadzieję, że jak przeproszę, to będzie spokojnie.
-To
następnym razem jej nie miej. Co, nie usłyszałeś jej tych docinek i
podtekstów wobec mnie? Przecież ona równie dobrze traktowałaby mnie jak
powietrze i tak okazała swą łaskę i droczyła się ze mną.
-A to moja wina?
-Tak, twoja!-wykrzyknęłyśmy w tym samym momencie.
-Gdyby
tam jej nie było, a może nas, to nie musiałbyś teraz tutaj przychodzić-syknęła
Ania, po czym zamknęła drzwi. Oparłyśmy się o nie po czym się po
nich zsunęłyśmy.
-Niech teraz je gruz, cygan-powiedziała z pogardą.
-A dlaczego akurat cygan?-uśmiechnęłam się.
-Ty, tak właściwie nie wiem, nic do nich nie mam-stwierdziła wyliczając na palcach kogo toleruje. Zgodnie z pierwszym planem miałyśmy zajść do kuchni. Zjadłyśmy coś na szybko-proste kanapki.
Jakiś czas później...
-Eh!-jęknęłam po raz kolejny rzucając poduszką. Ale, co jeśli on na prawdę nie wiedział, że będzie aż tak dziwnie? Skąd on miał to wiedzieć? Ale z drugiej strony, nie lubiłyśmy się..ba, pałałyśmy do siebie nienawiścią. Z tym, że ja miałam jakąś nadzieję na poprawę tych relacji, ale druga strona raczej nie. Szkoda mi Olivii. Dalej zachowuje się jak mała dziewczynka i słucha swojej "królowej". Jest nawet sympatyczna.
-Panie prezes...-szybko odczytałam wiadomość. Mogłam przykryć się poduszką, rzucić telefonem, wyjechać, zmienić numer...wymieniać do nieskończoności. Wybrałam jednak spokojne odczekanie i zastanowienie się. Wynikiem moich namysłów był wybuch śmiechu. Już sama nie wiedziałam co mam zrobić. Śmiać się, czy płakać. Szczerze mówiąc, to z mojej strony to było trochę zabawne, ale z drugiej..chłopak był ambitny. Spróbował drugi raz...
-Mamo, niedługo będę-mruknęłam.
-No dobrze, ale uważajcie na siebie-powiedziała-Aniu, wpadaj do nas kiedy chcesz i na jak długo.
-Dobrze skorzystam-uśmiechnęła się.
Kiedy wyszłyśmy z domu, prawie od razu zaczęłyśmy rozmowę.
-W końcu przyjechała-westchnęła-Podobno kogoś ze sobą zabrała, szczerze to nie wiem, ale jestem ciekawa. Ty za pewne też, prawda?
-Może...
-Czy to na prawdę nie jest cudowne? Nie wytrzymam, po prostu muszę to wiedzieć. Chodź, ruszaj się!
-Ruszam się, ruszam-mruknęłam.
-Ej, o czym tak rozmyślasz?
Gdyby się dowiedziała o czym, chyba by mnie udusiła...
-Kiedy ty się o tym dowiedziałaś?
-Godzinę temu-odpowiedziała z zastanowieniem-Właściwie to nie wiem, dlaczego wcześniej mi o niczym nie powiedziała.
W sumie tego co było, nie spodziewałabym się, chyba nigdy. Kiedy przekroczyłyśmy próg domu Ani..jej mama trzymała, małe śpiące niemowlę. Było piękne. Ania nie widząc wcześniej ciąży u swojej matki, o mało co nie zemdlała.
-Mamo, czyje to dziecko?-zapytała.
-Mojej znajomej. Zadzwoniła do mnie, kilka dni przed porodem. Mąż ją zostawił, nie miał tak po za nim tym bliskich. Niestety umarła, była za słaba, tylko dziecko odratowali. Dlatego przedłużyłam pobyt. Być może będziemy rodziną zastępczą dla Rosalie. Tak jeszcze ją nazwała Iwona. Dobrze, że pojechałam...
