piątek, 27 września 2013

Rozdział: 12

Eaaahhhh... Powieki nie chciały się podnieść. Moje jedyne pytanie to tylko, która godzina? Zaczęłam "galaretowatą" ręką macać szafkę nocną. Złapałam za telefon. Powoli otworzyłam oczy. Około 6:30. Odłożyłam sprzęt na miejsce i ułożyłam się do snu... Zaraz, zaraz.. Ja MUSZĘ do szkoły! Oł dżizys! Jeszcze tego... Wstałam z łóżka kompletnie zaspana, chodziłam po pokoju jak zombie dotykając wszystkiego, aby dotrzeć do szafy. Stanęłam przed meblem, szukając czegoś w co mogłabym się dzisiaj ubrać. Z pogodą nigdy nic nie wiadomo. Nie chciało mi się włączać laptopa, więc sięgnęłam po telefon. Cóż poszukiwania długie. Luty, poniedziałek, a gdzie pogoda?! Śnieg, ok. Wróć. Śnieg jeszcze do tego? Chociaż czego się spodziewać, początek lutego. Podeszłam wolno do okna. No, śniegu nie było. Cofnęłam się i wzięłam jeansowe, jasne rurki i luźną, jasną bluzkę.

Ruszyłam do łazienki. Oczywiście musiałam się potknąć. No, ale na szczęście się nie przewróciłam. Po porannej toalecie wyszłam z łazienki. Usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam telefon do ręki i przeczytałam treść wiadomości "Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Ty za pewne teraz do szkoły idziesz... Jak będziesz miała czas to zadzwonisz? Liam" Lol. Skąd on miał mój numer telefonu? Dziwne..Dobra tam. Teoretycznie byłam już gotowa. Miałam godzinę do 8:00. Do szkoły miałam blisko... Cóż, zeszłam na dół. Na lodówce widniała kartka, a na niej napis: "Śniadanie w lodówce. Smacznego. Miłego dnia w szkole :)". Mama by mnie nie puściła głodnej nigdzie. Heh. Kiedy chciałam otworzyć lodówkę, ujrzałam pieniądze oraz kolejną kartkę, a na niej wiadomość: "Na tamtej kartce się nie zmieściło. Masz tu, żebyś coś sobie kupiła". Uuuu...Ciekawe, czy tam będzie sklepik szkolny. Wzięłam pieniądze do kieszeni i kontynuowałam poprzednią czynność. Ammm! Gofry z bitą śmietaną i dżemem truskawkowym.
Wzięłam gofry i ruszyłam do najbliższego blatu. Sięgnęłam po łyżeczkę (lubię jeść łyżeczkami) i przystawiłam sobie krzesełko. O jejku! Czemu mama więcej nie zrobiła! Tak naprawdę byłam już nasycona, ale jak dobre to i tak bym jadła i jadła... Zaczęłam zmywać po sobie, kiedy ktoś zapukał. Nawet nie wytarłam rąk, a ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je, gdy moim oczom ukazała się Ania, no już z plecakiem.
-Hej, mogę z tobą iść do szkoły?-zapytała.
-No jasne, ale to już tak wcześnie trzeba?-szybko spojrzałam na zegarek, była 7:13-Bo ja jeszcze w domu troszkę posiedzę.
-Znaczy nie trzeba tylko tak przyszłam-odpowiedziała.
-Aha.. Chcesz może wejść?
-A mogę?-zapytała niepewnie.
-Nie, nie możesz. Będziesz tutaj stać i czekać na zewnątrz, aż ja łaskawie wyjdę. No jasne! Nie pytaj!-wpuściłam ją do domu-Chcesz może ciasteczka? Jak jeszcze mam..-zaczęłam szukać słodyczy. Znalazłam pierniki schowane w pudełeczku. Wyciągnęłam je z szafki i położyłam na stole. Usiadłam obok niej i zaczęłam rozmowę:
-Jak tam?
-A nudno. A u ciebie?
-W sumie tak samo. Jakoś nic wczoraj, ani dzisiaj nie robiłam specjalnego. Nawet telefonu nie użyłam.
