sobota, 28 września 2013

Rozdział: 13

Jeju! Szybko pobiegłam do jadalni po Anię i szarpnęłam ją za rękę. Musiała jakoś ze mną porozmawiać.
-No co się stało, ze musisz mnie tak ciągać?-zapytała.
-No, to ja zadzwoniłam do Liam'a...-powiedziałam.
-I co, co? No opowiadaj!-miała być cicho, lecz podniecenie wzięło górę.
-No i ni co. Nie wiem co o tym myśleć...-wyszeptałam.
-Ale co mówił? Czy to coś, aż tak ważnego?-mówiła szeptem.
-No właśnie nie wiem. Powiedział, że nie wie czy to są złe, czy dobre wiadomości. Z resztą taka prawda..
-No mów. Przecież wiesz jak nie mogę się doczekać. No gadaj!-krzyknęła cicho. To był jakby pisk, szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałam jej odgłosów.
-Dobrze, uspokój się. Powiedział, że warunki pogodowe mogą się pogorszyć i nie mają jak wyruszyć dalej w trasę. Za pewne zaczniesz wrzeszczeć: wracają znowu do Londynu na jakiś czas. Podobno tak gdzieś na około jeden tydzień. Ale za to potem...-no tęsknię za tymi baranami! Choć tak mało się znamy to i tak pragnęłam, aby można było się z nimi w każdej chwili spotkać...
-No co? Co potem?!
-No potem ich nie będzie przez trzy miesiące! Ja nie wytrzymam!-no i się załamałam! Nie tak na poważnie, ale chyba nie przecierpię. Usiadłam na podłodze, przyciągnęłam do siebie nogi i je objęłam.
-Fajnie że przylecą, ale... Nie martw się. Będziemy z tobą-usiadła obok i uściskała mnie-No nie musisz rozpaczać.
-Co? Ja nie rozpaczam. Czy widzisz jakąkolwiek łzę? Nie? To  świetnie-uśmiechnęłam się-A teraz masz za karę...-zaczęłam ją łaskotać.
-Aaa! Nie! Zo.zostawww! Ał! Nie dźgaj mnie! O bosh!-i zaczęła płakać ze śmiechu.
-Dobra zostawiam. Jest 1:0 dla mnie!-wykrzyknęłam, wstałam i pobiegłam do jadalni.
-Jeszcze się zrewanżuję, nie martw się-mówiła wstając z podłogi. Przyszła do nas, usiadła na swoje miejsce (obok mnie) i spojrzała na mnie, jakbym była jakąś świnką do zarznięcia. I ten szyderczy śmieszek...
-A co wy tam dziewczyny tak krzyczałyście?-zapytała mama.
-A no bo ja łaskotałam..
-Dźgałam-poprawiła mnie Ania łapiąc się za brzuch.
-Łaskotałam Ankę no i ta krzyczała. No to dlatego-uśmiechnęłam się.
Posiedzieli u nas może półtorej godziny i poszli. A mama:
-Dobra, do lekcji!
-Ale mamo. Nic nie zadali!-odpowiedziałam. Dzisiaj akurat pracy domowej nie było z czego odrabiać. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Ciągle zastanawiał mnie ten ich powrót. Kiedy tylko oni przyjadą? Musiałam pozbierać myśli w jedną całość. Co mówił Liam? "Lecimy do Londynu"-hmm.. Tylko teraz, czy później. Dalej nie mogłam nic wymyślić, gdy dostałam olśnienia. Przypomniałam sobie, jak słyszałam co mówi jakaś kobieta. "Niedługo lądujemy" Tylko, czy to była ona, stewardessa? Liam w tedy musiał już kończyć. Hm.. Co jest grane? Chwila... To zaczyna się układać w całość! Tak! Li mówił, że musi kończyć, po tym jak usłyszałam ten kobiecy głos. Powiedział także,"lecimy do Londynu". Czyli, że oni..już wracają? To nie dawało mi spokoju. Wzięłam więc do rak laptopa, uruchomiłam i zalogowałam się na Twittera. Może coś dodali? Szukałam na próżno, gdy zobaczyłam post Harry'ego: "Nie martwcie się, do zobaczenia. Pora się cieszyć." Ciekawe co to miało znaczyć? "Nie martwcie się, do zobaczenia" to za pewne do fanek, które czekają na koncert. Ale "Pora się cieszyć"? Hemm.. Nie wiedziałam co to ma znaczyć. Próbowałam coś wymyślić. Śnieg chyba nadal prószył...Minęły już 2 godziny od rozmowy z Liam'em... Oparłam swoje łokcie o parapet i spoglądałam za okno. Cudownie. Niestety długo się nie nacieszyłam tą błogą ciszą oraz uroczym widokiem.