To był szok, Ania ledwie doszła do ściany, po czym się osunęła.
-Będę jej siostrą?-zapytała cicho. Była szczęśliwa, ale wyglądała marnie. Zaniosłam ją i położyłam na sofie w salonie. Przyniosłam wodę.
-Dzięki-jęknęła-Będę miała...nie swoją rzecz jasna, ale jednak...
Ja sama nie mogłam w to uwierzyć. Szkoda mi było tej kobiety. Ale cóż, nie można było nic poradzić. Takie życie. Ale dziewczynka miała szczęście.. Mama Ani wzięła na ręce dziecko i podeszła do mnie.
-Możesz ją na chwilę potrzymać?-spytała.
Kiwnęłam głową, po czym wyszła z salonu. Mogłam lepiej przyjrzeć się niemowlęciu. Było cudowne, małe, bezbronne. Ania usiadła obok mnie. Westchnęła i uśmiechnęła się.
Jeszcze parę minut byłam w domu Ani, po czym wracałam do domu. Szłam z głową spuszczoną w dół, rozmyślając o tamtejszym dniu.
-Hej-usłyszałam. Natychmiast obróciłam głowę. No tak..kto inny jak nie Luke!
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam.
-Wyszedłem na spacer. Odczytałaś wiadomość?
-Nie, jakoś telefon miałam wyciszony, nie słyszałam-powiedziałam..skłamałam..., ale wyszło mi bez większego entuzjazmu. Otóż to on napisał mi wiadomość. Żebyśmy się gdzieś spotkali. Nie miałam zamiaru w ogóle zwracać na niego uwagi. Ale cóż, jak się przylepił...
-Ej, daj mi szansę, chcę to naprawić. Nie chciałem, aby tak wyszło...To jak?-ostatecznie miał rację. W końcu skąd miał wiedzieć, że ona się tak zachowa? Nie jego wina.
-Dobra. Ale następnym razem jeśli już będziesz chciał mnie, to znaczy nas zapraszać, to może nie w jej towarzystwie. Umowa stoi?-wyciągnęłam rękę.
-Stoi-odpowiedział dumnie ściskając moją dłoń-Wstąpimy gdzieś?
-Nie. Chciałeś wyjść na spacer, tak? Możemy pójść do parku...
Tydzień później...
Tamten spacer..było całkiem sympatycznie. Nie licząc trójcy, to w szkole było wręcz bajkowo.
-Emila, ubrałaś się już?-zapytała zniecierpliwiona Ania.
-Tak-odpowiedziałam wychodząc z łazienki-Jestem gotowa.
-Wyglądasz bosko-stwierdziła.
Nałożyłam lekką, różową sukienkę.
-Ta sukienka, podoba ci się?-spytałam Ani.
-Ty głupolu, przecież powiedziałam, że wyglądasz świetnie! Idziemy! Nie zapomniałaś biletów?
-Wszystko mam-odpowiedziałam.
Przyznam, że trochę...kogo ja będę oszukiwać. Przez wejściem na arenę, ogromnie się denerwowałyśmy. Miałyśmy lepsze miejsca...ach te plusy! I nagle..światła gasną...Wstrzymany oddech i to, na co wszyscy czekali...
_____________________________________________________
Witam. Mam nadzieję, że ten rozdział dobrze się czytało. Zachęcam do komentowania. Przesyłajcie swoje opinie i pomysły!. ;)

No jasne, że dobrze się czytało!!;) dobrze, że Elimka pogodIła się z Lukiem. Jeeeeeej i jeszcze malutka Rosalie *_______* słodko byłoby ją ujrzeć w ramionach chłopaków :D
OdpowiedzUsuńNo i ten koncert....nie mogę się doczekać spotkania dziewczyn z 1D ^^
Kolejny cudowny rozdział :)
OdpowiedzUsuńFajnie by było, gdyby Emilka już zeswatała się z Harrym ;)
~Larry