-Ostro. Ja to codziennie korzystam z telefonu. Wczoraj prawie cały czas pisałam. Dziewczyny mówiły, że minuty są drogie do ciebie, więc nie dzwonią, ale chciałyby. No bo wiesz, że Magda ma ze mną darmowe sms-y?
-Nie wiedziałam. No i co? O czym pisałyście?
-No takie tam, ale i o tobie, że chciały z tobą pogadać, ale ciebie w ogóle na Skypie nie ma...
-A no tak. Chwila, zobaczę która godzina-spojrzałam na zegarek-8:26 wychodzimy, nie ma co siedzieć. A właśnie jak tam chłopcy naszych dziewczyn?
-A no spoko. Madzia mówiła, że się jakiś czas temu razem grupą spotkali.
-A właśnie! Przypomniało mi się!
-No co?
-Liam do mnie napisał...-nie byłam pewna jak zareaguje. Taka, no chyba lekko podekscytowana była.
-Czy jest w tym coś dziwnego?-zapytałam.
-No tak! I co napisał?-dopytywała się mnie.
-Yyy.. no to coś o tym, że jak będę miała czas to..żebym do niego zadzwoniła-odpowiedziałam spokojnie.
-No to dawaj, teraz dzwoń!
-Ale spokojnie, mamy czas.
-No weź! Jeśli to zrobisz po szkole to mnie nie będzie-powiedziała z żalem w głosie.
-A może po prostu od razu po szkole, do mnie przyjdziesz?-to było oczywiste, ale ona chyba nie zamierzała odpuścić.
-No, ale..
-Daj mi zamknąć dom. Po drodze pogadamy. Zaraz będzie 7:35, a im wcześniej wyjdziemy tym lepiej-oznajmiłam Ance. Ubrałyśmy się, wzięłyśmy plecaki. Ona wyszła pierwsza, a za nią ja zamykając drzwi.
-No to jak się umawiamy?-zapytała.
-Nie wiem. Napisze do niego-wyciągnęłam z kieszeni telefon. Miałam otwarte okienko z nową wiadomością.
-No i co mam napisać?
-Napisz, że zadzwonisz po szkole.
-Noo-zaczęłam dotykać ekranu w wybranych miejscach z literkami-Już.
-Czekajmy na odpowiedź-uśmiechnęła się.
-I ja no nie wiem, co ty w tym takiego widz...czekaj-odblokowałam telefon. Dostałam sms-a. "Okej, to zadzwoń jak tylko będziesz mogła. :)" Zszokowało mnie tempo w jakim odpisał. Wyglądałam idiotycznie, bo stanęłam jak wryta.
-Ej, wszystko dobrze? Od kogo to?-zapytała zdziwiona, zaniepokojona Ania. Nie wiedziałam co w tej chwili bardziej przeważało.
-Ty, ty to widziałaś?-wyciągnęłam do niej swój telefon nadal zdziwiona.
-No tak. Już tyle razy! Zwykły Samsung. No dobra nowiusieńki, ale Samsung-odpowiedziała. Mówiła to tak jakbym była jakaś niedorozwinięta i jej to miliony razy pokazywała.
-Nie.. Co?! Nie marka tylko co tam jest! Patrz w jak szybkim tempie odpisał!-no musiałam jej pokazać, bo ona by się nie skapnęła.
-Aa.. O to chodzi. No tak.
-Dobra idziemy, prowadź-powiedziałam. Posłuchała się. Szła dumnie, a ja za nią przebierałam nogami. Ona to szybko idzie...
 Stanęłyśmy przed budynkiem.
-Ej.. Jak tam jest?-schyliłam się wyrównując oddech.
-No prawie tak jak w naszej byłej w Polsce-odpowiedziała.
-W sensie?
-No tam jest identycznie. Tylko nauczyciele inni i niektóre przedmioty.
-Aha. A szatnia jest? Przebieralnia na W-F oddzielnie? Basen, czy coś?
