-Gdzie oni pojechali? Ehh..-westchnęłam.
-Nie martw się. Możemy w 2 pojeździć. Nie jest źle, nie?-odpowiedział. Ja się tylko uśmiechnęłam.
-Gdzie się nauczyłeś jeździć konno?
-Moja rodzina miała kiedyś konia.
-Aha... Przejedźmy się gdzieś.
-Dobra.
I pogalopowałam. Flicka była posłuszna, ale wyglądała jakby chciała być z Orlandem i Hazzą. Hmm.. Doganiali nas. Przyśpieszyłyśmy tępa, jednak na próżno. Byli tuż za nami. Zaczęliśmy się ścigać. Flicka biegła niebywale szybko. Dojechaliśmy do jakiejś polany. Było tam źródełko i ogromne drzewo. Przywiązaliśmy konie i usiedliśmy.
-Pięknie tutaj. Jeszcze nigdy tutaj nie byłam.
-Teraz jesteś.
Rozmawialiśmy. Nagle wrzasnęłam!
-Aaa!
-Co się stało?-zapytał
-W.w..WĄŻ!-krzyknęłam
-Wsiadaj na Flickę i odjedź stąd na razie.
-Ale..
-Jedź!-krzyknął. Odjechałyśmy jak kazał Harry. Ale ten wąż nie zwracał uwagi na Harry'ego i Orlando. Pełzł prosto na nas. To żmija, wyjątkowo jadowita. Znam się, bo często oglądałam filmy o groźnych zwierzętach. Był 2 metry od nas, a my nie mogłyśmy się cofnąć, bo za nami były drzewa, blisko siebie posadzone, nie przedostałybyśmy się przez nie. W tedy Harry coś krzyknął i pogalopował tak szybko jak tylko mógł. Wstał podczas galopu i zeskoczył prosto na gada, który chciał się już rzucać na Flickę. Orlando w porę wyhamował. Żmija jeszcze żyła, do czasu, gdy ogier przygniótł węża kopytami. Harry do mnie podszedł i się spytał:
-Nic ci nie jest?
-Nie, mi nic. A tobie?
-Mi też nic-uśmiechnął się. Dosiadł konia i dalej ruszyliśmy stępem rozmawiając. Słońce wyszło, zza chmur. Było pięknie. Przez szpary w liściach przeszywały się promienie słoneczne. Cudownie to wyglądało. Konie się zatrzymały. Zsiedliśmy z nich.
-Co się stało?-zapytałam.
-Nie wiem. Może są zmęczone...-odpowiedział. Wtem zarżały. Uśmiechnęliśmy się do nich. Flicka obróciła łeb to Harry'ego, potem do mnie i zaczęła machać z góry na dół i z dołu na górę głową rżąc przy okazji. Do niej dołączył Orlando. Zbliżyły się do siebie...
Ja i Harry spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Kiedy były dość blisko, przytuliłam Harry'ego.
-Dziękuję-powiedziałam. On dalej stał, nic nie odpowiadając, obejmując mnie. Lekko tylko się uśmiechnął. Pocałował mnie w głowę. Usłyszałam krzyki. Tak to chłopcy. Odsunęliśmy się od siebie. Wsiedliśmy na konie i podjechaliśmy do nich.
-I jak było?-spytali.
-Dobrze-wyręczył mnie w odpowiedzi Harry. Nie chciał im nic o tym mówić. Z resztą ja też nie.
-Która godzina?-spytał Liam.
-12:30-odpowiedziałam.
-Ok. Czekajcie! Jak my wrócimy?-zapytał Lou. Troszkę się zdenerwował, że nie znamy dorgi.
-Spokojnie. Flicka, Orlando, wasza kolej-powiedziałam stanowczo. Ruszyliśmy. Po około 30 minutach dotarliśmy do stadniny cioci.
-Bardzo inteligentne zwierzęta-powiedział Zayn.
-Bardzo-dodałam. Podjechaliśmy pod stajnię, rozsiodłaliśmy konie i prowadziłam je. W stajni nie było koni. Za pewne ciocia wyprowadziła je na pastwisko. Zaprowadziłam konie, na których jeździliśmy, na polanę do reszty. Gdy wróciłam, z domu wyszła Basia.
-Ale jestem głodny...-mruknął Niall.
-Potem zjesz, jak wrócimy-powiedziałam do żarłoka.
-A może u mnie zjeść-powiedziała ciocia.
