Ehhh.. Kolejny dzień.
Nudny dzień. Tylko troszkę za ciemno... Ledwo co się podniosłam,
opierając ręce o łóżko. Dłonie z rana mam jak z galarety. Podniosłam
się. Wyjrzałam zza okna. Uhuhu... Ciemność. Zobaczyłam godzinę w
telefonie. 5:00. No taa... Za wcześnie na wstawanie. Rzuciłam się na
łóżko, wtulając się w poduszkę i okrywając szczelnie kołdrą. Było
strasznie zimno. Próbowałam usnąć, lecz bezskutecznie. Wierciłam się
ponad 30 minut. Dalej na próżno. Miałam zdolność, którą chyba mają
wszyscy ludzie. Kontroluję sen. Głupie nie? Czasem, kiedy nie dam rady
zasnąć wymyślam sobie coś (jednorożcee xd)dzięki czemu zasypiam. Taka
jakby bajka na dobranoc. Tym razem nawet i to nie podziałało. Leżałam
tak z oczami wlepionymi w sufit. Po około 10 minutach oczy zaczynały
"walczyć" z bezsennością i wygrały....
Obudziłam
się. Leżałam z przymrużonymi oczami przez kilka minut, rozglądając się
po moim pokoju. Wyciągnęłam rękę w poszukiwaniu telefonu i złapałam się
za coś twardego. No i mam telefon. Spojrzałam na zegarek, było około
8:20. Ociągając się próbowałam wstać. Usiadam na łóżku. Oparłam się o brzeg
mojego wyra, próbując się podnieść. Napięły mi się mięśnie rąk, na
których w tej chwili spoczywał prawie cały ciężar ciała. Powoli wstałam.
Oparłam się o szafkę nocną. Podeszłam do szafy i wybrałam
ciemno-niebieską sukienkę, ze złotym paskiem.
Ruszyłam
do łazienki. Po porannej toalecie ogarnęłam do tego jeszcze włosy.
Mniej więcej było dobrze. Chciałam zobaczyć, czy mama jest w
domu. Ruszyłam wolno do schodów, po których zeszłam na dół. Pobiegłam do
kuchni, gdzie stałą mama.
-Mamo! Jesteś jeszcze!-wykrzyknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Tak, jeszcze tak. Niedługo idę do pracy. Hmm.. Zjedz śniadanie-powiedziała.
-A co jest?-spytałam.
-Zobaczysz-po tym słowie przyniosła mi miskę i łyżeczkę. Wyglądało smakowicie...
-Co to? Wygląda przepysznie...-powiedziałam.
-To
są musli, banany i pralinki z jogurtem naturalnym. Otworzyłam
szeroko "paszczę", usiadłam do stołu i zaczęłam wsuwać śniadanie.
Po skończeniu śniadania, zsunęłam się troszkę z krzesła mówiąc:
-Mamo, takie śniadania, to ty powinnaś w restauracjach robić...
Mama się uśmiechnęła i powiedziała:
-Ojej! Musisz iść do sklepu. Ja ci zaraz wszystko podam... Już chwilkę...
-Mamo, o co ci chodzi?
-Już sekundkę, tylko ci napiszę...-o co jej chodziło, co ma napisać, czy to coś ważnego, a może tak sobie tylko..
-Mamo...
-Szukam...
-Mamo-zaczęłam się już się denerwować..
-Czekaj..-powiedziała obojętnie. O nie....
-Mamo!-wybuchnęłam. No ileż to można mówić-Co się stało, no!
-Jej, przepraszam. Wiedz, że całymi dniami nie będziesz w domu siedzieć.
-No iii???
-No
i to, że jutro do szkoły, bo dziś niedziela. Jeszcze jakieś sklepy są
otwarte, więc kup sobie coś na jutro. Zeszyty i książki są. Torbę masz.
Kup sobie jakieś ubrania, co chcesz. Możesz kupić jeszcze inn..-stanęłam
jak wryta, nie słuchałam co dalej mówi mama. Znowu ta szkoła! Jakby
jeszcze tego było mało, to nowa buda, w której nikogo nie znam. To był
horror w Polsce, a co dopiero tutaj! Już nie wiedziałam co mam na ten
temat mniemać, kiedy z zamyślenia wyrwała mnie mama...
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
-Nie...
-Ja tu wszystko tłumaczę, a ty nie słuchasz!
-Nie no... wiem.. szkoła, idę do niej.. książki.. sklep... Świetnie.
-Ehh...-westchnęła-Mam kończyć?
-Tak,
raczej tak-odparłam obojętnie. Nie zależało mi w ogóle na tej szkole,
nie znałam tam nikogo, a i tak za pewne znów będę sama..
-To ja ci napiszę na którą masz do szkoły, jakie masz lekcje i ile ich masz, ok?
-Dobrze mamo-ŻE-NA-DA... Znowu nauczycielki. W Polsce to one mnie do grobu doprowadzały.
-Już?-zapytałam.
-Chwileczkę..-przyśpieszyła pisać-O proszę, tam masz cały rozkład zajęć napisany i kto będzie ciebie uczył-podała mi karteczkę.