-A no to są szatnie, zaraz do nich pójdziemy. Na WF-ie są oddzielnie. Nie ma basenu, jest duża sala gimnastyczna, no i bieżnia. Jest siłownia, boisko.
-A no dobra. A ile ma pięter?-moje pytania nie znają granic.
-Dowiesz się w środku-odpowiedziała. Kurczę. Brzuch mnie bolał, z resztą zawsze tak mam jak się denerwuję. No i wielka chwila prawdy. Otworzyłyśmy drzwi do szkoły. Na pierwszy rzut oka normalna szkoła. Wydawała się być duża.
-Ej, a ty co się tam gapisz, chodź do szatni-szarpnęła moją rękę Anka. Schodziłyśmy po schodach do piwnicy. Strop schodził soraz to niżej i niżej...
-Anka!-krzyknęłam ona się schyliła i szła dalej.
-No co?-zapytała.
-No ty, gdybyś się nie schyliła dostałabyś w głowę! Przecież ten sufit tutaj taki niski.
-A no dzięki-uśmiechnęła się-Nie mogę się do niego w ogóle przyzwyczaić-westchnęła-A tobie, od razu się udało nie walnąć. Ja do teraz czasem się zapominam...-powiedziała.
-No ta. Gdzie nasza szatnia?-zapytałam.
-O tam-pokazała Ania-Właśnie tam idziemy-no i poszłyśmy. Miałyśmy na końcu. Dalej już leżały tylko rupiecie, makulatura itd. Kiedy odkładałyśmy kurtki na wieszaki i zmieniałyśmy buty słyszałam jak ktoś zmierza do szatni. Kroki były coraz szybsze...
-Cześć! Siema Ania! Heeee..j..Hej-powiedział chłopak cały czas uśmiechnięty. Za nim było stało jeszcze dwóch.
-Oh! No więc Tony, Dan, Ian, Luke to jest Emily. Będzie się z nami uczyć-przedstawiła nas sobie. Oczywiście po angielsku.
-Hej, miło nam-uśmiechnęli się.
-Mi również-eh, czemu dla mnie zawsze poznawanie się, jest takie trudne... No mam wrażenie, że coś źle robię.
-Em, to my może pójdziemy z Anią pod salę?-zapytałam niepewnie. Anka chyba wyczuła o co chodzi, więc odpowiedziała:
-Y no tak, oczywiście. Musisz się jeszcze trochę ogarnąć w szkole. Pokażę ci wszystko, idziemy..
-Do zobaczenia na lekcji!-zawołał jeden z nich. Wyszłyśmy z szatni i powiedziałam z wielką ulgą przez zęby:
-Dziękuję.
-Ależ proszę bardzo. Widzieć twoją minę. Ah! Bezcenne..-uśmiechnęła się.
-A jak tam się siedzi? W ławkach razem, oddzielnie?
-Ymm.. Tak. We dwie osoby w jednej ławce-odpowiedziała.
-Aha. A ty z kimś siedzisz?-nawet nie przeszło mi przez myśl, że mam z nią siedzieć. Znaczy spoczko byłoby, ale myślałam, że zapewne będę sama.
-Znaczy ja siedzę sama. A chcesz ze mną siedzieć? Jeśli tak, to jasne!-powiedziała z uśmiechem.
-Aha.. Ale nie o to.. A już nie ważne-poddałam się. Nie lubiłam..wróć. Kochałam dużo rozmawiać, ale nie do przesady. 
Poszłyśmy jakimiś w ogóle innymi schodami. Z tego co wynikło to budynek miał 2 piętra, jeszcze parter i piwnicę. Miał także 2 klatki schodowe, ale ta którą wchodziłyśmy była główna. Zaprowadziła mnie na samą górę. Zaczęła mi gadać jaką mamy teraz lekcję.
-Mam plan lekcji-odpowiedziałam obojętnie. Jejku. Ciekawe jak będzie na tych lekcjach.