-Ciociu! O 13 mieliśmy u nas jeść obiad-zdenerwowałam się.
-To przynajmniej wstąpcie na herbatkę-odpowiedziała.
-Dobra, ale za pół godziny jedziemy.
-Dobrze, dobrze. Chodźcie zapraszam.
Zaparzyła nam herbatę.
-I jak było?-spytała.
-Dobrze-powiedzieli chłopcy.
-A ty Emily, dobrze się bawiłaś?-zapytała mnie.
-Tak. Bardzo dobrze-odpowiedziałam.
-Cieszę się. Jeździliście razem?
-Rozdzieliśmy się-odpowiedział Niall.
-A kto z kim został?
-Emily i Harry zostali razem, a my odjechaliśmy. Potem się spotkaliśmy-powiedział Lou.
-A co porabialiście sami?
-Nic takiego. Jeździliśmy-odpowiedziałam.
-Rozumiem-odrzekła. Na szczęście udało się zmienić temat.
-Dobra jest już po 13:30. Ruszajmy-powiedziałam. Pożegnaliśmy się z ciocią, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Za kółkiem siedział Hazza. Milczeliśmy. Słychać było tylko samochód..
-A co będzie na obiad?-zapytał zniecierpliwiony Niall.
-Mama mówiła, że obiad niespodzianka. Sama nawet nie wiem co-odpowiedziałam.
-A coś słodkiego będzie?-dodał jeszcze.
-Tak
-A mogę wiedzieć co?
-Mogę tylko powiedzieć, ze ciasto.
Jechaliśmy dalej i w końcu dojechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy i weszliśmy do środka.
-Jesteśmy! Mamo!-zawołałam.
-Dobrze. Zdejmijcie buty, kurtki i wejdźcie-powiedziała.
-Usiądźcie sobie w salonie. Zaraz przyjdę-powiedziałam.
-Okay-usłyszałam chórek.
Poszłam do kuchni, do mamy.
-W czym pomóc mamo?
-Weź proszę talerze z rosołem na pierwsze danie i pomóż mi je rozstawić w jadalni.
-Okej mamo.
Wzięłyśmy zupy i postawiłyśmy na stole. Zostało jeszcze 3. Wróciłyśmy po ostatnie i rozstawiłyśmy.
-Chłopcy! Do stołu!-zawołałam.
Usiedliśmy na miejsca. Siedziałam daleko od Harry'ego. Niall'owi smakowało. Prosił o 2 dokładkę, bo 1 już zjadł.
-Niall, nie dostaniesz 2 dokładki-powiedziałam.
-Czemu?-zapytał
-Bo jeszcze 2 danie będzie-odpowiedziałam
-Zmieści się.
-Jak dostaniesz 2 dokładkę, to nie dostaniesz ciasta.
-Okej...
Pozbierałyśmy z mamą talerze do zupy i odłożyłyśmy do zmywania. Zabrałyśmy się noszenie talerzy z drugim daniem. Na drugie były gołąbki. Mmm.. Pycha. Mama nakładała na talerze, a z talerzami do jadalni chodziłam ja. Cóż. Gdy wszystkim zostało nałożone i podane, usiadłyśmy z mamą do stołu. Każdy ledwo co wpychając ostatnie ziemniaki i mięso patrzył, jak Niall je i chyba jeszcze nie ma dosyć... Osz..grubasek będzie. Zebrałam talerze i sztućce. Rozmawialiśmy tak i mama stwierdziła, że pora na szarlotkę. Nałożyła kawałki szarlotki dla każdego. Co jakiś czas ktoś zaczynał rozmowę. I tak minęły 3 godziny. Była 17 i zadzwoniła do mnie koleżanka. Wyszłam do salonu i z nią gadałam, siedząc na fotelu.
-Marti?-spytałam.
-Halo? Emilka?
-No hej.
-Hej. Tak długo ze sobą nie rozmawiałyśmy.
-Strasznie. A w ogóle czemu na Skypie nie rozmawiałaś z dziewczynami i ze mną?
-No bo ja chciałam tak z tobą porozmawiać, nie przy nich.
-Aha. To o to chodziło. To teraz masz okazję.
-Jak tam u was w Polsce, co?
-Śnieg i nudy..bez ciebie to nie to samo.
-Ehh.. przeżyjesz...
-Nie, no właśnie nie! Ja tu nie mogę wytrzymać!
-Martynuś, nie histeryzuj, bo ci się zmarszczki porobią.