-Mamo, to będzie szkoła dla Polaków mieszkających w Londynie?
-Nie. Normalna szkoła. Nie pomyślałam...-troszkę jej uśmiech zszedł z twarzy.
-Heeej...
Mamo, nie jest źle. Ważne, że będę chodzić do szkoły. Poradzę
sobie-miałam nadzieję, że przekonałam mamę, że będzie dobrze. Ja w to
nie wierzyłam, ale jeśli to miałoby poprawić jej nastrój..To może być.
Rzeczywiście, jeden kącik ust mamy, powędrował lekko ku górze. Mama mnie
przytuliła i szepnęła:
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak, nie jestem małym dzieckiem-odpowiedziałam.
-No tak... Ja już się zbieram do pracy.
-No to leć. Może Ania ze mną pójdzie,ale wątpię..
-A
właśnie! Już się zbieram, ale muszę ci powiedzieć, że Ania będzie z
tobą w klasie. Jakoś załatwiłam.. A tak po za tym, to pieniądze
odłożyłam na blacie w kuchni. Dobra.. to ja wleczę się do pracy. Miłego
dnia kochanie-pomachała do mnie i wyszła. Nie wiedziałam co o tym
myśleć. Niby fajnie byłoby mieć znajomą w klasie, ale w sumie z drugiej
strony, ona już będzie mieć przyjaciółki.. Zobaczyłam, że nie zamknęła
drzwi. Podeszłam do wejścia i domknęłam "wrota". Poczłapałam do swojego
pokoju, dreptając po schodach. Dowlokłam się do telefonu, który
zostawiłam na łóżku. Położyłam się wygodnie na meblu. Wzięłam do ręki
sprzęt i odblokowałam go. Zobaczyłam na wyświetlaczu kopertę. Położyłam
palec na ekranie w miejscu z napisem 'Otwórz'. "Hej Emilko!:) Chcesz
gdzieś dzisiaj ze mną wyjść? Zadzwoń, bo czekam! Muszę cię zobaczyć. :3"
O ho! Ania napisała, tylko o której? 9:22, więc kilka minut temu.
Wybrałam z kontaktów Anię i zadzwoniłam. Po 3 sygnałach odebrała:
-Halo?-zapytała
-No hej Ania!
-No cześć Emiś. Masz dzisiaj już coś zaplanowane?
-No w sumie, to mam pójść do jakiegoś sklepu, coś sobie kupić...-i tak nie miałam co powiedzieć. Nie skłamałam, więc dobrze.
-A
o której masz zamiar tam iść? Do jakiego sklepu? Może do galerii? Co
chcesz kupić?-wyczułam w tym nutkę podniecenia..O ho, nie! Masę
podekscytowania!
-Czekaj! Może po kolei?-zaczęłam normalnie.
-Mogę z tobą iść?-zapytała wręcz błagalnie.
-No jasne! Miałam taką nadzieję, że ze mną pójdziesz-powiedziałam prawdę, bo lepiej z kimś, jak samej.
-Dobra, to gdzie i o której się spotykamy?-zapytała
-O 10 bądź u mnie, ok?
-Dobra. Do zobaczenia.
-No hej-rozłączyłam się. Przynajmniej pójdzie ze mną. Nie będę sama się szwendać po sklepie. Nie wiedziałam co robić. W końcu jeszcze pół godziny przede mną. Wstałam z łóżka. Zaczęłam przeszukiwać opakowanie po telefonie, w celu znalezienia słuchawek. W końcu je znalazłam. Powróciłam do leżenia na wygodnym posłaniu. Ustawiłam budzik na 10. W końcu odpłynęłam słuchając muzyki.
Pierwszym co po przebudzeniu miałam w głowie, to pytanie czemu budzik szaleje. Starałam się szybko uporządkować to, co muszę zrobić. A tak! Miałam iść z Anią do sklepu! Odłożyłam słuchawki na biurku i prędko zbiegłam na dół. Wyjrzałam z okna. Hmm.. Jeszcze jej nie było, więc postanowiłam coś przekąsić. Telefon odłożyłam na stole. Podeszłam do lodówki. W niej nic ciekawego nie znalazłam, za to w zamrażalniku... Galaretka! Uwielbiam galaretki. Było ich jeszcze 6? A po jakiego grzyba mamie tyle galaretek? Ehh...Czasem tej kobiety nie rozumiałam. Zamknęłam drzwiczki, wzięłam łyżeczkę i krocząc do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi. Może Ania? Z deserkiem w lewej ręce zmierzałam ku wejściu. Otworzyłam drzwi.
-Hej, mogę?-zobaczyłam Ankę z uśmiechem na twarzy.
-Jasne, proszę, wejdź-odpowiedziałam odwzajemniając uśmieszek.
-Widzę coś przed wyjściem?-zapytała, zdejmując buty i kurtkę.
-No tak...
-A co tak bez bitej śmietany?-wyszczerzyła się. Śmiesznie wyglądała.
-Aj nie wiem... W sumie to chyba nie ma, ale poszukam. Dzięki, że przypomniałaś.