~Drrrrrrrrr!!!-No i dzwonek na lekcje. Poszłyśmy pod klasę. Po nas przyszli chłopcy z szatni i inni. Przed drzwiami byłyśmy pierwsze, a za nami stali Tony i ta trójka. No cóż tam TRZEBA BYŁO parami stać. Odwróciłam się, a w ogóle nie znane mi twarze, przypatrywały się mojej osobie. Jejuu..Gorąco mi się zrobiło...
-Nie przejmuj się. Nasza klasa już tak ma. Jest zbyt ciekawska. Ale szybko im to przejdzie-powiedział Dan.
-Oh, dzięki-no dobra, to było dziwne.. Anka mnie szturchnęła i machnęła głową w kierunki baby od.. Chwila co ja miałam? Ah tak! ..baby od chemii. Obcasy, okulary, spódnica, żakiecik uhum... Jak dyrektor.
-A ona jest wychowawczynią jakiejś klasy?-szepnęłam do Ani.
-Nie. Jest dyrektorką-haha. I po co ja to mówiłam? Zaśmiałam się cicho z samej siebie. No jak na złość. Ale tak już bywa i tego chyba raczej nikt nie zmieni. Z resztą u mnie zawsze musi być tak jak ja nie chcę. Podeszła do drzwi i otworzyła wejście do sali. Pierwsze weszłyśmy my=ja i Ania, a za nami reszta. Anka wskazała na miejsce gdzie będziemy siedzieć, bo tam wcześniej rezydentowała. Usiadłyśmy w lewym rzędzie. Ja od okna, a ona z brzegu, bardziej do środka. No i zaczęła się lekcja. Dyrektorka jak to powiedziała "Emily zapraszam ciebie na środek". I zaczęła:
-Od dzisiaj w tej klasie, będzie się uczyć wasza nowa koleżanka. Tak jak nasza Ania, jest z Polski. Przyjmijcie ją zatem bardzo ciepło." Nie była taka zła. Tłumaczyła wszystko dokładnie. Pokazywała coś, powtarzała kilka razy, no można byłoby się nauczyć. Ogółem miałam w poniedziałek 7 lekcji. Po 3 nudnych "spotkaniach" z nauczycielami i dosyć ciekawej chemii, zostały jeszcze 3 godziny lekcyjne. 
-No i kolejna przerwa-westchnęłam.
-No nie taka zwyczajna przerwa, obiadowa. Mamy więcej czasu-powiedziała Ania.
-Dobra, chodź pod salę od geografii-powiedziałam.
-Em, a to co z tym Liam'em?-zapytała. A to ciekawska.
-No po lekcjach zadzwonię do niego-eh po moich słowach poszłyśmy. Przed pomieszczeniem usiadłyśmy w miejscu, gdzie wszystkich słyszałyśmy, którzy gdzieś obok siedzieli.
-Co ty tam robisz?-zapytałam.
-A siedzę na twitterze-odpowiedziała zapatrzona w telefon.
-To w tej szkole jest darmowe Wi-Fi?-zdziwiłam się.
-No jest-odpowiedziała. Siedziałam sobie patrząc co robi, gdy podeszła do mnie jakaś dziewczyna mówiąc:
-Hej, Emily Wróblewska, tak?-zapytała.
-Tak to ja, ale możemy się umówić?-szybko powiedziałam o co mi chodzi.
-Jasne.
-Spróbuj wypowiedzieć Emila, albo Emilka.
-Mila..-i zaczęły się nieudolne próby. W końcu jej się udało i powtórzyła kilka razy Emila.
-O pięknie. Możesz tak do mnie mówić? Nie lubię angielskiego zamiennika swojego imienia.
-Ok-usiadła obok mnie. Kątem oka widziałam Anię, która przypatrywała się sytuacji.
-Spójrz na to-wyciągnęła przede mnie swój telefon z tym zdjęciem.. tak, z Harry'm-Czy to ty? Ty chodzisz z Harry'm Styles'em?-zapytała.
-Yyy..no.. znaczy nie. No bo ja go po prostu znam-odpowiedziałam. Nie spodziewałam się takiego pytania ze strony tej dziewczyny.