-Walić zmarszczki ja tu się nie mogę doczekać dnia, kiedy przyjedziesz!
-O ho! Słownictwo jakie!
-Przestań! A w ogóle... Poznałaś kogoś?
-Tak. One Direction-powiedziałam spokojnie.
-Co?! Czemu mi nic nie powiedziałaś?
-Bo nie pytałaś, proste. A po za tym ty za nimi nie przepadasz.
-No niby nie, ale jak ty ich lubisz,to jak ich nie lubić?
-Ohh.. nie tłumacz się.
-A jacy są?
-Sympatyczni.
-A kochasz się w którymś?
-Oszalałaś chyba..oszalała moja żelazna Martynuś...
Zamknęłam oczy i rozmawiałam z nią. Gdy je otworzyłam..
-No wiesz Martynia takie życie.. AAAA! Harry! co ty robisz?! Poczekaj chwilkę.
-Ok. Ustaw na głośnik-usłyszałam w słuchawce. Tak też zrobiłam.
-Co?-zapytał zdziwiony Harry.
-No, co co? Jak mogłeś mnie tak przestraszyć, a do tego gdy rozmawiałam przez telefon!
-Nie chcę niczego mówić, ale ty do jego mówisz po polsku..tak więc ten...-usłyszałam z głośnika Martynę. Face palm!
-Przepraszam Harry, przepraszam...-mówiłam.
-Nic się nie stało. Słodko wyglądasz jak się złościsz i krzyczysz po polsku-uśmiechnął się-My już jedziemy W końcu musimy się spakować.
-Dobrze. Chwilka... Martyna? Zadzwonię później(rozłączyłam sie w tej chwili) To chodźmy. Pożegnałam się z każdym. Harry'ego zostawiłam na koniec. Gdy mama żegnała się z resztą ja podeszłam do Hazzy.
-Dziękuję loczku, że tak świetnie mogłam się z wami bawić, a szczególnie z tobą.
-Nie ma sprawy.
-Będzie mi ciebie brakować prze te 2 miesiące...
-Już za tobą tęsknię...-odpowiedział. Przytulił mnie. Gdy już miał odchodzić pocałowałam go..w policzek. Ten pokazał swoje dołeczki i odszedł. Nikt tego nie widział. Machałyśmy z mamą do nich na pożegnanie.
-Czekajcie!-krzyknęłam. Liam się zatrzymał, bo tym razem on siedział za kierownicą.
-Harry!-kiedy to usłyszał szybko pobiegł do mnie
-Co się stało?
-Nie mam twojego telefonu. Wymieńmy się.
Zapisaliśmy szybko swoje numery telefonów.
Odbiegł szybko znów do samochodu i wsiadł. Odjechali... Był około 18.30. Napisałam SMS'a do Martyny: "Hej, dzisiaj nie zadzwonię. Jestem zmęczona. :(", a ona szybko odpisała: "Okej. Zadzwoń jutro jak wstaniesz, albo po śniadaniu, dobra? :)". Odpowiedziałam: "Okej ;d"
-Mamo, zmęczona jestem. Pójdę się umyć i spać.
-Dobrze.
-Dobranoc.
-Dobranoc-odpowiedziała mama. Poszłam się umyć. Zaraz potem poszłam spać. Dość wcześnie, ale szybko usnęłam...
_________________________________________________
Myślę, że nie było źle. Wyświetlenia idą w górę. Oby tak dalej. Dziękuję Wam.(obyście się nie zanudzili) ;) Będę teraz rzadziej dodawać. Szkoła.. Sorki za błędy.Jestem do kitu...nie umiem pisać...

A szkoda,mże sie nie pocałowali xD
OdpowiedzUsuńFajnie, że w końcu cos o Polsce ;* (że nie wspomnę o koleżankach c; )
OdpowiedzUsuńAle super tooo
OdpowiedzUsuńYayyyy zaczytałam się tutaj, tyle akcji, zakończenie rozdziałów w takich momentach*O*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że bohaterka szybko się zejdzie z Harrym, ale że Hazza jest typem kobieciarza to mogliby zerwać i bohaterka by sie związała z kim innym np. Liam czy Zayn.
To tak dla rozwinięcia akcji:D
Fajnie, ze dużo o kontach tez tu piszesz podoba mi się to;)
Pozdrawiam
Larry
Sorry koniach
Usuńczadowe ten rozdział pełna profeska
OdpowiedzUsuń