-Emilka! Zejdź tutaj na chwilę!-zawołała mnie mama. Om! Wyleciałam zza drzwi pokoju i pomknęłam szybko na dół.
-O hej Ania!-rzekłam.
-Hej. Em.. Masz czas?-zapytała nieśmiało.
-Ha! Jasne że mam, a co się stało?
-Chciałabyś się ze mną przejść na spacer?-zaproponowała. Fajnie byłoby gdzieś wyjść.
-Okay. Poczekaj chwileczkę, ubiorę się-szybko założyłam kurtkę i buty.
-Mamo, ja idę z Anią! Niedługo powinnam być. Nie martw się!-oznajmiłam. Wzięłam klucze, zamknęłam za sobą drzwi, a mama wyjrzała przez okno i pomachała do mnie.
-Ehh.. Jak miło jest z tobą gdzieś na spokojnie wyjść-powiedziałam. Lubiłam wyjścia wieczorem, o zmroku z kimś. Światła pięknie palące się. A zima! Niebieskie światełka wdzięcznie sie mieniły, w cieniach drzew.
-Chodź ze mną. Tam w zimę jest fantastycznie, no dawaj-zachęcała mnie Ania.
-A tam świecą się latarnie?-zapytałam uśmiechając się.
-No pewnie. Ruszajmy-trochę szłyśmy w ciszy. Rozmyślałam nad tym co mówił Liam? Ciekawe, czy już wrócili?
-To tutaj-odezwała się. Podniosłam głowę. Ah! Zjawiskowy widok!
Zapiera dech w piersiach! Zachwycałyśmy się jeszcze trochę tym widokiem, gdy zaczął się temat o butach. Tak, jak zaczniesz z kobietą rozmawiać o butach, to nie przestaniesz...
-No, a ja widzę, że ty masz tutaj jakiś mały obcas!-nawijała do mnie Anka rechocząc. Szłyśmy gadając, z wlepionymi oczami w nasze buty.
-A ty masz śliczne buty! Gdzie kup..Auć!-słyszałam jakieś głosy, ale myślałam, że to za nami. No i powtarza się historia z Liam'em.. Nie... Zobaczyłam porozrzucane w śniegu niektóre części garderoby, oraz torbę. Widziałam tylko nogi. 1,2,3,4,5,6..zaczęłam liczyć, ale przerwałam widząc, że Ania się wycofuje. Nie podniosłam głowy. Widziałam tylko jej..buty. Wydusiłam marne:
-Przepraszam-nie spodziewałam się reakcji tego chłopaka, mężczyzny. Bałam się, kiedy mnie podniósł i wziął na ręce. Spodziewałam się najgorszego, ale byłam waleczna. 
-Zostaw mnie! Co ty robisz?!-zaczęłam krzyczeć. Uniosłam głowę, aby zobaczyć komu mam przywalić,kiedy...
-Zabiję ciebie kiedyś-uśmiechnęłam się-Harry! Jak ty tak możesz! Wiesz jak się przestraszyłam?!-ach! Loczuś! Na jego twarzy pojawiły się dołeczki-Jeszcze jedna taka sytuacja-szepnęłam-to nie wiem co ci zrobię...
-Nie denerwuj się-powiedział i mnie odstawił z powrotem na ziemię. Liam zaczął się uśmiechać. Z resztą Niall, Zayn i Louis też do niego dołączyli. Ania podeszła do mnie i we dwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Hej, heej.. Spokojnie. Możecie mi wytłumaczyć o co chodzi?-zapytał zakłopotany Harry.
-No bo widzisz...-mówiłam z przerwami. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu-..kiedy spotkałam pierwszy raz Liam'a to właśnie od tego się zaczęło-kontynuowałam-Wpadałam na niego, nie patrząc przed siebie, jak przed chwilą na ciebie...
-Aha, to tylko ja o tym nie wiedziałem?-zapytał.
-No tak, tylko ty-próbował coś powiedzieć z zapchaną buzią Niall.
-Co, co ty jesz? Czy to...-Lou zaczął podejrzliwie patrzeć na żarłoka-..to ty chrupiesz to....?
-Nie!-pisnął Niall.
-Moje marchewki! Horan oddawaj! Jak mogłeś?! Kupiłem je sobie na drogę!-krzyczał Tomlinson za blondynem ganiając go.
-Stop!-krzyknął irlandczyk.
-Co?!-zapytał Lou. 
-Chodź do mnie!-zawołał Louis'a, a my się tej scenie przyglądaliśmy... Marchewkozjadacz podszedł do Niall'a.