-Aha, dobra. A tak w ogóle to jestem Judy Smith-podniosła rękę-miło mi-uśmiechnęła się.
-Oh. Mi również-uścisnęłam jej dłoń. Potem rozmawiałyśmy z Anią, aż do dzwonka.
Po kolejnych 3 nudnych lekcjach, w końcu byliśmy wolni. Zeszliśmy do szatni. Było głośno i każdy się zajmował swoim ubieraniem. Anka podeszła do mnie i pokazywała mi kto jak się nazywa..
 Wyszłyśmy ze szkoły, a do nas podbiegli Dan, Tony i Luke.
-O, a gdzie Ian?-zapytałam.
-Em, musiał zostać-odpowiedział Luke. Usłyszałam jeszcze jakiś głos za nami:
-Czekajcie na mnie!-odwróciliśmy się, a w naszą stronę biegła Judy.
-No, czyli mamy komplet. Trzy dziewczyny i trzech chłopców-wysapała ledwo co idąc. Ruszyliśmy. Ja dużo rozmawiałam z Lukiem, Ania z Tony'm, a Judith z Dan'em. 
-Czy wam też tak zimno?-zapytałam. Wiatr zaczął dawać się we znaki, a na niebie ciemne chmury.
-No, nie jest ciepło-odpowiedziała Anka. Reszta też przytaknęła.
-Au!-krzyknęła moja przyjaciółka.
-Co się stało?-zapytałam.
-No, coś tak zimno mi się zrobiło na nosie i tak zaszczypało...-zrobiła tak zwanego zeza i spojrzała na nos-Nie!-ponownie krzyknęła. Wszyscy chórem zapytaliśmy, o co chodzi. Na to ona odpowiedziała:
-Śnieg! Śnieg pada!-popatrzyliśmy na boki. Rzeczywiście taki mały, ale z każdą chwilą coraz większy.
-Jak będzie jeszcze dużo tego puchu, to idziemy na sanki-powiedział Lucas.
-Ale jak to na sanki Luke?-zapytała Judy.
-No normalnie. Może i mamy sporo lat, ale czy to znaczy, że nie możemy się pobawić? O wiele starsi ludzie zjeżdżają z górek, a nam nie wolno?-pytanie Judith wręcz go oburzyło.
-A ja się zgadzam. No przecież nie będziemy po 70 lat wychodzić na sanki, nie? Teraz musimy to zrobić!-zgodziłam się w 100% z Lucasem, dlatego się wtrąciłam. Reszta spojrzała po sobie i doszła do wniosku, że jednak niegłupio gadamy. Doszliśmy do parku.
-Ej dziewczyny, odprowadzić was?-zapytali.
-Nie, dzięki-odpowiedziałam.
-Nie martw się i tak niedługo dojdziemy gdzie mieszkasz. Mamy dobrych informatorów-powiedział wyszczerzając ząbki Antony.
-No chodź, wiesz jak zawsze z nimi fajnie?-zachęcała mnie Ania. Spojrzałam na nich.
-Nie przyjmujemy odmowy złotko-uśmiechnęli się.
-Dobra...-bąknęłam. Podprowadzili Judy pod dom. Zmierzaliśmy w kierunku mojego siedliska. 
Otworzyłam drzwi i już miałam się żegnać z resztą, gdy..:
-Emilko, to ty?-zapytała mama, ale ledwo ją słyszałam, gdyż była raczej w kuchni.
-Tak mamo!-powiedziałam, po polsku.. Na twarzach chłopaków nie widziałam zdziwienia. A no tak! W końcu dyrektorka wyjaśniła wszystko na chemii.
-No to my już idziemy-powiedzieli. Najwyraźniej mama to słyszała.
-Czy ktoś tam jeszcze jest?-zapytała.
-No tak.
-A no to zaproś-powiedziała i podeszła do drzwi.
-Ej chłopcy, Ania, mama zaprasza. Nie ma odmowy...-no i po tych słowach mama wyszła kilka kroczków z domu i powiedziała:
-Witam kawalerów i ciebie Aniu, zapraszam. Przynajmniej na chwilkę-uśmiechnęła się i wszyscy za nią poszli do domu.