-Spoko.
-A ty chcesz?-spytałam. Kiwnęła przecząco głową, chociaż po wyrazie twarzy Ani, dostrzegłam chęć na żelatynę.
-Ha! Nie gadaj, że nie chcesz! Zawsze masz ochotę na coś słodkiego! Chodź za mną i nie gadaj-uśmiechnęłam się. Pomaszerowałam do kuchni, a za mną stąpała Anka. Wyjęłam za zamrażalki drugą galaretkę i jej podałam.
-Dzięki. Dalej bez bitej śmietany?-uśmiechnęła się.
-A no tak... Już szukam-odezwałam się. Grzebałam w lodówce szukając bitej śmietany i znalazłam. Nie żałowałyśmy.
-Haha! Coś już chyba nie ma!-wykrzyknęła Ania. Zachowywałyśmy się w tym momencie jak małe dzieci.
-Zobaczysz, że jest!-nic już nie chciało wylatywać-Dobra nie ma! A teraz jedzmy. Smacznego-powiedziałam.
-Dzięki, tobie również-i zaczęło się opychanie. Wsuwałyśmy ile wlezie. Niestety mało tego było i szybko zniknęło... Nie brałyśmy kolejnych, bo może mama kogoś na dzisiaj zaprosiła. Nie wiedziałyśmy.
-Idziemy?-zapytałam.
-No jasne-!-krzyknęła z entuzjazmem!
-Euforiaaaa!
-Haha! Jest szał.
-Furia, a teraz z żywą furią idziemy na zakupy. Mam nadzieję, że mi doradzisz co kupić.
-I jeszcze pytasz! Oczywiście!
Wzięłam pieniądze i klucze. Podczas ubierania się dalej rechotałyśmy. Ona wyszła pierwsza, a za nią ja zamykając drzwi. Zamówiłyśmy taksówkę. Kiedy przyjechała ogarnęłam się!
-Ania!
-Co? Taksówka już przyjechała!
-Czekaj! Poproś, aby trochę kierowca poczekał!-szybko wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Wbiegłam do kuchni wkładając swój telefon do torebki. Wybiegłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi.
-Jestem!-krzyknęłam zasapana.
-Wow, szybko. Wsiadajmy-odpowiedziała.
Kierowca był uprzejmy i pogodny. Opowiadał czasem dowcipy. Było sympatycznie. Na koniec powiedział, że dla pań -10%. My się uśmiechnęłyśmy, a on na prawdę 10% mniej prosił zapłacić. Mało jest takich ludzi jak on. Miał 20 lat, mówił, że studiuje prawo. Miał blond włosy i piękne szare oczy(*,*). Wydawał się być spoczko chłopakiem. Ruszyłyśmy w stronę galerii. Szwendałyśmy się po budynku. W końcu wybrałyśmy się najpierw do ZARY. Nie wiedziałam co kupić. Podszedł do mnie jakiś mężczyzna i zapytał:
-W czym mogę paniom pomóc?
-Tak właściwie to jej-Ania pokazała na mnie.
-Nie wiem co kupić.
-Może doradzić?-zapytał.
-I tak nie mam pojęcia co kupić, więc przydałaby się pomoc-odrzekłam. Uśmiechnął się. Zaczął mi proponować różne ciuchy. Miał koleś gust. Miał około 30 lat. Rozmawialiśmy podczas wybierania ubrań. Ania też z nami rozmawiała. Wesoło się gawędziło. Aż tu nagle zawsze coś musiało spaprać mój dobry humor...Usłyszałam jak gadają między sobą jakieś dziewczyny w sklepie:
-Słyszałaś? Harry Styles chyba znalazł sobie jakąś laskę-powiedziała jedna.
-No. Może to koleżanka, przyjaciółka, ale na pewno jest bogata i ładna.
-No, na pewno z jakąś krową by nie gadał!-i w tym momencie zabolało mnie najbardziej. Jedna z nich spojrzała na mnie i słyszałam tylko śmiechy... Ania to widziała i powiedziała:
-I właśnie jeszcze dlatego chciałam jeszcze z tobą się spotkać...
___________________________________________________
Hejoo! :) Wejścia i komentarze idą w górę. Dziękuję Wam. :3 Czytajcie, a dowiecie się co się święci. Pozdrawiam. ;d
Sorki za błędy! Mam nadzieję, że doczytacie! :D


Jej! W takim momencie zostawiasz! ;<<
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział, ciekawe jak sie potoczy rozmowa Emilii z Anią, potem z Harrym :3
Wystawiając szybko następny bo ciekawie sie zrobiło! ;)
Szkoda mi głównej bohaterki, mam nadzieje ze jak już zostanie dziewczyną Stylesa to nie bedą o niej tak mówić:(
Ale akcji dowaliłaś! :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że bohaterka się nie popłacze, a jeśli tak to Harry ją pocieszy, może nawet coś więcej? ;>> Hahahaha.
No dobra, na razie wylatują na trasę ale mam nadzieję, że szybko opiszesz ich nieobecność ^^
Z niecierpliwością czekam na kolejny :)
larry