-Lou spójrz mi prosto w oczy...Przepraszam..-wyszeptał dość głośno.
-Nie, nie słucham ciebie!-taką odpowiedź otrzymał biedaczek.
-Zrobię ci potrawkę marchewkową-proponował Niall.
-Serio? Kiedy?
-Haha.. Kiedyś...-zażartował blondyneczek.
-Dzięki-odpowiedział Lou i podszedł do nas. Harry wsadził swoje rzeczy do torby i ją podniósł. Fajnie nam się gawędziło. Podprowadziliśmy Anię. No, musiało dojść do rozstania. Ania poszła do domu, a Zayn się odezwał:
-Hem. Musimy iść. Emily nie może iść sama do domu, ktoś musi ją podprowadzić...-Lou szturchnął Harry'ego.
-No to ja-powiedział loczek.
-To mam..-zaczął Zayn, ale mu przerwałam.
-Mam Hazzę, możecie już iść-wyszczerzyłam się, złapałam go za rękę i poszłam. A raczej poszliśmy.
-Mhmm.. Na ile przyjechaliście?-zapytałam.
-Na tydzień. Ale mam nadzieję, ze na dłużej...
-Czy ty coś sugerujesz?
-Ehee.. nie, skądże-uśmiechnął się.
-Yhym.. ta, jasne..Dzięki-nasza konwersacja: pełna żartów. 
-No, to ja już lecę...-powiedziałam stojąc pod drzwiami domu. Patrzyliśmy na siebie, nie mogąc nic wykrztusić. Usłyszałam tylko ciche:
-Cześć.
No to tylko tyle mogłam się po nim spodziewać? Tylko "cześć"? Serio? Na prawdę na nic więcej nie było go stać? Z jednej strony taka prawda, ale z drugiej co mógł zrobić? Przecież to tylko moje myśli.. Odwróciłam się w stronę domu. Kiedy już miałam zamiar otwierać drzwi, poczułam delikatny dotyk jakiejś dłoni, na moim prawym ramieniu..ciepły oddech na szyi.
-Ja.. ja chciałbym się ciebie zapytać..-zaczął niepewnie..loczuś. Odwróciłam się w jego stronę.
-Tak? O co chciałbyś się mnie zapytać?-spytałam zaciekawiona.
-A posz..a już nic, nie ważne...-zarumienił się chłopak. Awww! Widzieć różowego Styles'a! Bezcenne!
-Posz?? No mów-uśmiechnęłam się.
-Poszłabyś gdzieś jutro ze mną?-wydusił z siebie. Nie podejrzewałam go o to. 
-Hmm.. No jasne! Pewnie. Chodź tu do mnie-uśmiechnięta wyciągnęłam ręce. Zaśmiał się i mnie przytulił. Ale ściskając go, czułam jak jego jedna ręka przemieszcza się i kończy się ruszać przy mojej kieszeni w kurtce. Odsunęłam się od niego.
-Do jutra!-usłyszałam Harry'ego.
-Do jutra...-powtórzyłam. 
Weszłam do domu. Eh! Coś mi wsadził do kieszeni.. 
O jejku! Cudowne!
__________________________________________________
Ha! Mówiłam Wam, ze szybko napisze kolejny rozdział! ;p Sory za błędy, a jest ich sporo...:) Komentujcie, proszę! :)) CZekajcie na kolejny. ;d

4 komentarze:

  1. Aaaaaaaaaa ten rozdział był najpiękniejszy ze wszystkich, które napisałaś *__________*
    i ten lczek...jezu...on był przesłogki...ugh...no brak słów*.* ciekawe co napisał na tej karteczce :D ale taki nieśmiały Hazza- no jak to czytałam to myślałam,mże nie wiem co zrobię *O*
    Jeeeej, czyżby Zayn zaczął również zakochiwać się w Emilce? O bosh...byłoby cudownie: Hazza vs. Malik:3
    O! Albo nie! Mogłaby najpierw być z loczkiem, potem ten by ją zdradził i. Zyskalaby zaufanie do mulata*_______*
    Jeja ale się rozpisałam XD mam nadzieję, że weźmiesz moje zdanie pod uwagę ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Chce kolejny rozdział!!!!

    Ta co od dziś czyta twojego bloga <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział! Chyba najlepszy! Nie mogę się doczekać kolejnego:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww! Twoje opowiadania są BOSKIE!!! Masz talent.
    Żądam następnego opowiadania!
    Natychmiast! ~ Wakfu Evangelina

    OdpowiedzUsuń