-Mamo, to jest Tony, Dan i Luke-zapoznałam ich sobie-no to wy zdejmujcie kurtki, buty, plecaki odłóżcie, zaraz coś będzie do jedzenia. Chodźcie na chwilę do mnie na górę-zaproponowałam. Odłożyli swoje rzeczy i poszli tak jak im kazałam. Jeju, nie spodziewałam się, że tak szybko poznam nową koleżankę i aż trzech kolegów. Tak, koledzy i koleżanki, dziecięce słowa... Wydawali się być sympatyczni. Tylko co z Liam'em. Miałam do niego zadzwonić, a teraz...
-To tu?-z zamyślenia wyrwał mnie Dan.
-Yyy... Tak. Wchodźcie-powiedziałam. Weszli i rozglądali się trochę po moim pokoju.
-No fajnie tutaj masz-powiedzieli chłopcy. Ania siedziała obok mnie na łóżku. Oni zaraz potem się dosiedli i zaczęła się dość interesująca rozmowa. Trwała krótko, bo za jakieś 15 minut zawołała nas mama na obiad. Zeszliśmy i poszliśmy do jadalni. Ja wróciłam do kuchni pomóc mamie. Na przystawkę była zupa krem z pomidorów. Wszystkim smakowała. Potem jako danie główne mama dała karkówkę pieczoną z jakąś surówką (sama nie wiedziałam jaką) i  puree ziemniaczanym. Lucas i Antony poprosili o dokładkę. A deser! Mniami!


 Ja nawet sama nie wiedziałam z czego to jest. Na pewno były tam wiśnie, inne owoce, pistacje i bita śmietana? Hmm... Jedliśmy i nagle mi się przypomniało o Liamie.
-Hm, przepraszam was na chwilę, zaraz wracam-powiedziałam. Spojrzeli  na mnie i dalej kontynuowali rozmowę. Wbiegłam szybko po schodach, weszłam do pokoju, wybiegłam z niego szybko i o mało co nie zleciałam ze schodków. Poszłam do pokoju i zadzwoniłam.
-Raz, dwa, trzy... Halo?-zawsze liczę sygnały. Za 3 razem ktoś odebrał, za pewne Liaś.
-Emily?-usłyszałam głos Liam'a.
-Tak. No to jak. Co tam chciałeś mi takiego ciekawego  powiedzieć?-zapytałam.
-No to od razu do rzeczy rozumiem?-spytał niepewnie.
-A co obijać w bawełnę?-odpowiedziałam.
-Mam wiadomości...-zaczął.
-Rozumiem, że jedna dobra, a druga zła?-zapytałam śmiejąc się.
-Niestety, ale tak. Nie wiem, może dla ciebie te dwie będą złe..-ściszył ton. Ciężko przełknęłam ślinę.
-No to zaczynam od tej złej...
____________________________________________________
Heeej Misiaczki, pysiaczki. ;* Jest kolejny rozdział. Postaram sie lepiej pisać.;d Proszę o komentarze, czy się podoba, co mogę dodać i takie tam. :) Niedługo powinien pojawić się kolejny.

2 komentarze:

  1. Super. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Proszę wstaw jakoś w tygodniu najlepiej. Niech będzie więcej wątków o 1D i o szkole i ogółem o wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście Cię znajdę i zabiję!!Jak mogłaś zatrzymać w takim momencie!! No wiesz co?!;<< szczelam focha!^^
    ogółem to rozdział wspaniały, tylko proszę o więcej 1D:3 może przyspiesz czas, żeby już wrócili z trasy:D ogólnie to nawet nie mam pomysłu co on ma jej do przekazania O.O mam nadzieję, że nie to, że trasa się przedłuża *^* oooo nie, wtedy to już byś na pewno nie żyła XDD no cóż...mam nadzieję, że chłopaki szybko wrócą i będą wątki miłosne *______________*

    OdpowiedzUsuń